Uparta miłość t.II r. 23[2]

Przed niedzielą przyjechał Adam z dobrymi wiadomościami - kryzys minął. Za parę dni Liliana ma być wypisana ze szpitala.

-Ona wciąż przesiadywała na balkonie, bo tam lżej się jej oddychało, no i przeziębiła się. Dla niej każda infekcja jest zagrożeniem życia - tłumaczył mąż zasiadając do kolacji. - Tomek zamierza umieścić ją u rodziców i starać się o miejsce w klinice rządowej. Już raz ją tam ładnie podleczyli - dodał nakładając bliźniakom, które się przysiadły, po porcji sałatki.

Mirka odetchnęła z ulgą; a ze życie niosło wciąż nowe sprawy i problemy - przestała rozmyślać o Lili i swoim zobowiązaniu.

Pamiętnego dnia 25 marca, Mirka i jej trzech kolegów obroniło pracę magisterską. Ten szczęśliwy dla nich dzień był wyjątkowo nieciekawy, jeśli chodzi o pogodę. Wiał dokuczliwy wiatr; odsłaniając bezchmurne niebo, po chwili zaś, przypływały ciemne chmury - sypało śniegiem, zacinało deszczem. Nowo upieczeni magistrowie strojni i eleganccy , nim dotarli na przystanek tramwajowy, zostali przewiani i przemoczeni. Nie bardzo im się chciało organizować bankiet pożegnalny; skończyło się na filiżance gorącej kawy i kieliszku wina. Mirka przez parę dni leczyła przeziębienie; z tego też powodu nie przyjmowali gości, ani nie jechali do rodzinki na Wielkanoc.

Był koniec kwietnia, nareszcie przyszły dni ciepłe słoneczne, prawdziwie wiosenne. Gospodyni z narzędziami i nasionami wybrała się do ogrodu. ,spoglądala na drogę; Adam obiecał odebrać dzieci i zabrać je do miasta na ciastka, lada chwila powinni wrócić.

Podjechał wiśniowy samochód. Pacjent?. Sylwetka była dziwnie znajoma. Przecież, to Barański! Zaprosiła gościa do mieszkania.

- Szukałam z panem kontaktu, gdyż żona mojego kuzyna - pani Lila Bondos, życzyła sobie spotkania z panem. Wtedy, zimą, stan jej był bardzo ciężki; na szczęście teraz jest dużo lepiej - zaczęła od progu.

Przyjechałem, bo zabieramy stąd sprzęt i ludzi, pracownicy opisali panią tak, ze od razu wiedziałem o kogo chodzi. Bardzo proszę o informację, gdzie przebywa pani Lila. Barański miał w pięknych oczach najprawdziwszą udrękę. Pierwszy raz nie budził w Mirce odrazy.

- Ostatnio byłam bardzo zajęta, a wiedząc, że stan zdrowia pani Bondos poprawił się - nie odwiedzałam jej ostatnio. Tak, że nie wiem, gdzie obecnie przebywa

- No nie! Jakieś żarty sobie pani ze mnie robi!? Przecież tu nie chodzi o jakąś schadzkę. Ja chcę zobaczyć bliską mojemu sercu osobę, może po raz ostatni... - zerwał się z krzesła, na które dopiero co usiadł.

- Proszę pana, naprawdę nie wiem. Być może jest w klinice w Warszawie, może u teściów w Poznaniu, albo u rodziców w Czarnkowie.

- Przecież pani mąż mieszka w Poznaniu! To co, nie kontaktujecie się z rodziną? On lekarz, nie wie, co się dzieje z ciężko chorą kuzynką?! Ma pani mnie za idiotę?! - urodziwa twarz była pełna i bólu i złości. - Dla pani liczą się durne zasady no i własne zastrachanie, no nie? Jak sobie pani przypomni, to tu jest wizytówka - rzucił kartonik na stół i wybiegł z mieszkania. Z furią ruszył z miejsca. Po chwili zaś we wjeździe ukazał się samochód Adasia.

- Czy mi się zdawało, czy to Barański wyjechał od nas?

- Tak, pytał gdzie ma szukać Liliany. -

- Tylko jego nam tu brakuje - utyskiwał kładąc na stół zakupy. Jest u Bondosów. Powiedziałaś mu?

- Nie, bo nie wiedziałam. - rzekła chowając niepostrzeżenie wizytówkę.

- No i bardzo dobrze.

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania