Uparta miłość t.II r. 24 [4]

- Matka byłaby szczęśliwa, gdyby się Stefki trzymał - śmiał się tato.

- Tej dziewczyny nieraz bardzo mi żal. Przychodzi, niby kroju się uczyć, ale tylko czeka, nasłuchuje, czy motoru nie słychać, żeby choć popatrzeć, żeby choć parę słów zamienić.

Zrobiło sie późno. Mama wyszła na ganek i stała zapatrzona w ciemne niebo.Córka stanęła obok i objęła matkę.Wciągnęła głęboko powietrze.

- Połowa sierpnia, już pachnie jesienią - świeżo zaorane ścierniska, dojrzewające sady,ostatni wysyp wszelkiego kwiecia - to wszystko jest w tym powietrzu.

- E tam, dzień w dzień mgły i mgły; pranie po trzy dni wisi.Chyba nie będę zamykać, bo jak zacznie stukać, to wszystkich pobudzi. Skaranie boskie z tym chłopakiem.

- Zostaw otwarte, pewnie zaraz wróci.

Piotrek faktycznie po niedługim czasie przyjechał. Najpierw warkot motocykla, później szurganie garnkami, obudziło Mirkę. Przyszła do kuchni i przywitała się z bratem.

- Piotrek, ty jesteś po wódce i motorem jechałeś?

- Jedno piwko, siostrunia - odrzekł zataczając się - a kierował Bronek.

- Albo picie, albo jazda, powiem ojcu, co ty wyczyniasz!

Miruniu, proszę cię - Piotrek złożył ręce, jak do modlitwy. -

- Zjedz i jazda na górę, bo zaraz wszystkich pobudzisz!

Parę wspólnie spędzonych dni szybko minęło, gdy Mirka zbierała się do powrotu, tacie przypomniało się, że Bojarski w czasie swej ostatniej bytności w biurze wypytywał, gdzie młodzi mieszkają i jak tam dojechać.

- Chcą nas odwiedzić?

-Do Adama mają sprawę, mama Romana ciężko choruje na serce. Liczą, że może Adam u siebie w szpitalu miejsce by załatwił.

- Przyjechać zawsze mogą, proszę to Bojarskiemu powiedzieć; a na ile uda się pomóc, tego nie wiem.

Przy pożegnaniu cała rodzina w komplecie wyległa przed dom, nawet Grzelakowa, z małym wnuczkiem na ręku, machała jej zza płotu

Tymczasem, Adam, korzystając z nieobecności żony, wybrał się do Wrocławia.Pretekstem była sprawa leczenia Elwiry, a tak naprawdę chciał zobaczyć Annę;tylko zobaczyć, nic więcej. W nieznanym sobie mieście dosyć długo pytał i krążył, aż wreszcie znalazł ulicę Korzeniowskiego i szpital psychiatryczny. Ze znalezieniem pani doktor Anny Jaracz nie było problemu; okazało się, że teraz ma nazwisko dwuczłonowe - Jaracz Molewicz. Wyszła za mąż - to dobrze pomyślał. Przyszła do sali konsultacyjnej po dawnemu smukła , zgrabna, dostojna. Tylko twarz.. Jedynie miodowe oczy patrzyły, jak dawniej, zrekonstruowany nos odmieniał całą fizjonomię.Wyglądała na niemile zaskoczoną; pośpiesznie przedstawił cel swojej wizyty i napięcie zniknęło.

- Trafiłeś w dziesiątkę! Od roku pracuję na oddziale uzależnień. Udało mi się zdać najtrudniejsze cztery egzaminy, w przyszłym roku zamierzam uporać się z resztą i uzyskać specjalizację pierwszego stopnia. A co u ciebie?

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania