Pokaż listęUkryj listę

Uparta miłość t.III r. 18[6]

Henio wrócił po odbyciu praktyki bardzo zadowolony.

- Mówię wam - to inny świat , inni ludzie. Gdybym jeszcze znał biegle angielski...

- A oni po polsku nie mówią? -- zapytała matka naiwnie.

- Bardzo dobrze mówią, przecież świadczą usługi głównie Polakom; no i głównie chodzi o możliwość wyjazdu, niestety. Naszym opiekunem był Anglik ożeniony z Polką.

- Jak to - naszym, to ilu was było?

-- Dwóch, ja i Bartek z Kielc; on studiuje w Warszawie.

- Opiekun, znaczy nauczyciel?

- Raczej nadzorca. Jak byliśmy w dziale wiz, to cały dzień i jeszcze następnego dnia z rana odpytywanie z teorii i praktyki, No i tak po kolei - paszporty, sprawy spadkowe, podróże, rejestracja narodzin, zgonów, małżeństw i tp.

- A na miasto szło wyskoczyć? - zapytał ojciec stawiając przed synem gorący gulasz. - Gdzie się stołowaliście?

- W ichniej jadłodajni pracowniczej. Jedzonko - pierwsza klasa!Najpierw nie było czasu, do tego przeważnie lało; dopiero ostatnie trzy dni była laba. Rano trochę zamieszania- pierw była grupa studentów z krajów afrykańskich, drugiego dnia spotkanie z prasą attache wojskowego, a w ostatnim dniu polscy i irlandzcy biznesmeni mieli jakieś narady.

.No i wtedy kolega pokazał mi troszkę stolicy

-No to teraz możesz mieć labę aż do końca miesiąca - śmiał się mama

- Chciałbym, ale to będzie możliwe dopiero pod koniec września. Po jurze jadę do Krakowa, musimy jechać do Leska - to takie miasteczko w Bieszczadach.

- Kto musi? - zainteresował się ojciec.

- Wiem, że będzie nas sześcioro: nasz ksiądz Jacek, Klaudia , a reszty nie znam. Trzeba załatwić wszystko przed przyjazdem dzieci niepełnosprawnych. Ma być dwa turnusy rehabilitacyjne, po dwa tygodnie; niektóre będą z rodzicami, pozostałymi będą się opiekować ochotnicy. Wracam prosto do Kołobrzegu; państwo Żeligowie zaprosili mnie na trzy dni.W tym czasie ochrzcimy małą Anię. Na pogrzebie w Białośliwiu, dziadek Piotrek prosił, bym przyjechał do Pogórza i pomógł mu przy drzewie. No to pojadę i tak przyjdzie wrzesień i będę musiał jechać do Leska.

Rodzice patrzyli n syna z podziwem i uśmiechali się, tylko mała siostrzyczka, choć niewiele rozumiała, była bardzo smutna.

Henio wyjechał, a po kilku dniach zadzwoniła mama Lisowa, że uroczystość Złotych Godów musieli przełożyć na wrzesień. ksiądz proboszcz wyjechał na miesiąc do Rzymu i dlatego. Wiadomo, ze będzie już praca w szkole i córce będzie ciężko przyjechać do pomocy. W związku z tym, czy by teraz nie przyjechała.

Jak mus, to mus - Mirka zapakowała rzeczy dla siebie i małej

i ruszyła w drogę.

Okazało się , że tego samego dnia przyjechał z Kołobrzegu Henio. Przystąpili więc do koniecznych prac, a wieczorami syn opowiadał o wrażeniach z pobytu u Żeligów.Mirka oględnie opisała rodzicom zawiłe, trudne życie Natalki

- Dla kogoś patrzącego z boku - idylla: śliczne dzieciątka, szczęśliwa matka przy nim. Wszystko z górnej półki - najelegantsze. Tylko, że prawdziwa matka, jak już przybyła, to trzymała się od małej z daleka. Była w kościele i może z godzinkę na przyjęciu. Przyjechała, owszem z ze swoim partnerem, ale on nie był ani w kościele, ani na obiedzie. Ponoć siedział w pobliskiej kawiarni

- A kto o taki? - pytał dziadek.

- Nie poznałem go bliżej. Wielkie, silne chłopisko w wieku mego taty.

-

Udało mi się za to pogadać z Natalką. Powiedziała, że Roman jest po rozwodzie, ze sąd zasadził pieczę naprzemienną. Czyli jego dzieci - siedmioletni syn i pięcioletnia córka są po połowie - to u matki, to u niego. No i tylko, jak się wszystko ustabilizuje, to ona swoją Anię zabierze do siebie.

- Mój Boże tak, to nawet z psem się nie robi - westchnęła pani Lusia pilnie słuchająca relacji.

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania