Sklep rzeczy utraconych - rozdział 63
Grijs zatrzymał się przy ostatnim rozwidleniu. Dalej korytarz prowadził ku schodom, którymi można było wyjść na zamkowy dziedziniec. Światło jego latarni padało na mokre ściany i kamienne stopnie.
— Jeśli cię rozpoznają, nie pozwolą ci odejść.
— Wiem.
Eveline przystanęła. Ból za oczami osłabł, ale przy każdym gwałtowniejszym ruchu wracał. Płótno, które dał jej Grijs, zdążyło nasiąknąć krwią.
— Florentina nie wie, co próbują wnieść do jej ojca.
— Nie wiesz nawet, czy ten człowiek mówił prawdę.
— Widziałam, że jednego brakuje.
— Nie widziałaś, co było w środku.
Grijs postawił latarnię na stopniu.
— Zostanę przy tej odnodze. Jeśli będziesz musiała wracać, droga musi być wolna. Jeśli nie wrócisz przed świtem, pójdę do stróżówki, do Tempo.
Eveline odwiązała nóż od pasa i podała go Grijsowi. Nie wziął go.
— Zatrzymają cię również bez niego.
Przywiązała nóż z powrotem do pasa. Grijs podniósł latarnię. Tym razem nie próbował jej zatrzymać.
Wyszła po schodach sama. Za drzwiami znajdował się niewielki dziedziniec gospodarczy, odgrodzony od reszty zamku niskim murem. Przy studni stało dwóch żołnierzy. Jeden trzymał kubek, drugi opierał się o drzewce halabardy. Obaj zwrócili się ku niej, gdy usłyszeli kroki.
— Stój.
Eveline zatrzymała się kilka kroków od nich.
— Nazywam się Eveline Vale. Muszę rozmawiać z księżniczką Florentiną.
Żołnierz z kubkiem opuścił rękę. Przez moment przyglądał się jej twarzy, potem spojrzał na zakrwawione płótno.
— Powtórz nazwisko.
— Vale.
Drugi żołnierz wyprostował się i podszedł bliżej.
— Ręce na widoku.
Wykonała polecenie. Żołnierz odpiął jej nóż, sprawdził kieszenie płaszcza i wskazał drzwi prowadzące do wartowni.
— Tam.
— Mam wiadomość dotyczącą bezpieczeństwa króla.
— Powiesz dowódcy.
— Księżniczce.
— Nie będziesz wybierała, komu coś powiesz.
Zaprowadzili ją do niewielkiego pomieszczenia przy schodach. Jeden został przy drzwiach, drugi wyszedł z jej nożem. Eveline usiadła na ławie. Nie zaproponowano jej wody, a kiedy poprosiła o czyste płótno, strażnik kazał jej poczekać.
Nie wiedziała, czy Grijs nadal jest przy rozwidleniu. Wartownik zaglądał do niej dwukrotnie. Za drugim razem miał już innego towarzysza. Obaj obejrzeli ją dokładnie, porównując twarz z kartką trzymaną przy lampie. Dopiero później przyszedł żołnierz w płaszczu z oznaczeniem królewskiej straży.
— Księżniczka kazała cię sprowadzić.
Eveline podniosła się z ławy.
— Mogę odzyskać nóż?
— Nie.
Ruszyła za nim. Na głównym korytarzu panował ruch. Służący nieśli kosze z bielizną, żołnierze mijali się przy schodach, a z otwartych drzwi jednej z komnat dochodziły podniesione głosy. Eveline rozpoznała drogę do królewskiego skrzydła. Gdy przechodzili obok sali z portretami, zauważyła dwóch strażników w barwach Vermaaru. Nie odezwali się, ale jeden odprowadził ją wzrokiem aż do zakrętu.
Przed komnatą króla stało kilka osób. Starszy mężczyzna w ciemnym stroju trzymał skórzaną torbę, obok niego czekało dwoje młodszych pomocników. Przy ścianie spoczywała niewielka skrzynka opatrzona pieczęcią. Drzwi pozostawały otwarte.
— Nie odmówiłam ojcu pomocy — usłyszała Florentinę. — Odmówiłam wpuszczenia ludzi, których nie znam.
— Nie są tu dla pani, Wasza Wysokość.
Eveline rozpoznała głos dowódcy. Strażnik doprowadził ją do progu. Florentina stała przy królewskim łożu w tej samej sukni, którą miała na sobie wcześniej. Włosy wymknęły jej się spod spinek, a na rękawie pozostała ciemna plama po wodzie lub lekarstwie. Obok okna stał Maurits.
— Przyprowadzono pannę Vale — oznajmił żołnierz.
Florentina zwróciła się ku drzwiom.
— Eveline.
Ruszyła w jej stronę, lecz dowódca zastąpił jej drogę.
— Wasza Wysokość, ta kobieta jest poszukiwana.
— Wiem. To ja kazałam ją przyprowadzić.
— W takim razie proszę pozwolić straży wykonać swoje obowiązki.
— Chcę z nią rozmawiać.
— Pozostanie pod nadzorem.
— Zostanie tutaj — powiedziała Florentina.
— Dopóki nie przeszkadza pani w sprawach dotyczących króla.
Florentina minęła go i stanęła przy Eveline.
— Co ci się stało?
— To nic. Muszę ci coś powiedzieć.
— Za chwilę.
Od strony drzwi odezwał się starszy mężczyzna z torbą.
— Wasza Wysokość, czekamy już dostatecznie długo. Król powinien zostać zbadany.
— Nie zabraniałam panu go zbadać.
— Nie dopuszcza pani moich ludzi.
— Mogą zaczekać na korytarzu.
— Potrzebuję ich pomocy.
— Przy badaniu?
Mężczyzna zawahał się.
— Przy przygotowaniu lekarstw.
Florentina wskazała skrzynkę.
— Tych, które przyniosła rada.
Dowódca zbliżył się do łoża.
— Król od kilku dni pozostaje bez należytej opieki. Jeśli stan Jego Wysokości się pogorszy, będzie pani musiała odpowiedzieć za odmowę pomocy.
— Przy ojcu jest służba, która zna jego chorobę.
— Była. Od rana część ludzi nie może wykonywać swoich obowiązków, ponieważ Wasza Wysokość zabroniła im korzystania z dotychczasowych przepustek.
— Mogą otrzymać nowe.
— Od kogo? — zapytał dowódca.
Florentina nie odpowiedziała od razu. Eveline zauważyła, że księżniczka oparła dłoń na poręczy łóżka. Paznokcie miała krótkie, a skóra przy jednym z nich była zaczerwieniona.
— Ode mnie — powiedziała w końcu.
— Nie mam rozkazu, który przekazywałby pani nadzór nad królewskimi komnatami.
— Jestem jego córką.
— Tego nikt nie kwestionuje.
— Więc dlaczego traktuje mnie pan tutaj jak obcą?
— Proszę przepuścić medyka, Wasza Wysokość.
— Może wejść sam. Jego pomocnicy zostają na zewnątrz.
— Nie może pani za każdym razem zmieniać warunków.
— Nie zmieniłam ich.
Dowódca odwrócił się do żołnierzy stojących przy wejściu.
— Proszę odprowadzić księżniczkę na bok. Medyk wejdzie z pomocnikami.
Eveline cofnęła się, gdy jeden ze strażników ruszył naprzód.
— Nie dotkniecie jej — odezwał się Maurits.
— Wasza Wysokość, nie zamierzam wyrządzić księżniczce krzywdy — odpowiedział dowódca.
— Zatem proszę odwołać rozkaz.
Przez chwilę nikt się nie poruszył. Strażnik zatrzymał się z ręką wyciągniętą w stronę Florentiny.
Dowódca zacisnął usta.
— Cofnąć się.
Żołnierz wrócił pod drzwi. Maurits poprawił mankiet rękawicy. Dowódca nie zażądał wyjaśnień.
— Medyk nadal czeka — powiedział dowódca.
— Niech wejdzie — odpowiedziała Florentina. — Sam.
Starszy mężczyzna odebrał torbę od pomocnika i przekroczył próg. Pozostali zostali na korytarzu.
Florentina odsunęła dla niego krzesło przy łóżku.
— Proszę obejrzeć ojca.
Medyk podszedł do króla i pochylił się nad nim. Eveline nie widziała twarzy chorego, słyszała tylko nierówny oddech.
Florentina wykorzystała tę chwilę, żeby podejść do niej.
— Znalazłaś Wennę?
— Tak. Wywieźli ją z zamku w beczce z popiołem. — Eveline ściszyła głos. — Przy bramie strażnik sprawdzał ładunek włócznią. Nie wiem, czy ją trafił.
Florentina pobladła.
— Nie wiesz, czy żyje?
— Nie. Musiałam wrócić.
Księżniczka popatrzyła w stronę drzwi. Eveline widziała, że chce zapytać o coś jeszcze, lecz medyk poprosił o więcej światła.
Florentina przestawiła lampę bliżej łoża. Eveline patrzyła, jak odsłania ojcu szyję i pomaga mężczyźnie zbadać puls. Księżniczka robiła to sprawnie, ale gdy medyk poprosił o czyste płótno, sięgnęła do niewłaściwej szuflady. Otworzyła następną i wyjęła z niej złożony ręcznik.
— Musisz odpocząć — powiedziała cicho Eveline.
— Później.
— Skoro panna Vale jest już tutaj, muszę zapytać, czy Wasza Wysokość zamierza odpowiadać również za nią — odezwał się od drzwi dowódca.
Florentina wyprostowała się.
— Do czasu wyjaśnienia sprawy pozostanie przy mnie.
— Oskarżono ją o zabójstwo księcia Vermaaru.
— Nie została osądzona.
— Przy zwłokach znaleziono jej broń.
— Byłam na radzie, kiedy ją pokazywano. Słyszałam, że komuś bardzo zależało, żeby ją znaleziono.
— W takim razie wie pani również, co powiedzą w Vermaarze, kiedy dowiedzą się, że córka króla Kadenu udziela jej schronienia.
— Kazałam ją sprowadzić. Nie zamierzam temu zaprzeczać.
Eveline mogła poprosić, żeby ją wyprowadzono. Nie poprosiła.
Na korytarzu rozległ się odgłos przesuwanej skrzynki. Eveline przypomniała sobie salę pod zamkiem, przewody biegnące od cylindra i słowa mężczyzny, który wiedział o Florentinie więcej, niż powinien.
— Nie pozwólcie im niczego podawać królowi.
Florentina odwróciła się gwałtownie.
— Co?
— Byłam w pracowni pod zamkiem. W skrzyni brakowało jednego z pojemników oznaczonych „Dla króla”. Spotkałam tam człowieka, który wiedział o cofnięciu przepustek. Ostrzegł mnie, że skoro nie mogą wchodzić z książkami, spróbują wnieść coś innego.
— Jakiego człowieka? — zapytał dowódca.
Eveline poczuła, że Florentina przygląda jej się uważnie.
— Nie znam jego nazwiska.
— W jaki sposób dostała się pani do pracowni?
— Starą drogą pod zamkiem.
— I znalazła tam pani człowieka, który uprzejmie wyjawił zamiary rady?
— Wiem, że pojemnik zniknął.
Florentina podeszła do skrzynki. Pieczęć pozostawała nienaruszona.
— Kto ją przygotował? — zapytała medyka.
Mężczyzna skończył osłuchiwać króla i odłożył przyrząd.
— Przysłano ją z polecenia rady.
— Nie pytałam, kto kazał ją przynieść.
Medyk podniósł wzrok.
— Nie byłem przy przygotowaniu lekarstw, Wasza Wysokość. Otrzymałem je zapieczętowane. Zapewniono mnie, że pochodzą z zapasów przeznaczonych dla dworu.
— Kto pana zapewnił?
— Skrzynkę wydała mi kancelaria rady. Polecenie podpisał lord Hessel.
Dowódca westchnął zniecierpliwiony.
— Pieczęć jest prawidłowa.
— Pieczęć potwierdza, że skrzynkę zamknięto — odpowiedziała Florentina. — Nie mówi, co w niej jest.
— Wasza Wysokość, nie możemy odkładać leczenia w nieskończoność.
Florentina wróciła do łoża.
— Co pan stwierdził? — zapytała medyka.
— Król jest osłabiony. Oddech płytki, puls nierówny. Muszę obejrzeć dotychczas podawane mu lekarstwa i ustalić, jak znosił ostatnie dawki. Potem zdecyduję o dalszym leczeniu.
— Może pan to zrobić.
— A preparaty?
— Zostaną tutaj. Nikt ich ojcu nie poda, dopóki nie ustalimy, skąd pochodzą. Jeśli potrzebne są inne lekarstwa, proszę przygotować je przy mnie.
Medyk spojrzał na skrzynkę, potem na torbę, którą zostawił przy drzwiach.
Dowódca zwrócił się do strażnika.
— Skrzynkę pozostawić w komnacie. Nikt jej nie otwiera bez obecności księżniczki.
— I proszę ustalić, kto przygotował lekarstwa — dodała Florentina.
Dowódca zwrócił się do medyka.
— Czy rozpozna pan zawartość?
— Mogę sprawdzić, co przysłano. Ale bez zapisów nie potwierdzę, kto to sporządził.
— W takim razie proszę sprowadzić zapisy z kancelarii — poleciła Florentina.
Dowódca skinął na jednego ze strażników. Żołnierz wyszedł.
Florentina usiadła obok ojca. Dopiero kiedy medyk odwrócił się do swoich przyrządów, Eveline zobaczyła, że ręka księżniczki drży. Florentina wsunęła ją pod brzeg kołdry.
— Potrzebuję dwóch osób do pomocy przy ojcu — powiedziała.
— Ludzie przysłani przez radę czekają na korytarzu — odpowiedział dowódca.
— Nie znam ich.
— Zostali wyznaczeni przez radę.
— Proszę przysłać kogoś z dawnej służby.
— Są przydzieleni do innych obowiązków. Pomocnicy rady pozostają do pani dyspozycji.
— Więc mam sama zajmować się ojcem?
— Może pani przyjąć pomoc, którą zaoferowano.
Eveline zauważyła dwóch starszych służących stojących w głębi korytarza. Na znak dowódcy jeden z nich odłożył na stolik dzbanek z wodą i wyszedł. Drugi podążył za nim.
Florentina nie próbowała ich zatrzymać. Podeszła do stolika i sięgnęła po dzbanek, lecz medyk ją uprzedził.
— Teraz potrzebuję jedynie światła, Wasza Wysokość.
Księżniczka wróciła do łóżka. Wyprostowała poduszkę pod głową ojca.
— Zostaje sprawa panny Vale — powiedział dowódca. — O jej zatrzymaniu wydano rozkaz. Nie został cofnięty.
Florentina spojrzała na Mauritsa.
— Wasza Wysokość wie, że przy ciele mojego brata znaleziono jej nóż — powiedział.
— Wiem też, że nikt jeszcze nie wykazał, iż to ona go zabiła.
— Właśnie dlatego powinna stanąć przed sądem.
— Chcecie ją wywieźć?
— Nie zamierzam pozwolić, by została osądzona bez wysłuchania — odparł Maurits. — Ale nie mogę żądać, żeby dowódca ją wypuścił.
— Nie pozwolę zabrać jej z zamku — powiedziała Florentina.
— Może pozostać pod strażą — odpowiedział dowódca. — To nie narusza żadnych zobowiązań wobec Waszej Wysokości.
Maurits nie zaprzeczył.
Eveline poczuła ucisk w żołądku. Chciała zaprotestować, przypomnieć o brakującym pojemniku i ostrzeżeniu, które właśnie pomogło Florentinie zatrzymać preparaty. Nie zdążyła się jednak odezwać.
— Ale nie będzie przesłuchiwana bez mojej wiedzy — powiedziała Florentina.
Dowódca spojrzał na Mauritsa.
— Nie widzę przeszkód — odparł poseł.
— Zgadzam się — powiedział w końcu dowódca.
Skinął na żołnierzy. Jeden z nich podszedł do Eveline.
— Proszę ze mną.
— Dokąd ją prowadzicie? — Florentina zatrzymała go ruchem dłoni.
— Do pokoju przy wartowni królewskiego skrzydła. Będzie tam pod nadzorem.
Eveline spojrzała na księżniczkę. Miała podkrążone oczy, a rozluźnione włosy opadały jej na ramiona. Przy królewskim łożu leżał nietknięty talerz z jedzeniem.
— Pójdę — powiedziała Eveline.
— Nie zdążyłam ci podziękować za Wennę.
— Nie wiemy jeszcze, czy nic jej się nie stało.
Florentina opuściła wzrok. Przez chwilę przyglądała się zakrwawionemu rękawowi Eveline.
— Spróbuję dowiedzieć się czegoś o wozie.
Żołnierz czekał przy drzwiach. Eveline cofnęła się ku niemu.
Florentina zwróciła się jeszcze do Mauritsa.
— Dlaczego cię posłuchał?
Poseł spojrzał na strażników, a potem na dowódcę.
— Porozmawiamy o tym później.
Strażnik wyprowadził Eveline na korytarz. Przez otwarte drzwi widziała jeszcze Florentinę pochylającą się nad ojcem. Medyk przeglądał stojące przy łóżku lekarstwa, a dowódca wydawał żołnierzowi ciche polecenia. Skrzynka z pieczęcią rady pozostała pod ścianą.
Za drzwiami komnaty strażnik odebrał od niej zakrwawione płótno i wskazał drogę.
Poszła za nim.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania