Poprzednie części:  Sklep rzeczy utraconych
Pokaż listęUkryj listę

Sklep rzeczy utraconych - rozdział 68

Eveline zobaczyła Stratega następnego ranka. Stała przy oknie królewskiej komnaty, kiedy przez zachodnią bramę wjechało sześciu konnych. Dwóch miało na sobie barwy Vermaaru, pozostali ciemne płaszcze bez oznaczeń. Prowadzący jeździec nosił maskę i krótki płaszcz spięty na lewym ramieniu.

Strateg jechał powoli, nie oglądając się na towarzyszy. Przy studni czekał na niego dowódca, który wyszedł naprzód i skłonił głowę, gdy orszak się zatrzymał.

Obok Stratega zsiadł z konia człowiek w kapturze. Był szczupły, nieco niższy od pozostałych. Zanim oddał wodze stajennemu, obejrzał się ku zachodniemu skrzydłu zamku.

Eveline cofnęła się od okna.

— Przyjechali? — zapytała Florentina.

Siedziała przy ojcu, który od rana pozostawał przytomny. Król nie miał siły mówić, ale wypił kilka łyków wody i sam uniósł rękę, kiedy medyk poprawiał mu poduszkę.

— Tak. Sześciu konnych, wśród nich Strateg.

Florentina odłożyła książkę.

Na dziedzińcu rozległy się komendy. Ktoś prowadził konie do stajni, a przy zachodnich arkadach ustawiono dodatkowych strażników. Eveline wróciła do okna dopiero wtedy, gdy ostatni jeździec zniknął w budynku.

Przed południem do komnaty przyszedł dowódca. Towarzyszył mu żołnierz, którego Eveline widziała poprzedniego dnia przy wartowni.

— Wasza Wysokość, przeszukaliśmy zabudowania przy zachodnich składach. Stróżówka była pusta. Palenisko zimne, rzeczy zabrano. Wygląda na to, że opuścili ją wcześniej.

Eveline odstawiła dzbanek, który właśnie napełniała.

— Szukaliście człowieka z metalową ręką? — zapytała Florentina.

— Tak. Nie znaleźliśmy go.

Może Grijs zdążył ostrzec Tempa. Nie wiedziała, czy dotarł do stróżówki, dokąd Tempo poszedł ani czy zdołał zabrać Vaelena.

— A Grijs? — zapytała księżniczka.

— Pozostaje w wartowni. Nie przekazano go nikomu. Nadal odmawia odpowiedzi na część pytań.

— Proszę dopilnować, żeby otrzymał posiłek i opatrunek.

— Medyk już się nim zajął, Wasza Wysokość.

Dowódca skłonił się i wyszedł. Eveline odprowadziła go do drzwi, za którymi stało teraz dwóch dodatkowych strażników. Jeden przesunął się, żeby przepuścić żołnierza niosącego podłużną skrzynię. Za nim szedł człowiek w ciemnym płaszczu, z kapturem zsuniętym na ramiona.

Na widok Eveline zatrzymał się.

Lucien de Rhen.

Blizna przecinała mu policzek aż do skroni. Wokół niej pod skórą biegły ciemne nitki, bardziej widoczne niż podczas ich ostatniego spotkania. Lucien uniósł dłoń do twarzy i przesunął palcami po bliźnie. Na grzbiecie dłoni dostrzegła podobne ciemne linie.

Żołnierz ze skrzynią zawołał go z końca korytarza. Lucien opuścił rękę i ruszył za nim.

Eveline zamknęła drzwi.

***

Maurits przyszedł niedługo po południu.

Miał na sobie ciemny surdut z oznaką poselstwa Vermaaru. Nie zdjął rękawiczek, dopóki Florentina nie pozwoliła mu wejść. Przywitał się z nią ukłonem, a następnie podszedł do łóżka króla.

— Wasza Królewska Mość.

Król poruszył głową, ale nie odpowiedział.

— Cieszę się, że odzyskał przytomność — powiedział Maurits, cofając się od łoża.

— Medyk uważa, że potrzebuje jeszcze wielu dni odpoczynku.

— Nie będę go niepokoił. Przyniosłem pismo od Stratega.

Wyjął z wewnętrznej kieszeni złożony dokument i rozłożył go na stoliku.

— Żąda ustalenia, kiedy otwarto przejścia pod zachodnią częścią zamku i kto korzystał z nich w ostatnich dniach. Interesują go również wcześniejsze zejścia do podziemi.

— Dowódca zna przebieg naszego powrotu — odpowiedziała Florentina. — Przeszłam przez pralnię, a później przez dawne przejście.

— Pytanie dotyczy także medalionu. Strateg twierdzi, że użyłaś go pod zamkiem.

— To wydarzyło się wcześniej.

— Wiem. Chce ustalić, czy zrobiłaś to ponownie i czy miałaś medalion przy sobie, kiedy ostatnio schodziłaś do podziemi.

— Miałam go. Nie użyłam.

Maurits popatrzył na dokument, choć odpowiedź nie wymagała sprawdzenia.

— Czy wtedy już myślałaś o mnie?

Florentina uniosła głowę.

— Słucham?

— Kiedy pierwszy raz zeszłaś pod zamek. Z medalionem.

— Przyszedłeś jako poseł czy dawny znajomy?

Maurits złożył dokument.

— Strateg twierdzi, że Ader podsuwa ludziom to, czego pragną. Chcę wiedzieć, co było przedtem.

— W takim razie zapytaj jego, skąd to wie.

— Zapytałem.

Nie powiedział, co usłyszał. Przez otwarte okno dobiegł dzwon z pobliskiej wieży. Maurits zaczekał, aż ucichnie.

— Czy podczas ostatniego zejścia do podziemi przypomniałaś sobie coś, o czym wcześniej nie myślałaś? — zapytał.

Florentina przez moment przyglądała mu się uważnie.

— Nie. Zeszłam tam, żeby dostać się do zamku. Nie szukałam wspomnień.

— A jednak…

— Mauritsie, odpowiedziałam ci.

Eveline przypomniała sobie wieczór burzy i Mauritsa stojącego przy królewskim łożu. Florentina miała wtedy w dłoni niebieską wstążkę, a on zapytał, czy nadal liczy między błyskiem a grzmotem.

Powiedział wtedy „nadal”. Znał ten zwyczaj sprzed lat, z czasów, kiedy Florentina nie schodziła jeszcze pod zamek z medalionem.

Mogła ostrzec Florentinę. Nie chciała jednak, żeby zaczęła pytać o magazyn.

Służąca weszła z czystą pościelą. Eveline odsunęła stojącą przy szafie miskę i pozwoliła jej przejść.

— Przekażę Strategowi, że zaprzeczasz ponownemu użyciu medalionu.

— Przekaż mu również, że nie życzę sobie dalszych przesłuchań w komnacie ojca.

— Postaram się.

Florentina podeszła do drzwi. Zanim je otworzyła, zapytała jeszcze:

— Wiesz, co znajduje się pod zamkiem?

— Nie. Dlatego próbuję się dowiedzieć.

— Nie ty jeden.

Maurits wyszedł bez pożegnania.

Florentina wróciła do ojca, który poruszył się na łóżku i poprosił gestem o wodę. Pomogła mu się napić, a potem przeniosła dokument pozostawiony przez posła na parapet, z dala od lekarstw i książki. Nie wróciła już do rozmowy.

***

Późnym popołudniem Strateg przysłał żołnierza z prośbą o rozmowę z Eveline Vale, zatrzymaną w związku ze śmiercią księcia.

Florentina przyjęła posłańca przy drzwiach.

— Gdzie?

— W izbie obok sali rady, Wasza Wysokość.

— Będę obecna.

— Strateg prosi o rozmowę przy zamkniętych drzwiach.

— W takim razie zaczekam pod nimi.

Do sali rady szły przez dwa dziedzińce. Na murach stały nowe posterunki, a przy przejściu do zachodniego skrzydła żołnierze sprawdzali dokumenty służących.

Przy drzwiach izby czekał Lucien.

Nie miał na sobie zbroi. Ciemny płaszcz pozostawił rozpięty, a lewą dłoń trzymał przy pasie.

Florentina zatrzymała się przed nim i przez chwilę patrzyła na jego twarz.

— Pan de Rhen.

— Wasza Wysokość.

— Teraz służy pan Strategowi?

Lucien nie zaprzeczył. W tej samej chwili otworzyły się drzwi.

Strateg stał przy stole, w czarnej zbroi częściowo osłoniętej płaszczem. Skłonił głowę Florentinie.

— Wasza Wysokość.

— Będę tutaj — oznajmiła. — Eveline, jeśli zechcesz zakończyć rozmowę, zawołaj.

Strateg przepuścił Eveline do środka i zamknął drzwi.

Izba była niewielka. Stał w niej stół, dwa krzesła i skrzynia z księgami. Na ścianie wisiała mapa północnych ziem, przybita do deski w czterech rogach. Jedno z okien uchylono, więc chłodne powietrze poruszało płomieniem lampy.

Strateg usiadł.

— Nie powiedziałaś jej.

Eveline pozostała przy drzwiach.

— O mojej twarzy — dodał, nie czekając na pytanie.

Uniósł lewą rękę i rozpiął maskę przy skroni. Zdjął ją powoli i położył na stole obok lampy. Pęknięcie, które Eveline widziała w Veyr, zniknęło pod nową warstwą metalu.

Miał twarz Vaelena. Te same zmarszczki przy oczach, ten sam zarys szczęki. Tylko kąciki ust układały się inaczej, kiedy milczał.

Eveline przeniosła wzrok na lampę.

— Nie miałam powodu.

— Nie miałaś?

Wskazał jej krzesło. Nie skorzystała.

— W Veyr sam powiedział pan, że Vaelen jest pańskim bratem.

— Tobie. Księżniczka nadal nie wie, co zobaczyłaś pod maską.

— Florentina była niedaleko.

— Jak się czuje Valerian? — zapytał.

— Nie wiem.

— Nadal żyje?

— Kiedy widziałam go ostatnio, żył.

— To dobrze.

Nie zapytał, gdzie Vaelen się znajduje.

— Potrzebuję cię w pracowni — powiedział. — Przy fotelu.

— W Veyr chciał pan, żebym otworzyła drzwi.

— Teraz chodzi o coś innego.

Znała metalową obręcz, naprawione mocowania i jasne pasmo pozostawione na jednym z nich. Pamiętała też słowa głosu, który czekał za dalszymi drzwiami.

— Zna pan drogę do pracowni.

— Fotel mnie nie przyjmie.

Strateg uniósł uszkodzoną rękę. Palce rozprostowały się tylko częściowo.

— Ty już przekonałaś się, że pewne urządzenia potrafią odmówić.

Eveline pamiętała metal pod jego obojczykiem, który przestał reagować, kiedy go dotknęła.

— Chce pan, żebym w nim usiadła.

— I pozwoliła mi odłączyć króla Archen od Aderu.

Króla Archen.

W sali za szkłem głos mówił do niej spokojnie, niemal uprzejmie. „Wrócisz”.

Eveline przyjrzała się twarzy po drugiej stronie stołu. Strateg nie spuszczał z niej oczu.

— On nie poprzestanie na tym, co zostało pod zamkiem — powiedział. — Chce mieć dostęp do wszystkiego, do czego sięga Ader. Już raz uznał, że może zrobić z ludźmi, co zechce. Teraz zamierza zostać bogiem.

— Nie może nawet opuścić tamtej sali.

— Dlatego potrzebuje kogoś, kto otworzy mu drogę.

— Może właśnie pana?

— Już mówiłem. Nie zamierzam ponownie tego sprawdzać.

Eveline cofnęła krzesło i usiadła.

— Jeśli odmówię, spróbuje pan z kimś innym?

— Będę musiał.

— Z Florentiną?

— Twoja księżniczka już raz obudziła to, co jest pod zamkiem.

— Nie potrafi zrobić tego, czego pan chce.

— Jesteś tego pewna?

Pod zamkiem Florentina stała przed żyłą Aderu z medalionem w dłoni. Światło zaczęło wtedy rozchodzić się po skale. Eveline nie wiedziała, czy podobnie zadziałałoby w pracowni.

— Co pan oferuje?

— Vermaar wycofa oskarżenie przeciwko tobie. Opuścisz zamek jako wolna kobieta, a księżniczka pozostanie pod ochroną do czasu zakończenia sprawy jej ojca.

— Śmierć księcia nie przestanie interesować Vermaaru tylko dlatego, że pan tak rozkaże.

— Vermaar dostanie winnego.

— Kto zostanie oskarżony zamiast mnie?

— Ktoś, kogo będzie można osądzić.

— Niewinny człowiek?

— Nie wszyscy, którzy siedzą w tutejszych celach, są niewinni.

Pomyślała o Hesselu i o przełożonym kancelarii. Żaden nie był wolny od podejrzeń dotyczących króla, ale śmierć księcia należała do innej sprawy.

— Wie pan, kto go zabił?

— Wiem, że nie ty.

— A mimo to pozwolił pan mnie oskarżyć.

— Nie przyjechałem tu, żeby rozmawiać o przeszłości.

— Chce pan odłączyć króla Archen. To nie przeszłość?

Strateg nawet nie drgnął.

— Valerian również lubił zadawać takie pytania. Zawsze szukał miejsca, gdzie mógłby zginąć. Ty przynajmniej próbujesz ocalić tych, którzy jeszcze żyją.

Eveline popatrzyła na jego rękę. W Veyr widziała, jak brat zranił Vaelena ciemną stalą. Teraz siedział przed nią z jego twarzą i mówił o nim spokojnie.

— Nie wiem, czy potrafię uruchomić fotel.

— Wystarczy, że spróbujesz.

— A jeśli się nie uda?

— Wtedy będziemy wiedzieli więcej.

Eveline pamiętała salę za szkłem i głos, który obiecywał jej wspomnienia. Od tamtej rozmowy próbowała nie wracać do tego, co usłyszała. Teraz Strateg proponował, by z własnej woli usiadła w fotelu, który ktoś naprawił specjalnie dla niej.

— Jest jeszcze Grijs. Chcę, żeby go wypuszczono.

— Grijs też.

— Bez dalszych przesłuchań i bez przekazania go komukolwiek z Vermaaru.

— Zostanie zwolniony razem z tobą.

— A Florentina?

— Pozostanie przy ojcu. Nikt jej nie ruszy.

Grijs na wolności, Florentina bezpieczna przy ojcu. Przez chwilę układ wyglądał prawie uczciwie, dopóki nie pomyślała, kto ma za to zapłacić.

— Najpierw uwolni pan Grijsa.

— Nie. Wtedy nie miałabyś powodu, żeby dotrzymać umowy.

— A pan nie dał mi żadnego powodu, żeby panu wierzyć.

Strateg wstał i podszedł do mapy. Zatrzymał się przy północnej granicy.

— Możesz zostać tutaj i czekać na wynik przesłuchań. Możesz też wrócić ze mną do pracowni. Nie zamierzam ponawiać tej propozycji bez końca.

Eveline wstała.

— Nie odpowiedział mi pan, kto naprawdę zabił księcia.

Strateg przyglądał się mapie.

— Książę zadaje ostatnio dziwne pytania.

— Maurits?

— Nie wszystkie dotyczą śmierci jego brata.

Eveline wróciła myślami do uczty w Kadenie. Książę wstał od stołu, kiedy Florentina publicznie odrzuciła małżeństwo. Strateg stał wtedy między filarami i obserwował salę. Kiedy książę ruszył ku wyjściu, Strateg poszedł za nim.

Eveline ruszyła do drzwi.

— Zastanów się nad ofertą — powiedział Strateg.

Zatrzymała się z dłonią na klamce.

— Do kiedy?

— Do jutra. Potem podejmę decyzję bez ciebie.

Za jej plecami szczęknęło zapięcie maski.

Otworzyła drzwi. Lucien stał po drugiej stronie, oparty ramieniem o ścianę. Wyprostował się i odsunął z przejścia, nie odzywając się ani słowem.

Florentina czekała przy oknie na końcu korytarza. Na widok Eveline ruszyła w jej stronę.

— Wszystko w porządku?

— Tak.

— Czego chciał?

Eveline słyszała jeszcze głos Stratega, który obiecywał wolność jej i Grijsowi. Wystarczyłoby powiedzieć Florentinie, co padło za zamkniętymi drzwiami.

— Pytał o noc, kiedy zginął książę.

— Nadal uważają cię za winną?

— Nie powiedział tego.

Florentina ruszyła ku schodom i nie obejrzała się, czy Eveline idzie za nią.

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania