Poprzednie części:  Sklep rzeczy utraconych
Pokaż listęUkryj listę

Sklep rzeczy utraconych - rozdział 69

Jeszcze tego samego dnia Eveline zobaczyła go z okna królewskiej komnaty. Na dziedziniec wjechał samotny jeździec. Przy bramie zatrzymało go dwóch strażników, a trzeci wyszedł z wartowni, gdy tylko rozpoznał przybysza. Mężczyzna siedział na ciemnym koniu w płaszczu narzuconym na ramiona. Nie próbował zsiadać. Rozmawiał ze strażnikami spokojnie, jak ktoś, kto przyjechał w odwiedziny i tłumaczy, gdzie odłożyć bagaż.

Eveline podeszła bliżej okna.

— Co się stało? — zapytała Florentina.

— Vaelen.

Księżniczka odłożyła książkę, którą czytała ojcu, i stanęła obok niej. Na dole pojawił się dowódca straży. Powiedział coś do Vaelena, po czym wskazał mu bramę. Vaelen nie ruszył konia. Rozpiął płaszcz i sięgnął do wewnętrznej kieszeni po złożony dokument.

Eveline nie widziała, co było na papierze. Rozpoznała jednak sposób, w jaki Vaelen podał go dowódcy — dwoma palcami, bez pośpiechu.

— Wygląda na zmęczonego — powiedziała Florentina.

Vaelen siedział prosto, lecz prawą rękę trzymał blisko boku. Kiedy dowódca oddawał mu dokument, sięgnął po niego lewą.

Ze schodów prowadzących do zachodniego skrzydła wyszedł Strateg. Nie miał na sobie zbroi. Ciemny strój i krótki płaszcz niemal nie różniły się od ubioru innych dostojników, tylko maska przyciągała wzrok. Zatrzymał się kilka kroków od konia. Dowódca podszedł do niego i przekazał dokument.

Strateg rozłożył papier i przeczytał go, nie odrywając wzroku od pisma. Dopiero po chwili podniósł głowę.

Eveline pamiętała pękniętą maskę i twarz, którą zobaczyła pod nią w Veyr.

Strateg oddał dokument dowódcy i wskazał strażnikom zachodnie skrzydło — to samo, z którego przed chwilą wyszedł. Z tej odległości nie słyszała słów, widziała jedynie, jak odstępują od konia.

Vaelen zsiadł powoli. Przy ostatnim ruchu musiał oprzeć dłoń o siodło. Odczekał, aż ustąpi ból i poprawił płaszcz.

Jego brat nie ruszył mu na spotkanie.

Vaelen powiedział coś, czego Eveline nie mogła dosłyszeć. Strateg odwrócił się i wszedł pod arkadę.

— Muszę zejść.

Florentina zatrzymała ją przy drzwiach.

— Eveline, jeżeli sprowadzono go na przesłuchanie…

— Właśnie dlatego chcę z nim porozmawiać.

Król spał, a medyk przy kominku przygotowywał kolejny opatrunek.

— Pójdę z tobą — zdecydowała księżniczka.

— Zostań przy ojcu. Wrócę, gdy dowiem się, czego chcą od Vaelena.

Florentina ustąpiła jej miejsca. Eveline zbiegła po schodach. Strażnik spod drzwi królewskiej komnaty ruszył za nią; bez niego nie wolno jej było opuszczać skrzydła.

W głównym korytarzu natknęła się na dwóch żołnierzy prowadzących Vaelena do przydzielonej mu komnaty.

— Panno Vale.

Z bliska wyglądał znacznie gorzej. Miał ciemne cienie pod oczami i bladą twarz. Stał jednak prosto, choć przed chwilą musiał podpierać się o siodło.

— Powinien pan leżeć.

— Miło panią również widzieć.

Strażnik stojący za nim chrząknął.

— Panie, dowódca polecił…

— Doskonale pamiętam, co polecił dowódca.

Vaelen zwrócił się ponownie do Eveline.

— Księżniczka wspominała, że rada będzie potrzebowała moich zeznań. Uznałem, że nie należy dłużej zwlekać.

— Przyjechał pan sam?

— Niezupełnie.

Rozejrzała się po korytarzu. Nigdzie nie dostrzegła Tempa.

— Podejrzewam, że już narzeka — powiedział Vaelen.

— Na co?

— Na cokolwiek, co znalazł po drodze.

Jeden ze strażników otworzył drzwi na końcu korytarza.

— Tędy, lordzie Vaelen.

Eveline poszła za nimi.

***

Przydzielono Vaelenowi niewielką komnatę w zachodnim skrzydle. Znajdowały się w niej łóżko, stół, dwa krzesła i umywalnia oddzielona ciężką kotarą. Przez okno widać było część ogrodu oraz dachy zabudowań gospodarczych. Strażnik oznajmił, że dowódca przyśle po Vaelena człowieka, gdy rada będzie gotowa go wysłuchać. Zamknął drzwi, lecz na korytarzu pozostał wartownik, któremu powierzono nadzór nad Eveline.

— Proszę usiąść — powiedziała, kiedy zostali sami.

— Dopiero przyszedłem. Nie zdążyłem nawet obejrzeć pokoju.

— Może pan to zrobić z krzesła.

Vaelen podszedł do stołu. Przy próbie siadania twarz mu stężała, więc Eveline podtrzymała go pod ramię.

— Poradzę sobie.

— W takim razie proszę przestać udawać, że nic pana nie boli.

Pozwolił sobie pomóc. Kiedy wreszcie usiadł, wypuścił powietrze i oparł się wygodniej.

— Zaczynam żałować, że nie zostałem przy koniu.

Eveline zdjęła mu płaszcz. Na prawym boku koszuli zobaczyła ciemną plamę.

— Znowu pan krwawi.

— Niewiele.

— Tempo o tym wie?

— Tempo wie o moim stanie znacznie więcej, niż sobie życzyłem.

Przyniosła wodę z umywalni i czyste płótno.

— Proszę rozpiąć koszulę.

Vaelen przez moment siedział nieruchomo. Potem posłuchał.

Pod spodem miał kilka warstw bandaża. Na jednej z nich krew zdążyła zaschnąć, ale przy dolnej krawędzi widniała świeża plama. Eveline zwilżyła płótno i ostrożnie oczyściła skórę przy brzegu opatrunku. Skóra pod jej palcami była ciepła i przez moment zapomniała, co miała zrobić z płótnem. Vaelen drgnął, lecz nie odsunął się.

— Bałam się, że nie żyjecie — odezwała się.

— Eveline…

— Dowódca powiedział, że nikogo nie znaleźli. Nie wiedziałam, czy Grijs zdążył was ostrzec ani dokąd poszliście.

— Wenna przyniosła jego list.

— Jest cała?

— W lepszym stanie niż ja. Tempo odesłał ją z miasta, a potem znalazł nam inne schronienie. Mieliśmy tam zostać, dopóki nie odzyskam sił.

— Ale pan nie został.

— Nie.

— Gdzie jest Grijs? — zapytał Vaelen.

— W celi. Złapali go przy grocie.

Nie dodała, kto zaprowadził tam żołnierzy. Eveline odłożyła płótno. Nie miała ochoty pytać, czy przyjechał z jej powodu.

— Wiedział pan, że Strateg jest w zamku?

— Tak.

— I przyjechał pan przez główną bramę?

— Trudno stawić się przed radą, ukrywając się w beczce z popiołem.

— Pański brat mógł pana zatrzymać.

— Nadal może. Obiecałem jednak księżniczce zeznania. Poza tym nie zamierzam pozwolić mu występować tutaj jako jedyny człowiek, który pamięta Archen.

Eveline zaczęła zapinać mu koszulę. Przy ostatnim guziku musiała pochylić się bliżej.

— Nie musi się pani tak spieszyć, panno Vale.

Zapięła guzik. Wtedy ktoś zapukał i niemal natychmiast otworzył drzwi.

— W tym zamku nikt nie wie, do czego służy porządny zawias — oznajmił znajomy głos. — A człowiek odpowiedzialny za dostawy powinien zostać wyrzucony razem z całym swoim personelem.

Tempo wszedł z koszem drewna na ramieniu i niewielką torbą pod pachą. Miał na sobie wyblakły roboczy kaftan, a na rękawie i policzku smugi kurzu. Metalową rękę ukrył pod luźnym rękawem, lecz jej ciężar odznaczał się przy nadgarstku.

— Tempo!

Zatrzymał się.

— No proszę. Przynajmniej jedna osoba cieszy się na mój widok.

Eveline podeszła i objęła go, zanim zdążył odłożyć torbę. Tempo zesztywniał z zaskoczenia, po czym ostrożnie poklepał ją po plecach zdrową dłonią.

— Nic mi nie jest. Chyba że za chwilę pęknie mi żebro.

Odsunęła się z uśmiechem.

— Jak udało ci się wejść?

— Wenna powiedziała mi, kto wozi warzywa do zamku. Dostawca potrzebował pomocnika. Przy zachodniej bramie sprawdzają wozy dokładniej niż ludzi, którzy je rozładowują.

Otrzepał rękaw, wzbijając chmurkę pyłu.

— A strażnik na korytarzu? — zapytała Eveline.

Tempo wskazał kosz.

— Wpuścił mnie z drewnem. Nie zamierzam sprawdzać, czy zrobiłby to drugi raz.

Postawił kosz przy kominku, torbę na stole i wyjął z niej opatrunki.

— Mówiłem, żebyś poczekał — zwrócił się do Vaelena.

— Czekałem.

— Do chwili, kiedy odszedłem. Pokaż ranę.

— Dopiero ją oglądano.

— To dobrze. Nie będę musiał cię przekonywać, żebyś rozpiął koszulę.

***

Wieczorem przyniesiono im kolację. Florentina pozwoliła Eveline zostać w zachodnim skrzydle, choć upewniła się wcześniej, że Vaelen rzeczywiście zamierza stawić się przed radą.

Eveline potwierdziła. Nie wspomniała o rozmowie ze Strategiem.

W komnacie zrobiło się cieplej. Tempo rozpalił ogień, a Vaelen zajął wygodniejsze krzesło przy kominku. Po ponownym opatrzeniu rany wyglądał lepiej.

Na stole stał chleb, ser, miska duszonych warzyw i dzbanek wina.

Tempo spróbował warzyw, po czym odsunął talerz i sięgnął po ser.

Eveline zjadła kilka łyżek. Marchew była rozgotowana, lecz ciepły posiłek i ogień w kominku wystarczały jej tego wieczoru.

Vaelen podniósł dzbanek, lecz Eveline nalała mu wina pierwsza. Tylko odrobinę.

— Tylko tyle?

— Tempo powiedział, że powinien pan odpoczywać.

Vaelen obejrzał zawartość kieliszka, ale nie zaprotestował.

— Rozsądna kobieta — powiedział Tempo. — Powinieneś jej częściej słuchać.

— Próbowałem. Od czterech lat.

— Z marnym skutkiem — odezwała się Eveline.

Przez jakiś czas rozmawiali o drodze do zamku. Tempo wspomniał, że koń Vaelena odmówił współpracy, kiedy próbowali wyruszyć.

— Nie koń — sprostował Vaelen. — Siodło było źle umocowane.

— Siodło było w porządku. To ty nie mogłeś się na nie wdrapać.

— I mimo to pan pojechał?

— Jak pani widzi.

— Przez kwadrans przekonywał mnie, że poradzi sobie sam — powiedział Tempo. — Dopiero kiedy przyprowadziłem stołek, mogliśmy ruszyć.

Eveline roześmiała się. Vaelen przestał udawać urażonego i patrzył, jak się śmieje.

Tempo sięgnął po narzędzia i zaczął poprawiać zapięcie metalowej dłoni. Pracował nad nim przez pewien czas, od czasu do czasu poruszając palcami, żeby sprawdzić ich działanie. Vaelen siedział przy kominku z kieliszkiem wina, a Eveline kończyła chleb, słuchając odległych odgłosów z dziedzińca.

Dawno nie spędzili razem wieczoru bez konieczności szykowania się do drogi.

Tempo wstał i podszedł do stołu po lampę. Eveline pochyliła się, żeby przesunąć z drogi jego torbę. Rozluźniony kosmyk włosów opadł jej na czoło, zasłaniając jedno oko.

Tempo odruchowo odsunął go zdrową dłonią. Eveline podniosła głowę. Jego palce znieruchomiały tuż przy jej skroni. Cofnął rękę.

— Przepraszam.

— Nic się nie stało.

Tempo zabrał lampę.

— Trzeba dolać oliwy — mruknął.

Vaelen nie skomentował tego, co zaszło.

Później rozmawiali jeszcze o sklepie. Eveline wspomniała klienta, który kiedyś próbował sprzedać Vaelenowi srebrny zegarek, choć mechanizm okazał się wykonany z mosiądzu.

— Pamiętam go — powiedział Vaelen. — Zapewniał, że należał do jego dziadka.

— I że dziadek otrzymał go w nagrodę za służbę u króla.

— Wspaniały człowiek.

— Dziadek?

— Wnuk. Miał niezwykły talent do wymyślania historii.

— Nie kupiłeś tego zegarka? — zainteresował się Tempo.

— Nie było warto.

Eveline odstawiła kubek.

— Kupił go pan.

Tempo roześmiał się.

— Oczywiście, że kupił.

— Za połowę ceny — zaznaczył Vaelen.

— Za trzy czwarte.

— Przesadna dokładność bywa bardzo męcząca, panno Vale.

— Powtarza mi pan to od pierwszego dnia.

Vaelen uśmiechnął się do siebie i upił łyk wina.

Wkrótce przyszedł służący, żeby zabrać naczynia. Tempo przeczekał go za kotarą przy umywalni, a Eveline zamknęła okiennicę, przez którą zaczynało ciągnąć chłodem.

Kiedy służący wyszedł, Eveline wróciła myślami do rozmowy ze Strategiem. Spojrzała na drzwi i zniżyła głos.

— Rozmawiałam dzisiaj z pańskim bratem.

Tempo przestał poprawiać zapięcie dłoni. Vaelen odstawił kieliszek.

— Chce, żebym zeszła do pracowni pod zamkiem. Jest tam fotel, którego nie potrafi uruchomić. Twierdzi, że potrzebuje go, żeby odłączyć króla Archen od Aderu.

Vaelen nie odpowiedział od razu.

— Widziałaś go?

— Za szkłem. Została z niego tylko głowa. Resztę podtrzymują urządzenia.

Vaelen zapatrzył się w ogień. Eveline pomyślała, że nie usłyszał ostatnich słów.

— To mój ojciec — powiedział.

Nie przypominał już człowieka, który przed chwilą sprzeczał się z nią o cenę starego zegarka.

— Król Archen?

Skinął głową. Przez cztery lata pracowała dla niego, nie wiedząc nawet, że był księciem.

— Wiedział pan, że żyje?

— Widziałem, jak Archen upada. Nie było czego szukać pośród ruin. — Sięgnął po kieliszek, lecz odstawił go, zanim dotknął ustami brzegu. — Mój brat musiał wiedzieć.

Tempo odłożył narzędzie na stół.

— Nie wiemy, od kiedy.

— W Veyr zrozumiałem, czego szuka — powiedział Vaelen. — Nie przyszło mi do głowy, że znalazł już ojca.

Eveline wciąż miała przed oczami głowę za szybą i słyszała głos, który obiecywał zwrócić jej wspomnienia.

— Rozmawiał ze mną. Kazał mi wrócić.

Vaelen spojrzał na nią.

— Pytał o mnie?

— Nie.

Nie odwrócił wzroku, ale jego palce powoli zeszły z poręczy krzesła. Eveline podeszła bliżej.

— Powinien mi pan był powiedzieć, kim był.

— Powinienem.

Nie tłumaczył się.

— Powiedział, co stanie się z ojcem po odłączeniu? — zapytał Vaelen.

— Nie pytałam.

Vaelen przez chwilę milczał.

— Skoro chce go odłączyć — odezwał się Tempo — musi sądzić, że ojciec stanowi zagrożenie.

— Twierdzi, że król chce odzyskać dostęp do wszystkich żył Aderu — powiedziała Eveline. — Potrzebuje kogoś, kto otworzy mu drogę. Strateg uważa, że ja mogę to zrobić.

Eveline pomyślała o uszkodzonej ręce Stratega i o metalu pod jego obojczykiem, który przestał reagować po jej dotyku.

— Powiedział, że jeśli odmówię, spróbuje z kimś innym. Wspomniał o Florentinie.

Vaelen poruszył się gwałtownie. Ból zatrzymał go, zanim zdążył wstać.

— Nie możesz…

Urwał i opuścił rękę na poręcz.

— Co chcesz zrobić? — zapytał Vaelen.

— Nie wiem.

— Powiedział, co dostaniesz w zamian?

— Wolność. Wycofanie oskarżenia o śmierć księcia, uwolnienie Grijsa i bezpieczeństwo Florentiny.

— A jeśli coś pójdzie nie tak?

— Niczego mi nie obiecał. Stwierdził tylko, że przynajmniej dowie się czegoś więcej.

— Kosztem ciebie.

Eveline nie zaprzeczyła.

— Z fotelem nie pójdzie mu tak łatwo, jak sądzi — powiedział Tempo. — Nie wystarczy posadzić cię na miejscu. Trzeba się zgodzić. Próbowali z dziećmi, które przyprowadzano siłą.

Pamiętała zapisy z Veyr.

Dalsze wykorzystanie niemożliwe.

Nie zapytała o resztę.

— Dał mi czas do jutra — powiedziała. — Potem zamierza zdecydować beze mnie.

— Florentina ma medalion — powiedział Vaelen.

— Tak.

Eveline spojrzała w stronę drzwi. Do królewskiego skrzydła nie było daleko. Mogła jeszcze ostrzec Florentinę, lecz wtedy księżniczka zażądałaby od niej odpowiedzi, na którą sama nie była gotowa.

— Pójdę do niej za chwilę.

— Nie powiedziałaś jej o tym?

— Nie.

— Nie zwlekałbym.

— Wiem.

Nie próbował jej przekonywać. To było gorsze niż kolejna nagana.

Tempo schował narzędzia.

— Jutro nie pozwólcie nikomu zejść do pracowni samemu. Nawet jeśli Strateg zapewni, że nie grozi tam żadne niebezpieczeństwo.

Eveline skinęła głową.

Tempo podniósł lampę i potrząsnął nią przy uchu.

— Pusta. Mówiłem. Strażnik uważa, że noszę drewno. Mogę nosić i oliwę.

Naciągnął rękaw na metalową dłoń, wziął lampę zdrową ręką i wyszedł.

Ogień w kominku dawał dość światła, żeby widziała twarz Vaelena. Eveline wstała. Florentina czekała, a ona obiecała wrócić.

— Zostaniesz jeszcze chwilę? — zapytał Vaelen.

Spojrzała na drzwi, potem wróciła do niego i przysunęła swoje krzesło do jego.

— Tylko chwilę.

— Naturalnie.

Siedzieli bez rozmowy. Jego oddech był już spokojniejszy, lecz kiedy się poruszył, skrzywił się lekko. Eveline położyła dłoń na jego ręce, zanim zdążył ponownie oprzeć ją na poręczy.

Vaelen spojrzał na ich dłonie.

— Panno Vale…

— Proszę nie zaczynać.

Vaelen odwrócił dłoń, tak że jej palce znalazły się w jego. Została jeszcze trochę, choć z korytarza zdążyły już dobiec kroki Tempa.

***

Było już późno, kiedy wróciła do królewskiego skrzydła. Strażnik przy drzwiach wpuścił ją bez pytania.

Florentina siedziała przy biurku. Przed nią leżał rozłożony dokument z zamkową pieczęcią.

— Właśnie miałam po ciebie posłać — powiedziała.

Księżniczka podała jej papier. Było to wezwanie wydane w imieniu Stratega Vermaaru. Następnego ranka Florentina miała stawić się przy wejściu do dawnej pracowni pod zamkiem. Nakazano jej przynieść medalion Archen. Eveline przeczytała dokument dwukrotnie.

— Nie może ci tego rozkazać.

— Najwyraźniej uważa inaczej.

Florentina wstała od biurka.

— Mój ojciec ledwie odzyskał przytomność. Rada nie zakończyła dochodzenia w sprawie jego lekarstw, a teraz obcy dowódca chce, żebym zeszła z nim pod zamek.

— Odpowiedziałaś mu?

— Posłaniec czeka na odpowiedź do rana. Nie zamierzam się spieszyć.

Wzięła dokument z rąk Eveline i położyła go obok książki ojca.

— Medalion już raz obudził Ader pod zamkiem — powiedziała Eveline. — Może chce, żeby zrobił to znowu.

— Sama o tym pomyślałam. Nie pójdę tam tylko dlatego, że mi rozkazuje. Najpierw chcę wiedzieć, czego ode mnie oczekuje.

— To rozsądne.

— Rozmawiałaś z nim dzisiaj. Czego chciał?

Eveline przesunęła palcem po brzegu biurka.

— Żebym pomogła mu uruchomić jedno z urządzeń.

— Fotel?

— Tak.

— Dlaczego nie powiedziałaś mi wcześniej?

— Przyszłam właśnie po to.

— A kiedy pytałam cię, czego chciał?

Eveline nie odpowiedziała.

— Wiedziałaś również, że potrzebuje medalionu?

— Wiedziałam, że może go potrzebować.

Florentina zabrała książkę ojca. Przez chwilę trzymała ją pod pachą, nie ruszając się od biurka.

— Porozmawiamy rano.

Weszła do sypialni i zamknęła drzwi. Eveline została sama. Na papierze nadal widniało wezwanie Stratega, a pod nim godzina wyznaczona na następny dzień. Miała czas do rana — tyle samo, ile zostawił jej Strateg.

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania