Sklep rzeczy utraconych - rozdział 66
Eveline obudził szczęk klucza. Leżała na boku, z ręką wsuniętą pod głowę. Rękaw zesztywniał od zaschniętej krwi. Kiedy próbowała się podnieść, ból za oczami wrócił. Przez wąskie okno wpadało poranne światło. Na dziedzińcu ktoś przeciągał po kamieniach ciężki przedmiot.
Strażnik wszedł z miską wody i kawałkiem czystego płótna.
— Proszę się umyć. Dowódca chce panią widzieć.
— Gdzie?
— W komnatach królewskich.
Eveline obmyła twarz i ręce. Kiedy pochyliła się nad miską, musiała przytrzymać się jej brzegu. Strażnik czekał przy drzwiach, nie ponaglając jej.
— Czy ktoś wrócił z podziemi?
— Żołnierze pełnią tam straż.
— Nie pytam o żołnierzy.
Nie odpowiedział.
Wyszli na korytarz. W wartowni siedziało dwóch mężczyzn nad miskami z jedzeniem. Jeden podniósł głowę, kiedy przechodzili, ale zaraz wrócił do śniadania.
Eveline nie wiedziała, czy Grijs dotarł do stróżówki. Obiecał odejść o świcie. Mogła tylko mieć nadzieję, że nie próbował jej szukać.
Przed królewskim skrzydłem wartownik otworzył drzwi bez pytania o przepustkę. Wewnątrz było cieplej. Z komnaty dochodziły przyciszone głosy.
Przy łóżku króla siedziała Florentina. Miała na sobie ciemną suknię, a włosy splecione w pośpiechu. Na stoliku obok stały miska z wodą i dwa niewielkie naczynia. Król leżał z zamkniętymi oczami. Jego oddech był płytki, lecz Eveline nie słyszała już świszczenia, które zapamiętała z poprzedniego wieczoru.
Dowódca stał przy oknie. Obok niego znajdowali się medyk i Maurits.
— Panno Vale. Proszę podejść.
Florentina wstała.
— Krwawiło jeszcze?
— Przestało w nocy.
Księżniczka przyjrzała się zaschniętej krwi na jej rękawie, ale nie nalegała.
Medyk wskazał przedmiot owinięty grubym materiałem.
— To przyniesiono z pracowni?
Eveline rozpoznała pojemnik, zanim żołnierz rozwinął płótno. Na złotej obręczy widniał napis „Dla króla”.
— Nie znalazłem w nim żadnego ze znanych mi lekarstw — powiedział medyk. — Nie potrafię określić przeznaczenia zawartości. Nie przypomina niczego, co dotąd podawano Jego Królewskiej Mości.
— Może pochodzić z dawnych czasów — powiedziała Eveline.
— Być może. Nie zamierzam tego rozstrzygać bez odpowiednich przyrządów.
— Twierdziła pani, że pojemniki miały trafić do króla — przypomniał dowódca.
— Tak sądziłam.
— Na jakiej podstawie?
Eveline wskazała napis.
— Znalazłam je pod zamkiem, a jeden zniknął ze skrzyni. Wiedziałam, że do komnat przynoszą nowe lekarstwa.
— Ale nie wiedziała pani, czy to te same przedmioty.
— Nie.
Florentina podeszła do stołu.
— Eveline mnie ostrzegła. Miałam prawo zażądać sprawdzenia lekarstw.
— Skrzynkę rady również sprawdziłem — powiedział medyk. — Nie znalazłem w niej niczego, co tłumaczyłoby stan króla.
Eveline popatrzyła na pojemnik. W pracowni była przekonana, że napis dotyczy monarchy leżącego nad nią. Teraz nie miała pewności nawet co do tego.
Medyk sięgnął po niewielką glinianą miseczkę. Na jej dnie leżały wilgotne resztki ciemnych liści.
— Wczoraj, kiedy odsyłano służbę, jeden z ludzi pozostawił dzbanek z naparem. Poleciłem go zachować razem z pozostałymi lekarstwami.
Florentina zbliżyła się.
— Ojciec pił to od dawna. Jeszcze przed moim wyjazdem. Mówiono mi, że pomaga zasnąć.
— Zawiera środek uspokajający. W niewielkich ilościach bywa użyteczny, ale codzienne podawanie może osłabić serce i oddech.
— Jest pan pewien?
— Rozpoznałem liście po zapachu i osadzie, który pozostawiają po gotowaniu. Znam ten preparat. Nie potrafię natomiast powiedzieć, ile go podawano ani od jak dawna.
Florentina popatrzyła na ojca.
— Czy wyzdrowieje?
Medyk nie odpowiedział od razu.
— Jest bardzo osłabiony. Odstawienie naparu nie przywróci mu od razu sił, ale dalsze podawanie mogłoby go zabić.
Księżniczka usiadła przy łóżku. Ujęła rękę ojca i przez chwilę przyglądała się jego twarzy.
— Kto przynosił napar? — zapytał dowódca.
— Jeden z dawnych służących — odpowiedziała Florentina. — Znał ojca od lat. To on przychodził do mnie z pytaniem o książkę, kiedy ojciec chciał się pogodzić.
Podała nazwisko, a dowódca polecił sprowadzić mężczyznę.
Eveline przypomniała sobie dwóch starszych służących, których poprzedniego wieczoru odesłano z królewskiego skrzydła. Florentina upominała się wtedy o ich powrót.
Starszego mężczyznę przyprowadzono po kilku minutach. Wszedł bez płaszcza, z rękami opuszczonymi wzdłuż ciała. Kiedy zobaczył Florentinę, zatrzymał się przy progu.
— Wasza Wysokość.
— Proszę podejść.
Dowódca wskazał miseczkę.
— To pan przynosił królowi napar?
— Tak, panie. Liście przynosił goniec z kancelarii, w woreczku, razem z zaleceniem. Parzyłem je w zielarni przy kuchni. Najpierw podawałem napar wieczorem, później również rano.
— Kto kazał zwiększyć liczbę dawek?
— Przyszło zalecenie od medyka rady. Trzymam je przy rzeczach króla.
Sługa podszedł do szafki obok drzwi i wyjął z niej złożoną kartkę. Podał ją dowódcy.
Florentina przyglądała mu się uważnie.
— Widział pan, jak ojciec słabnie. Dlaczego nadal mu to podawano?
— Pytałem o to, Wasza Wysokość. Powiedziano mi, że król potrzebuje odpoczynku i że mam nie zmieniać niczego bez nowego polecenia.
— Kto tak powiedział?
— Człowiek z kancelarii. Nie znam jego nazwiska.
— Czy ktoś z pańskich ludzi wydał to zalecenie? — zwróciła się Florentina do medyka.
Medyk spojrzał na kartkę.
— Nie znam tego pisma. Nie było go w dokumentach, które otrzymałem.
Dowódca rozłożył zalecenie i przeczytał je uważnie. Następnie podał Eveline.
— Proszę spojrzeć.
Pismo było równe, drobne. W kilku miejscach atrament rozlał się na włóknach papieru. Zalecano podawanie jednej porcji naparu rano i drugiej przed snem, bez przerw, dopóki nie nadejdzie nowe polecenie.
Na końcu znajdował się podpis medyka rady, którego Eveline nie znała.
Przyjrzała się środkowemu wierszowi, po czym wróciła do początku.
— Widziałam już to pismo.
Dowódca zbliżył się do niej.
— Przy przepustce sto osiemnaście i w rejestrze wydań — powiedziała. — Proszę spojrzeć na słowo „polecenie”.
Wskazała pierwszą literę.
Dowódca obejrzał kartkę.
— To nadal nie wskazuje autora.
— Wiem. Ale jeśli wszystkie trzy pisma sporządził ten sam człowiek, powinien mieć dostęp zarówno do rejestrów, jak i do zaleceń dla służby.
— Kancelaria — powiedziała Florentina.
Eveline przypomniała sobie rozmowę z pisarzem.
— Wspominał o swoim przełożonym.
Dowódca skinął na wartownika.
— Sprowadzić pisarza. Bez ksiąg.
Sługa nadal stał przy szafce.
— Czy mogę wrócić do obowiązków, Wasza Wysokość?
Florentina spojrzała na ojca.
— Proszę na razie zostać.
Mężczyzna cofnął się pod ścianę. Nie protestował.
Medyk uniósł głowę króla i podał mu kilka łyków wody. Florentina pomogła przytrzymać poduszkę. Kiedy odłożyli naczynie, monarcha poruszył wargami, lecz nie wypowiedział żadnego słowa.
Maurits podszedł do stolika z lekarstwami. Przez chwilę przyglądał się miseczce.
— Dodano do tego gorzkich korzeni?
— Tak — odpowiedział medyk.
— Rozpoznaję sposób przygotowania. W Vermaarze dodawano je, żeby zagłuszyć smak właściwego środka.
Florentina podniosła głowę.
— Skąd wiesz?
— Na dworze podawano podobny napar rannym po polowaniach, kiedy ból nie pozwalał im zasnąć. Pamiętam jednego z ludzi mojego ojca. Po kilku dniach zwiększono mu dawkę, bo pierwsza przestała pomagać. Później ledwie oddychał.
Medyk przyjrzał mu się uważniej.
— Co się z nim stało?
— Przeżył. Od tamtej pory nie wolno było podawać tej mieszanki bez nadzoru.
Dowódca podszedł do stołu.
— Czy twierdzi Wasza Wysokość, że napar pochodzi z Vermaaru?
— Twierdzę, że znam ten sposób przygotowania. Nie wiem, kto dostarczył go do Kadenu.
— Ktoś z pańskiego otoczenia mógł wydać podobne polecenie?
— Bez mojej wiedzy mógł zrobić wiele rzeczy.
Maurits spojrzał na Florentinę.
— Jeśli mieszankę przysłano z Vermaaru, chcę wiedzieć, kto ją wysłał. Nie będę go osłaniał.
Florentina nie odpowiedziała. Wróciła do ojca.
Drzwi otworzyły się. Strażnik wprowadził pisarza.
Mężczyzna miał niedopięty kołnierz i ciemne ślady atramentu na dwóch palcach. Na widok Eveline zwolnił.
— Panie dowódco, czy chodzi o wczorajszy rejestr?
— O zalecenie dotyczące naparu. — Dowódca podał mu kartkę. — Proszę sprawdzić, czy przeszło przez waszą kancelarię.
Pisarz wziął dokument. Czytał długo, choć tekst zajmował mniej niż połowę strony.
— Pieczęć należy do kancelarii — powiedział w końcu.
— Kto nią dysponował?
— Przechowywał ją mój przełożony. Sam zatwierdzał niektóre pisma, także przepustki. Przynoszono mu również rejestry wydań.
Dowódca odebrał kartkę.
— A dopiski w pańskiej księdze?
Pisarz spuścił wzrok.
— Widziałem je.
— Kto je wprowadził?
— Nie wiem. Księgi wracały do mnie już uzupełnione.
— I nic pan z tym nie zrobił?
Pisarz milczał. Przesunął palcem po mankiecie, na którym pozostała ciemna smuga atramentu.
— Przełożony mówił, że to polecenia rady.
— Wiedział pan, że dokumentów nie należy uzupełniać w taki sposób — powiedziała Florentina.
— Tak, Wasza Wysokość.
— Więc dlaczego pan milczał?
Pisarz podniósł na nią wzrok.
— Bałem się stracić stanowisko.
Florentina bez słowa usiadła przy ojcu.
Dowódca położył zalecenie na stole.
— Pański przełożony miał dostęp do wszystkich trzech dokumentów. Czy ktoś jeszcze?
— Dwóch urzędników pracowało przy nim. Ja również korzystałem z pieczęci, kiedy mi ją wydawano.
Dowódca zwrócił się do żołnierza stojącego przy drzwiach.
— Dwóch ludzi do kancelarii. Przełożony ma tam pozostać, dopóki do niego nie przyjdę. Zabezpieczyć jego biurko, dokumenty i pieczęcie. Nikomu nie pozwalać niczego zabierać.
Żołnierz wyszedł.
— Pan również zostanie w zamku do czasu zakończenia przesłuchań — powiedział dowódca do pisarza. — Proszę wskazać straży tych dwóch urzędników.
Pisarz skłonił głowę. Drugi strażnik wyprowadził go z komnaty.
Król zakaszlał. Florentina podała mu wodę, ale nie chciał pić. Medyk pochylił się nad nim i sprawdził oddech.
— Proszę zostać przy ojcu — powiedziała księżniczka.
— Zostanę, Wasza Wysokość.
— Od tej chwili wszystkie lekarstwa mają być przygotowywane przy panu. Proszę wybrać ludzi, którym pan ufa. Chcę znać ich nazwiska, zanim wejdą do tej komnaty.
Dowódca zbliżył się do łóżka.
— Wasza Wysokość, służba w królewskim skrzydle pozostaje pod nadzorem garnizonu.
— Nie zamierzam zmieniać obowiązków pańskich żołnierzy. Decyduję, kto zajmuje się moim ojcem.
— Zmiana personelu wymaga zgody rady.
Florentina wskazała zalecenie leżące na stole.
— To pismo przeszło przez jej kancelarię. Jeżeli chce pan nadal przyjmować od rady polecenia dotyczące leczenia króla, proszę powiedzieć mi to teraz.
Dowódca nie odpowiedział od razu. Spojrzał na Mauritsa.
— Medyk wybierze pomocników — powiedział poseł. — Ich nazwiska można przekazać straży.
— Niech tak będzie — zgodził się dowódca.
Florentina podziękowała krótko.
Z korytarza dobiegły szybkie kroki. W progu pojawił się żołnierz, którego dowódca wcześniej wysłał do kancelarii. Niósł niewielki pakunek i kilka złożonych kart.
— Panie dowódco. Znaleźliśmy to w biurku przełożonego.
Rozwinął płótno. W środku leżał woreczek z suszonymi liśćmi oraz dwa niewypełnione zalecenia opatrzone pieczęcią kancelarii.
Medyk podszedł do stołu. Otworzył woreczek i roztarł kilka liści między palcami.
— To ten sam składnik, który znalazłem w naparze.
Dowódca obejrzał dokumenty. Oba miały już odciśniętą pieczęć, choć nie wpisano na nich ani nazwiska, ani polecenia.
— Gdzie jest przełożony?
— W kancelarii, panie. Pilnuje go dwóch naszych ludzi.
Dowódca złożył karty i oddał je żołnierzowi.
— Nikt nie ma dostępu do jego biurka. Przyjdę, kiedy skończę tutaj.
Żołnierz zasalutował i wyszedł.
Maurits podszedł do dowódcy.
— Co zamierza pan zrobić z przełożonym pisarza?
— Zatrzymać go. Przesłuchamy również ludzi, którzy mieli dostęp do pieczęci.
— Proszę sprawdzić dostawy z Vermaaru. Jeżeli znajdzie pan wśród nich tę mieszankę, chcę zobaczyć dokumenty.
Dowódca przyjrzał mu się uważnie.
— Przekażę Waszej Wysokości ustalenia.
Maurits zapiął rękawiczki. Nie spojrzał na Florentinę.
Dowódca zwrócił się do Eveline.
— Pani również pozostaje w zamku. Oskarżenia dotyczące śmierci księcia nie zostały wycofane.
— Nie spodziewałam się tego.
— Eveline zostanie przy mnie — powiedziała Florentina.
— Wasza Wysokość…
— Nie proszę o zwolnienie jej z odpowiedzialności. Chcę, żeby pozostała w królewskim skrzydle, pod moją opieką.
Dowódca rozważał to przez chwilę.
— Przy drzwiach będzie stał strażnik. Panna Vale nie opuści zamku bez mojego pozwolenia.
— Zgadzam się — odpowiedziała księżniczka.
Eveline nie protestowała.
Starszy sługa odsunął się od ściany.
— Wasza Wysokość, nigdy nie podałbym królowi niczego, co mogłoby mu zaszkodzić. Znałem go jeszcze, zanim pani przyszła na świat.
Florentina wstała od łóżka.
— Wiem.
Mężczyzna czekał.
— Kiedy ojciec nie mógł zasnąć, pan przynosił mu książki — powiedziała. — Pamiętam.
— Chciałem mu pomóc.
— Wierzę panu.
Przez chwilę żadne z nich się nie odezwało. Sługa opuścił ręce, które dotąd trzymał splecione przed sobą.
Florentina zwróciła się do dowódcy.
— Proszę go zatrzymać do czasu wyjaśnienia sprawy. Chcę, żeby został przesłuchany, ale nie pozwolę traktować go jak człowieka, któremu udowodniono winę.
— Wasza Wysokość… — zaczął sługa.
— Proszę powiedzieć wszystko, co pan pamięta. Kto przynosił woreczki, kto przekazywał zalecenia. Nawet jeśli wydawało się to panu nieważne.
Mężczyzna skłonił głowę. Żołnierz otworzył przed nim drzwi. Dowódca zamknął kasetę z dokumentami i wyszedł za nimi.
Florentina odprowadziła ich wzrokiem, po czym wróciła do ojca. Usiadła przy łóżku i położyła rękę na kołdrze, blisko jego dłoni.
Po chwili podniosła się i podeszła do Eveline.
— Dowiedziałam się czegoś o wozie — powiedziała cicho.
— O Wennie?
— Wyjechał przez zachodnią bramę. Nie zatrzymano nikogo, kto odpowiadałby jej opisowi. Tylko tyle udało mi się ustalić.
— Mogła się wydostać.
— Mogła.
Florentina ujęła jej rękę.
— Zostaniesz dzisiaj ze mną?
Eveline popatrzyła na króla. Jego oddech był spokojniejszy, choć nadal nie odzyskał przytomności.
— Zostanę.
Florentina usiadła z powrotem przy ojcu, a Eveline zajęła miejsce przy oknie. Przez otwarte drzwi słyszała zmieniającą się straż. Ludzie Vermaaru nadal stali na korytarzu, a na wieżach powiewały ich chorągwie.
Kiedy medyk poprosił o czystą wodę, podniosła stojący przy stoliku dzbanek i podała mu go.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania