Poprzednie części:  Sklep rzeczy utraconych
Pokaż listęUkryj listę

Sklep rzeczy utraconych - rozdział 65

Eveline weszła w boczny korytarz za żołnierzem niosącym latarnię. W miejscu, gdzie Grijs obiecał na nią czekać, nikogo nie było.

— Dokąd prowadzi? — zapytał dowódca.

— Do groty.

Eveline obejrzała się na ciemny odcinek korytarza. Nie dostrzegła nawet śladu światła jego latarni.

— Zostaniesz tutaj — rozkazał dowódca jednemu z ludzi. — Nikogo nie przepuszczaj. Gdyby ktoś nadchodził, wołaj.

Żołnierz ustawił się przy rozwidleniu. Pozostali ruszyli dalej. Po kilkudziesięciu krokach korytarz rozszerzył się i powiało chłodem.

Grota była większa, niż zapamiętała Eveline. Poprzednio oglądała ją przy słabszym świetle, a Grijs zasłaniał część przejścia. Teraz dwie latarnie wydobyły z ciemności nierówne ściany, mokry żwir i niski strop, pod którym trzeba było schylić głowę.

W wyżłobieniu biegnącym przez kamień widniała cienka złota linia, ledwie dostrzegalna pod warstwą osadu. Biegła w stronę bocznej wnęki.

— Dalej — polecił dowódca.

Eveline ruszyła pierwsza, ale żołnierz zastąpił jej drogę. Dowódca wskazał mu wnękę i dopiero gdy ten sprawdził jej wnętrze, pozwolił jej podejść.

Drzwi Trist wyglądały tak, jak je zapamiętała. Ciemna powierzchnia nie miała zawiasów ani widocznego zamka. Wąskie złote linie tworzyły wokół środka nieregularny wzór. Przy krawędzi, obok miejsca, w którym się zbiegały, zostały rysy po nożu Grijsa.

Eveline przystanęła o krok od nich.

W palcach poczuła znajome mrowienie, chociaż jeszcze nie dotknęła metalu. Linie rozjaśniły się jedna po drugiej.

Żołnierz cofnął latarnię.

— Nie ruszać — powiedział dowódca.

Światło przesuwało się już wzdłuż całego wzoru. Gdzieś wewnątrz drzwi odezwał się cichy szczęk.

— Co pani zrobiła?

— Nic.

Dowódca spojrzał na jej dłonie.

— Proszę odsunąć się od drzwi.

Eveline wykonała polecenie. Linie nie zgasły.

Jeden z żołnierzy podszedł bliżej i przyłożył dłoń do powierzchni. Drzwi pozostały nieruchome. Spróbował je popchnąć.

— Zamknięte.

— Niech pani spróbuje — powiedział dowódca do Eveline.

Dotknęła miejsca, w którym zbiegały się złote linie. Metal był ciepły. Po chwili drzwi przesunęły się w bok, odsłaniając ciemne pomieszczenie.

Dowódca nie wszedł od razu. Kazał jednemu człowiekowi oświetlić wnętrze, drugiemu trzymać broń gotową do użycia.

— Zostaje pani przy mnie — powiedział Eveline.

Za drzwiami pachniało starym kurzem i rozgrzanym metalem. W pracowni paliło się światło, choć Eveline nie widziała żadnych lamp. Złote przewody pod sufitem jarzyły się słabo, oświetlając stoły i ustawione przy ścianach skrzynie.

Kiedy była tu ostatnio, na środkowym stole leżały przyrządy, otwarte szkatułki i zwinięte przewody. Teraz blat był pusty. Pozostały jedynie dwa ciemniejsze ślady po ciężkich przedmiotach.

Przy ścianie stało kilka skrzyń. Większość miała zdjęte wieka. Z jednej wystawały strzępy materiału używanego do zabezpieczania delikatnych przedmiotów. Obok leżały odłączone przewody, związane w grube pęki. Na podłodze widniały jasne prostokąty w miejscach, gdzie stały urządzenia.

Nie wynoszono tego wszystkiego w pośpiechu. Przygotowane pakunki ułożono według wielkości, a drewniane przegrody starannie oddzielały szklane pojemniki.

Eveline usłyszała przesuwane drewno.

Za wysoką skrzynią stał mężczyzna w brązowym płaszczu. W rękach trzymał metalową kasetę, którą właśnie próbował wsunąć między dwa większe pakunki.

Rozpoznała go, zanim się odwrócił.

Człowiek od książek.

Na jego piersi wisiała prostokątna plakietka. Ta sama, której używał przy przejściu, gdy spotkała go w zamku.

Mężczyzna spojrzał najpierw na żołnierzy, potem na Eveline.

— Pani ich tu przyprowadziła?

— Zna go pani? — rzucił dowódca.

Mężczyzna odstawił kasetę. Nie czekał na odpowiedź.

— Co pan tu robi? — zapytał dowódca.

— Pakuję rzeczy.

— Czyje?

Mężczyzna nie odpowiedział. Poprawił rękaw płaszcza. Eveline widziała, że jego prawa dłoń zbliża się do plakietki.

— Proszę odsunąć się od skrzyni — rozkazał dowódca.

Mężczyzna zrobił jeden krok w bok. Za jego plecami znajdowało się wąskie przejście między stołami.

Żołnierz podniósł broń.

— Ręce tak, żebym je widział.

Mężczyzna powoli uniósł lewą dłoń. Prawą trzymał przy piersi.

— Obie — powiedział żołnierz.

Przybysz szarpnął plakietkę z łańcuszka.

— Zatrzymać go!

Żołnierz ruszył naprzód, ale mężczyzna przewrócił stojącą obok skrzynię. Metalowe obręcze rozsypały się po podłodze, tarasując przejście między stołami. Zanim żołnierz zdołał ominąć przeszkodę, przybysz dotarł do dalszych drzwi.

— Stój!

Dowódca ruszył za nim. Eveline została przy wejściu, zatrzymana przez drugiego żołnierza.

Mężczyzna przyłożył do drzwi plakietkę. Złota linia rozjaśniła się, a metalowa płyta zaczęła odsuwać.

Żołnierz ominął przewróconą skrzynię i pobiegł za dowódcą.

Przybysz przeszedł przez otwór. Zanim drzwi się zamknęły, przyłożył plakietkę do wąskiej szczeliny po drugiej stronie.

Rozległ się suchy trzask.

Złota linia zgasła.

Dowódca uderzył dłonią w metal. Drzwi nie drgnęły.

— Otworzyć!

Jeden z żołnierzy próbował podważyć krawędź ostrzem. Nie znalazł miejsca, w które mógłby wsunąć nóż.

Eveline znała drogę za tymi drzwiami. Dalej znajdował się korytarz prowadzący ku sali, w której pozostawiła głowę za szkłem.

— Można je otworzyć od tej strony? — zapytał dowódca.

— Nie wiem.

— Tamte otworzyły się przed panią. Niech pani spróbuje.

Eveline przyłożyła dłoń do metalu. Złota linia pozostała ciemna. Pod palcami nie poczuła mrowienia, tylko chłód.

— Zostawcie je — powiedział w końcu dowódca. — Nie będę tracił ludzi na wyważanie czegoś, czego nie rozumiemy.

Żołnierze wrócili między stoły. Jeden z nich wskazał przewróconą skrzynię.

— Panie dowódco.

Na podłodze, pomiędzy metalowymi obręczami, leżał niewielki pojemnik. Wypadł z otwartego pakunku, gdy mężczyzna przewrócił skrzynię.

Ciemne szkło, wzmocnione złotymi obręczami. Na jednej z nich wygrawerowano dwa słowa.

„Dla króla”.

Ten sam napis widziała tu poprzednim razem.

Dowódca podniósł pojemnik, lecz zaraz odłożył go na stół.

— Proszę przynieść materiał. Nie będziemy tego otwierać.

Żołnierz znalazł kawałek grubego płótna i owinął nim szkło.

Eveline podeszła do skrzyni, z której mężczyzna wyciągał kasetę. Dwie przegródki były puste. W trzeciej znajdował się jeszcze jeden pojemnik, zabezpieczony zwiniętym materiałem.

— Wcześniej brakowało jednego z trzech — powiedziała Eveline. — Drugi wypadł z pakunku. Trzeci nadal jest w skrzyni.

Na spodzie skrzyni leżała cienka metalowa płytka z wyrytymi znakami. Obok znajdowały się złożone karty, spięte drutem.

Dowódca wyciągnął jedną z nich i rozłożył przy świetle latarni.

Eveline rozpoznała kolumny liczb, ale nie potrafiła odczytać oznaczeń. Były podobne do tych, które widziała w Veyr. Między wierszami powtarzał się niewielki znak przypominający rozdzielony pierścień.

Odłożył kartę do kasety, którą mężczyzna zostawił przy skrzyni.

— Zabezpieczyć wszystko, co leży w tej skrzyni.

— Panie dowódco, tych skrzyń jest więcej — zauważył żołnierz.

— Widzę.

Ruszył wzdłuż stołów. W głębi pracowni, częściowo zasłonięty płótnem, stał fotel.

Obręcz nadal znajdowała się nad oparciem.

Eveline stanęła przy nim. Ból za oczami wrócił. Pamiętała dotyk zimnego metalu i głos, który mówił o jej przeszłości z taką pewnością, że przez chwilę była gotowa mu uwierzyć.

Dowódca podniósł skraj płótna.

— Do czego to służy?

— Nie wiem.

Opuścił materiał i podszedł do pakunków ustawionych pod ścianą. Na każdym ktoś kredą wypisał liczbę.

— Od jak dawna to pakują?

— Kiedy byłam tu wcześniej, część rzeczy jeszcze stała na stołach.

— Kiedy?

— Dzisiaj w nocy.

Przy wejściu dowódca odwrócił się ku Eveline.

— Jak dostała się pani tutaj?

— Tą samą drogą.

— Sama?

Eveline zawahała się o chwilę za długo.

— Nie.

— Z kim?

— Z człowiekiem, który zna stare przejścia.

— Nazwisko.

— Nie podam go.

— Czy ten człowiek nadal jest pod zamkiem?

Eveline poczuła ucisk w żołądku. Za ścianą groty mógł znajdować się Grijs.

— Nie wiem.

— Sprawdzimy wejścia przy powrocie — zwrócił się do swoich ludzi. — Nie rozdzielać się.

Kazał zabrać pojemnik, metalową kasetę i część dokumentów. Resztę polecił pozostawić na miejscu. Jeden z żołnierzy zaproponował, żeby wynieść również drugi pojemnik, lecz dowódca odmówił.

— Nie wiemy, co jest w środku. Ten zostaje tutaj. Nikt go nie ruszy, dopóki nie sprowadzę kogoś, kto wie, jak się z tym obchodzić.

Przy wyjściu złote linie rozjaśniły się ponownie. Żołnierze cofnęli się, lecz tym razem dowódca nie kazał Eveline dotykać drzwi. Sam spróbował przesunąć metalową płytę.

Nie poruszyła się.

— Panno Vale.

Podeszła. Dotknęła wzoru i drzwi otworzyły się bez oporu. Dowódca kazał wsunąć w szczelinę jedną z obręczy. Płyta zatrzymała się na niej i nie domknęła.

Dowódca przepuścił ludzi przodem. Eveline została przy nim.

— Mężczyzna, który uciekł, znał panią.

— Spotkałam go wcześniej w zamku.

— I nie uznała pani za stosowne o tym wspomnieć?

— Nie wiedziałam, że go tu zastaniemy.

Dowódca spojrzał na nią. Nie odpowiedział.

W grocie czekała ich ciemność. Latarnie oświetlały nierówną posadzkę i wilgotne ściany. Z miejsca, gdzie pozostawili strażnika, nie dochodził żaden głos.

Kiedy dotarli do rozwidlenia, żołnierz wyszedł im naprzeciw.

— Ktoś przechodził? — zapytał dowódca.

— Nie, panie.

— Niczego nie słyszałeś?

— Kroki dalej w korytarzu, ale mogło nieść od was. Nikt tędy nie przeszedł.

— Wracasz z nami.

Strażnik dołączył do grupy.

Eveline przeszła przez miejsce, w którym wypatrywała Grijsa. Nadal nie było tam żadnego światła.

Nie zatrzymała się.

Na dziedzińcu panował chłód. Wysoko ponad murem niebo zaczynało jaśnieć, choć słońce jeszcze nie wzeszło. Od strony królewskiego skrzydła dochodziły odległe głosy służby przygotowującej poranne paleniska.

Dowódca zatrzymał żołnierzy przy drzwiach wartowni.

— Dwóch wróci na dół. Jeden przy wejściu, drugi w środku, przy dalszych drzwiach. Nikt nie wyniesie stamtąd ani jednego przedmiotu bez mojego rozkazu. Jeśli ktokolwiek się pojawi, nie próbujcie go ścigać. Poślijcie po mnie.

Wyznaczeni żołnierze zasalutowali.

— A więźniarka? — zapytał jeden z pozostałych.

— Wraca do tego samego pokoju. Zgodnie z ustaleniem z księżniczką.

Eveline spojrzała w stronę królewskich komnat. W jednym z okien paliło się światło.

Dowódca wskazał zawinięty w płótno pojemnik.

— To zaniesiecie medykowi. Ma sprawdzić zawartość i porównać ją z lekarstwami dostarczonymi królowi. Nie otwierać bez niego.

— A kancelaria rady, panie dowódco?

— Na razie niczego im nie przekazujcie. Najpierw chcę wiedzieć, co znaleźliśmy.

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania