Poprzednie części:  Sklep rzeczy utraconych
Pokaż listęUkryj listę

Sklep zreczy utraconych - rozdział 67

Król otworzył oczy po południu. Eveline siedziała przy oknie i patrzyła, jak cień wieży przesuwa się po dziedzińcu. Medyk drzemał na krześle przy drzwiach. Florentina od rana nie odchodziła od łóżka. Kiedy ojciec poruszył palcami, nie zawołała nikogo. Pochyliła się nad nim i czekała.

Król długo patrzył w sufit, zanim skierował wzrok na córkę. Poruszył wargami, ale nie wydobył się z nich żaden dźwięk.

— Ojcze?

Spróbował ponownie. Florentina zbliżyła ucho do jego ust.

Eveline nie słyszała słów. Przyjaciółka znieruchomiała, a potem skinęła głową.

— Mam ją — powiedziała cicho. — Zaraz przyniosę.

Wstała tak szybko, że krzesło zaszurało po posadzce. Medyk otworzył oczy. Florentina minęła go bez słowa, lecz w progu zatrzymała się z dłonią na framudze. Dopiero po chwili wyszła na korytarz.

Król odprowadził ją wzrokiem. Przez kilka oddechów nie zamykał oczu, potem powieki opadły. Medyk podszedł do łóżka i sprawdził puls.

— Rozpoznał ją? — zapytała Eveline.

— Na to wygląda.

— Czy to dobrze?

— Tak. Ale potrzebuje odpoczynku.

Florentina wróciła z niewielką książką w wytartej skórzanej oprawie. Grzbiet popękał w kilku miejscach, a róg okładki ktoś kiedyś przyciął nożem.

— Śpi?

— Przymknął oczy — odpowiedział medyk. — Może pani przy nim zostać.

Usiadła i otworzyła książkę tam, gdzie tkwiła wyblakła wstążka. Kiedy król ponownie uniósł powieki, pokazała mu otwartą stronę.

— Tę?

Nie poruszył głową. Jego palce drgnęły na kołdrze. Florentina zaczęła czytać. Pierwsze zdanie wypowiedziała spokojnie, przy drugim urwała. Opuściła książkę na kolana, odetchnęła i wróciła do początku.

Król słuchał z otwartymi oczami. Nie odezwał się już więcej, a kiedy skończyła stronę, spał. Medyk poprawił mu okrycie.

— Niech pani pozwoli mu odpocząć.

Florentina skinęła głową, ale książki nie zamknęła.

Eveline wróciła do okna. Na dziedzińcu zmieniano straż. Dwóch żołnierzy przeszło pod arkadą, prowadząc trzeciego, który kulał i opierał się na ich ramionach. Zniknęli za drzwiami wartowni.

Za plecami Eveline zaszeleściła przewracana strona.

***

Dowódca przyszedł przed wieczorem.

— Przełożony kancelarii odmawia dalszych zeznań — oznajmił. — Zażądał rozmowy z Waszą Wysokością.

Florentina podniosła głowę znad książki.

— Dlaczego ze mną?

— Nie chciał powiedzieć.

— Czy przyznał się do sporządzenia zalecenia?

— Potwierdził jedynie, że pieczęć przechowywano w jego biurku.

Florentina zwróciła się do medyka.

— Może pan zostać przy ojcu?

— Oczywiście, Wasza Wysokość.

Położyła książkę na stoliku, tuż obok dłoni króla.

— Pójdę do niego.

— Rozmowa odbędzie się w obecności moich ludzi — uprzedził dowódca.

— Tego się spodziewam. Eveline pójdzie ze mną.

— Panna Vale pozostaje pod strażą.

— Nie zamierzam wyprowadzać jej z zamku.

Dowódca zgodził się, zastrzegając, że strażnik będzie im towarzyszył.

Przełożonego trzymano w małej izbie obok wartowni. Przez zakratowane okno wpadało jeszcze trochę światła, ale przy stole paliła się już lampa.

Mężczyzna siedział wyprostowany, z rękami złożonymi na blacie. Był starszy, niż Eveline się spodziewała, starannie ogolony, w ciemnym kaftanie zapiętym pod szyję. Na mankietach nie miał ani jednej plamy atramentu. Wstał, kiedy weszły, i skłonił się Florentinie.

— Wasza Wysokość.

Dopiero potem zwrócił uwagę na Eveline.

— Nie spodziewałem się panny Vale.

— Zna mnie pan?

— Słyszałem, że dostała się pani do pracowni.

Eveline zatrzymała się przy krześle.

— Od kogo?

Przełożony nie odpowiedział. Dowódca zamknął drzwi, a Florentina podeszła do stołu.

— Chciał pan ze mną rozmawiać. Słucham.

Mężczyzna usiadł dopiero wtedy, gdy dowódca mu pozwolił.

— Znaleziono w moim biurku pewne przedmioty. Rozumiem, jakie budzą podejrzenia.

— Ojcu podawano szkodliwy napar — powiedziała Florentina. — Zalecenie wyszło z pańskiej kancelarii.

— Zostało opatrzone jej pieczęcią.

— Nie pytałam o pieczęć.

— Nie wiem, kto przygotował napar.

Florentina oparła dłonie na stole.

— A lord Hessel? Wiedział, co podpisuje?

— Lord Hessel podpisywał to, co mu podsunięto.

— Kto mu to podsuwał?

— Ja.

— Czy wiedział, jakie mogą być skutki?

— Nie rozmawialiśmy o lekarstwach.

Eveline przyjrzała się mężczyźnie. Dwóch uzbrojonych żołnierzy stało przy drzwiach, lecz on siedział spokojnie, z dłońmi ułożonymi na stole. Nawet kiedy Florentina pochyliła się nad stołem, nie zmienił pozycji.

— Kto wydał panu polecenie? — zapytała księżniczka.

— Chcę rozmawiać z posłem Vermaaru.

Dowódca podszedł bliżej.

— W jakiej sprawie?

— Powiem jemu.

— Jest pan zatrzymany pod zarzutem udziału w truciu króla Kadenu. Nie będzie pan wybierał, komu złoży zeznania.

— Nie proszę o zwolnienie — odpowiedział przełożony. — Pan nie dopuści mnie do posła. Wasza Wysokość może.

Florentina wyprostowała się.

— A jeśli odmówię?

— Wtedy pozostanę tutaj.

Nie próbował jej zatrzymać, kiedy odsunęła się od stołu. Wstał jedynie, by się ukłonić.

— Dziękuję, że Wasza Wysokość przyszła.

Eveline ruszyła za księżniczką. Przy wyjściu obejrzała się jeszcze raz. Przełożony siedział już na swoim miejscu, a strażnik przesuwał lampę na środek stołu.

Na korytarzu Florentina zwolniła.

— Myślisz, że zna kogoś z Vermaaru?

— Nie wiem.

— A skąd wiedział o pracowni?

— Ktoś musiał mu powiedzieć, że tam byłam.

— Dowódca?

— Możliwe.

Florentina nie pytała dalej. Przeszły przez wartownię i wróciły do królewskiego skrzydła.

***

Zmierzchało, kiedy z korytarza dobiegły kroki kilku ludzi naraz. Eveline stała przy oknie, Florentina siedziała przy ojcu, a medyk zapisywał coś w małej księdze.

Szczęknęła broń. Strażnik przy drzwiach wyprostował się.

— Co się dzieje? — zapytała Florentina.

Eveline podeszła do progu, zanim wartownik zdążył odpowiedzieć.

Dwóch żołnierzy prowadziło mężczyznę ze związanymi z tyłu rękami. Spodnie miał mokre do kolan, a na skroni zaschniętą krew. Jasne włosy przylepiły mu się do czoła.

Grijs.

Za żołnierzami szedł dowódca. Zatrzymał ich przed komnatą, kiedy dostrzegł księżniczkę.

— Wasza Wysokość. Zatrzymaliśmy człowieka, który odpowiada rysopisowi.

Grijs podniósł głowę. Najpierw zobaczył Florentinę i przyjrzał się jej twarzy, sukni, dłoniom.

— Wasza Wysokość. Nic pani nie jest?

— Nic mi nie jest, Grijs. A tobie?

— Nic poważnego.

Na jego skroni widniało rozcięcie, a krew pobrudziła kołnierz. Florentina wyszła na korytarz.

— Proszę rozwiązać mu ręce.

— Nie mogę na to pozwolić — powiedział dowódca.

— Jest ranny.

— Obejrzy go medyk.

— W takim razie proszę mu pozwolić.

Medyk wyszedł z komnaty i zbliżył się do Grijsa. Jeden z żołnierzy chwycił więźnia za ramię, lecz dowódca polecił mu się odsunąć.

— Głowa — powiedział Grijs. — Poza tym nic mi nie jest.

— Pozwoli pan, że sam ocenię.

Medyk odgarnął mu włosy. Grijs zacisnął szczękę, ale stał spokojnie.

— Rana nie wygląda na głęboką. Trzeba ją oczyścić.

— Zajmie się pan tym w wartowni — polecił dowódca.

Florentina pozostała przy Grijsie.

— Gdzie go znaleźliście?

— Przy grocie, pod zachodnią częścią zamku. Moi ludzie pilnują wejścia od chwili, gdy panna Vale pokazała nam drogę do pracowni.

Grijs odwrócił głowę. Dostrzegł Eveline stojącą przy drzwiach.

— To ona was tam zaprowadziła? — zapytał dowódcę.

— Tak.

Grijs popatrzył na niego, a potem ponownie na Eveline.

— Nie wiedziałam, że wrócisz — powiedziała.

Nie odpowiedział.

— W jakim celu wrócił pan do groty? — zapytał dowódca.

— Chciałem wydostać się z miasta.

— Moi ludzie zastali pana przy wejściu od strony starej odnogi. Skąd pan ją zna?

— Byłem tam wcześniej.

— Sam?

— Zna pan odpowiedź na to pytanie?

Dowódca podszedł bliżej.

— Szukamy również człowieka z metalową ręką. Widziano go w pobliżu zachodnich składów. Wie pan, gdzie jest?

— Nie.

Eveline przyglądała się Grijsowi. Miał czekać na nią do świtu, a potem iść do stróżówki, do Tempa. Nie wiedziała, czy tam dotarł ani czy Tempo wie o straży przy grocie. Grijs miał na butach błoto z podziemi, a na prawym rękawie świeże rozdarcie. Jeśli spotkał Tempa, nie zamierzał mówić o tym przy dowódcy.

— Bronił się? — zapytała Florentina.

— Jeden z moich ludzi został przewrócony — odpowiedział dowódca.

— Potknął się o kamień — powiedział Grijs.

Żołnierz stojący po jego lewej stronie zaprotestował:

— Uderzyłeś mnie!

— Kiedy próbowałeś wykręcić mi rękę.

— Dosyć — przerwał dowódca.

Florentina wskazała związane ręce Grijsa.

— Proszę go rozwiązać. Nie ucieknie stąd.

— Wasza Wysokość, nadal jest więźniem.

— Pańscy ludzie mogą go pilnować. Nie musi stać przed moją komnatą ze związanymi rękami.

Dowódca skinął w końcu głową. Jeden z żołnierzy rozciął sznur, a Grijs ostrożnie poruszył ramionami. Na nadgarstkach pozostały ciemne ślady.

— Dziękuję, Wasza Wysokość.

— Dlaczego nie przyszedłeś do mnie? — zapytała Florentina.

— Nie mogłem dostać się do królewskiego skrzydła.

— Eveline była przy mnie.

Grijs zerknął na Eveline, lecz odpowiedział księżniczce:

— Teraz już wiem.

Dowódca nakazał zabrać więźnia.

— Dokąd? — zapytała Florentina.

— Do wartowni na przesłuchanie.

— Co mu zarzucacie?

— Przebywał w zamkniętej części zamku bez pozwolenia. Szukamy go też w związku z wydarzeniami przy magazynie.

— To człowiek z mojej straży.

— Tym bardziej muszę wyjaśnić, co robił w podziemiach.

Grijs skłonił głowę Florentinie.

— Proszę wrócić do ojca, Wasza Wysokość.

Ruszył z żołnierzami.

— Grijs… — odezwała się Eveline.

Nie zatrzymał się.

Florentina zaczekała, aż zniknie za zakrętem, a potem wróciła do komnaty. Eveline poszła za nią. Medyk zabrał opatrunki i udał się do wartowni.

Księżniczka usiadła przy łóżku króla.

— Co się stało przy grocie?

— Nie wiem. Nie było mnie tam.

— Pytam, dlaczego pilnowali wejścia.

Eveline podeszła bliżej.

— To ja im pokazałam drogę do pracowni.

— Wiem. Dowódca mi powiedział.

— Wiedziałam też, że Grijs może tam wrócić.

Florentina podniosła głowę.

— Kiedy się o tym dowiedziałaś?

— W podziemiach. Miał odejść o świcie.

— Więc wiedziałaś, że mogą się spotkać.

— Nie sądziłam, że żołnierze będą pilnować wejścia tak długo.

— Ale wiedziałaś, że mogą.

Eveline nie zaprzeczyła.

Florentina zamknęła książkę, którą trzymała na kolanach, i odłożyła ją na stolik.

— Dlaczego mi nie powiedziałaś?

— Bo nie pozwoliłabyś mi tam wrócić.

— Nie pozwoliłabym.

Wstała i przeszła do okna. Na dziedzińcu żołnierze wnosili do wartowni kosze z jedzeniem. Jeden z nich zatrzymał się przy studni, żeby napić się wody.

— Grijs został w zamku dla mnie — powiedziała Florentina.

— Wiem.

— Mogłam kazać mu odejść. Powinnam była.

— Nie posłuchałby cię.

Florentina odwróciła się.

— A ty?

Eveline nie znalazła odpowiedzi.

Księżniczka wróciła do łóżka i poprawiła ojcu kołdrę. Trzymała dłoń na jej brzegu, choć materiał leżał już równo.

— Kiedy prosiłam cię, żebyś została ze mną, myślałam, że Grijs jest bezpieczny.

— Ja też chciałam w to wierzyć.

— To nie to samo.

Eveline opuściła głowę. Florentina skierowała się ku drzwiom.

— Muszę porozmawiać z dowódcą.

— Florentino…

— Nie teraz.

Poleciła wartownikowi sprowadzić dowódcę, po czym wróciła do ojca.

Eveline podeszła do okna. Widziała stamtąd dach wartowni, w której trzymano Grijsa.

W pracowni były jeszcze jedne drzwi. Za nimi znajdowała się sala, której nie pokazała żołnierzom: woda spadająca w ciemności, szkło, przewody i twarz, która mówiła, choć prawie nie poruszała ustami.

Dowódca chciał wiedzieć, co kryje się w podziemiach. Wystarczyłoby powiedzieć mu, że jest tam coś więcej. Może oddałby za to Grijsa.

„Wrócisz” — powiedział wtedy głos.

Przełożony kancelarii wiedział, że weszła do pracowni, a ona nigdy wcześniej go nie widziała. Na korytarzu stali ludzie w barwach Vermaaru. Dowódca również podlegał rozkazom, ale Eveline nie wiedziała, kto ostatecznie decydował o losie zatrzymanych.

Jeśli zdradzi mu, co znajduje się za zamkniętymi drzwiami, nie będzie mogła cofnąć tych słów.

Nie wspomniała o sali.

Dowódca przyszedł, kiedy na dziedzińcu zapalano pochodnie. Miał płaszcz narzucony na koszulę, a przy pasie nadal wisiał miecz.

Florentina zatrzymała go przy drzwiach.

— Człowiek, którego zatrzymaliście, służy mnie. Przyjechał ze mną do Kadenu.

— Wiem, Wasza Wysokość.

— Nie zostanie wydany ludziom Vermaaru.

— Nie planowałem tego.

— Ani wywieziony z zamku.

— Nie mogę obiecać, że pozostanie tutaj bez względu na wyniki przesłuchania.

— Nie żądam jego uwolnienia. Chcę wiedzieć, zanim zostanie dokądkolwiek przeniesiony.

— Jeżeli otrzymam rozkaz od zwierzchników…

— Wtedy przyjdzie pan do mnie, zanim go wykona.

Dowódca poprawił płaszcz na ramieniu.

— Mogę zapewnić Waszą Wysokość, że ten człowiek pozostanie w wartowni do zakończenia przesłuchania. Nie przekażę go nikomu bez wcześniejszego powiadomienia pani.

— Dziękuję.

Skłonił głowę, lecz nie odszedł.

— Wasza Wysokość powinna wiedzieć jeszcze jedno. Przed godziną przybył goniec od zachodniej bramy. Jutro rano do zamku przyjedzie Strateg Vermaaru.

— Strateg? — powtórzyła Florentina. — W jakim celu?

— Nie otrzymałem wyjaśnienia.

— Czy poseł wie?

— Poinformowano go.

Dowódca pożegnał się i wyszedł. Florentina zamknęła drzwi, a potem wróciła do łóżka ojca.

W Veyr Eveline widziała twarz, którą Strateg ukrywał pod maską.

Była to twarz Vaelena.

Florentina podniosła ze stolika książkę. Otworzyła ją na stronie zaznaczonej wstążką, lecz nie zaczęła czytać.

— Pamiętasz go z Veyr?

— Tak.

— Nie powiedziałaś mi o nim wiele.

Eveline spojrzała na zamknięte drzwi.

— Nie wiem, po co tu przyjeżdża.

Florentina nie nalegała. Wróciła do książki, a Eveline została przy oknie, skąd widziała dziedziniec i zachodnią bramę. Strażnicy zapalali kolejne pochodnie. Jutro Strateg wejdzie do zamku i zobaczy ją tutaj.

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania