Sklep rzeczy utraconych - rozdział 70
Eveline dowiedziała się o posiedzeniu rady od strażnika, który przyniósł jej śniadanie. Florentina kazała zwołać radców przed dziewiątą i wezwać wszystkich, którzy mieli zeznawać w sprawie podziemi.
— Księżniczka też tam będzie? — zapytała.
— To na jej polecenie zwołano radę.
— A medalion?
— Nic mi o nim nie wiadomo, pani. — Strażnik zabrał pustą tacę.
Eveline pozwoliła mu odejść. Poprzedniego wieczoru Florentina nie wspomniała o żadnym posiedzeniu. Powiedziała tylko, że nie zamierza spełnić żądania Stratega. Najwyraźniej zdecydowała już, jak mu odpowiedzieć.
Przed dziewiątą strażnik zaprowadził Eveline do sali rady. Przy drzwiach czekał Maurits. Rozmawiał z jednym z królewskich urzędników, lecz przerwał, kiedy ją zobaczył.
— Wiesz, co zamierza Florentina?
— Nie rozmawiałam z nią od wczoraj.
— Próbowałem się z nią zobaczyć. Lord Hessel powiedział, że jest zajęta.
— Król nadal jest przytomny?
— Podobno tak. Nie pozwala jednak nikomu poza medykiem i córką wchodzić do komnaty.
Drzwi otwarto. Maurits przepuścił Eveline przodem, a sam stanął pod oknem, z dala od oficerów Vermaaru.
Sala była wysoka, z trzema oknami wychodzącymi na wewnętrzny dziedziniec. Na ścianie wisiał herb Kadenu, a pod nim stało krzesło przeznaczone dla króla. Eveline wskazano miejsce przy bocznej ławie. Strażnik pozostał za nią.
***
Przy stole siedziało pięciu radców. Rozpoznała lorda Hessela i dowódcę straży, który wcześniej prowadził dochodzenie dotyczące lekarstw króla. Pisarz rozkładał dokumenty, sprawdzając pieczęcie.
Vaelena wprowadzono chwilę później. Miał na sobie ciemny surdut, a prawą rękę trzymał blisko boku. Poruszał się wolniej niż poprzedniego dnia. Kiedy zobaczył Eveline, skinął jej głową, lecz nie podszedł. Żołnierz wskazał mu krzesło przy końcu stołu.
Strateg wszedł razem z dwoma oficerami Vermaaru. Miał na sobie czarny strój i maskę, którą Eveline widziała już tyle razy. W dłoni niósł skórzaną teczkę. Za nimi szedł Lucien z kapturem zsuniętym na kark. Strateg zajął miejsce naprzeciw Vaelena, nie zwracając na niego uwagi.
Florentina pojawiła się ostatnia. Nie miała medalionu. Ubrana w ciemną suknię, z królewskim łańcuchem na szyi, podeszła do miejsca pod herbem. Hessel podniósł się z krzesła, wspierając się dłonią o stół. Pozostali również wstali.
— Wasza Wysokość. Rada zebrała się zgodnie z poleceniem wydanym w imieniu króla.
— Proszę odczytać wezwanie poselstwa Vermaaru — powiedziała Florentina, kiedy wszyscy usiedli.
Pisarz rozłożył dokument. Eveline rozpoznała jego treść. Strateg żądał, aby księżniczka stawiła się tego ranka przy wejściu do dawnej pracowni pod zamkiem i przyniosła medalion Archen. Kiedy pisarz skończył czytać, Florentina zwróciła się do Stratega.
— Nie stawię się w wyznaczonym miejscu. Medalion pozostanie pod moją opieką.
— Wasza Wysokość nie jest świadoma niebezpieczeństwa, jakie znajduje się pod tym zamkiem — powiedział Strateg, opierając dłonie o stół.
— Właśnie dlatego zwołałam radę.
— Nie mamy czasu na wielodniowe obrady.
— W takim razie proszę przedstawić swoje dowody dzisiaj.
— Wasza Wysokość — Hessel pochylił się nad wezwaniem — poselstwo Vermaaru powołuje się na zagrożenie dla królestwa. Czy mamy rozumieć, że odmawia pani współpracy?
— Nie. Odmawiam wydania medalionu człowiekowi, który nie wyjaśnił, co zamierza z nim zrobić.
— Wyjaśniłem to pannie Vale — powiedział Strateg.
Eveline zesztywniała. Kilku radców spojrzało w jej stronę. Vaelen nie. Lucien, który stał za krzesłem posła, przeniósł na nią wzrok. Jego palce powędrowały do blizny i zatrzymały się na niej.
— Panna Vale nie sprawuje władzy w Kadenie — powiedziała Florentina, nie odwracając głowy. — Pod zamkiem znajdują się urządzenia Archen. Nie wiemy jeszcze, do czego wszystkie służą. Nie pozwolę ich uruchomić tylko dlatego, że przedstawiciel obcego państwa uważa to za konieczne.
— Możecie zamknąć przejścia, ale nie powstrzymacie tego, co znajduje się pod nimi.
— Być może. Dlatego zamierzam wysłuchać człowieka, który pracował przy podobnych urządzeniach. Lordzie Vaelen, obiecał pan przedstawić radzie swoją wiedzę o programie Veyr.
— Tak, Wasza Wysokość.
— Proszę zatem mówić.
— Zanim zaczniemy, rada powinna zobaczyć pewne dokumenty — powiedział Strateg. Położył teczkę na stole i podał Hesselowi kilka kart. — Rejestr doświadczeń prowadzonych w ośrodku Veyr przed upadkiem Archen. Obejmuje program badań nad pamięcią i świadomością.
— Dziewiętnaście zgonów? — Hessel zatrzymał palec przy podsumowaniu.
— Tak.
Eveline spojrzała na Vaelena. Siedział nieruchomo, z lewą dłonią opartą na poręczy krzesła.
— Człowiek, którego zamierzacie wysłuchać jako znawcę Archen, uczestniczył w tym programie — powiedział Strateg. — Jego nazwisko jest w rejestrze.
— Lordzie Vaelen, czy to prawda? — Hessel odłożył kartę.
— Tak.
W sali rozległy się szepty. Florentina poczekała, aż ucichną.
— Czy uczestniczył pan w doświadczeniach, podczas których zginęli ludzie? — zapytała.
— Tak, Wasza Wysokość.
— Ilu?
— Dziewiętnastu zmarło w całym programie. Nie uczestniczyłem w każdym doświadczeniu.
— Ale znał pan ich wyniki?
— Znałem zapisy.
— I mimo to kontynuowano pracę?
— Tak.
Eveline pamiętała tamte zapisy. Imiona obok dat, uwagi o utracie pamięci i krótkie adnotacje dotyczące dalszej przydatności uczestników. W Veyr odczytywał je z ekranu Vaelen, tym samym spokojnym głosem.
— Dlaczego więc rada miałaby ufać pańskim zeznaniom? — zapytał jeden z radców.
— Nie proszę o zaufanie — odpowiedział Vaelen. — Proszę sprawdzić, co mówię.
— A mimo to zamierza pan pouczać nas, jak korzystać z podobnej technologii?
— Zamierzam wyjaśnić, dlaczego nie powinniście z niej korzystać.
— Proszę mówić dalej — powiedziała Florentina i dała znak pisarzowi, by zapisał odpowiedź.
Vaelen oparł ranną rękę wygodniej o poręcz. Przyglądał się kartom leżącym przed Hesselem.
— W Veyr próbowaliśmy oddzielić pamięć od człowieka, który ją posiadał. Utrwalić ją i przenieść bez utraty zawartości. Początkowo zakładano, że Ader pozwoli nam dokonać tego bez szkody dla uczestnika.
— Nie pozwalał? — zapytała Florentina.
— Nie. Utrata wspomnień była najmniejszą z konsekwencji.
Eveline poczuła znajomy ucisk w skroniach. Pamiętała zapis o dziecku, któremu odebrano wszystkie wspomnienia, a mimo to pozostawało przy życiu.
Vaelen wyjaśnił, że reakcji Aderu nie zawsze dało się przewidzieć, a raz uruchomione połączenie mogło oddziaływać na człowieka również po zakończeniu doświadczenia. Hessel kilkakrotnie mu przerywał, prosząc o doprecyzowanie. Kiedy zapytał, czy Vaelen sam obsługiwał urządzenia, ten potwierdził.
— Mógł pan odmówić dalszej pracy — powiedział radca siedzący obok Florentiny.
— Mogłem.
— Dlaczego pan tego nie zrobił?
— Sądziliśmy, że kolejna próba pozwoli naprawić szkody wyrządzone poprzednią.
— I pozwoliła?
— Nie.
— Czy urządzenia pod zamkiem Kadenu mogą spowodować podobne skutki? — zapytała Florentina.
— Tak. Nie znam wszystkich, ale rozpoznałem konstrukcje oparte na tych samych rozwiązaniach.
— A medalion?
— Pozwala uzyskać dostęp do części urządzeń Archen. Nie oznacza to, że osoba, która go posiada, potrafi bezpiecznie z nich korzystać.
— Zatem wydanie go poselstwu Vermaaru mogłoby narazić mieszkańców zamku?
— Nie potrafię określić zasięgu zagrożenia. W Veyr nie zawsze obejmowało ono wyłącznie pomieszczenie, w którym prowadzono doświadczenie.
— W Veyr nie mieliście dostępu do wszystkich zapisów — odezwał się Strateg.
— Nie — przyznał Vaelen. — Podobnie jak obecnie rada Kadenu.
— Istnieją sposoby bezpiecznego odłączenia urządzeń.
— W takim razie proszę je przedstawić.
— Nie przed ludźmi, którzy nie rozumieją ich działania.
Eveline wiedziała, dlaczego nie powie więcej. Musiałby wymienić jej imię.
— Proszę mi wybaczyć. — Vaelen odwrócił się do Hessela. — Chciałbym zadać posłowi jedno pytanie.
— Proszę.
— Skąd poseł Vermaaru ma archeńskie zapisy?
— Pochodzą z Veyr. Vermaar zabezpieczył tamtejsze archiwum.
— I wybrał pan z niego karty z nazwiskami zmarłych. Nie przyniósł pan żadnej, która mówi, jak bezpiecznie przerwać połączenie.
— To nie ma znaczenia dla ich treści.
— Ma znaczenie dla tego, czy są kompletne.
— Lord Vaelen ma rację. — Hessel podniósł jedną z kart. — Rada nie może oceniać zagrożenia na podstawie wybranych kart.
— Ich autentyczność może potwierdzić sam świadek — odparł Strateg.
— Potwierdzam te zapisy, które rozpoznaję — powiedział Vaelen. — Nie wiem, co zostało usunięte ani kto wybierał karty przeznaczone dla rady.
Florentina wyciągnęła rękę po karty.
— Czy posiada pan pozostałą część archiwum? — zapytała Stratega.
— Nie całą.
— Proszę zatem wskazać, czego brakuje.
— To może potrwać.
— Posiedzenie jeszcze się nie skończyło.
Strateg przez chwilę patrzył na księżniczkę. W końcu zamknął pustą teczkę.
Hessel poprosił pisarza o sporządzenie wykazu otrzymanych kart. Florentina zaczekała, aż zakończy notowanie, po czym zwróciła się do radców.
— Czy ktoś z państwa uważa, że powinniśmy wydać medalion przed zbadaniem tych zeznań?
— Uważam, że Kadenu nie stać na spór z Vermaarem — odezwał się radca siedzący najbliżej Stratega. — Kto dowiezie zboże przed zimą, jeśli poselstwo wyjedzie urażone?
— Jeżeli Vermaar wstrzyma dostawy, zapłacimy za to wszyscy — powiedziała Florentina. — Ale nie oddam medalionu tylko dlatego, że obawiamy się zimy.
Radca nie odpowiedział, ale nie spuścił z niej wzroku. Dwaj inni pochylili się nad papierami i żaden już się nie odezwał. Strateg zwrócił się w stronę okna.
— Książę Maurits mógłby przypomnieć radzie, ile Vermaar zrobił dla tego domu. I komu zawdzięcza, że księżniczka w ogóle go słucha.
Maurits nie odpowiedział. Patrzył na Florentinę, a ona na pisarza. Eveline wiedziała, kiedy obudził się Ader. Maurits nie.
— Proszę zapisać, że rada odmawia udostępnienia medalionu i zamyka wejścia do pracowni do czasu dalszego postępowania — powiedziała Florentina. — Grijs pozostaje pod sądem Kadenu. Nikt poza radą nie będzie go przesłuchiwał.
— Wasza Wysokość popełnia błąd — powiedział Strateg, odsuwając krzesło.
— Możliwe. Będzie to jednak decyzja Kadenu.
Eveline spojrzała w stronę okna. Mauritsa już tam nie było.
***
Po odejściu Stratega Hessel zarządził krótką przerwę. Oficerowie Vermaaru i Lucien wyszli razem z posłem, natomiast Vaelen pozostał na miejscu. Żołnierz przyniósł mu wodę. Kiedy radcy ponownie zajęli miejsca, Hessel położył przed Florentiną sporządzony przez pisarza zapis.
— Pozostaje sprawa udziału lorda Vaelena w doświadczeniach Veyr.
— Czy potrzebujemy dalszych zeznań? — zapytała Florentina.
— Tak, Wasza Wysokość. Również potwierdzenia autentyczności rejestrów i ustalenia, za które doświadczenia świadek ponosi odpowiedzialność.
— Ile to potrwa?
— Nie potrafię teraz powiedzieć.
Jeden z radców pochylił się do Hessela. Rozmawiali przez chwilę półgłosem, po czym starszy mężczyzna zwrócił się do Vaelena.
— Lordzie Vaelen, nie nam sądzić, co działo się w Archen. Ale urządzenia z tego programu stoją pod naszym zamkiem, a pańska wiedza jest dochodzeniu niezbędna. Potrafi pan też te urządzenia obsługiwać. Dopóki nie wiemy, co tam jest, nie możemy pozwolić, by poruszał się pan swobodnie po zamku.
— Przyjechałem złożyć zeznania. — Vaelen odstawił nietkniętą szklankę. — Zamierzam pozostać do ich zakończenia.
— To już nie będzie zależeć od pańskiego zamiaru.
Eveline spojrzała na Florentinę. Księżniczka czytała zapis, który właśnie jej podano.
— Rada wnosi o zatrzymanie lorda Vaelena do czasu wyjaśnienia, co z programu Veyr znajduje się pod zamkiem — powiedział Hessel. — Wnosimy również o zabezpieczenie jego dokumentów. Rozmowy dotyczące dochodzenia będą odbywać się za zgodą dowódcy.
— Nie zamierzacie chyba zamknąć go w lochu — odezwała się Eveline. Strażnik stojący za nią zrobił krok do przodu.
— Lord Vaelen pozostanie w komnacie pod strażą. — Florentina podniosła głowę. — Medyk będzie go odwiedzał. Jeżeli jego stan się pogorszy, należy mnie zawiadomić.
— Wasza Wysokość — zaczął jeden z radców — należy również uwzględnić możliwość...
— Nie będzie przenoszony, dopóki medyk nie uzna tego za bezpieczne.
— Czy zatwierdza Wasza Wysokość zatrzymanie? — zapytał Hessel.
Florentina spojrzała na Vaelena.
— Tak.
Eveline zacisnęła dłonie na kolanach. Vaelen nie protestował. Kiedy żołnierz podszedł do jego krzesła, podniósł się sam, choć musiał przez chwilę oprzeć rękę o stół.
— Wasza Wysokość — powiedział. — Proszę nie pozwolić otworzyć pracowni, dopóki nie będzie wiadomo, co zamierzają z nią zrobić.
— Nie pozwolę.
Vaelen skłonił się i ruszył do drzwi. Eveline wstała, kiedy przechodził obok jej ławy. Przez moment znalazł się na tyle blisko, że mogła dostrzec wilgotną plamę na surducie, tuż nad zranionym bokiem.
— Opatrunek — powiedziała cicho.
— Medyk już na mnie czeka, panno Vale — odpowiedział, zatrzymując się na moment.
Chciała odpowiedzieć, ale żołnierze poprowadzili go dalej. Florentina podpisała nakaz i przekazała go Hesselowi. Pisarz zebrał karty dotyczące Veyr, umieścił je w osobnej teczce i opieczętował, a Eveline patrzyła, jak je wynoszono.
***
Florentina opuściła salę bocznym przejściem. Eveline dogoniła ją dopiero na korytarzu, przy schodach prowadzących do komnat królewskich.
— Florentino.
Księżniczka zatrzymała się. Towarzyszący jej służący odszedł kilka kroków dalej.
— Chciałam porozmawiać o tym, co powiedział Strateg.
— Na radzie?
— O wczorajszej rozmowie.
— Vaelen nawet na ciebie nie spojrzał. Wiedział, prawda?
— Tak.
— A mnie tylko o fotelu.
— Musiałam najpierw porozmawiać z Vaelenem.
— Co jeszcze?
— Obiecał wycofanie oskarżenia i bezpieczeństwo pozostałych.
— W tym moje.
— Tak. Powiedział też, że jeśli odmówię, spróbuje z tobą.
— Wczoraj pytałam, czego od ciebie chciał — odezwała się Florentina po chwili.
— Wiem.
— Mogłaś mi powiedzieć wszystko.
Eveline chciała wyjaśnić, że bała się o przyjaciółkę i że nie zamierzała się zgadzać.
— Przepraszam.
— Muszę wrócić do ojca. — Księżniczka poprawiła teczkę pod ramieniem.
— Florentino...
— Nie teraz, Eveline.
Za drzwiami komnaty czekał już na nią medyk. Eveline ustąpiła jej miejsca. Florentina przeszła obok i weszła do środka, nie oglądając się za siebie. Służący zamknął drzwi.
Eveline pozostała jeszcze chwilę na korytarzu, a potem ruszyła w stronę schodów. Przy pierwszym zakręcie zatrzymał ją strażnik.
— Panno Vale. Pani komnata znajduje się w drugim skrzydle.
— Wiem.
— Mam panią odprowadzić?
— Nie trzeba.
Zawróciła, lecz zamiast iść do siebie, skierowała się ku zachodniej części zamku. Strażnik ruszył za nią.
Przy drzwiach Vaelena stało dwóch żołnierzy. Jeden z nich rozpoznał Eveline i zastąpił jej drogę.
— Lord Vaelen nie przyjmuje gości.
— Chcę z nim porozmawiać.
— Potrzebna jest zgoda dowódcy.
Nie miała żadnej wiadomości, którą musiałaby przekazać. Medyk zajmował się Vaelenem, a ona wiedziała już, gdzie go umieszczono i na jakich warunkach. Mogła wrócić do siebie.
— Proszę zapytać dowódcę — powiedziała.
— Jest teraz przy radzie — odpowiedział żołnierz po chwili wahania.
— W takim razie zaczekam.
Usiadła na ławie pod oknem. Z dziedzińca dochodziły odgłosy rozładowywania wozów. Dwóch robotników przetoczyło beczkę przez bramę, a za nimi przeszedł chłopak z naręczem drewna. Minęło kilkanaście minut, zanim pojawił się dowódca.
— Panno Vale. Czy lord Vaelen czegoś potrzebuje?
— Nie wiem. Chciałabym go zobaczyć.
— Nie może pani odwiedzać go bez powodu.
— Rozumiem. — Eveline wstała z ławy.
— Medyk był u niego przed godziną — odezwał się dowódca po chwili. — Opatrunek został zmieniony. Nie ma gorączki.
— Dziękuję.
— To wszystko?
Eveline spojrzała na drzwi.
— Tak.
— Poseł Vermaaru jest u niego, z moją zgodą — powiedział dowódca. — Miał wyjaśnić, których kart brakuje w archiwum. Może pani wejść na dziesięć minut, ale nie wolno pani przekazywać żadnych dokumentów. Wartownik pozostanie pod drzwiami.
Żołnierz otworzył drzwi i Eveline weszła do środka. Vaelen siedział w fotelu przy oknie. Miał rozpięty kołnierz i prawą rękę opartą na poduszce. Na stoliku stała miska z wodą, obok leżały świeże bandaże. Kotara przy umywalni była odsunięta. Za nią nikogo nie było.
Przy kominku stał Strateg. Bez maski. Eveline zatrzymała się tuż za progiem.
Wiedziała, że są bliźniakami. Widziała już twarz Stratega, ale nigdy obu braci w jednym pomieszczeniu, bez niczego, co zasłaniałoby podobieństwo.
Mieli te same rysy, choć trudno byłoby pomylić ich teraz. Vaelen był blady i siedział lekko pochylony, oszczędzając zraniony bok. Strateg stał prosto, z uszkodzoną ręką ukrytą za plecami.
— Panno Vale — odezwał się Vaelen. — Widzę, że rada nie ograniczyła pani swobody tak skutecznie jak mojej.
— Właśnie kończyliśmy. — Strateg odwrócił się w jej stronę.
Na stoliku leżało pismo z pieczęcią rady. Eveline zauważyła podpis dowódcy i nazwisko Stratega.
— Przyszedł pan go przesłuchać? — zapytała.
— Dowódca pozwolił mi porównać rejestr z tym, co pamięta świadek — odpowiedział Strateg.
— Najwyraźniej wyjaśnienia te wymagają obecności jedynie dwóch zainteresowanych — dodał Vaelen.
— Powiedziałeś im dość, żeby cię zatrzymali — powiedział Strateg do brata.
— To był mój wybór.
— Za to bez trudu pozwoliłeś im uwierzyć, że odpowiadałeś za wszystko.
— Nie za wszystko. — Vaelen poprawił poduszkę pod rannym bokiem.
— Mogłeś powiedzieć, kto wydawał polecenia.
— Mogłeś również.
— Przyjechałem tu, żeby powstrzymać znacznie większe zagrożenie niż dawne doświadczenia.
— W takim razie powinieneś był zacząć od przedstawienia go radzie, zamiast żądać medalionu.
— Florentina nie odda go dobrowolnie.
— Rano chciałeś, żeby rada mnie nie słuchała. A teraz chcesz, żebym pomógł ci przekonać ją do otwarcia pracowni.
Strateg nie zaprzeczył.
— Fotel nadal znajduje się w pracowni. Potrzebuję do niego dostępu.
— I Eveline.
— Nie podjęła jeszcze decyzji.
— Nie będzie jej podejmowała pod przymusem.
— Nie zamierzam jej zmuszać.
— W takim razie pozostaw ją w spokoju.
Eveline podeszła do stolika. Vaelen odwrócił ku niej głowę.
— Jak się pan czuje?
— Znacznie lepiej, odkąd przestano zadawać mi pytania.
— Opatrunek przesiąkł podczas posiedzenia.
— Medyk się tym zajął.
Eveline obejrzała bandaż wystający spod rozpiętej koszuli. Był czysty. Nie miała powodu go poprawiać, więc odsunęła rękę. Strateg obserwował ich bez słowa.
— Ojciec nadal może korzystać z części urządzeń — odezwał się po chwili. — Zamknięcie pracowni nie odetnie go od Aderu.
— Od kiedy wiesz, że żyje?
— Znalazłem go, zanim dotarłem do Veyr.
Vaelen odsunął się od oparcia fotela. Skrzywił się i znieruchomiał.
— I nie powiedziałeś mi.
— Co byś zrobił?
— Pojechałbym do niego.
— Właśnie.
— Nie miałeś prawa decydować za mnie — powiedział w końcu Vaelen.
Strateg podszedł do okna. Za szybą żołnierze przenosili skrzynie z jednego wozu do drugiego.
— Kiedy go znalazłem, nie potrafił już mówić inaczej niż przez urządzenia. Przez lata próbowałem ustalić, które z nich można wyłączyć, nie uszkadzając pozostałych. Potem zaczął odzyskiwać dostęp do innych żył Aderu. Do części dociera już sam. Do reszty potrzebuje kogoś, kto otworzy mu drogę.
— Czy ojciec wie, że chcesz go odłączyć?
— Próbowałem mu powiedzieć. — Strateg odwrócił się od okna. — Nie wiem, ile rozumie.
Eveline słyszała ten głos w pracowni. Rozumiał wszystko. Nie powiedziała tego. Nie przy Strategu.
— A czy tego chce?
— Nie odpowiedział.
— A odłączenie go nie zabije? — zapytał Vaelen z przymkniętymi oczami.
— Może umrzeć — powiedział Strateg, siadając naprzeciw niego. — Ale nie możemy pozostawić mu całej sieci.
Żaden z nich się nie odezwał. Eveline stała przy stoliku. Miała ochotę wyjść, ale nie poruszyła się. Strateg wiedział o królu znacznie więcej, niż powiedział jej podczas poprzedniej rozmowy. Vaelen po raz pierwszy od dawna nie próbował ukryć, że chce usłyszeć odpowiedź.
— Jeśli przyprowadzę cię do pracowni — odezwał się Strateg — zrozumiesz, dlaczego nie możemy dłużej czekać.
— Jesteś przekonany, że po tym, co zrobiłeś rano, pozwolą mi tam wejść?
— Spróbuję przekonać radę, że powinieneś go zobaczyć.
— A Eveline?
— To zależy od niej.
— Czego jeszcze mi nie powiedziałeś? — zapytał Vaelen po chwili.
Strateg podniósł maskę z kominka. Przez chwilę trzymał ją w dłoni, obracając tak, że światło z okna przesunęło się po ciemnej powierzchni.
— Nie wiedziałeś wszystkiego o tamtej sali.
— Nadal nie wiem.
— Ojciec nie jest tam sam.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania