Poprzednie częściJest-Takie-Miejsce 1
Pokaż listęUkryj listę

Jest-Takie-Miejsce 114

Jedyne, co mi przychodzi teraz do głowy, to błagalna myśl, aby Jolka zadzwoniła do mnie jeszcze raz. Rozłączyłam się bez słowa, właściwie nie ja, ale to bez znaczenia. Powinna oddzwonić. Powinna oddzwonić jak najszybciej, teraz, zaraz, już. Jestem w takiej sytuacji, że byłabym jej za to wdzięczna do końca życia. Uratowała mnie wczoraj przed Kubą, choć nie działo się nic złego, to mogłaby pomóc i teraz, kiedy naprawdę bardzo mocno tej pomocy potrzebuję.

I co ja mam mu powiedzieć? Że tak? Że nie? Skłamać? Powiedzieć prawdę?

Jasne, że prawdę. Kłamstwo uważa za dziecinne i jeszcze chwilę temu w pełni się z tym zgodziłam.

Pomoc znikąd nie nadchodzi, więc muszę radzić sobie sama. Jedynym słusznym rozwiązaniem jest obrócenie sprawy w żart i zachowanie spokoju.

To przecież Damian. To przecież Damian. Powtarzam sobie w myślach wiele razy, zanim udaje mi się rozluźnić i odpowiedzieć:

- Oczywiście, że tak! Myślałam, że całkiem niedawno o tym rozmawialiśmy, zapomniałeś? – Staram się przybrać wesoły ton i ubrać twarz w jeden z najpiękniejszych uśmiechów.

- Pewnie, że nie. Pamiętam nawet to zdanie, czekaj, jak to szło? Nie wiem, czy będę potrafiła bez ciebie funkcjonować.

- Spróbowałbyś zapomnieć. – Kolejny żart, choć nie wiem, czy udany. – Poza tym podobasz się każdej dziewczynie. Przecież wiesz.

Naszą coraz śmielszą rozmowę przerywa Ed Scheeran, słowami:

 

, , Give a little time to me or burn this out

We'll play hide and seek to turn this around

And all I want is the taste that your lips allow”

 

Dziękuję w myślach Bogu, za dźwięk mojego telefonu.

 

, , My, my, my, my, oh give me love”

 

Patrzę na Damiana i uśmiecham się, kiedy podnosi ręce do góry, na znak, że nie zamierza mi kolejny raz przerywać rozmowy.

- Słucham? – pytam nie zerkając wcześniej na wyświetlacz.

- Zuza, gdzie ty jesteś? Jolka mówi, że się zgubiłaś! – To Anka.

- Nie zgubiłam się. Chyba. – Może tylko pogubiłam w swoich myślach i tej nienormalnej akcji, w którą Damian mnie wpakował.

- Jak to chyba?

- Zaraz będę.

- Jolka jest ze mną w klasie. Dawaj szybko, bo niedługo msza.

- Będę za kilka minut. – Całkiem zapomniałam, że za moment mamy mszę.

- Ok. Pa.

- Pa.

Rozłączam się i dla jeszcze większego rozluźnienia atmosfery wsuwam komórkę do kieszeni, patrząc na Damiana bardzo wymownie. Uśmiecha się promiennie i mówi:

- Wszystko czego pragnę, to poczuć smak twoich ust.

- Co?? – Przewracam oczami, a on zaczyna się głośno śmiać.

- Piosenka. Twój dzwonek – tłumaczy rozbawiony, a ja się cieszę, że chodziło tylko o tekst piosenki. – Oj Zuza, Zuza.

- Denerwujesz mnie dzisiaj – wyrzucam to z siebie, ale bardziej żartem niż serio.

- Dlaczego?

- Bo bawisz się w jakieś dwuznaczności. Pamiętaj, że mi się podobasz i jestem skłonna ulec twojemu urokowi – znowu żartuję, tym razem dużo swobodniej. – I co by było?

- Koniec świata by był. – Robi śmieszną minę.

- Właśnie.

- Właśnie – powtarza i oboje posyłamy sobie szczere uśmiechy.

Atmosfera nie jest już napięta i chyba w końcu mogę odetchnąć. Wystraszył mnie tą swoją pewnością siebie. Numer z wkładaniem telefonu do mojej kieszeni nie był jeszcze taki straszny, ale tym głębokim spojrzeniem w oczy sprawił, że kolana porządnie mi się ugięły. Pod wpływem jego uroku, a zarazem ze strachu.

- A co to w ogóle za pytanie? Czyżby twoja samoocena zaczęła zanikać i chcesz potwierdzenia, że jesteś świetny?

- Czy ty właśnie powiedziałaś, że jestem świetny?

- Tak jest. Powiem więcej. Wystraszyłeś mnie. – Chyba robię krok w kierunku szczerej rozmowy.

- Jednak?

- Jednak.

- Przepraszam, nie mogłem się opanować. Widziałem to w twoich oczach, a ty za wszelką cenę starałaś się udawać, że jest ok. Czego się wystraszyłaś? Że cię pocałuję? – Oooo i znowu robi się gorąco.

- Może.

- Ej, od razu założyłaś, że to doświadczenie byłoby takie straszne? – żartuje i kokieteryjnie marszczy brwi.

- To doświadczenie – akcentuję to słowo, bo dobrał je w punkt. – Byłoby…nieodpowiednie.

- Dobrze wiedzieć – śmieje się, a ja już zapominam, że przez te parę sekund poczułam się przy nim nieswojo.

Chyba przesadziłam z tą paniką. Wcale nie chciał niczego zrobić. Żartuje sobie ze mnie, bo wie, że potrafi zadziałać na mnie w taki sposób. Pewnie, że mi się podoba. Zawsze mi się podobał i zawsze będzie. Tylko, że to niczego nie zmienia. O tym też na pewno wie. A jeśli nie wiedział, to moje zmieszanie na pewno mu to pokazało.

Dochodzimy do szkoły. Przepuszcza mnie w drzwiach.

- To co, widzimy się na mszy, tak? – pytam i zaczynam iść w stronę schodów.

- Jeśli się nie boisz… - Znowu się ze mnie śmieje.

- Głupek!

- Tchórz!

- Nieee!

- Taaak!

- Spadaj!

- Spadam!

Za bardzo go lubię, żeby to popsuć jakimś pocałunkiem, czy Bóg wie jeszcze czym.

Wchodzę na górę i na korytarzu dostrzegam tego, któremu pocałunku nie umiałabym odmówić.

- Cześć – witam się i od razu rozpromieniam.

- Ej, Barbie, powiedz mi, ile można na ciebie czekać? – Podchodzi bliżej, a ja nie robię kroku w tył.

- W twoim przypadku? Całe życie – śmieję się, bo w końcu jestem w swoim żywiole.

- A co ty taka wesoła?

- Normalna akcja, że cieszę się, że cię widzę.

- Normalna akcja, że jesteś nad wyraz miła. Mów, co przeskrobałaś? – Rozchyla usta i podnosi do góry lewą brew.

- No właśnie nic! – mówię radośnie i zatrzymuję o krok przed nim. Zerkam mu w oczy i naprawdę rozpiera mnie energia. Mam ogromną ochotę go przytulić. Tak po prostu. Czy potrzebuję teraz czegoś więcej do szczęścia?

, , No, I just wanna hold ya!”

Średnia ocena: 4.0  Głosów: 4

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (1)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania