Sklep rzeczy utraconych - rozdział 72
Medyk zgasił świecę przy oknie i wyszedł na korytarz. Eveline usłyszała, jak mówi coś półgłosem do strażnika. Po chwili do komnaty wszedł dowódca.
Zatrzymał się w nogach łóżka i długo patrzył na króla. Potem odwrócił się do Florentiny i przyklęknął na jedno kolano.
— Wasza Królewska Mość.
Florentina nie wstała. Dłoń nadal trzymała na okładce książki, obok palców ojca.
— Kiedy mają bić dzwony? — zapytał dowódca.
— O świcie.
— Zwyczaj nakazuje...
— O świcie — powtórzyła. — Do tego czasu nikt tu nie wchodzi.
Dowódca podniósł się, skłonił i wyszedł. Drzwi zamknęły się bez trzasku.
Eveline została na krześle przy drzwiach. Nikt jej nie odesłał. Florentina siedziała zwrócona do łóżka i ani razu się nie obejrzała. Świece wypalały się jedna po drugiej. Kiedy za oknem zaczęło szarzeć, Florentina zgasiła ostatnią i otworzyła okiennice.
***
Dzwony zaczęły bić, gdy nad murami pojaśniało niebo. Najpierw jeden, w zamkowej kaplicy, potem kolejne w mieście. Na schodach przystawali służący.
Rada zebrała się przed południem. Strażnik wskazał Eveline ławę pod ścianą, tę samą co poprzedniego dnia. Krzesło przy końcu stołu, na którym wczoraj siedział Vaelen, stało puste.
Florentina weszła ostatnia, w sukni, w której czytała ojcu. Radcy wstali. Hessel zaczekał, aż usiądzie, i dopiero wtedy sam opadł na krzesło.
— Pogrzeb wyznaczono na trzeci dzień, zgodnie ze zwyczajem — powiedział. — Poselstwa zostały zawiadomione.
Pierwszy głos zabrał radca, który wczoraj siedział najbliżej Stratega.
— Wasza Królewska Mość, wozy ze zbożem zatrzymano przy granicy. Poselstwo Vermaaru tłumaczy to żałobą i kontrolą transportów.
— Na jak długo?
— Tego nie podano.
Florentina poleciła pisarzowi to zanotować.
Potem Hessel odczytał sprawę Grijsa. Strażnik zraniony podczas uwalniania Wenny przeżył. Według medyka powinien wrócić do służby przed zimą. Zarzut pozostał: napaść na żołnierza Kadenu podczas pełnienia obowiązków.
— Grijs pozostaje pod sądem Kadenu — powiedziała Florentina. — Sprawa zostanie rozpatrzona po pogrzebie.
— Przesłuchanie lorda Vaelena w sprawie Veyr proponujemy na pojutrze.
— Zgoda.
Wtedy podniósł się dowódca.
— Wasza Królewska Mość, wnoszę o dopuszczenie lorda Vaelena do pracowni pod zamkiem. Pod strażą. — Położył kartę przed Hesselem. — Moi ludzie pilnują wejścia, ale nie wiedzą, czego pilnują. W Kadenie nie ma nikogo innego, kto potrafiłby ocenić te urządzenia.
— Wczoraj rada uznała, że lord Vaelen nie może swobodnie poruszać się po zamku — powiedziała Florentina.
— I nie będzie się poruszał swobodnie. Zejdzie tam z moimi ludźmi.
Hessel spojrzał w stronę ławy pod ścianą.
— Panna Vale była w pracowni. Czy coś tam zagraża zamkowi?
Eveline wstała.
— Nie wiem, do czego służą wszystkie urządzenia.
Hessel nie pytał dalej. Florentina przez chwilę patrzyła na kartę dowódcy.
— Wniosek rozpatrzymy po pogrzebie. Do tego czasu pracownia pozostaje zamknięta. — Zwróciła się do Hessela. — Proszę przekazać posłowi Vermaaru, że poselstwo może uczestniczyć w pogrzebie mojego ojca. Następnego dnia wyjedzie z Kadenu.
Pisarz zanotował. Radca od zboża odchrząknął.
— Jeżeli przez te trzy dni coś wydarzy się pod zamkiem, odpowie za to korona.
Florentina nie odpowiedziała. Podpisała zapis i oddała pióro pisarzowi.
***
Maurits czekał przy schodach do komnat królewskich. Miał na sobie ciemny kaftan bez herbu. Kiedy Florentina wyszła zza zakrętu, zrobił krok w jej stronę i zatrzymał się.
Strażnik Eveline przystanął kilka stopni niżej.
— Wasza Królewska Mość. — Maurits skłonił głowę. — Przyszedłem w nocy. Nie wpuszczono mnie.
— Wydałam taki rozkaz.
— Wiem. Twój ojciec...
Urwał. Florentina czekała, ale nie dokończył.
— Dziękuję, książę.
Maurits zesztywniał.
— Wozy przy granicy — powiedział po chwili.
— Rada już wie. Żałoba i kontrola transportów.
— Rozkaz wydano trzy dni temu. — Wyjął spod kaftana złożoną kartkę. — To odpis z kancelarii poselstwa. Twój ojciec jeszcze żył, a ty nikomu niczego nie odmówiłaś.
Florentina wzięła kartkę i przeczytała ją w milczeniu.
— Jutro ktoś powie radzie, że to twoja wina — dodał.
— Dlaczego mi to mówisz?
— Bo to nieprawda.
— Czy to wiadomość od posła Vermaaru, czy od ciebie?
— Od mnie.
— Wczoraj na radzie nic mu nie odpowiedziałeś.
Maurits milczał. Florentina wyminęła go i weszła na schody.
— Dziękuję za wiadomość.
Maurits stał jeszcze chwilę u stóp schodów. Potem zszedł o kilka stopni i zatrzymał się przy Eveline.
— Panno Vale. Widziała pani, jak używa medalionu. Czy to mogło zmienić to, co czuje?
Eveline pomyślała o wieczorze burzy i niebieskiej wstążce w dłoni Florentiny.
— Nie wiem.
Maurits skinął głową i zszedł na dół.
***
Po południu strażnik zapukał do jej komnaty. Poseł Vermaaru prosił o rozmowę z oskarżoną w sprawie śmierci księcia. Dowódca wyraził zgodę.
Strateg wszedł w masce. Lucien został na korytarzu, w kapturze naciągniętym na czoło. Drzwi zostały uchylone.
Strateg nie usiadł.
— Zdecydowała pani?
Eveline milczała.
Podszedł do okna. Na dziedzińcu rozwieszano nad bramą czarne sukno.
— Jutro rada otrzyma wniosek o zabezpieczenie pracowni.
— Jej Królewska Mość odroczyła decyzję.
— O dopuszczeniu mojego brata. Nie o bezpieczeństwie ludzi, którzy śpią nad tą pracownią. — Odwrócił się od okna. — Radcy, którzy liczą worki zboża, wiedzą już, kiedy wozy ruszą.
— Kiedy?
— W dniu, w którym otworzy się pracownia.
Ruszył do drzwi, lecz zatrzymał się z dłonią na klamce.
— Czy zwracał się do pani po imieniu?
Eveline pomyślała o sali za szkłem.
— Nie.
Strateg stał jeszcze chwilę bez ruchu. Potem wyszedł. Lucien ruszył za nim. Przez rękaw pocierał zgięcie łokcia.
***
Kiedy na korytarzach zapalono lampy, Eveline poprosiła strażnika, żeby zaprowadził ją do królowej. Strażnik zawahał się, ale poszedł zapytać. Wrócił po dłuższej chwili i otworzył drzwi.
Króla ubrano w ciemny strój z herbem Kadenu. U wezgłowia paliły się dwie świece. Książka leżała tam, gdzie Florentina zostawiła ją w nocy, pod dłonią ojca. Florentina siedziała przy łóżku. Krzesło z poduszką nadal stało przy drzwiach.
Eveline nie usiadła.
— Strateg był u mnie. Jutro rada dostanie nowy wniosek. Nie o Vaelena, tylko o zabezpieczenie pracowni. Radcy już wiedzą, że wozy ruszą, kiedy pracownia zostanie otwarta.
— Zabezpieczenie — powtórzyła Florentina.
— Tak to nazwał.
Florentina nie odwróciła się od łóżka.
— Za pracownią jest jeszcze jedna sala — powiedziała Eveline. — Nie pokazałam jej żołnierzom.
Teraz Florentina na nią spojrzała.
— Jest tam mężczyzna za szkłem. Ojciec Vaelena. Została z niego tylko głowa.
— Ojciec Vaelena?
— Tak. Kiedy zeszłam tam pierwszy raz, rozmawiał ze mną. Wiedział, że unieważniłaś przepustki. Powiedział, że nie wszystko, co trafia do komnat twojego ojca, jest przeznaczone dla niego.
— Kiedy to było?
— Zanim medyk znalazł napar. Powiedział też, że ludzie, którzy chcą ci zaszkodzić, mogą przestać być zagrożeniem. Obiecał mi ich imiona, jeśli usiądę w fotelu. I imię tego, kto zabrał pojemnik z pracowni.
— Wiedział, kto truł ojca.
— Wiedział, kto zabrał pojemnik.
Florentina spojrzała na książkę pod dłonią króla.
— Mówił, co by z nimi zrobił?
— Zapytałam, czy chce ich zabić. Zapytał, czy chcę, żebyś była bezpieczna.
— Co odpowiedziałaś?
— Że tak.
— Kto jeszcze wie?
— Nikt. Vaelen wie o ojcu, ale nie o tym układzie. Strateg pytał dziś tylko, czy tamten człowiek zwracał się do mnie po imieniu. Nie zwracał. Mówił tylko, że wrócę.
Przez długą chwilę słychać było tylko trzask knota.
— Dlaczego nie powiedziałaś mi wcześniej?
— Bałam się, że postanowisz tam zejść. Albo nie pozwolisz mi wrócić.
Florentina nie odpowiedziała. Wstała, podeszła do drzwi, wzięła krzesło z poduszką i postawiła je przy łóżku, obok swojego.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania