Sklep rzeczy utraconych - rozdział 73a
Nad ranem do królewskiej komnaty przyniesiono świeżą wodę. Służący wymienił ją w misie przy łóżku, zebrał wypalone świece i postawił nowe. Pracował bezszelestnie, choć Florentina nie spała i nie prosiła go o ciszę.
Eveline siedziała na krześle obok niej. Poduszka, którą ktoś wcześniej przygotował, zsunęła się na podłogę. Nie podniosła jej.
— Medyk prosi o pozwolenie na wejście, Wasza Królewska Mość — powiedział służący.
Florentina zamknęła książkę leżącą na kolanach.
— Niech przyjdzie.
Medyk wszedł z niewielką teczką pod pachą. Przywitał królową ukłonem i zatrzymał się przy stoliku z lekarstwami.
— Zakończyłem przegląd zapisów z kancelarii i notatek pozostawionych przez wcześniejszych medyków.
Wyjął dwie kartki.
— Napar podawano królowi co najmniej od zimy. Początkowo w niewielkich ilościach. Później zalecenia zmieniono. Przez ostatnie tygodnie otrzymywał go niemal codziennie.
— Kto zmienił zalecenia?
— Na późniejszym zaleceniu jest podpis medyka rady. Na pierwszym tylko pieczęć kancelarii.
Florentina wyciągnęła rękę po kartkę. Przeczytała ją, trzymając papier za dolny róg.
— Mógł go zabić?
— Nie potrafię stwierdzić, że był bezpośrednią przyczyną śmierci. Jego Królewska Mość chorował już wcześniej. Napar osłabiał go, mógł zaburzać pracę serca. Sądzę, że przyspieszył zgon.
Florentina odłożyła kartkę na książkę ojca.
— Gdybym wróciła przed zimą, mógłby jeszcze żyć?
— Nie wiem, Wasza Królewska Mość.
Florentina podeszła do okna. Na dziedzińcu robotnicy ustawiali drewniane podwyższenie przed kaplicą. Dwóch żołnierzy zdejmowało królewską chorągiew, żeby zastąpić ją żałobną.
— Proszę zatrzymać wszystkie dokumenty — powiedziała. — Również te, na których nie ma podpisów.
— Dowódca zabezpieczył już księgi.
— W takim razie nikt nie będzie ich przeglądał bez pana obecności.
Medyk skłonił się i wyszedł, pozostawiając obie kartki na stoliku.
Florentina wróciła do łóżka. Podniosła książkę, ale nie otworzyła jej.
— Od zimy — powiedziała. — Wtedy jeszcze przyjeżdżał do mnie posłaniec od ojca. Pisał, że źle sypia. Myślałam, że chodzi o radę i Vermaar. Nikt mi nie powiedział, że nie wstaje z łóżka.
Przez pewien czas siedziały w milczeniu. Eveline patrzyła na pozostawione przez medyka zalecenia. Pomyślała o głowie zamkniętej w przezroczystym cylindrze i o głosie, który obiecał jej imiona.
— Usiądę w fotelu — powiedziała.
Florentina odwróciła się.
— Wczoraj mówiłaś, że nie wiesz, czego ten człowiek od ciebie chce.
— Nadal nie wiem.
— A jednak zamierzasz mu pomóc?
— Nie jemu. Strategowi potrzebny jest ktoś, kto potrafi uruchomić urządzenia. Jeżeli odmówię, może spróbować wykorzystać ciebie.
— Nie pozwolę mu.
— Odmówiłaś mu medalionu. A teraz rada rozmawia o zbożu, jakby od tego zależało, czy wolno mu wejść do pracowni.
— Nie jestem już księżniczką, której może grozić poselstwo.
— Sama widziałaś, co potrafi medalion — powiedziała Eveline. — A człowiek za szkłem może otwierać drzwi, których nikt inny nie umie otworzyć.
— Więc mam pozwolić ci usiąść tam, gdzie tamten chce?
— Chcę, żebyś pozwoliła mi zdecydować.
Florentina podeszła do krzesła Eveline. Przez chwilę stała przy nim, potem usiadła naprzeciw niej.
— Na jakich warunkach?
— Rozkaz wydasz ty. Nie rada. Nikt nie będzie mógł mnie tam zabrać na podstawie pisma Stratega.
Florentina czekała.
— Przy fotelu mają być twoi żołnierze i dowódca. Vaelen również.
— Jest ranny.
— Może usiąść. To jego ojciec. Chcę, żeby wiedział, co się dzieje.
— A Strateg?
— Jeżeli potrafi uruchomić urządzenie, będzie musiał tam być. Ale nie może decydować, kiedy połączenie się kończy.
— Kto więc zdecyduje?
— Ja. Dam znak osobie, którą wskażę. Tylko ona będzie mogła przerwać połączenie.
— A jeśli stracisz przytomność?
Eveline zawahała się.
— Wtedy musi wiedzieć, co zrobić.
— To nie jest odpowiedź.
— Wiem.
— Kto ma ci pomóc?
Z dziedzińca dochodziły uderzenia młotka. Robotnicy przy kaplicy umacniali podwyższenie.
— Tempo.
Florentina znieruchomiała.
— Kael Vorn?
— Zna takie urządzenia. Pracował przy nich w Archen. Jeżeli ktoś potrafi bezpiecznie zatrzymać fotel, to on.
— Wiesz, gdzie jest?
— Kilka dni temu był w zamku. Wchodził z drewnem. Nie wiem, gdzie jest teraz.
— Był w moim zamku i nikt mi o tym nie powiedział.
Eveline opuściła wzrok na własne dłonie.
— Dowódca szukał go przy zachodnich składach — ciągnęła Florentina. — A ty wiedziałaś, że tu przychodzi.
— Nie chciałam, żeby go zatrzymali.
— Nie wiesz nawet, czy on potrafi przerwać połączenie.
— Nie wiem. On będzie wiedział.
— A jeśli odmówi?
— Wtedy nie usiądę.
Florentina wstała i podeszła do stolika. Wzięła czystą kartkę, zanurzyła pióro w atramencie i napisała kilka słów.
— Otrzyma list żelazny. Nikt w zamku nie zatrzyma go za dawne przewozy ani za wejście bez przepustki. Będzie mógł odejść, kiedy skończy.
— A ludzie Vermaaru?
— W zamku odpowiadają przed dowódcą, a dowódca przede mną. Poza murami nie mogę obiecać, że poseł uzna mój dokument.
Dopisała kolejne zdanie.
— Strateg dowie się o jego udziale dopiero przed zejściem.
— Zna go — powiedziała Eveline. — Może wiedzieć, jak go powstrzymać.
— W takim razie nie dam mu na to czasu. Ale najpierw porozmawiasz z Tempem. Jeśli nie będzie umiał przerwać połączenia albo uzna, że jest to zbyt niebezpieczne, nie pozwolę ci usiąść.
— Zgadzam się.
— Nie wydam mu też rozkazu, żeby ryzykował dla ciebie życie.
Eveline przeczytała zapis. Nie znalazła w nim niczego, przeciwko czemu mogłaby zaprotestować.
— Dobrze.
— Zgadzam się jako królowa — powiedziała Florentina.
Złożyła kartkę i wsunęła ją pod okładkę książki ojca, tam gdzie leżała wstążka.
***
Rada zebrała się w niewielkiej sali przy zachodniej wieży. Przez otwarte okno słychać było dzwony z miasta, bijące na znak żałoby. Pisarz rozłożył dokumenty przed królewskim krzesłem, a Hessel przyniósł księgę uchwał.
Eveline usiadła na ławie pod ścianą. Dowódca stanął przy drzwiach.
Strateg był już obecny. Miał na sobie maskę i ciemny płaszcz poselstwa. Obok niego siedział radca, który poprzedniego dnia mówił o zatrzymanych transportach zboża.
Florentina nie pozwoliła Hesselowi odczytać porządku obrad.
— Zmieniam wczorajszą decyzję dotyczącą pracowni pod zamkiem. Zostanie otwarta jutro, po pogrzebie, kiedy zapadnie zmrok.
— Wasza Królewska Mość, rada miała rozpatrzyć tę sprawę dopiero po pogrzebie — powiedział Hessel.
— Pamiętam.
— Nie ustaliliśmy jeszcze warunków zabezpieczenia.
— Przygotowałam je sama.
Podała pisarzowi kartkę.
Dokument przewidywał otwarcie pracowni pod nadzorem dowódcy zamkowego, obecność królewskich żołnierzy, dopuszczenie lorda Vaelena i dobrowolny udział Eveline Vale. Nikt nie mógł zmusić jej do skorzystania z fotela. Decyzję o przerwaniu połączenia powierzono osobie wskazanej przez nią. Przed uruchomieniem urządzenia należało ustalić sposób bezpiecznego zakończenia pracy również w przypadku utraty przytomności.
Dowódca odwrócił się w stronę ławy.
— Panna Vale mówiła wczoraj, że nie wie, do czego służą urządzenia w pracowni.
Eveline wstała.
— Nie wiem, do czego służą wszystkie. Fotel pozwala połączyć się z Aderem.
Strateg poruszył się na krześle.
— Skoro panna Vale to wie, wie też, że niektórych połączeń nie można przerwać bez szkody dla osoby, która z niego korzysta.
— Tym bardziej nie zamierzam pozostawiać tej decyzji wyłącznie panu — powiedziała Florentina.
— Bez uruchomienia fotela nie zdołamy odłączyć tego, co znajduje się pod zamkiem. Nie wiemy, ile czasu nam pozostało.
— W takim razie proszę wykorzystać go na przygotowanie urządzenia.
— Kto będzie odpowiadał za przerwanie połączenia?
— Dowie się pan przed zejściem.
Strateg nie odpowiedział. Eveline widziała tylko maskę i nieruchome palce na blacie.
— Powinniśmy przynajmniej wyznaczyć przedstawiciela rady — odezwał się Hessel.
— Dowódca będzie obecny.
— Zatem za to, co się tam wydarzy, rada nie będzie odpowiadać — powiedział Hessel.
Pisarz zanotował jego słowa.
Radca od zboża pochylił się w stronę Florentiny.
— Poselstwo Vermaaru opuści Kaden po pogrzebie, ale garnizon pozostanie, dopóki sprawa śmierci księcia nie zostanie zamknięta. Takie są warunki porozumienia zawartego po zajęciu zamku.
— Znam je. Żołnierze Vermaaru weszli tu podobno, żeby chronić Kaden. Poseł nie zechce, by zaczęli od nieposłuszeństwa wobec królowej w dniu jej żałoby.
— Nie mamy powodów, by prowokować kolejny konflikt.
— Wczoraj mówił pan, że nie możemy dłużej czekać z zabezpieczeniem urządzeń.
— Z zabezpieczeniem. Nie z oddaniem ich w ręce oskarżonej.
Eveline poczuła na sobie kilka spojrzeń.
— Panna Vale nie otrzyma urządzeń — powiedziała Florentina. — Zgodziła się poddać działaniu jednego z nich. Dobrowolnie.
Radca odchylił się na krześle. Strateg pochylił lekko głowę, lecz nie zabrał głosu.
Florentina zwróciła się do Hessela.
— Proszę sporządzić rozkaz w dwóch egzemplarzach. Jeden pozostanie w kancelarii. Drugi otrzyma dowódca.
Hessel wziął kartkę od pisarza i przeszedł do bocznego pulpitu. Przez dłuższą chwilę słychać było wyłącznie skrobanie pióra.
Kiedy skończył, podał dokument królowej. Florentina przeczytała go od początku do końca.
— Brakuje jednego zdania.
— Którego, Wasza Królewska Mość?
— Że nikt nie może zastąpić osoby wskazanej przez pannę Vale bez jej zgody.
— Uznałem, że wynika to z pozostałych zapisów.
— Proszę dopisać.
Hessel wrócił do pulpitu.
Eveline pomyślała o księdze przepustek i dopisku złożonym inną ręką.
Kiedy dokument wrócił na stół, Florentina przeczytała go ponownie.
— Rozkaz zostanie opieczętowany, kiedy otrzymam potwierdzenie od człowieka wskazanego przez pannę Vale. Do tego czasu proszę przygotować straż.
Hessel pozostawił dokument przed nią.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania