Sklep rzeczy utraconych - rozdział 73b
Vaelen siedział przy oknie, kiedy Eveline weszła do jego komnaty. Poduszkę spod prawego ramienia przeniósł na kolana, a na stoliku obok leżał otwarty notes. Pisał w nim lewą ręką. Pismo było drobniejsze i bardziej pochylone niż zwykle.
Żołnierz zamknął drzwi za Eveline, lecz pozostał na korytarzu.
— Panno Vale — powiedział Vaelen. — Sądząc po odgłosach dochodzących z dziedzińca, Kaden jeszcze nie postanowił się poddać.
— Rada również nie. Florentina zgodziła się otworzyć pracownię.
— Kiedy?
— Jutro, po pogrzebie.
— Co ją przekonało?
— Ja. Zgodziłam się usiąść w fotelu.
Vaelen zamknął notes.
— Czy Florentina wie, czego żądał mój ojciec?
— Powiedziałam jej wszystko, co wiem.
— Możesz odmówić, Eveline. Nawet jeśli rada wyda rozkaz. Nawet jeśli ojciec obieca ci odpowiedzi.
— Właśnie dlatego sama ustaliłam warunki.
Opowiedziała mu o żołnierzach, dowódcy i osobie, która miała przerwać połączenie. Vaelen słuchał bez przerywania.
Dopiero przy imieniu Tempo podniósł głowę.
— Kael?
— Zna fotel. Chcę, żeby to on go zatrzymał.
— Zgodził się?
— Jeszcze z nim nie rozmawiałam.
— Powinnaś była zacząć od niego.
— Uważa pan, że odmówi?
— Kael widział, co te urządzenia robiły z ludźmi. Ja na twoim miejscu najpierw bym go wysłuchał.
Eveline spojrzała na jego notes.
— Co pan pisał?
— To, co pamiętam o tamtej sali. Ojciec nie dopuszczał nas do wszystkich urządzeń.
Na brzegu jednej strony dostrzegła niedokończony szkic. Trzy linie schodziły się przy niewielkim okręgu.
— Strateg mówił, że nie jest tam sam.
Vaelen spojrzał na rysunek.
— Mam kilka podejrzeń. Żadne mi się nie podoba.
Eveline pomyślała o Trist i ostrzeżeniach Tempo. Nie zapytała.
— Obiecał mi imiona ludzi, którzy zaszkodzili Florentinie — powiedziała.
Vaelen odwrócił głowę.
— Ojciec?
— Tak. I imię człowieka, który zabrał pojemnik.
— Dlaczego wcześniej mi o tym nie powiedziałaś?
— Bałam się, że zechce pan zejść do niego, zanim dowiemy się, co zamierza.
— Zamierzam zejść do niego niezależnie od tego.
— Wiem.
— Chcę zobaczyć ojca — powiedział. — Nie znaczy to, że pozwolę mu zrobić z tobą to, co robił dawniej z innymi.
Eveline pamiętała zapisy z Veyr i liczbę ludzi, którzy nie przeżyli prób.
— Dlatego chcę, żeby był pan przy mnie.
— Będę.
Vaelen pochylił się po szklankę. Eveline podała mu ją, zanim musiał przesunąć ranną rękę.
— Gdzie znajdę Tempo? — zapytała.
— Po tamtej nocy nie wrócił. Wspominał o składzie drewna przy zachodniej drodze. Grijs mógł dostać od niego wiadomość.
— Zapytam go.
— Jeśli Kael odmówi, odejdziesz?
— Obiecałam to Florentinie.
— Pytam, czy odejdziesz.
— Tak.
Eveline wstała. Vaelen ponownie otworzył notes, ale nie sięgnął po pióro.
— Eveline.
Zatrzymała się przy drzwiach.
— Nie obiecuj mojemu ojcu niczego więcej. Pamięta wszystko, co się do niego mówi.
Zanim zdążyła odpowiedzieć, sięgnął po pióro.
***
Grijsa znalazła w wartowni zachodniego skrzydła. Siedział przy stole z miską nietkniętej kaszy. Prawą rękę trzymał pod płaszczem, a lewą przeglądał mały notes.
— Muszę znaleźć Tempo — powiedziała.
— Teraz?
— Jutro wieczorem otworzą pracownię.
Grijs popatrzył na żołnierza stojącego przy drzwiach.
— Zostaw nas.
— Mam polecenie pilnować pomieszczenia.
— Możesz pilnować go z korytarza.
Żołnierz zawahał się, lecz wyszedł. Grijs przez chwilę przyglądał się Eveline, potem wyciągnął z kieszeni złożony skrawek papieru.
— Zostawił mi to, zanim opuściliśmy stróżówkę. Trzeba przekazać wiadomość człowiekowi prowadzącemu skład drewna przy zachodniej drodze.
Eveline wzięła papier. Widniały na nim dwa słowa i niewielki znak.
— To wystarczy?
— Według Tempo. Dowódca pytał o niego przez trzy dni. Jemu tego nie pokazałem. Mnie stąd nie wypuszczą, ale królowa może wysłać własnego człowieka.
— Poproszę ją.
Eveline ruszyła do wyjścia.
— Jeśli zamierzasz usiąść w tym fotelu, nie mów mu, że wszystko będzie dobrze — powiedział Grijs.
Zatrzymała się.
— Nie zamierzałam.
Grijs przysunął do siebie miskę z kaszą.
***
Przed wieczorem Florentina otrzymała odpowiedź ze składu przy zachodniej drodze.
Posłaniec nie widział Tempo, ale pozostawił wiadomość człowiekowi, którego wskazał Grijs. Ten obiecał przekazać ją jeszcze przed zmierzchem.
Florentina odłożyła meldunek obok niezapieczętowanego rozkazu. Otworzyła szufladę i wyjęła niewielką pieczęć. Eveline widziała ją wcześniej w dłoni króla, kiedy zatwierdzał dokumenty przed radą.
— Chciałabym, żeby ojciec mógł mi powiedzieć, czy dobrze robię.
Eveline stała przy oknie. Na dziedzińcu zapalano lampy przed nocną wartą.
— Co by powiedział?
— Pewnie, żebym najpierw zapytała Hessela.
Nie uśmiechnęła się.
Ktoś zapukał.
Do środka wszedł dowódca. Niósł złożony arkusz, zabezpieczony sznurkiem.
— Przyniesiono wiadomość z zachodnich składów, Wasza Królewska Mość. Człowiek, którego szukamy, dotrze do zamku przed nocą. Chce rozmawiać z panną Vale, zanim podpisze cokolwiek.
— Jest już w mieście? — zapytała Eveline.
— Według posłańca tak.
— Niech go wpuszczą — powiedziała Florentina. — Pod moją ochroną.
— A rozkaz otwarcia pracowni?
— Przygotować straż.
Dowódca skłonił się i wyszedł.
Florentina rozłożyła dokument. Na dole widniał podpis Hessela i miejsce pozostawione na królewską pieczęć.
— Możesz jeszcze zmienić zdanie — powiedziała.
— Ty również.
Florentina nie odpowiedziała. Przez chwilę trzymała dłoń na dokumencie. Potem odsunęła go od siebie.
— Kiedy Tempo przyjdzie, przyprowadź go do mnie.
Schowała pieczęć z powrotem do szuflady.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania