Poprzednie części:  Sklep rzeczy utraconych
Pokaż listęUkryj listę

Sklep rzeczy utraconych - rozdział 74

Tempo przyszedł po zmroku. Dwaj żołnierze wprowadzili go do komnaty Florentiny i zatrzymali się przy drzwiach. Miał na sobie ten sam brązowy płaszcz, w którym Eveline widziała go ostatnio. Na rękawie pozostały ślady trocin.

— Ostatnim razem wszedłem tu z koszem. Tym razem nie dali mi nic do niesienia.

Florentina nie odpowiedziała na żart. Na stole leżały dwa dokumenty.

— Przygotowałam dla pana list żelazny, panie Vorn. Będzie pan mógł poruszać się po zamku i opuścić go, kiedy zakończy pan swoje zadanie.

— Jakie zadanie?

— Eveline wyjaśni panu, o co prosi.

— W takim razie najpierw jej wysłucham.

Florentina zostawiła ich samych, a żołnierze zamknęli za nią drzwi.

Tempo poczekał, aż ucichną jej kroki.

— Wpisałaś mnie do rozkazu.

— Myślałam, że...

— Wiem, co myślałaś. Nie zapytałaś mnie.

— Florentina nie opieczętuje rozkazu bez twojej zgody — powiedziała Eveline.

— To dobrze. Przynajmniej ktoś o niej pomyślał. — Podszedł do stołu. — Opowiedz mi, co zamierzasz zrobić.

Eveline wyjaśniła mu, czego żądał człowiek zamknięty pod zamkiem i co obiecał w zamian. Tempo wysłuchał jej bez przerywania.

— A kiedy będziesz chciała wyjść?

— Dam ci znak.

— Mam czekać na znak. A znak może nie przyjść.

— Florentinie powiedziałam, że będziesz wiedział, co zrobić.

— Nie wiem nawet, jaki fotel tam stoi.

— Dlatego chciałam, żebyś go obejrzał.

Tempo wziął rozkaz i przeczytał ostatni akapit.

— Kiedyś też czekałem na znak.

— I?

— Nie przyszedł.

Eveline czekała, czy powie coś więcej, ale odłożył dokument.

— Chcę zobaczyć urządzenie. Potem porozmawiamy o rozkazach.

***

Florentina pozwoliła im zejść do pracowni na oględziny. Dowódca otrzymał wyraźne polecenie: fotela nie wolno uruchamiać.

Pod zamkiem było chłodniej niż na górze. Żołnierz prowadzący ich przez korytarze niósł latarnię wysoko, żeby oświetlić nierówne stopnie. Przy ostatnim rozwidleniu minęli dwóch ludzi w barwach Vermaaru. Stali pod ścianą, obok zamkniętej skrzyni z narzędziami.

Jeden z nich przyjrzał się Tempo, ale nie odezwał się.

Przed pracownią czekał dowódca z dwoma żołnierzami.

— Macie godzinę. Potem zamkniemy wejście.

W środku nie paliły się lampy. Tempo wziął latarnię od żołnierza i podał ją Eveline. Rozpoznała metalowe szafy, urządzenia przy ścianie i fotel stojący na podwyższeniu. Przewody biegły od niego pod posadzkę, gdzie znikały między ciemnymi płytami.

Tempo obejrzał podstawę fotela.

— Kto go ostatnio otwierał?

— Nie wiem. Widziałam go tylko z zewnątrz.

Przykucnął i wyjął z kieszeni niewielki klucz.

— Poświeć tutaj.

Odkręcił dwa mocowania i zdjął boczną płytę. Za nią znajdowały się dwa pierścienie połączone wąskim metalowym ramieniem. Jeden miał na powierzchni złote linie, drugi był ciemny i znacznie grubszy.

— Ten pierwszy doprowadza zasilanie. Drugi porusza obręczą.

Dotknął końcem klucza ciemnego pierścienia. Metal ustąpił nieznacznie, a obręcz przy oparciu fotela przesunęła się o szerokość palca.

— Jak zastawka w młynie — powiedział. — Można opuszczać ją powoli albo zwolnić jednym ruchem.

— A kiedy połączenie się skończy?

— Powinna otworzyć się sama. Wyjdziesz tak, jak weszłaś.

— Jeśli każę ci przerwać wcześniej?

— Mogę szarpnąć za mechanizm i odciąć zasilanie. Obręcz puści, ale nie wiem, w jakim będziesz stanie. Cofnąć tego, co urządzenie zdąży z tobą zrobić, nie potrafię.

Sięgnął głębiej pod osłonę.

Eveline przesunęła latarnię. Na dolnym brzegu metalowego ramienia dostrzegła dwie niewielkie śruby, jaśniejsze od pozostałych.

— Te są nowe.

Tempo przyjrzał się wskazanemu miejscu.

— Skąd wiesz?

— Spójrz na gwint. Reszta jest ciemna, a tutaj metal jest czysty. Ktoś je niedawno wkręcił.

Odkręcił jedno z mocowań. Pod nim znajdował się wąski metalowy zaczep sięgający do drugiego pierścienia.

Tempo spróbował poruszyć nim końcem klucza, ale zaczep nie ustąpił.

— Co to robi? — zapytała Eveline.

— Zaraz zobaczymy.

Poruszył ciemnym pierścieniem. Obręcz opadła, zamykając miejsce na ramiona. Kiedy cofnął klucz, nie uniosła się ponownie.

Spróbował jeszcze raz. Bez skutku.

— Zablokowała się — powiedziała Eveline.

— Ten zaczep zatrzymuje drugi pierścień. — Tempo pochylił się nad mechanizmem. — Nawet jeśli odetnę zasilanie, obręcz może pozostać zamknięta.

— Możesz go usunąć?

— Najpierw muszę ustalić, co go zwalnia. Jeśli zacznę wyłamywać części, mogę uszkodzić resztę.

Eveline postawiła latarnię na podłodze. Tempo wyjął z kieszeni drugie narzędzie, ale zanim zdążył go użyć, z głębi pracowni dobiegł odgłos przesuwanego metalu.

Za wysokimi szafami otworzyło się wąskie przejście.

Wyszła z niego kobieta niosąca lampę. Suknię miała ciemną i gładką, bez śladu kurzu, a włosy upięte tak starannie, że nie wyglądała na kogoś, kto przed chwilą przeciskał się przez podziemny korytarz. Zatrzymała się na widok Eveline.

— Wróciłaś — powiedziała cicho.

Eveline pomyślała o głosie za szkłem.

Wrócisz.

Kobieta podeszła bliżej.

— Zna mnie pani?

Zamiast odpowiedzieć, uniosła rękę w stronę jej czoła. Eveline cofnęła się, lecz Tempo zdążył już chwycić kobietę za nadgarstek.

— Trist.

Kobieta spojrzała na metalowe palce zaciśnięte na jej nadgarstku. Patrzyła na nie dłużej niż na niego.

— Tej ręki nie znam.

— Nie musisz.

— Sam ją zrobiłeś. Zawsze dawałeś za ciasne sworznie, Temporianie.

Tempo puścił jej nadgarstek.

— Nie powinnaś tu być.

— To moja pracownia. To ty przyszedłeś z kluczem.

Trist minęła ich i podeszła do fotela. Zauważyła zdjętą osłonę oraz narzędzia przy podstawie.

— Szukasz, jak to przerwać.

— Sprawdzam, co ktoś przy nim zrobił.

Przesunęła palcem po krawędzi obręczy i obejrzała opuszek. Był czysty.

Tempo stanął między nią a otwartym mechanizmem.

— Kto wymienił te części?

— Nie przerywa się czegoś, na co czekało się tyle lat.

— Trist.

Nie odpowiedziała. Jej uwaga znów skupiła się na Eveline.

Eveline miała ochotę odsunąć się jeszcze dalej.

— Skąd pani mnie zna?

Trist odwróciła się i ruszyła do przejścia.

— Proszę zaczekać!

Nie zwolniła kroku.

Eveline chciała pójść za nią, lecz Tempo zatrzymał ją za rękaw.

— Zostań.

— Ona coś o mnie wie.

— Wiem.

Puścił ją i ruszył za Trist. Kobieta zniknęła już między szafami. Na końcu przejścia rozległ się metaliczny trzask. Drzwi osadzone w kamiennej ścianie zaczęły się zamykać.

Tempo przyspieszył, ale nie zdążył do nich dotrzeć. Zatrzymał się przed wąską szczeliną, która po chwili zniknęła. Spróbował nacisnąć płytę przy zamku, po czym wrócił do Eveline.

Do pracowni zajrzał żołnierz.

— Słyszałem głosy. Ktoś jeszcze tu jest?

— Była kobieta — odpowiedziała Eveline. — Wyszła tamtym przejściem.

Żołnierz poszedł za szafy. Po chwili dobiegło stamtąd uderzenie w metalowe drzwi.

— Zamknięte!

Tempo uklęknął przy fotelu i zaczął zakładać boczną płytę.

— Zostawisz obręcz zamkniętą? — zapytała Eveline.

— Na razie. Nie będę szarpał mechanizmu, dopóki nie wiem, co go trzyma.

Eveline przyjrzała się śrubom, które wcześniej zauważyła. Odgarnęła kosmyk z czoła, choć nikt go już nie dotykał. Trist znała pracownię i mogła dostać się tutaj bez przechodzenia obok strażników.

— To ona wymieniła zaczep?

— Nie wiem.

— Kim właściwie jest?

— Pracowaliśmy razem w Archen. Zna te urządzenia lepiej niż większość ludzi, którzy jeszcze żyją.

— Można jej ufać?

— Nie zostawiałbym cię z nią samej.

Tempo dokręcił ostatnie mocowanie.

— Dlaczego mnie zna?

Tym razem Tempo nie odpowiedział od razu.

— Musimy powiedzieć o niej Florentinie.

— Nie o to pytałam.

— Wiem.

Przy fotelu mówił „nie wiem” bez namysłu. Teraz tego nie powiedział.

***

Florentina wysłuchała ich w obecności dowódcy. Eveline opowiedziała o śrubach, dodatkowym zaczepie i kobiecie, która dostała się do pracowni przez ukryte przejście. Powtórzyła również jej słowa, nie pomijając próby dotknięcia jej twarzy.

— Pan zna tę kobietę? — zapytała Florentina.

— Znam ją z Archen — odpowiedział Tempo.

Florentina zwróciła się do dowódcy.

— Proszę postawić straż przy tamtym przejściu.

— Nie wiem nawet, gdzie są wszystkie wejścia, Wasza Królewska Mość.

— Proszę zacząć od tego, które znaleźliście.

— Dwóch ludzi przy drzwiach — dodał Tempo. — Zmieniać ich co kilka godzin. Jeśli ktoś będzie próbował przejść, mają go zatrzymać i wezwać dowódcę. Niech sami nie zapuszczają się dalej i nikt nie dotyka fotela.

Dowódca przyjął polecenia i wyszedł wysłać ludzi.

Florentina przesunęła w stronę Tempo przygotowany rozkaz.

— Czy zdoła pan zabezpieczyć urządzenie do jutra?

— Spróbuję. Jeśli nie zdążę, powiem.

— A jeśli nie będzie można bezpiecznie przerwać połączenia?

— Eveline nie usiądzie.

Florentina popatrzyła na nią. Eveline nie zaprotestowała.

— Zatem zgadza się pan na oględziny i przygotowanie urządzenia, nie na samo połączenie — powiedziała królowa.

— Tak. Czy można go uruchomić, powiem na miejscu.

Florentina wyjęła pieczęć z szuflady i przyłożyła ją do przygotowanego wosku.

Tempo zebrał narzędzia, a Eveline odprowadziła go do drzwi.

— Gdzie pójdziesz?

— Do drwalni. Zostawiłem tam kilka rzeczy.

— Będziesz spał?

— Jeśli zdążę.

Schował klucz do kieszeni.

— Rano przyniosę inne narzędzia. Ten zaczep nie wygląda na coś, co da się odkręcić jednym kluczem.

Wyszedł, zanim zdążyła zapytać go ponownie o Trist.

Na rozkazie widniała już królewska pieczęć.

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania