Poprzednie części:  Sklep rzeczy utraconych
Pokaż listęUkryj listę

Sklep rzeczy utraconych - rozdział 75a

Tempo przyszedł rano z torbą cięższą niż poprzedniego wieczoru. Przy każdym kroku coś w niej pobrzękiwało. Pod oczami miał ciemne cienie, a włosy sterczały mu spod czapki, przeczesane palcami zamiast grzebieniem.

Dowódca czekał już przed pracownią.

— Macie czas do południa. Potem zamykamy przejście na czas pogrzebu.

— Wczoraj dał mi pan godzinę — powiedział Tempo. — Dziś jest pan hojniejszy.

— Proszę nie zmuszać mnie, żebym zmienił zdanie.

Tempo minął go bez odpowiedzi. Eveline weszła za nim, niosąc latarnię.

W pracowni wszystko pozostało tak, jak zostawili poprzedniego wieczoru. Przy szafach, przed drzwiami, którymi wyszła Trist, stało dwóch żołnierzy dowódcy. Obręcz przy fotelu nadal była opuszczona, a boczna osłona zakrywała mechanizm. Tempo postawił torbę na podłodze i wyjął z niej niewielki zwój płótna. Rozłożył go obok podstawy fotela. W środku leżały klucze, szczypce, cienkie piłki oraz kilka narzędzi, których Eveline nie rozpoznawała.

— Znalazłeś to wszystko w drwalni?

— Nie. Po drodze obrabowałem kowala.

— Mam nadzieję, że mu zapłaciłeś.

— Zostawiłem pokwitowanie.

Przykucnął przy fotelu i odkręcił pierwsze mocowanie bocznej osłony. Eveline postawiła latarnię obok jego kolana.

— Za wysoko. Będzie mi świecić w oczy.

Przesunęła ją niżej.

Tempo sięgnął po klucz, ale po chwili odłożył go i wybrał najmniejszy z całego zestawu.

— Masz. Odkręć tę śrubę.

— Przecież sam możesz.

— Ja mam jedną rękę, która czuje. Ty masz dwie. Wykorzystaj je.

Wzięła klucz i wsunęła go w łeb śruby. Obróciła ostrożnie. Śruba ustąpiła niemal natychmiast.

— Luźna.

— Spróbuj wyciągnąć.

Chwyciła ją palcami, ale śruba nie wysunęła się z otworu. Obracała się bez końca.

— Coś ją trzyma.

— Właśnie. Nie każda śruba, która się obraca, jest odkręcona. Wsuń palec pod krawędź.

Eveline zrobiła, jak polecił. Pod metalową płytką wyczuła nierówność.

— Jest jeszcze drugi gwint?

— Nie. Gwint jest zerwany. Śruba tylko udaje, że trzyma płytę.

Podważył ją końcem szczypiec. Płytka odchyliła się, odsłaniając wąską szczelinę.

— Teraz tamta. I trzymaj lampę niżej.

Eveline zabrała się do następnego mocowania. Tym razem klucz stawiał opór, choć śruba na pierwszy rzut oka wyglądała na równie luźną. Musiała kilkakrotnie zmienić ułożenie palców, żeby pewniej utrzymać klucz.

— Ta trzyma — powiedziała.

— Skąd wiesz?

— Czuję opór. I płytka nie porusza się razem z nią.

Tempo sprawdził mocowanie palcem i podał jej kolejny klucz.

— Odkręć do połowy.

Pracowali przez dłuższą chwilę. Tempo nie spieszył się, choć kilka razy zerkał w stronę wejścia. Kiedy zdjęli osłonę, Eveline dostrzegła zaczep odkryty poprzedniego wieczoru.

— Nadal jest w tym samym położeniu.

— Gdyby sam się przestawiał, byłoby jeszcze gorzej.

Tempo wyjął z torby cienki haczyk. Wsunął go głęboko za pierścień i zaczął ostrożnie wyciągać coś spomiędzy metalowych prowadnic. Po chwili ukazał się przewód w ciemnym oplocie.

— Myślałam, że prowadzi do zasilania — powiedziała Eveline.

— Ja też. Dopóki nie zobaczyłem, gdzie znika.

Podał jej latarnię.

— Poświeć pod posadzkę.

Przewód schodził w dół, przechodził pod metalową listwą i znikał między płytami podłogi. Tempo podważył jedną z nich. Pod spodem znajdował się wąski kanał.

— Dokąd prowadzi tamta ściana? — zapytał.

Eveline rozejrzała się po pracowni.

— Za nią jest sala ze szkłem. Ta, w której rozmawiałam z człowiekiem podłączonym do urządzenia.

— Jesteś pewna?

— Wchodziliśmy od drugiej strony, ale tak, to musi być tam.

Tempo przytrzymał przewód szczypcami i lekko go pociągnął.

W mechanizmie rozległo się ciche stuknięcie.

Eveline pochyliła latarnię. Zaczep drgnął.

— Widziałeś?

— Po to ciągnąłem.

Spróbował jeszcze raz, tym razem mocniej. Zaczep przesunął się o niewielką odległość, lecz natychmiast wrócił na miejsce.

Tempo puścił przewód.

— Ktoś może sterować nim z tamtej sali.

— Zamknąć mnie?

— Albo wypuścić. Zależy, czego zechce.

Eveline spojrzała na pusty fotel.

— Możesz przeciąć przewód?

— Mogę. Tylko niewiele nam to da.

Odłożył szczypce i wskazał połączenie przy pierścieniu.

— Zaczep utrzymuje zamek obręczy. Bez zamkniętej obręczy fotel nie rozpocznie połączenia. Jeśli teraz go usunę, urządzenie nie ruszy.

— A kiedy już usiądę?

— Będzie można przeciąć sam zaczep. Obręcz się otworzy, nawet jeśli tamci nie zwolnią zamka.

— Więc wystarczy go przeciąć.

Tempo podniósł na nią wzrok.

— Wystarczy, żeby uwolnić cię z obręczy. Potem będę musiał odciąć zasilanie. Nie wiem, co stanie się z tobą, jeśli zrobimy to w połowie.

— A gdybym poczekała, aż wszystko się skończy?

— Wtedy powinno być łatwiej. Pod warunkiem, że ktoś zechce cię wypuścić.

Tempo wyjął cienką piłkę i przymierzył ją do zaczepu. Przesunął ostrze kilka razy, sprawdzając, pod jakim kątem może je wsunąć.

— Tędy się dostanę. Będzie ciasno, ale nie powinienem uszkodzić pierścienia.

Odłożył piłkę i zaczął przykręcać osłonę.

— Powiesz Florentinie o przewodzie.

— A ty?

— Powiem jej, co zamierzam z nim zrobić.

***

Dzwony odezwały się przed południem.

Eveline stała wśród ludzi zgromadzonych na dziedzińcu. Nad zamkiem wisiały ciężkie chmury, a chłodny wiatr poruszał ciemnymi chorągwiami. Żołnierze ustawili się po obu stronach drogi prowadzącej do kaplicy.

Trumnę niesiono powoli. Za nią szła Florentina.

Nie miała na sobie korony. Jej ciemna suknia niemal zlewała się z płaszczem, a włosy ukryła pod czarną woalką. Nikt nie prowadził jej pod ramię.

Eveline dostrzegła Vaelena kilka kroków dalej, między dwoma strażnikami. Florentina wymogła na dowódcy, żeby pozwolono mu być na pogrzebie i przy fotelu. Stał nieruchomo, lecz nie patrzył na trumnę. Podążyła za jego wzrokiem i zobaczyła Stratega przy murze. Miał na sobie ciemny płaszcz i maskę. Nie zbliżył się do konduktu.

W kaplicy było chłodno. Gdy opuszczono trumnę na przygotowany katafalk, Florentina podeszła do niej z niewielką książką w dłoniach.

Spomiędzy stron wystawała wstążka.

Florentina położyła książkę na wieku trumny. Potem cofnęła rękę i wróciła na swoje miejsce.

Obok Eveline ktoś poruszył się w tłumie. Tempo zdjął czapkę i trzymał ją przed sobą, dopóki nie skończyły się modlitwy.

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania