Sklep rzeczy utraconych - rozdział 75b
Po pogrzebie Tempo nie wrócił do pracowni, tylko skręcił do wartowni. Eveline poszła za nim.
Grijs siedział w wartowni nad kartkami, na których spisywał zeznania na swój proces. Kiedy Eveline i Tempo weszli, właśnie odsuwał talerz z nietkniętą kaszą.
— Przyniosłem ci chleb — powiedział Tempo.
— Jestem zajęty.
— Widzę. Kasza przeszkadza ci w pisaniu.
Tempo położył zawiniątko na stole, odsunął talerz i usiadł naprzeciw Grijsa.
— Dawaj nóż.
— Po co?
— Bo wygląda, jakbyś nim rąbał kamienie.
Grijs spojrzał na nóż, którym kroił chleb, leżący obok kartek.
— Nic mu nie jest.
Tempo wziął go, obejrzał ostrze pod światło i przesunął po nim paznokciem.
— Kto ci to ostrzył?
— Ja.
— W takim razie wiele się wyjaśniło.
— Dobrze ciął, dopóki nie zacząłeś go oglądać.
Tempo wyjął osełkę. Eveline stanęła przy piecyku, żeby ogrzać dłonie. Grijs wrócił do kartek, choć co chwilę zerkał na Tempo, a potem sięgnął po chleb. Tempo odsunął zawiniątko poza jego zasięg.
— Najpierw skończę.
— Przyniosłeś mi jedzenie czy zamierzasz mnie głodzić?
— Jeszcze się zastanawiam.
Drzwi otworzyły się i do wartowni zajrzał żołnierz.
— Koniec widzenia.
Tempo podał Grijsowi nóż. Grijs obejrzał ostrze, spróbował go kciukiem i zmarszczył brwi.
— Zdjąłeś za dużo metalu.
— Następnym razem zostawię ci rdzę.
Grijs odłożył nóż obok talerza i przyciągnął do siebie zawiniątko.
Tempo zabrał połowę chleba i wstał.
— Chodź. Muszę jeszcze obejrzeć jednego upartego człowieka.
***
Vaelen siedział przy oknie w komnacie, którą przydzielono mu na czas zatrzymania. Jeden ze strażników stał przy drzwiach, drugi czekał na korytarzu.
Kiedy Tempo rozłożył opatrunki, Vaelen spojrzał na niego znad otwartej książki.
— Nie wiedziałem, że zamierzasz mnie odwiedzić.
— Gdybyś wiedział, pewnie znalazłbyś powód, żeby wyjść.
— Nie pozwalają mi wychodzić.
— To pierwszy rozsądny rozkaz, jaki tu wydano.
Tempo odsunął książkę i kazał mu zdjąć koszulę. Eveline podeszła do miski z wodą i przyniosła czyste płótno.
Opatrunek przy boku Vaelena był zabrudzony krwią. Tempo obejrzał ranę, a potem dotknął skóry obok niej.
— Ruszałeś się.
— Stałem przy bramie.
— Stałeś i patrzyłeś na brata tak, że ci puściły szwy.
Vaelen skrzywił się, kiedy Tempo zaczął usuwać stary opatrunek.
— Nieco delikatniej.
— Mówisz to od trzydziestu lat.
— I od trzydziestu lat mnie nie słuchasz.
Eveline nie zdołała powstrzymać uśmiechu.
Tempo sięgnął po świeże płótno. Przez chwilę zajmował się wyłącznie raną, a Vaelen milczał, obserwując jego ruchy.
— Co z fotelem? — zapytał w końcu.
— Zamknięty.
— Eveline wie więcej niż ja.
— Eveline trzymała lampę.
— A ty nie zamierzasz mi niczego powiedzieć?
— Tempo znalazł sposób, żeby otworzyć obręcz — odpowiedziała. — Ale nie wie, co stanie się ze mną, jeśli przerwie połączenie.
Vaelen odwrócił się do Tempo.
— I mimo to pozwolisz jej usiąść?
— Jeszcze nie pozwoliłem.
— A kiedy pozwolisz?
Tempo zawiązał opatrunek. Vaelen wciągnął powietrze.
— Kiedy skończę pracę.
Zebrał zabrudzone płótno, wrzucił je do miski i zamknął torbę.
— Nie ruszaj się więcej, niż musisz.
— Będę miał to na uwadze.
— Wątpię.
Tempo wyszedł, nie czekając na odpowiedź. Eveline została jeszcze przez chwilę, żeby pomóc Vaelenowi założyć koszulę.
— Nie podoba mi się to — powiedział cicho. — Ale nie zamierzam cię przekonywać, żebyś nie schodziła.
— Dlaczego?
— Bo to twoja decyzja. Chciałbym tylko wiedzieć, że rozumiesz, czego od ciebie żądają.
— Rozumiem tyle, ile powiedział mi Tempo.
Vaelen poprawił kołnierz.
— W takim razie słuchaj go uważnie.
***
Wieczorem Florentina kazała podać kolację do swojej komnaty.
Przy stole zasiedli Eveline, Tempo i Vaelen, którego przyprowadzono pod strażą. Jeden z żołnierzy pozostał przy drzwiach. Grijs został w wartowni.
Florentina jadła niewiele. Przed nią leżały dwa dokumenty, lecz nie sięgała po żaden. Kiedy służący przyniósł wino, sama wzięła dzbanek i nalała Tempo do kielicha.
Tempo podniósł głowę.
— Nie trzeba było, Wasza Królewska Mość.
— Proszę jeść.
Tempo posłuchał. Oderwał kawałek chleba, położył go na talerzu i zaczął przesuwać palcem okruchy. Po chwili utworzyły niewielki łuk. Dodał do niego drugą linię i zagarnął kilka okruchów na bok.
Vaelen trącił go łokciem.
— Królowa do ciebie mówi.
— Słucham.
— Pytałam, czy urządzenie będzie gotowe.
— Urządzenie jest gotowe. W tym problem.
Florentina odłożyła kielich.
— Wyjaśni pan?
Tempo strzepnął okruchy z palca i przesunął talerz. Powtórzył jej to, co rano pokazał Eveline przy fotelu: zaczep, przewód do sali za szkłem i możliwość przecięcia zaczepu po rozpoczęciu połączenia, żeby otworzyć obręcz. Eveline opowiedziała o dwóch żołnierzach Vermaaru, którzy poprzedniego wieczoru stali przy skrzyni z narzędziami.
Florentina długo milczała.
— Nie mogę oskarżyć garnizonu o to, że dwóch ludzi stało przy skrzyni.
Eveline spojrzała na dokumenty. Jeden z nich był rozkazem podpisanym poprzedniego wieczoru. Drugi zawierał spis nazwisk, które królowa próbowała powiązać z wydarzeniami w zamku.
Nie było tam wszystkich.
— Człowiek pod zamkiem obiecał mi imiona ludzi, którzy chcą ci zaszkodzić — powiedziała Eveline do Florentiny. — Potrzebujesz ich, zanim rada uzna, że wszystko można zamknąć wraz ze śmiercią króla.
— Obietnica to niewiele — zauważył Vaelen. — A Strateg?
Florentina podniosła wzrok.
— Jeśli Eveline odmówi, będzie żądał, żebym sama zeszła do urządzenia. Już wcześniej próbował mnie do tego nakłonić.
— Nie ma prawa o tym decydować — powiedział Vaelen.
— Prawo nie przeszkodzi mu spróbować.
Tempo sięgnął po kawałek chleba. Nie wtrącił się.
— Znalazł pan sposób, żeby ją stamtąd wydostać? — zapytała Florentina.
— Mogę otworzyć obręcz i odciąć zasilanie. Wczoraj powiedziałem, że Eveline nie usiądzie, jeśli nie da się bezpiecznie przerwać połączenia. Tego nie potrafię obiecać.
— Więc odradza pan uruchomienie?
— Odradzałem je od początku. Ale więcej już nie zabezpieczę. Jeśli Eveline chce spróbować, nie będę jej zatrzymywał.
Eveline pomyślała o obręczy, która opadła przy oparciu i już się nie podniosła. Zauważyła, że pod stołem ściska w dłoni brzeg obrusa. Puściła go.
— W takim razie siadam.
Królowa przez chwilę obracała kielich między palcami.
— Nie zgodziłabym się, gdybym miała wybór. Będę przy drzwiach. Jeśli zmienisz zdanie, nie pozwolę nikomu cię zatrzymać.
— Dziękuję.
Tempo zebrał ostatnie okruchy chleba i włożył je do ust.
— Skoro ustalone, trzeba iść, zanim ktoś znów zamknie pracownię.
Florentina wstała.
— Dowódca czeka na dole.
***
Korytarze pod zamkiem były niemal puste. Dwaj żołnierze prowadzili ich z latarniami, a trzeci szedł za Vaelenem. Florentina trzymała się blisko Eveline. Tempo niósł torbę z narzędziami, która co kilka kroków uderzała go o biodro.
Przy ostatnim rozwidleniu Eveline zwolniła.
Skrzynia, przy której poprzedniego wieczoru stali ludzie w barwach Vermaaru, nadal znajdowała się pod ścianą. Wieko było otwarte. W środku nie zostało nic oprócz odrobiny słomy i kilku drzazg.
— Wczoraj była zamknięta — powiedziała.
Tempo zajrzał do środka.
— Kto ją opróżnił? — zapytał żołnierza.
— Nie wiem. Kiedy obejmowaliśmy wartę, już tak stała.
— A tamci dwaj?
Żołnierz spojrzał w stronę dowódcy czekającego przy wejściu.
— Nie widziałem ich dzisiaj.
Tempo zamknął wieko i ruszył dalej.
Przed pracownią stał Strateg.
Nie było przy nim Luciena ani żadnego z ludzi, których Eveline widywała wcześniej w jego towarzystwie. Miał na sobie ciemny płaszcz, a maska zasłaniała mu twarz. Nie odsunął się, kiedy nadchodzili.
Dowódca zatrzymał się kilka kroków przed nim.
— Przejście zostało przygotowane zgodnie z rozkazem królowej.
Strateg nie odpowiedział. Patrzył na Tempo.
Eveline zauważyła, że Tempo przestał iść dopiero wtedy, gdy znalazł się niemal naprzeciw niego.
— Temporian — powiedział Strateg cicho.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania