Poprzednie części:  Sklep rzeczy utraconych
Pokaż listęUkryj listę

Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

Sklep rzeczy utraconych - rozdział 79

Dym zalegał pod niskim sklepieniem groty. Tempo stał na mokrym żwirze, podtrzymując Eveline zdrowym ramieniem. Woda spływająca ze stropu zostawiała ciemne ślady na jej rękawie.

Prawa dłoń zwisała bezwładnie. Próbowała poruszyć palcami, ale nie potrafiła nawet stwierdzić, czy się poruszyły. Bała się na nią spojrzeć.

Lampa stała na kamieniu przy bocznej wnęce, gdzie grota rozdzielała się na dwie odnogi. Eveline rozpoznała metalowe drzwi, które widziała już podczas poprzedniego zejścia. Na ich powierzchni zachowały się cienkie złote linie.

Przy lampie czekała Trist.

Stała na środku przejścia, ale nie miała broni w dłoniach. Tempo pomógł Eveline oprzeć się o skałę. Przytrzymała się ściany lewą ręką.

Gdzieś nad nimi odezwał się dzwon. Dźwięk przeszedł przez skałę, przytłumiony, ale wyraźny. Po pierwszym uderzeniu przyszły następne, z różnych części miasta. Kaden wciąż było atakowane.

Trist przyjrzała się uszkodzonemu nadgarstkowi Tempa.

— Mówiłam ci, że za ciasne.

— Pamiętam.

— Cały wspornik trzeba było wymienić, a ty uparłeś się przy starym.

— Jeszcze działał.

Trist podeszła bliżej. Dopiero wtedy zobaczyła krew przesiąkającą przez opatrunek.

— Temporianie, co ty ze sobą zrobiłeś?

Rozchyliła brzeg jego płaszcza. Eveline spodziewała się, że Tempo ją powstrzyma, lecz on odsunął zdrową rękę, żeby mogła obejrzeć ranę.

— Kto ci to zakładał?

— Sam.

Trist wyjęła z kieszeni chustkę, złożyła ją i wsunęła pod opatrunek.

— Przytrzymaj tutaj.

Tempo posłuchał. Kiedy mocniej zacisnęła pas, wciągnął powietrze przez zęby, lecz nie zaprotestował.

Trist poprawiła wiązanie, a potem naciągnęła mu płaszcz na ramiona. Przy szyi materiał się wywinął, więc poprawiła kołnierz i wygładziła go kciukiem.

Tempo nie odsunął się.

Eveline widziała już, jak niecierpliwił się, kiedy Grijs próbował obejrzeć jego ranę. Teraz stał spokojnie, pozwalając Trist poprawiać opatrunek. Odwróciła wzrok, nie wiedząc, czy powinna przy tym być.

Trist zatrzymała dłoń na jego uszkodzonym nadgarstku. Obejrzała szczelinę między metalowymi płytkami.

— Mam jeszcze narzędzia. Mogłabym spróbować.

— Muszę ją stąd wyprowadzić.

Trist puściła jego rękę. Dopiero wtedy zainteresowała się Eveline, a dokładniej prawą dłonią, którą dziewczyna przyciskała do brzucha.

— Bolało?

— Co?

— Kiedy zatrzymałaś to stworzenie.

— Trist — odezwał się Tempo.

— Chciałam tylko wiedzieć — odpowiedziała kobieta.

— Skąd pani mnie zna? — zapytała Eveline. — Już o to pytałam. W pracowni.

Trist przyglądała się jej twarzy, jakby szukała czegoś, czego wcześniej nie dostrzegła. Zanim zdążyła się odezwać, Tempo przesunął się między nimi.

— Trist, zostaw ją.

Kobieta wróciła do Tempa.

— Daleko zamierzasz ją zabrać?

— Najpierw musimy wyjść z miasta.

— A potem?

Tempo poprawił płaszcz. Chustka wsunięta pod opatrunek zaczynała już nasiąkać krwią.

— Przejście jest nadal otwarte?

Trist nie odpowiedziała na pytanie.

— Nie mogę ci jej oddać.

Tempo opuścił wzrok na jej dłoń, która znowu spoczęła na jego rękawie.

— Nie należy do nas. Ma na imię Eveline.

Trist cofnęła rękę.

— Nigdy nie umiałeś tego zrozumieć.

Dlaczego miałaby komukolwiek ją oddawać? Tempo nie wyglądał na zaskoczonego tymi słowami. Nie pytał o wyjaśnienie, nie zaprzeczał.

— Trist. Proszę.

Eveline nigdy nie słyszała, żeby o coś prosił. Nawet ranny wydawał polecenia, kłócił się albo zwyczajnie robił to, co uważał za konieczne.

Trist odsunęła się o krok, w stronę lampy. Droga do odnogi była wolna.

Tempo skinął na Eveline.

— Chodź.

Zrobiła krok.

— Temporianie, nie rób tego.

— Muszę ją stąd zabrać.

Nie czekał na odpowiedź. Wskazał Eveline lewą odnogę.

— Tunel jest po lewej. Idź przy ścianie, tam…

Urwał.

Trist patrzyła na Eveline. Jej dłoń zsunęła się pod płaszcz.

Tempo sięgnął ku jej nadgarstkowi metalową ręką, tak jak wtedy w pracowni, gdy powstrzymał ją przed dotknięciem Eveline. Palce zahaczyły o materiał rękawa, ale nie zdołały się zacisnąć.

Wzdłuż krótkiej lufy przebiegła niebieska linia.

Tempo osunął się na żwir.

Przez chwilę Eveline nie rozumiała, co się stało. Jego plecy oparły się o kamień, a głowa opadła nieco na bok. Miał minę człowieka, który o czymś zapomniał.

— Tempo?

Nie odpowiedział.

Eveline zrobiła krok w jego stronę. Kolana ugięły się pod nią i ostatni odcinek pokonała na czworakach.

Krew wypływała spod kołnierza Tempa i rozchodziła się po koszuli. Eveline przycisnęła do rany prawą rękę, lecz nie poczuła niczego. Widziała własne palce przy jego szyi, ale nie wiedziała, czy naciska we właściwym miejscu.

Próbowała mocniej.

— Tempo, spójrz na mnie.

Przesunęła rękę. Krew rozmazała się po nadgarstku. Lewą dłonią dotknęła jego policzka, który wciąż był ciepły.

Nie oddychał.

Krzyknęła. Nie usłyszała własnego głosu, poczuła tylko ból w gardle. Krzyknęła jeszcze raz, jego imię albo nic, nie wiedziała. Uderzyła go zdrętwiałą dłonią w pierś, raz i drugi, i nie poczuła uderzeń.

Kazał jej iść przy ścianie. Próbowała przypomnieć sobie resztę zdania. Miał jej powiedzieć, na co uważać.

Żwir zachrzęścił po drugiej stronie. Trist uklękła przy nim, nie przy Eveline, i ułożyła suknię pod kolanami. Broń położyła obok, na kamieniu.

— Pomóż mi — powiedziała Eveline. Głos miała zdarty. — Trzeba zatamować krew.

Trist nie spojrzała na nią. Uniosła odrobinę głowę Tempa i poprawiła kołnierz, tym samym ruchem kciuka co przed chwilą.

— Co pani robi?

Trist pochyliła się i pocałowała go w usta. Krótko, bez pośpiechu, tak jak całuje się kogoś przed wyjściem z domu.

Kiedy się odsunęła, na jej dolnej wardze została krew.

— Dobranoc, Temporianie.

Nie od razu zabrała dłoń z jego policzka.

— Znowu mi ją zabrałeś.

Eveline chciała zapytać, kim była tamta. Przez jedną straszną chwilę to pytanie wydało jej się ważniejsze od wszystkiego. Znienawidziła się za nie.

Przecież to ona poprosiła, żeby tu zszedł. Gdyby nie chciała wracać do zamku, gdyby nie zatrzymała tamtej maszyny…

— Dlaczego pani to zrobiła?

Eveline chwyciła lewą ręką materiał jej płaszcza i szarpnęła. Trist nie stawiała oporu. Pozwoliła się odsunąć, a potem uwolniła płaszcz z jej palców.

— To pani go zabiła.

Trist popatrzyła na nią, a potem na jej prawą rękę.

— Jesteś ranna.

— Nie dotykaj mnie!

Trist obeszła ciało Tempa, nie nadeptując na jego rękę. Eveline próbowała się cofnąć, ale za plecami miała skałę. Kobieta sięgnęła do jej czoła i odgarnęła włosy, odsłaniając bliznę.

— Już dobrze, Dari.

— Nie nazywam się tak.

Trist znieruchomiała.

Z głębi korytarza dobiegł trzask. Kamień przy lampie odprysnął, a płomień zachwiał się od uderzenia.

Vaelen stał u wylotu korytarza, trzymając się skały. Prawą stronę twarzy miał osmaloną, a koszula przy opatrunku była czarna. Zobaczył Eveline pod ścianą, dłoń Trist przy jej czole i Tempa na żwirze.

— Tristiano. Odsuń się od niej.

Trist nie cofnęła ręki od razu.

— Temporian uczył cię lepiej.

Vaelen trzymał broń wycelowaną w jej pierś. Trist w końcu odsunęła się od Eveline i podniosła z klęczek. Na jej dolnej wardze wciąż była krew.

Lufa drgnęła.

— Zabiłaś go.

— Prosiłam, żeby tego nie robił.

Trist cofnęła się ku bocznej wnęce, gdzie leżał jej pistolet. Vaelen ruszył za nią, zmuszając ją do odsunięcia się od broni.

Kiedy sięgnęła w stronę kamienia, strzelił. Niebieska smuga rozbiła skałę tuż przy jej dłoni. Trist schowała się za występem, a Vaelen próbował podejść bliżej. Po dwóch krokach musiał oprzeć się o ścianę, przyciskając wolną rękę do rany.

Trist wykorzystała tę chwilę. Dotknęła płytki przy drzwiach. Złote linie rozbłysły, metal ustąpił i kobieta zniknęła w środku.

Vaelen podniósł broń, lecz drzwi zdążyły się zamknąć.

Nie podszedł do Tempa od razu. Kiedy uklęknął przy nim, musiał oprzeć się dłonią o żwir. Przyłożył palce do jego szyi i trzymał je tam dłużej, niż było trzeba.

— Tempo — powiedział.

Eveline wyczytała to z ruchu jego ust.

Vaelen ujął metalowy nadgarstek i podniósł rękę, która leżała wzdłuż ciała. Ułożył ją Tempowi na piersi, po czym spróbował złożyć palce. Mechanizm nie ustąpił. Spróbował jeszcze raz, ostrożniej, lecz metal pozostał nieruchomy.

Zostawił go.

Gdzieś wysoko nad nimi biły dzwony. Po nich przyszedł głuchy huk i ze sklepienia posypał się pył.

— Musimy iść.

— Nie możemy go tu zostawić.

— Wrócimy po niego.

— Nie.

Eveline nie wiedziała, czemu zaprzecza. Temu, że trzeba odejść, czy temu, że Tempo już nie wstanie.

Vaelen wyciągnął do niej rękę, ale nie próbował jej podnosić. Usiadł ciężko na żwirze obok i czekał.

Miała przed oczami tamtą rękę z białej pracowni, zdrową, ludzką, bez metalu. Dłoń człowieka, który jeszcze nie wiedział, co straci. Teraz na piersi Tempa spoczywały nieruchome metalowe palce.

— On chciał mnie stąd wyprowadzić — powiedziała.

Vaelen nie odpowiedział.

— Tylko tyle.

Głos jej się załamał. Vaelen położył dłoń na jej ramieniu. Eveline próbowała jeszcze powiedzieć coś o tunelu, o tym, że Tempo znał drogę, ale nie mogła. Łzy spływały jej po twarzy, a kiedy otarła policzek lewym rękawem, zostawiła na nim ciemną smugę.

Vaelen nie ponaglał jej. Siedział obok, dopóki gdzieś nad nimi ponownie coś nie runęło.

— Eveline — odezwał się cicho. — Musimy iść.

Spojrzała w dół. Jej prawa ręka leżała na zdrowej dłoni Tempa. Nie pamiętała, kiedy ją tam położyła.

Nie czuła, czy wciąż trzyma jego dłoń.

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania