Poprzednie części:  Sklep rzeczy utraconych
Pokaż listęUkryj listę

Sklep rzeczy utraconych - rozdział 81

Dowódca pozwolił im zejść dopiero wtedy, gdy żołnierze wrócili z dolnych korytarzy. Dwóch miało nieść nosze, pozostali zostali przy przejściach. Nie odnaleziono Trist ani Stratega.

Grijs czekał przy schodach z ręką podwieszoną na chuście. Pod płaszczem miał pas z nożem, a na policzku zaschniętą krew. Kiedy zobaczył Eveline, odsunął się, robiąc jej miejsce.

— Możesz zostać na górze — powiedziała.

— Wiem.

Ruszył za żołnierzami.

Korytarze pachniały dymem. Na ścianach pozostały ciemne smugi, a woda spływająca ze sklepienia zbierała się w płytkich zagłębieniach posadzki. Przy pierwszym rozwidleniu stało dwóch wartowników. Jeden trzymał latarnię, drugi pilnował kraty zamykającej boczne przejście.

Za nią leżała bestia. Eveline dostrzegła najpierw łapy, potem długi grzbiet poruszający się przy każdym oddechu. Kiedy przechodzili, stworzenie uniosło nieznacznie głowę, ale nie próbowało wstać. Żelazny łańcuch biegł od obręczy na jego karku do pierścienia w murze. Tej bestii nikt nie odpiął.

Vaelen szedł ostrożnie, przyciskając dłoń do opatrunku. Medyk nie chciał pozwolić mu zejść. Eveline słyszała ich sprzeczkę przez zamknięte drzwi, ale nie zapytała, jak przekonał lekarza.

Dopiero przy węższych schodach zwolniła.

— Jak pan stamtąd wyszedł?

— Upadłem. Przeszedł obok.

— I nic?

— Stał nade mną. Miał broń w ręku.

Eveline zatrzymała się na stopniu. Pomyślała o Severianie idącym przez ogień.

— Dlaczego pana nie zabił?

— Nie zapytałem.

Vaelen oparł rękę o ścianę i zaczął schodzić. Przy ostatnim zakręcie Eveline poczuła znajomy zapach rozgrzanego metalu. Stwór stał tam, gdzie go zostawiła, oparty barkiem o mur, z uniesioną ręką. Żołnierze obeszli go szerokim łukiem. Na wilgotnym żwirze widniały odpryski skały i ślady butów.

Nie chciała patrzeć w stronę groty. Weszła pierwsza.

Lampa nadal się paliła.

Eveline zatrzymała się tak gwałtownie, że Grijs niemal na nią wpadł. Płomień był niewielki, ale równy. Lampa stała na tym samym kamieniu, na którym ją zostawili, a obok leżał Tempo.

Żołnierze postawili nosze przy wejściu. Jeden z nich sięgnął po lampę, lecz Eveline podeszła przed nim i podniosła ją lewą ręką. Zbiornik był niemal pełny. Przy korku błyszczała cienka warstwa oleju, a na kamieniu pod lampą widniała niewielka tłusta plama.

Nie mogło go tyle pozostać. Kiedy wychodzili z groty, płomień już przygasał. Od tamtej pory minęło wiele godzin.

Odstawiła lampę i dopiero wtedy przyjrzała się Tempowi. Przykucnęła przy nim. Metalowa ręka spoczywała na piersi. Wszystkie palce były złożone, jeden przy drugim, tak jak w zdrowej dłoni.

Vaelen próbował zrobić to samo. Dwa razy. Widziała, jak naciskał na stawy, które nie chciały ustąpić.

Eveline dotknęła jednego z palców lewą dłonią. Metal był zimny. Przy nadgarstku dostrzegła niewielkie przesunięcie osłony, odsłaniające śrubę.

Ktoś znał mechanizm.

Drzwi, za którymi zniknęła Trist, były zamknięte. Chciała podejść i zacząć w nie uderzać. Zażądać, żeby kobieta wyszła. Żeby powiedziała, dlaczego wróciła do człowieka, którego sama zastrzeliła.

Zamiast tego poprawiła brzeg koszuli, który wysunął się spod metalowego przedramienia. Musiała się pochylić i sięgnąć lewą ręką.

Trist wróciła. Dotykała go jeszcze raz. Złożyła mu palce, których Vaelen nie potrafił złożyć.

Eveline zacisnęła dłoń na materiale koszuli. Puściła dopiero wtedy, gdy Grijs uklęknął po drugiej stronie ciała.

— Możemy? — zapytał.

Skinęła głową. Zanim żołnierze podeszli, wsunęła lewą rękę do kieszeni płaszcza Tempa. Wyjęła niewielki, złożony dokument, którego brzegi nasiąkły wilgocią, oraz osełkę owiniętą kawałkiem płótna. Rozpoznała królewską pieczęć. List żelazny wystawiony na nazwisko Kael Vorn. Tempo nosił go przy sobie.

Włożyła dokument do własnej kieszeni, a osełkę zacisnęła w dłoni.

Grijs rozłożył płótno przyniesione przez żołnierzy. Jeden z nich chciał pomóc, ale Grijs wskazał mu przeciwległy koniec.

— Tam. Pod ramieniem.

Musieli unieść ciało, zanim wsunęli pod nie materiał. Grijs próbował pomóc jedną ręką, ale chusta podtrzymująca drugą krępowała mu ruchy.

— Zostaw — powiedział Vaelen.

— Poradzę sobie.

Przytrzymał materiał kolanem i sięgnął po nóż. Eveline rozpoznała szerokie ostrze. Widziała je wcześniej w wartowni, kiedy Tempo zabrał je Grijsowi znad talerza z chlebem. Grijs narzekał wtedy, że po ostrzeniu ubyło za dużo metalu.

Teraz nóż przeciął pas płótna za pierwszym pociągnięciem.

Grijs odciął drugi. Chciał zawiązać końce, ale materiał wyślizgnął mu się z palców. Spróbował ponownie. Żołnierz stojący obok wyciągnął rękę.

— Pomogę.

Grijs podał mu pas.

Kiedy przenosili Tempa na nosze, Eveline odsunęła się pod ścianę. Vaelen przytrzymał metalową rękę, żeby nie zsunęła się z piersi. Nikt się nie spieszył.

Przy wyjściu żołnierze musieli obrócić nosze bokiem. Metalowe palce Tempa poruszyły się nieznacznie, gdy drewno przechyliło się na nierównej posadzce.

— Uważajcie — powiedziała Eveline.

— Już dobrze, pani.

Grijs zamknął wieczko lampy i zabrał ją z kamienia.

Eveline nie spojrzała już na drzwi.

***

W drwalni pozostało kilka rzeczy Tempa. Leżały na ławie przy ścianie, między kawałkami drewna i pustą miską. Na podłodze stała skrzynka z narzędziami, których nie zabrał do pracowni.

— Zostawię cię — powiedział Grijs.

Vaelen został z medykiem, który czekał już przy schodach i tym razem nie pozwolił mu odejść.

Eveline usiadła przy stole. Na ławie leżała czapka Tempa. Materiał był szorstki, w jednym miejscu przetarty. Przy brzegu dostrzegła ślad po dawno wyrwanej nici.

Otworzyła skrzynkę. W środku znalazła trzy klucze, kawałek drutu, szczypce z wyszczerbioną rękojeścią, zapasowe śruby i niewielkie pudełko ze sprężynami. Na dnie leżała jeszcze stara igła, zawinięta w papier. Nie wiedziała, do czego służyła połowa tych rzeczy.

Z półki pod oknem wzięła papier i pióro. Ktoś pozostawił tam również otwarty kałamarz. Zaczęła spisywać przedmioty.

Czapka. Zużyta, możliwa do naprawy.

Trzy klucze, różne wielkości.

Szczypce, uszkodzona rękojeść.

Pudełko ze sprężynami.

Przy kolejnych pozycjach dopisywała stan, a obok szacowaną wartość. Robiła to tak samo jak w sklepie, kiedy przyjmowała od klientów rzeczy do wyceny. Przy narzędziach wahała się dłużej, bo nie znała ich przeznaczenia, więc wpisywała kwoty ostrożnie.

Dopiero gdy doszła do końca strony, zauważyła kolumnę liczb. Nie było nikogo, komu miałaby te rzeczy sprzedać.

Przy czapce wpisała cztery miedziaki.

Podniosła ją. Tempo nosił ją niemal codziennie, czasem zsuniętą na tył głowy, kiedy pochylał się nad urządzeniem. Zdejmował ją przy stole, odkładał obok narzędzi, a potem szukał, nie pamiętając, gdzie ją zostawił.

Odłożyła czapkę i na końcu spisu dopisała przedmioty znalezione w kieszeni płaszcza: list żelazny i osełkę.

Wyjęła osełkę z zawiniątka. Była niewielka, ciemnoszara, z płytkim zagłębieniem pośrodku. Jeden koniec miał starty bardziej od drugiego. Na powierzchni pozostały drobne ślady metalu. Pomyślała o Grijsie siedzącym nad talerzem z chlebem i o Tempie, który kazał mu czekać z jedzeniem, dopóki nie skończy ostrzyć noża.

Osełka mieściła się w jej lewej dłoni. Schowała ją do kieszeni.

Pozostałe rzeczy ułożyła w skrzynce, a czapkę odłożyła na wierzchu. Kartkę złożyła i wsunęła pod wieko.

Kiedy Grijs wrócił, nadal siedziała przy stole. Wziął skrzynkę za uchwyt.

— Zaniosę do magazynu.

— Nie. Zostaw tutaj.

Postawił ją z powrotem na ławie.

***

Groby wykopano poza południowym murem, na cmentarzu przy starej drodze.

Eveline przyszła tam przed wieczorem. Ludzie pochylali się nad ziemią, żołnierze pracowali łopatami, a przy wejściu stało kilka wozów. Nie wszystkie ciała zdążono jeszcze pochować. Przy wykopanych grobach leżały proste drewniane tabliczki. Na niektórych zapisano nazwiska. Na innych pozostawiono puste miejsca.

Tempo spoczął między ludźmi, których przyniesiono spod zamkowej bramy. Kapłan odmówił krótką modlitwę również za niego, a kiedy skończył, przeszedł do następnego grobu.

Grijs stał z boku, z ręką podwieszoną na chuście. Vaelen oparł się o laskę, którą przyniósł mu ktoś z zamku. Medyk zabronił mu wychodzić, ale przestał się już z nim spierać.

Żołnierze opuścili ciało do ziemi. Płótno zakrywało twarz Tempa. Metalowa ręka leżała pod nim, z palcami złożonymi na piersi.

Eveline chciała zobaczyć go jeszcze raz. Otworzyła usta, ale nie umiała o to poprosić. Grijs poprawił brzeg płótna, który zaczepił o drewno. Potem żołnierze zaczęli zasypywać grób.

Florentina pojawiła się, kiedy ziemia sięgała już połowy zagłębienia. Nie miała korony ani ozdób. Pod ciemnym płaszczem nosiła tę samą suknię, którą Eveline widziała wcześniej przy stole z planami zamku. Towarzyszył jej jedynie Hessel, który został kilka kroków dalej.

Stanęła obok Eveline.

— Nie mogłam przyjść wcześniej.

Eveline wyjęła z kieszeni list żelazny.

— Miał go przy sobie.

Florentina rozłożyła dokument ostrożnie. Zatrzymała się na nazwisku Kael Vorn.

— Tempo mógł odejść, kiedy skończył — powiedziała.

Złożyła list. Nie odeszła od razu. Stała przy grobie, dopóki Hessel nie podszedł i nie powiedział czegoś cicho.

— Muszę wracać.

Dotknęła ramienia Eveline i odeszła w stronę bramy cmentarza.

Grijs czekał, aż żołnierze skończą. Kiedy odłożyli łopaty, podniósł drewnianą tabliczkę i wbił ją u wezgłowia grobu. Na tabliczce widniało jedno imię.

Tempo.

***

Wieczorem Eveline siedziała przy oknie w komnacie Vaelena. W zamku było cicho. Od czasu do czasu na korytarzu rozlegały się kroki, ale nikt nie przychodził. Vaelen siedział obok, z opatrunkiem ukrytym pod rozpiętą koszulą. Na stoliku stała szklanka wody, której nie dopił.

Eveline wyjęła osełkę i obróciła ją w lewej dłoni. Na ciemnej powierzchni pozostał jasny ślad po ostrzu.

— Zawsze coś zostawiał — powiedziała.

Vaelen spojrzał na kamień. Nie odpowiedział. Eveline oparła głowę o jego ramię. Poprawił się ostrożnie, żeby nie uciskać rany. Została tak, z osełką zamkniętą w dłoni.

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania