Poprzednie części:  Sklep rzeczy utraconych
Pokaż listęUkryj listę

Sklep rzeczy utraconych - rozdział 82a

Strażnik zatrzymał się przed drzwiami sali rady. Eveline poprawiła rękaw sukni, choć od kilku dni i tak nie mogła poczuć, czy materiał dobrze leży na prawej dłoni.

— Proszę wejść, panno Vale.

W środku zastawiono okna, żeby wiatr nie poruszał papierami. Przy długim stole siedzieli radcy, wśród nich ten od zboża, a po ich lewej stronie pisarz układał dokumenty w trzy stosy. Eveline rozpoznała księgę, którą przyniesiono z kancelarii po przeszukaniu królewskiego skrzydła. Na jej grzbiecie pozostał ślad po zerwanej pieczęci.

Strażnik wskazał jej miejsce przy bocznej ławie. Usiadła tam, gdzie poprzednio. Krzesło posła Vermaaru stało puste. Ktoś odsunął je od stołu, lecz nie wyniósł. Vaelena jeszcze nie było.

Eveline wsunęła lewą dłoń do kieszeni i dotknęła osełki. Przyniosła ją bez zastanowienia, razem z chustką i kluczem do komnaty. Od pogrzebu Tempa minęły cztery dni. Niewielki kamień zdążył już wytrzeć cienkie miejsce w podszewce.

— Proszę wstać.

Florentina weszła bez eskorty. Miała na sobie ciemną suknię i królewski łańcuch, który Eveline widziała podczas poprzednich posiedzeń. Hessel podniósł się z trudem, opierając rękę o stół. Królowa zaczekała, aż wszyscy zajmą miejsca.

— Lordzie Hessel. Możemy zaczynać.

— Zakończono wstępne badanie dokumentów zabezpieczonych w kancelarii i komnatach królewskich. Przesłuchano służbę, pisarzy oraz medyka, który sporządzał zalecenia dotyczące lekarstw Jego Królewskiej Mości.

Eveline znała część tych dokumentów. Widziała je na stoliku przy łóżku króla, kiedy dowódca kazał sprawdzić dzbanek z naparem.

Hessel odczytał daty dostaw i zmiany dawkowania. Pierwsze zalecenie dotyczyło jednej porcji wieczorem. Później ktoś polecił podawać napar również rano. W kancelarii znaleziono kopię drugiego polecenia, opatrzoną podpisem medyka rady.

— Medyk zaprzecza, jakoby podpisał to zalecenie — powiedział Hessel. — Pismo przeszło jednak przez kancelarię.

— Kto miał do niego dostęp? — zapytała Florentina.

— Przełożony kancelarii oraz dwóch pisarzy. Jeden z nich zeznał, że otrzymywał dokumenty już opieczętowane. Drugi twierdzi, że nie widział zalecenia przed jego przekazaniem do królewskiego skrzydła. Odnaleziono również zapis odbioru. Podpis złożono w imieniu kancelarii.

Hessel zatrzymał się na następnej stronie. Nie podniósł jej od razu.

— Jest tam coś jeszcze? — zapytała Florentina.

— Tak, Wasza Królewska Mość.

Hessel odczytał kolejny wpis. Dotyczył przekazania kopii zaleceń do rady. Na końcu widniało potwierdzenie odbioru, złożone przez niego samego.

— Nie zażądałem wtedy przedstawienia oryginału — powiedział.

— Lordzie Hessel — odezwał się jeden z radców — nikt nie twierdzi, że...

— Proszę pozwolić mi dokończyć. Potwierdziłem zgodność kopii, nie widząc dokumentu, z którego ją sporządzono.

— Czy mam to zapisać, panie? — zapytał pisarz.

— Tak.

Florentina nie odezwała się, dopóki pióro nie przestało skrobać.

— A co ustalił medyk?

— Nie zmienił opinii. Napar osłabiał króla i prawdopodobnie przyspieszył jego śmierć. Nie może stwierdzić, że był jej bezpośrednią przyczyną. Pozostaje sprawa człowieka, który napar przygotowywał.

Na znak dowódcy otwarto drzwi. Gerrit wszedł między dwoma żołnierzami. Miał na sobie czysty, lecz źle dopasowany kaftan. Eveline pamiętała go z królewskiej komnaty, pochylonego nad stolikiem z lekarstwami. Dłonie zaciskał na brzegu rękawów.

— Gerricie — powiedziała Florentina.

— Wasza Królewska Mość.

— Przyznał pan, że odbierał zalecenia z kancelarii i przygotowywał napar dla króla? — zapytał Hessel.

— Tak, panie.

— Kto płacił panu za ich podawanie?

Gerrit odwrócił się ku Florentinie.

— Proszę odpowiedzieć lordowi Hesselowi — powiedziała.

— Najpierw dostawałem pieniądze od człowieka z kancelarii. Później przynosił je ktoś inny.

— Kto?

— Posłaniec. Za każdym razem inny.

— A człowieka z kancelarii?

— Przełożony. To on powiedział, że medyk rady polecił zmianę.

— W pierwszych zeznaniach twierdził pan, że wykonywał wyłącznie polecenia medyka.

— Bo tak mi powiedziano.

Hessel otworzył niewielki rejestr.

— Znaleźliśmy zapis wypłat. Nie wszystkie pochodzą z kancelarii.

— Powiedzieli, że nic mi nie grozi.

— Kto?

— Przełożony. I pan Reinout.

Eveline znała to imię. Słyszała je w fotelu, gdy zobaczyła biurko przełożonego i list z zieloną pieczęcią.

— Proszę powtórzyć to imię — powiedział Hessel.

— Reinout. Nazwiska nie znam. Przychodził do przełożonego wieczorami.

Hessel sięgnął po drugi rejestr, tym razem należący do kancelarii rady. Odszukał wpis i przesunął księgę ku Florentinie.

— Reinout. Radca przydzielony do spraw dostaw i utrzymania garnizonu.

Radca od zboża wstał od stołu.

— Wasza Królewska Mość chyba nie oprze oskarżenia na słowach sługi, który sam przyznał się do przyjmowania pieniędzy?

— Nie postawiłam jeszcze panu zarzutu. Proszę usiąść.

Usiadł.

— Zatrzymać radcę do czasu przesłuchania — poleciła Florentina dowódcy. — Zabezpieczyć jego korespondencję i księgi dotyczące dostaw. Nikt nie ma prawa ich wynosić.

Dwaj strażnicy podeszli do stołu. Reinout próbował jeszcze przemówić, ale dowódca wskazał mu drzwi. Kiedy wychodził, Gerrit odwrócił wzrok.

Florentina zaczekała, aż drzwi się zamkną.

— Gerricie. Pamięta pan, kiedy ojciec nie chciał ze mną rozmawiać?

Gerrit nie odpowiedział.

— Przychodził pan wtedy do mnie. Mówił, że prosi o książkę, chociaż nigdy nie pamiętał jej tytułu.

— Tak, Wasza Królewska Mość.

— Wiedział pan, co podawano mojemu ojcu?

— Nie wiedziałem, co było w środku.

— A widział pan, że słabł?

— Wszyscy widzieli.

— Pan również.

— Tak.

— I nadal przyjmował pan pieniądze?

— Tak, Wasza Królewska Mość.

Królowa siedziała wyprostowana, z dłońmi położonymi na poręczach.

— Gerrit pozostanie zatrzymany. Śledztwo dotyczące naparu nie jest zakończone.

Żołnierze wyprowadzili sługę. Florentina nie odprowadziła go wzrokiem. Nikt się nie odzywał, dopóki nie sięgnęła po następny dokument.

— Sprawa śmierci księcia Vermaaru.

Eveline poczuła, jak strażnik stojący za jej ławą przesuwa się bliżej. Maurits wszedł w towarzystwie trzech oficerów. Nie miał na sobie stroju poselstwa. Przy ciemnym kaftanie nosił jedynie niewielki znak swojego domu, przypięty pod kołnierzem. Oficerowie zaczekali przy ścianie. Eveline słyszała, że w noc ataku stanął z żołnierzami Vermaaru przy przejściach do zamku.

— Wasza Królewska Mość.

— Książę Mauritsie.

— Wezwano Waszą Wysokość w związku z oskarżeniem przeciwko Eveline Vale — powiedział Hessel.

— Wiem.

— Czy podtrzymuje Wasza Wysokość zarzut?

— Nie.

— Proszę o wyjaśnienie.

— Oskarżenie wniesiono na podstawie zeznań posła mojego ojca. Poseł opuścił Kaden po wydarzeniach w podziemiach. Nie stawił się, by potwierdzić swoje słowa.

— Czy wie Wasza Wysokość, kto zabił księcia?

— Nie.

— Czy posiada dowód, że panna Vale nie miała z jego śmiercią nic wspólnego?

— Nie mam dowodu, który pozwalałby wskazać zabójcę. Nie mam też podstaw, żeby nadal oskarżać pannę Vale.

— Samo wycofanie oskarżenia nie kończy dochodzenia w sprawie śmierci księcia — powiedział Hessel.

— Nie domagam się jego zamknięcia.

— Co poza zeznaniami posła przemawia przeciwko pannie Vale? — zapytała Florentina.

— Nóż, Wasza Królewska Mość — odpowiedział dowódca. — Zgłosiła zaginięcie torebki, w której go trzymała, zanim znaleziono ciało. Na wartowni nie ma zapisu, ale Bram, którego tam posłano, nie żyje. Pozostałe przesłuchania nie potwierdziły jej udziału.

— W takim razie nie ma podstaw, by nadal ją zatrzymywać. Dochodzenie pozostaje otwarte.

Eveline usłyszała własne nazwisko, kiedy Hessel dyktował pisarzowi odpowiedni zapis. Strażnik nadal stał za nią.

— Panno Vale — odezwała się Florentina. — Proszę podejść.

Eveline wstała. Prawą rękę trzymała przy boku, a lewą oparła na krawędzi stołu.

— Co pani widziała, kiedy poseł uruchomił urządzenia?

— Stał przy pulpicie za szkłem. Przesunął drugą dźwignię, tę niżej. Zaraz potem usłyszałam, jak otwierają się zamki.

— Czy widziała pani, co otwarto?

— Nie z miejsca, w którym stałam. Kiedy później wyszliśmy z podziemi, bestie były już w mieście.

— Czy ktoś jeszcze znajdował się przy pulpicie? — zapytał Hessel.

— Trist była w sali. Ale to poseł przesunął dźwignię.

— Jest pani tego pewna?

— Widziałam jego rękę.

— Odnaleziono mechanizm? — zapytała Florentina dowódcę.

— Tak, Wasza Królewska Mość. Jedna z dźwigni pozostała w dolnym położeniu. Wejścia do zagród były otwarte. Nadal zabezpieczamy niższe korytarze.

— Proszę dołączyć zeznanie panny Vale do raportu o ataku.

Eveline wróciła na ławę.

— Poseł działał przeciwko Kadenowi — powiedziała Florentina — wykorzystując dostęp, który uzyskał dzięki zawartemu porozumieniu. Od tej chwili nie uznajemy go za przedstawiciela Vermaaru na naszym dworze. Zakazuję mu wstępu na ziemie Kadenu i nakazuję zatrzymanie, jeśli zostanie tu odnaleziony. To samo dotyczy Luciena de Rhen.

— Wasza Królewska Mość — odezwał się najstarszy z oficerów. — Poseł przybył z upoważnienia naszego króla.

— A następnie otworzył urządzenia, które zabiły moich poddanych. Porozumienie, które pozwoliło waszemu garnizonowi pozostać w Kadenie, zostało przez posła złamane. Wypowiadam je. Wojska Vermaaru opuszczą zamek.

— Nie otrzymaliśmy takiego rozkazu z kraju.

— Usłyszał go pan ode mnie.

Maurits podszedł do stołu.

— Garnizon wyjdzie.

— Wasza Wysokość, król nie przekazał nam...

— Przyjechałem tutaj z prawem reprezentowania jego interesów. Nie zamierzam zatrzymywać wojska w zamku, którego mieszkańcy bronili razem z nami przed naszym posłem.

— A jeśli Jego Królewska Mość zażąda wyjaśnień?

— Otrzyma je ode mnie.

— Będziemy potrzebowali czasu na przygotowanie transportu.

— Otrzymacie go — powiedziała Florentina. — Dowódca Kadenu ustali drogę wymarszu. Nie życzę sobie kolejnych zbrojnych oddziałów w mieście.

Hessel polecił pisarzowi dopisać ustalenia. Maurits nie odszedł od stołu.

— Kiedy poseł podważył przed tą radą decyzję Waszej Królewskiej Mości, milczałem. Nie powinienem był.

Florentina patrzyła na pisarza.

— Proszę to zapisać.

Maurits cofnął się do oficerów.

— Pozostają jeszcze sprawy Grijsa oraz lorda Vaelena — powiedział Hessel.

— Rozpatrzymy je po krótkiej przerwie — powiedziała Florentina.

Radcy wstali. Dowódca podszedł do oficerów Vermaaru, a Hessel zatrzymał pisarza przy stole. Florentina wyszła bocznymi drzwiami, zanim ktokolwiek zdążył ją zagadnąć.

Eveline podniosła się z ławy i wyszła na korytarz. Strażnik został przy drzwiach sali.

Na schodach prowadzących do komnat królewskich stał Maurits. W tym samym miejscu widziała go po śmierci króla, kiedy Florentina minęła go bez zatrzymywania się.

— Panno Vale.

Eveline zatrzymała się dwa stopnie niżej.

— Wasza Wysokość.

— Strateg powiedział mi, że Florentina kocha mnie dzięki niemu. Że Ader spełnił moje marzenie.

— Oddał jej pan wstążkę.

— Skąd pani wie?

— Pokazała mi ją. Była z sukni jej matki.

— Dostałem ją, kiedy wyjeżdżałem. Lata temu.

— Ader wtedy spał.

Maurits milczał.

— Zostawiła ją w książce ojca, na jego trumnie.

Zszedł o stopień.

— A mój brat? A jeśli naprawdę tego chciałem?

Eveline nie odpowiedziała. Na górze ktoś wywołał księcia.

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania