Poprzednie części:  Sklep rzeczy utraconych
Pokaż listęUkryj listę

Sklep rzeczy utraconych - rozdział 83

W podziemiach nadal pracowali żołnierze. Przed zejściem stały dwa wozy z pustymi skrzyniami, a przy schodach leżały deski i żelazne pręty. Od rana wynoszono rzeczy, których nie zdołano jeszcze zabezpieczyć po ataku.

Eveline minęła wartownika. Rozpoznał ją, ale nie zapytał, dokąd idzie. Pierwszego ranka po sądzie obejrzała się na schodach, spodziewając się znajomych kroków. Drugiego zatrzymała się przed drzwiami komnaty i czekała, aż ktoś je otworzy.

Na niższym poziomie dowódca nadzorował dwóch żołnierzy mocujących żelazną płytę do ściany. Dalej korytarz był jeszcze osmalony. W kilku miejscach kamień popękał od gorąca, a pod sufitem zwisały resztki przewodów.

— Panno Vale — powiedział dowódca. — Myślałem, że nie będzie już pani tutaj schodzić.

— Ja również. Chcę zobaczyć drzwi, przez które uciekła Trist.

— Nadal są zamknięte. Próbowaliśmy je otworzyć, bez skutku. Zabezpieczymy je tak samo jak pozostałe przejścia.

Poprowadził ją do groty. Woda wciąż spływała ze sklepienia. Kamień, na którym stała lampa, był pusty. Metalowe drzwi znajdowały się przy bocznej wnęce. Nie miały klamki ani widocznego zamka, a złote linie biegły wzdłuż ich krawędzi. Trist wystarczyło dotknąć płytki przy framudze.

— Dokąd prowadzą? — zapytała Eveline.

— Nie wiemy. Za nimi może być kolejne zejście. Albo tunel prowadzący poza mury.

Była pewna, że otworzą się pod jej dłonią. Dawne urządzenia reagowały na jej obecność. Wyciągnęła lewą rękę i zatrzymała ją kilka cali od metalu. Za drzwiami mogła być droga, którą odeszła Trist i pozostałe urządzenia Archen. Może sama Trist.

Opuściła rękę.

— Przy lewej krawędzi jest wąska szczelina — powiedziała. — Płytę zamocowałabym do posadzki. Nie do drzwi.

— Dlaczego?

— Nie wiem, co się stanie, jeśli mechanizm się uruchomi. I niech nikt nie przecina tych linii.

— Przekażę ludziom.

Eveline wyszła z groty, nie oglądając się na drzwi.

***

Vaelena zastała w jego komnacie. Na łóżku leżał otwarty kufer, a na krześle wisiał płaszcz podróżny. Vaelen przeglądał przy stole niewielki stos książek. Jedną odłożył na bok, drugą wsunął między złożone ubrania.

— Panno Vale. Nie spodziewałem się pani.

— Widzę, że się pan pakuje.

— Staram się.

Przy jego prawej ręce leżała zapalniczka. Eveline pomyślała o sklepie i o Vaelenie, który potrafił spędzić pół godziny na przekonywaniu klienta, że nie potrzebuje przedmiotu, który właśnie zamierzał mu sprzedać. Na stole nie było ani jednej księgi rachunkowej.

— Kiedy pan wyjeżdża?

— Jutro rano. Jeśli Grijs zdoła znaleźć konie.

Z dziedzińca dochodziły odgłosy ładowania wozów. Przy bramie czekał kowal z naręczem uprzęży.

— Dokąd?

— Na północ. Dawną drogą Kompanii.

— Byłam dzisiaj przy drzwiach Trist.

Odłożył książkę.

— Otworzyła je pani?

— Nie.

— Dlaczego?

— Chciałam wiedzieć, co jest za nimi. Nie znalazłam wystarczającego powodu, żeby je otworzyć.

Podniósł płaszcz z krzesła, obejrzał naderwane zapięcie i odłożył go na łóżko. Przy tym ruchu skrzywił się lekko. Przez ostatnie dni ani razu nie zapytał, czy pojedzie razem z nim.

— W grocie Trist powiedziała do Tempa, że znowu jej mnie zabrał.

— Tego nie słyszałem.

— Nazwała mnie Dari.

Nie odpowiedział.

— Tempo wiedział więcej, niż zdążył mi powiedzieć. Trist również. Severian chciał mnie zabrać, chociaż miał pod zamkiem wszystko, czego potrzebował do uruchomienia urządzeń.

— Nie wiem, czego dokładnie szukał.

Przez uchylone okno dobiegł głos woźnicy. Ktoś odpowiedział mu ze stajni.

— Nie wiem, kim była Dari — powiedziała Eveline. — Przez cały czas inni wiedzieli o mnie więcej niż ja sama. Pan, Tempo, Trist. Nawet pański brat. A kiedy pytałam, najczęściej słyszałam, że jeszcze nie pora.

— Panno Vale...

— Nie mówię tego, żeby pan mi teraz wszystko wyjaśniał.

Na stole leżała otwarta mapa, przytrzymana na rogach dwiema książkami. Eveline znalazła na niej Kaden i dawną drogę prowadzącą ku północy. Dotknęła krawędzi mapy lewą dłonią.

— Ja jadę.

— To będzie niebezpieczna podróż. Severian nie zrezygnował z pani.

— Wiem.

— Nie mogę obiecać, że znajdziemy odpowiedzi.

— Nie proszę o obietnicę.

— Nie musi pani jechać ze mną.

— Nie jadę dla pana. Muszę wiedzieć, czego we mnie szukano. Nawet jeśli odpowiedź mi się nie spodoba.

— W takim razie wyjeżdżamy rano.

Nie podszedł do niej. Nie powiedziała mu o stworze, który stanął, kiedy tego chciała. Nie wiedziała, czy naprawdę sam chciał, żeby z nim pojechała.

— Przyda się pani cieplejszy płaszcz — powiedział. — Na północy bywa zimno.

— Pracowałam dla pana wystarczająco długo, żeby coś odłożyć.

— W takim razie mam nadzieję, że nie przepłaciła pani za płaszcz.

Sięgnął po ostatnią książkę.

***

Do drwalni przyszła przed zmierzchem. Pachniało świeżo rozłupanym drewnem i wilgotną korą. Skrzynka Tempa stała na ławie, tam gdzie kazała ją zostawić, z czapką na wierzchu. Eveline wzięła czapkę lewą ręką. Na brzegu nadal widniał ślad po wyrwanej nici. Złożyła ją i schowała do torby.

Grijs stanął w progu. Prawą rękę nadal miał na chuście.

— Jutro o świcie. Koń już czeka.

Wziął skrzynkę za uchwyt i zaczekał.

— Weź — powiedziała Eveline.

***

Nazajutrz od rana otwarta była zachodnia brama. Wozy Vermaaru ustawiono w długim szeregu, a żołnierze zdejmowali proporce z murów zajmowanych dotąd przez garnizon. Eveline zatrzymała się przy studni, żeby przepuścić oddział piechoty.

Maurits stał niedaleko bramy z Florentiną. Nie towarzyszyli im doradcy ani oficerowie. Królowa miała na sobie ciemny płaszcz, a włosy spięła zwykłą klamrą.

— Nie powinienem był cię o to pytać — usłyszała Eveline.

— Odpowiedziałam ci.

Maurits otworzył usta, ale Florentina odwróciła się ku bramie.

— Twoi ludzie czekają.

Skłonił głowę. Nie sięgnął po jej rękę. Obejrzał się jeszcze raz, zanim dosiadł konia.

Pierwszy wóz ruszył. Żelazne obręcze kół zadudniły na kamieniach. Od strony południowej ulicy nadjechały tymczasem wozy ze zbożem i przez jakiś czas oba szeregi mijały się w przeciwnych kierunkach.

Pod zachodnią bramą ustawiono niewielki stół z kartami przejazdu, księgą i kałamarzem. Florentina usiadła za nim, kiedy ostatni oddział Vermaaru opuścił dziedziniec. Nie posłała po pisarza. Sama sprawdzała nazwiska i podpisywała dokumenty.

Grijs podszedł do stołu pierwszy.

— Bez terminu powrotu — powiedziała Florentina.

— Tak, Wasza Królewska Mość.

Przyłożyła pieczęć. Grijs schował kartę do wewnętrznej kieszeni kaftana i odszedł do koni.

Wenna czekała przy murze, w brązowej sukni i starym wełnianym płaszczu.

— Nie wrócę do służby — powiedziała, zanim Eveline zdążyła zapytać. — Jeszcze nie zdecydowałam, co zrobię.

— Nie musisz decydować dzisiaj.

Uścisnęły się krótko. Wenna odeszła ku miastu.

— Twoja przepustka — powiedziała Florentina.

— Naprawdę nie musisz jej podpisywać.

— Na granicy mogą pytać.

Zanurzyła pióro w atramencie i wpisała swoje imię. Pod podpisem przycisnęła pieczęć.

— Z Vaelenem?

— I z Grijsem.

Eveline wsunęła kartę do torby obok czapki Tempa. Florentina sięgnęła pod kołnierz i wyjęła medalion.

— Nie zostawię tego tutaj.

Włożyła go Eveline do lewej dłoni. Srebro było chłodne. Na krawędzi nadal widniały drobne rysy, a zapięcie pozostawało nieco jaśniejsze od reszty metalu.

— Nosiła go matka Vaelena — powiedziała Eveline. — Widziałam ją w fotelu.

— Pierwszy władca Kadenu zszedł z nim pod zamek.

Przy bramie rozległo się stukanie podków. Jeden z koni szarpnął wodze, a chłopak ze stajni próbował go uspokoić. Eveline schowała medalion.

— Chciałabym, żebyś kiedyś wróciła — powiedziała Florentina.

— Nie wiem, kiedy to będzie.

Florentina ujęła jej lewą rękę obiema dłońmi. Nie trwało to długo.

— Uważaj na siebie.

Eveline przeszła pod łukiem bramy. Po drugiej stronie Vaelen czekał przy koniach. Grijs poprawiał popręg, próbując poradzić sobie jedną ręką. Przy siodle wisiała skrzynka Tempa.

— Gotowa, panno Vale?

Obejrzała się. Ktoś ze służby podszedł do Florentiny z kolejnym dokumentem i królowa pochyliła się nad kartą.

— Tak.

Na siodle jej konia leżał złożony wełniany płaszcz. Eveline sprawdziła szew.

Przepłacił.

Grijs podał jej wodze. Wsunęła lewą stopę w strzemię i ostrożnie dosiadła konia, starając się nie obciążać prawej dłoni. Vaelen ruszył pierwszy. Grijs pojechał za nim. Eveline skierowała konia na drogę.

 

Koniec części pierwszej

 

(Właściwie powinnam powiedzieć drugiej, ale jak na to patrzę całościowo, to chyba jednak pierwszej :) Kiedy zaczynałam pisać pierwszy rozdział, nie spodziewałam się, że minie aż tyle czasu, zanim wreszcie zamknę historię w Kadenie)

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania