Pokaż listęUkryj listę

Taniec sokoli część 1

Nair zakończył edukację w błękitnych górach i zgodnie ze zwyczajem, w ciągu tygodnia, musiał udać się na ziemie swoich przodków. Przynależność klanowa nie tylko jemu mocno przeszkadzała i uniemożliwiała dokonywanie ponownych odkryć porzuconych krain. Gdzie przed tysiącami lat rozwijały się wspaniałe cywilizacje, a mieszkańcy żyli w dobrobycie. Tylko wyjęci spod prawa, zapuszczali się tam i przynosili niezwykłe artefakty. Prawidłowego przeznaczenia przedmiotów nikt nie był w stanie przewidzieć, zwłaszcza tych, które wyglądały na fragmenty jakieś całości. Większość z nich, pomimo upływu czasu, dalej była śmiercionośna i zabierała każdego roku krwawe żniwo. Wprowadzenie zakazu ich nabywania, tylko spotęgowało chęć posiadania, nawet za cenę utraty zdrowia i przychylności starszych klanu. Czasami zdarzały się rzeczy niezwykłe i magiczne, lecz tych było bardzo niewiele.

Kończąc pakowanie najpotrzebniejszych rzeczy, jeszcze raz sprawdził listę, by upewnić się, że wszystko zabrał. Zanim po raz ostatni pokłonił się jego Eminencji Wielkiej Światłości, zjadł ostatni przysługujący posiłek i napił się do syta. Taki przywilej przysługiwał jedynie wędrowcom długodystansowym, pozostali otrzymywali jedną miarkę płynu dziennie. Wychodząc z kanionu, w którym mieściła się uczelnia, odwrócił się i po raz ostatni spojrzał na wykute w skałach centrum nauki. Powinien wracać utartym szlakiem, gdzie obowiązywało królewskie prawo. Tam każdy podróżny, a zwłaszcza uczony był chroniony i mógł w przydrożnych karczmach za podzielenie się wiedzą z miejscowymi, dostać darmowy posiłek, a nawet nocleg. On postanowił postąpić inaczej i to wiele lat temu, gdy w bibliotece podczas pomagania opiekunowi zbiorów, zobaczył na początku zdobywania wiedzy starą mapę. Dostrzegł na niej dawne koryta rzek, nieprzebyte góry i nazwy zapomnianych krain. Wtedy postanowił gdy zostanie uczonym, skrócić sobie drogę i przejść przez miejsce, w jakich kiedyś rosła prastara puszcza, pełna tajemniczych stworzeń. Niestety podczas zagłady drzewa, zwierzęta, woda wyparowały i został tylko pył. Pomimo upływu wieków nic tam nie rosło, a ten, który nieopatrznie wszedł na przeklęty teren, chorował i umierał w strasznych męczarniach. Kilka osób szukało na uczelni ratunku dla siebie i swoich bliskich, lecz tylko jedną starą kobietę nie wezwały do siebie dobre duchy. Rodzina była mocno zawiedziona jej zbyt długim życiem i nie przyjęła jej ponownie pod wspólny dach. Pierwszy uczony, chcąc pokazać innym, jaki jest dobry, zlitował się nad nią i przydzielił jej niewielką klitkę, podobną do tych, jakie zajmowali uczniowie klanów najuboższych. Dostała miejsce do spania w zamian za ciężką pracę od świtu do zmierzchu. Wychodziła jeszcze gdy było ciemno i wracała gdy noc zaczynała w krainie panować. Zawsze poruszała się korytarzami w zupełnej ciemności, nie chcąc straszyć swoim wyglądem młodych adeptów i chowała się gdy zbliżało się do niej światło. Najbogatsi uczniowie przywozili ze sobą święcące kamienie, bogaci świeczki i łuczywa, on dostawał raz na porę księżyca kaganek z dworu ich władcy, jako część zapłaty za jego przyszłą pracę. Kiedy została jego sąsiadką, przez jedną porę roku tylko domyślał się, że ktoś przebywający za ścianą jest inny i nie należy do grona uprzywilejowanych. Gdyby było inaczej z pewnością w szparach wcześniej czy później pojawiłby się jasny blask od światła. Kiedy tak się nie stało, postanowił wyjaśnić zagadkę i wydobyć tego kogoś z mroku. Dysponując okruchem z nowej dostawy, zaczaił się i po usłyszeniu zbliżających się odgłosów, oświetlił wiekową kobietę. Babcia musiała być bardzo stara, sadząc po pomarszczonej twarzy i po wykręcanych od ciężkiej pracy rękach. Jakby była młodsza, z pewnością uskoczyłaby w cień, lecz jej zwinność dawno znikła i stała zaskoczona. Najprawdopodobniej zastanawiała się, co ten ktoś od niej chce i dlaczego tak postępuje. Nair, dostrzegł niezręczność sytuacji i przeprosił ją za swoje zachowanie. Starowinkę ucieszyła jego wrażliwość i dobre maniery. Każdego wieczoru od tego dnia cichutko rozmawiali ze sobą, by nie przeszkadzać innym w wypoczynku. Ona zyskała towarzystwo na długie wieczory, a on dostawał dodatkową porcję wody i poznawał różne legendy oraz ustne przekazy. Część z nich była aż tak niewiarygodna, że w nie wierzył.

Podczas drugiego dnia wędrówki, zbliżał się do wysokiego wzniesienia, które musiało powstać ze zrujnowanej budowli, ponieważ część zachowanych większych fragmentów, była zbyt regularna, by być pochodzenia naturalnego. Drobny pył wciskał się we wszelkie zakamarki jego ciała i mocno utrudniał mu oddychanie. Tego się od samego początku spodziewał i przy najmniejszych podmuchach wiatru, chował się za wszelkimi naturalnymi osłonami. Tam mógł przeczekać i po opadnięciu pyłu, wytrzepać skórzane chusty, których używał jako osłony. Podczas przechodzenia niewielkiego tornada, skrył się za samotną skałą. Trąba powietrzna wybrała wszystko dookoła niego i odsłoniła szkielet obcego. Nieznajomy w pozbawionym wody środowisku został zmumifikowany i nie było w tym niczego nadzwyczajnego, oprócz niezwykłego ubioru. Nair, dokładnie przeszukał jego strój i zabrał dla siebie wszystko, co tamten miał przy sobie. Ubranie nie pasowało i było zbyt ciężkie, by je nieść, więc pozostawił na nim. Kwarcowa przysłona, podobną do szklanych używanych przez wyjętych spod prawa, mogła się przydać, tylko była troszkę zbyt ciasna i z oporem weszła na głowę. Jej nowy posiadacz dość szybko odkrył jej zalety, a szczególnie powstrzymującą odpływanie z niego wilgoci. Para przeszkadzała w widzeniu, lecz po zlizaniu, pozbywał się przeszkody i nawilżał gardło. Takie rozwiązanie okazało się niezwykle pożyteczne i teraz rozumiał, dlaczego w porzuconych miejscach, używano szklanych hełmów. Dzięki przypadkowemu darowi mógł przebywać na niegościnnych terenach znacznie dłużej, niż się spodziewał.

Kiedy doszedł do usypanej góry, zerwał się znacznie silniejszy wiatr niż wcześniej. Instynkt przetrwania był silniejszy i zanim zauważył wejście do odsłoniętego tunelu, już biegł w tamto miejsce. Prędkość, z jaką się poruszał, nawet dla niego okazała się zaskoczeniem. Stare legendy i opowieści babki mocno wryły mu się w pamięć, procentowały, dodając mu jak seniorowi skrzydeł. Sprytny jeden ślizg dolnymi kończynami i burza pyłowa pozostała za nim. Wewnątrz tunelu było cicho i bezpiecznie. Bardziej wyczuł to, niż ocenił. Oczy przystosowywały się do nocnego widzenia i po chwilowej czerni, zaczął dostrzegać niewyraźne kształty. Daleko z przodu wypatrzył niewielki jasny punkt i potraktował go, jako wyjście z podziemia. Zachowując wszelkie środki bezpieczeństwa, powoli zbliżał się ostrożnie. Każdy krok stawiał po upewnieniu się, solidności podłoża i braku przeszkody. Gdy zrobiło się widniej, mógł przyspieszyć i szybciej się przemieszczać. Odległość, jaką przemierzył, zanim dotarł w pobliże otworu, musiała być spora, sądząc po upływie czasu, jakie dotarcie mu zajęło. Jakaś niewidzialna bariera nie pozwoliła mu na wkroczenie do miejsca jasności, lecz z pewnością spowodowała, że w jego głowie rozległy się słowa.

- Ty, który przyszedłeś po nas, po dniach ostatecznych, wytruj, aż minie zło i zakończy się dzieło niegodziwców. Nasz grzech przeminie i dopiero wtedy imiona winnych zostaną wymazane z księgi przestępców. Klątwa zostanie zdjęta, Ziemia zacznie się regenerować, a potomstwo z każdym kolejnym pokoleniem, będzie przypominało swoich przodków. Zanim do tego dojdzie, ktoś musi zapłakać na opustoszałej pustyni i w płonących miejscach. Jeżeli do tego nie dojdzie, nie będzie już żyznej ziemi i w górze białych obłoków, a nad nimi błękitnego nieba. Teraz tego nie widać i nie jest to spowodowane głębokością, lecz płomieniami ognia, palącego się z niezwykłą jasnością, które wielkie góry przewracały i rzucały nimi jak wicher pyłem.

- Kim, lub czym jesteś i co to za miejsce? - zapytał Nair głosem przepełniony trwogą.

Cisza, jaka w jego głowie powstała, mogła świadczyć, że ten, co mówił do niego, obraził się, albo odszedł. Zamiast przekazu myślowego, usłyszał wyraźnie.

- Nikt od tysięcy lat nie rozmawiał ze mną, więc dla zaspokojenia twojego prymitywnego mózgu powiem, że jestem aniołem świętym. Przypatrz się dokładnie, a zobaczysz nie jedno, lecz dwa miejsca. W pierwszym nie ma nieba, tylko płomienie palącego ognia, głos krzyczących, lamentujących i panoszący się potworny ból. W drugim przebywają grzesznicy i bluźniercy, którzy czynią zło i zniekształcają wszystko, co powiedział Pan przez usta proroków. W chmurze u góry znajdują się księgi i notatki o wszystkich wcześniejszych cywilizacjach. Tylko upoważnieni mogą je czytać i dowiadywać się jaki los sobie zgotowali i jakie nagrody za swoje uczynki otrzymali. Pośród wielu chwastów są piękne perły bardzo duże, okazałe, im wyznaczono największą nagrodę. Oni byli wyrzutem sumienia, motorem prawdziwego postępu, duszą człowieczeństwa i jaśniejącą stroną światła.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 8

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (3)

  • Trzecia Strona dwa lata temu
    odkryć porzuconych krain [tutaj zamiast wielkiej litery dałabym przecinek] Gdzie przed tysiącami lat rozwijały się wspaniałe cywilizacje, "tak niewiarygodna, że w nie nie wierzył" - pleonazm. Kilka takich błędów się pojawiło, ale świat wygląda na bardzo ciekawy
  • Jakby świat odrodzony po wojnie atomowej. Podoba mi się.
  • MKP 7 miesięcy temu
    Fajne i ciekawe

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania