Pokaż listęUkryj listę

Taniec sokoli część 65

Wysłannik Aniołów był zaskoczony, gdy usłyszał słowa Mino i z tego powodu prawie nic nie zrozumiał z tego, co mówiła do niego. Dlatego nie wiedział, czy jest naprawdę dobrze, a może jest zupełnie źle, tylko droczy się z nim. Samica z rodu Sardów dostrzegła albo wyczuła jego konsternację i wskazując ręką na kłębiących się współplemieńców dookoła księcia, powiedziała.

- Są to prawie same samice, oprócz trzech samców, którzy nimi dowodzą. Moim zdaniem mieli w przypadku jakichkolwiek wahań zmusić je do krwawej jatki. Miały polegnąć, by dać miejsce nowym pokoleniom. Jednak one, gdy ujrzały wspaniałego księcia zapomniały o wszystkim i oszalały na jego punkcie. Już wcześniej w nim się podkochiwały, więc nie powinieneś się dziwić, że wpadły w szał uniesienia. Gdyby teraz kazał im skoczyć w ogień, najprawdopodobniej żadna z nich by się nie zastanawiała, tylko szczęśliwa wkroczyłaby – przerwała w pół zdania, spojrzała na nowego człowieka i zapytała – czy widziałeś już, albo słyszałeś o czymś takim?

- Dawno temu przed upadkiem wysoko rozwiniętej cywilizacji istniały zespoły muzyczne, których fanki podobnie się zachowywały, przy spotkaniu ze swoimi idolami. Niejednemu rzucały własną bieliznę, by tylko zwrócić jego uwagę na siebie.

Mino, miała już na końcu języka zadać pytanie w stylu – skąd ty to możesz wiedzieć – lecz się powstrzymała, ponieważ w kłębowisku Jeleniowców zapanowało zamieszanie i napór wielu samic w rui na ich Księcia. Sytuacja zrobiła się na tyle poważna, że zagrożone stało się jego życie, Ktoś to dobrze zaplanował i przewidział właśnie taką reakcję, co było dowodem na długotrwałe śledzenie ich i teraz nastąpił moment kulminacyjny. Jedynym ratunkiem było wysłanie je do wszystkich diabłów, jednak to było niemożliwe.

Nair, błyskawicznie ocenił sytuację i wyczuł podniecenie w kłębowisku Jeleniowców. Samce i część samic trzymali się na uboczu, lecz pozostałe napierały na dorodnego księcia. Chcąc mu pomóc, znalazł rozwiązanie alternatywne i poprosił Mino, żeby przekazała jego pomysł Yai. Przez dłuższą chwilę nic się nie działo i już zaczynał wątpić, czy wprowadziła jego sugestie w życie, jak rozległa się seria doniosłych ryków. Książę grzmiał niczym trąba jerychońska, a słychać go było prawdopodobnie na szczytach wysokiego łańcucha górskiego.

Powstało niesamowite zamieszanie, z którego nic dobrego nie mogło wyniknąć. Harmider udzielił się przydzielonym dowódcom hordy rogatych samic i gdy wydawało się, że za chwilę dojdzie do tragedii. Książę wydostał się z centrum wydarzeń, zaryczał i pognał w kierunku, przed jakim ostrzegał strażnik.

- O rany, on chce się zabić – wykrzyczał zaniepokojony Nair.

Zamiast dostać jakiekolwiek pocieszenie rozwiewającą jego obawy, usłyszał tylko tętent tysięcy kopyt, galopujących za desperatem. Jedynym obserwatorem, który nie wpadł w szok po zobaczeniu czegoś niewyobrażalnego, był komputer biologiczny. Neczeru, doskonale rozumiał prawa biologii, zachowania stadne i związane z tym uwarunkowania. Dokonał błyskawicznej wymiany informacji ze sztuczną inteligencją ocalałą z upadku kolejnej cywilizacji i wnioski przesłał do wysłannika.

- Idźcie za nim, wasza medyczna pomoc będzie tam niezbędna. Siła prokreacji zaszczepiona w tym gatunku podczas ich tworzenia przez naukowców z upadłej cywilizacji jest niesamowicie silna. Gdybym mógł się zakładać, postawiłbym na to, że doskonale się bawili, wtłaczając w ich organizmy tak silne bodźce.

Prawdopodobnie bardziej rozbudowałby swój przekaz, lecz powstrzymał się, ponieważ dalsze informacje mogłyby mieć późniejszy wpływ przy kolejnej samoocenie, niemożliwości zapanowania nad własnym organizmem przez nowego człowieka, a zwłaszcza nad żądzami.

Wilczały, Mino, Nair, szli po ziemi stratowanej kopytami i zastanawiali się, co zastaną po dotarciu do terenów zasiedlonych przez włochate istoty. Scenariusze były dwa, w jednym mieszkańcy zostali zaskoczeni i ulegli. Jednak oni prowadzili nieustanne walki, więc na takie sytuacje mogli być przyszykowani, a w takim przypadku rogaci napastnicy obrońcom ulegli.

Kiedy dotarli do pierwszych domostw wykonanych z drewnianych bali pokrytych łupkiem, których charakter był obronny, nawiedziły Naira złe przeczucia. Zachowując ostrożność, podszedł do pierwszej budowli i zaczął się jej z bliska przyglądać. Kiedy niczego niepokojącego nie dostrzegł, uznał, że mieszkańcy zostali mocno zaskoczeni wtargnięciem Jeleniowców. Małe wąskie i duże otwory w ścianach, nie zostały zabezpieczone solidnymi okiennicami i nic nie świadczyło o podejmowaniu pospiesznej obrony. Wnętrza wyglądały na opuszczone bez pospiechu, świadczyły o tym poukładane rzeczy i pozostawiony porządek. Wyglądało, jakby wszyscy wyszli na zewnątrz tylko na chwilę. Wrażenie było tak silne, że co chwila się oglądał, czy przypadkiem już ktoś nie stoi za jego plecami. Samica z sardów nie miała takich obaw i opuszczone ciemne wnętrza, były dla niej zaproszeniem do wejścia w głąb i skrycia się przed słońcem choć przez chwilę.

Pierwsze oznaki użycia siły, widoczne były dopiero za zabudowaniami przed szpalerem drzew, które wytyczały miejsce, jakie prawdopodobnie służyło do zgromadzeń. Znacznie więcej szczegółów dostrzegli, gdy je minęli. Tam o intensywności walk świadczyły ślady krwi i ciała licznych poległych. Zastanawiające było to, że nikt nie ocalał, co mogło świadczyć o dobijaniu rannych. Nair, przyjrzał się kilku włochatym osobnikom przypominającym wielką małpę, albo wysokiego owłosionego człowieka i dotknął ich ciał, by móc zebrać dane i przesłać je do strażnika. Wszędzie poniewierały się prymitywne narzędzia wykonane z drewna, kamienia i pordzewiałej stali. Broń została wykonana toporne, wyglądała na mało śmiercionośną, lecz została kunsztownie ozdobiona. Poszczególne przedmioty bardziej przypominały dzieła sztuki niż narzędzia służące uśmiercaniu. Oglądając kolejne, zastanawiał się, w jakim celu zostały wykonane i czy przypadkiem nie jest to oręż paradna.

Kolejna wioska tym razem, z lichych chałup, wyglądała, jakby przez nią przeszedł pancerny walec i tu też nic żywego nie ocalało. Niedaleko za nią krew na ziemi i trawie była jeszcze lepka, zmasakrowane ciała miały połamane kości i wyprute wnętrzności. Zaszlachtowane samice Jeleniowców leżały z rogami wbitymi w kudłate dwunożne istoty i wyglądało, jakby to dopiero śmierć pogodziła dopiero zwaśnione strony.

Wysłannik Aniołów, przeszukując pobojowisko, nigdzie nie dostrzegł ścierwa księcia, kudłatych dzieci i starców. Oglądając kolejne miejsce zmagań, miał nadzieje, że jego przyjaciel pomimo okropieństw ocalał i nie odniósł obrażeń.

Walki dotarły na sam kraniec zamieszkałych terenów i jedynie można po ich ocenie dojść do wniosku, że eksterminacja rodzimych mieszkańców prawie dobiegła końca. Rogacze, którzy ich pokonali, swoje zwycięstwo świętowali kopulowaniem, a prym wiódł w tym Książę, ubabrany krwią przeciwników. Zagładę i odejście jednych, zapowiadało narodziny innych pochodzących z rasy zwycięzców. Yai, noszący liczne ślady zranienia, zadowalał kolejną samicę ze swojej rasy. Jego popęd, zamiast maleć po każdej kolejnej, narastał. Widocznie organizm jego po spadku adrenaliny przestawił się na zaspakajanie partnerek i przerodził się w zapomnienie, co niczym nie różniło się od czynu ostatecznego.

Neczeru, alarmował, by przerwać jego spółkowanie, ponieważ podczas kolejnego groziła księciu śmierć z wyczerpania. Jedynym sposobem na unikniecie tego, było odseparowanie jego od rozgrzanych samic, tryskających feromonami, które blokowały jego system samozachowawczy.

- Spróbuj, powstrzymać ostatnie dwie, inaczej padnie – powiedział Nair do Mino, podchodząc bliżej wyczerpanego nadmiernym wysiłkiem Yai.

Zadanie powierzone Mino, tylko z pozoru wydawało się mało bezpieczne i niewykonalne. Jednak ona podczas długiego umysłowego treningu z Księciem, potrafiła odczytać nawet skrywane myśli Jeleniowców i niespodziewanie dla niej napływające stały się dominujące. Chcąc je przytłumić wzniosła osłony myślowe, a swoje własne przekazy zwielokrotniła, by przedarły się przez samiczy amok.

- Wyjątkowo szybko tego dokonałaś – powiedział zaskoczony Nowy Człowiek, dostrzegając w zachowaniu rogaczy zmianę.

- Przekonałam je, że jeżeli będą kolejnymi, to niewiele będą miały ze zbliżenia przyjemności, ponieważ Książę się zbyt spieszy, chcąc zadowolić wszystkie, więc jego zapłata za ich poświęcenie będzie mało satysfakcjonującą. Dlatego zaproponowałam każdej indywidualny nastrojowy wieczór w miejscu i czasie najbardziej im odpowiadającym.

Średnia ocena: 4.7  Głosów: 3

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania