Pokaż listęUkryj listę

Opoww *** Ӈɾɑbíɑ Ⱳɑʍթíɾօաsƙí z ɾօժմ Ƈíմćƙóա

Ekskluzywna limuzyna w kształcie czarnej trumny, sterowana niewidzialnymi falami czerwonych krwinek, zbliża się w srebrnej poświacie jasnej tarczy przed rezydencję Hrabiego Wampirowskiego. Na bokach pojazdu widnieją rozłożyste rzeźby księżyców w pełni, a na przodzie ozdobne reflektory w kształcie gumowych piłek, podobnych do tych, co to zwykli śmiertelnicy zazwyczaj gniotą w stacjach krwiodawstwa. Wspomniany Hrabia, swój dostojny korzeń wywodzi z rodu: Ciućków.

   

Ród jest to znamienity, szanowany i cieszący się wielkim poważaniem, nawet wśród tych, co idąc za postępem, przeszli na sztuczne napoje. Tłuste, napite, ciućkoperze siedzą na dachu okazałej budowli, machając nieustanie skrzydłami, robiąc schłodzony podmuch do ewentualnych drinków lub nalewek z nastoletnich żyłek.

  

Mimo nocnej pory, upał doskwiera na podwórku jak krwisty kwas. Służący już czeka na progu, chociaż akurat wdepnął w rozłożystą kałużę, z gęstym plaśnięciem. Ściska jakiegoś delikwenta z wystającą białą szyją, czekającą na dziurki. W tle widnieją okazałe wrota, wyciosane ze skrzepłej, rasowej zerówy. Gdzieniegdzie dostrzec można strzępki białych kości, ozdobione malutkimi skrzydełkami zwykłych nietoperzy oraz kwiatkami utkanymi z delikatnych, błękitnych naczynek.

  

Limuzyna ciągle jeszcze zajeżdża odorem rześkiej śmierci, ale wreszcie przybywa bezszelestnie, unosząc się nad brukową kostką w kształcie białych czaszek. Tu i ówdzie wystają dorodne kępki sztywnych włosów. Są synonimem trawy. Nie każdy może mieć! To kwestia prestiżu.

    

Przed rezydencję, strasznie sapiąc krwistym dechem, wychodzi stary Wampirowski, który nigdy nie przejmuje się swoim wyglądem. Nie musi. Jest: kimś… więc i tak wszyscy go poważają i kochają (lub chociaż sprawiają takie wrażenie). Autko z blachami: ob, ma powolny opad na podjazd, ale nikt nie raczy z wnętrza wyjść. Służący opiera sztywnego delikwenta o krwistą ścianę i podchodzi do drzwi pojazdu. Leżą na wierzchu ściśle dopasowane. A w środku cisza, jak po wschodzie słońca. Gospodarz też podchodzi, bo nerwy popuszczają zniecierpliwieniem. Aż mu się kły zawiązują w supełki. Nie zważa na to. Przecież wewnątrz siedzi Jubilat ze Wnuczką ukochaną.

   

Tylko dlaczego nie wyłażą, psiajuchy? A może ciućkają? Czyżby zabrali prowiant na drogę? Nie słychać jednak żadnych odgłosów mlaskania, połykania lub bekania. Jedynie chlaśnięcie krwi o ścianę rezydencji. To wnuczek Hrabiego wylał przed chwilą cały zapas trunku. Chciał utopić pająka. Służący to zauważa i zaczyna być zmartwiony. Skąd weźmie znowu aż tyle?

   

Jednakowoż to nie jest takie istotne. W tej chwili wszyscy okryci konsternacją. Próbują unieść wieko, ale jest zamknięte od wewnątrz. Stara Wampirowska też się wyłania z czeluści domostwa. Mąż ją bardzo kocha, mimo tego, że mu ciosa kołki osikowe na głowie. Co jakiś czas musi lubej przypominać, żeby nie gdzie indziej. Żona spełnia prośbę. W przeciwnym wypadku, nie było by tej całej imprezy, której początku nie bardzo widać, gdyż nadal wszyscy czekają, drepcząc znacząco, by gospodarz zauważył.

 

Nawet zdążyło przyjść kilka zaprzyjaźnionych Wilkołaków z rodu: Kłaczatych Kłaków Sierściowych. Też podchodzą do limuzyny i myślą intensywnie, co się mogło wewnątrz przydarzyć, że cisza taka, jak w nieużywanym grobie. Jeden nawet ze zdziwienia zaczyna się przeobrażać w zwykłego ludzia. Żona szturcha go w bok, żeby zrozumiał, co wyprawia i jakie to może mieć dla niego konsekwencje Faktycznie zrozumiał, ale nie może przestać. Zostaje rozszarpany i zjedzony jako gra wstępna, przez bardziej wygłodniałych gości.

     

Nagle słychać potworne skrzypienie, jakby dwa szkielety spółkowały. To wieko na limuzynie wydaje takowe odgłosy. Ukazuje się wnerwiona Wnuczka. Wszyscy słyszą jej rezolutny głosik:

  

– W imieniu Pana Naszego, Ob, witam czcigodną Rodzinę i obecne Wilkołaki. Czy wam już wszystkim odbija, brakiem srebrnej luny? Czosnku żeście się nawąchali lub z wodą święconą w tany poszli? Chcecie mojego kochanego Dziadka obudzić? Tak sobie biedny smacznie śpi. Przecież ma już swoje lata albo nawet więcej. Zrozumiano?!

– Hej mała! Ale tyś czupurna. Moja krew – rzecze Hrabia. – A swoją drogą: jak to śpi? Księżyc w pełni, a on chrapie? Z tym twoim Dziadkiem coś nie tak. A może w dzień biegał i mu się fałdki na mózgu przypaliły?

– Wujku! Ty mi tu nie ubliżaj. I swojemu krewnemu. A tak w ogóle, chce się natychmiast widzieć z Rodzicami. Czy to jasne?

– Czyimi?

– No przecież moimi, głupolu!

– Ależ skarbie – uspokaja Wampirowska. – Po co z Rodzicami?

– Bo chce naskarżyć na Wujka, że straszył mojego Dziadka: wschodem słońca!

– Nie straszyłem żadnym wschodem. Wspomniałem tylko o: dniu.

– To jedno ugryzienie. Na jeden kieł wychodzi, stara pierdoło.

– Dziecko. Jak ty mówisz do wujka? Nie wstyd ci?

– Mówię co mówię, bo wiem co mówię. A wstyd mi nie jest! Jeszcze czego!

Wilkołakom trochę głupio, że muszą słuchać rodzinnych konwersacji. Jedni taktownie odchodzą kawałek w bok, a inni spuszczają głowy i trochę krwi ze zwierzątek, które ze sobą przynieśli. Chcieli podarować Jubilatowi. Chociażby po to, żeby miał się w czym umyć, gdyby musiał. Nagle słychać dystyngowane słowa:

    

– Służę od wieków w tej rodzinie, ale takich cudów jeszcze nie widziałem. Proszę się uspokoić… i jeśli mogę coś doradzić… proszę delikatnie obudzić Jubilata.

– Nikt nie będzie budzić mojego Dziadka. Musi swoje odespać, bo potwornie zmęczony. Gdybyście tyle w życiu naciućkali co on…

– A kto mu kazał aż tyle ciućkać – dziwi się Hrabia. – staremu zgrywusowi, zawsze brakło umiaru.

– Za Hemoglobinką tęsknił… i nadal tęskni… musiał troski topić… może nawet o niej śni w tej chwili… a wy mu chcecie sen rozszarpać... jak tętnicę szyjną?

– A co z imprezą? Jak długo mamy czekać? Po co nas tu zaproszono? Nawet życzeń nie możemy złożyć – dobiegają na krwawych nóżkach słowa z rezydencji. – Ale mam pomysł. Musimy się jemu przyśnić… i życzyć: sto lat.

– Żeby nas wygonił ze snu? Sto lat? Tylko? Na jakim ty świecie żyjesz?

– Ja wcale nie żyję! Wypraszam sobie takie zniesławienie!

– Jak my wszyscy!

– Nie jak wszyscy! Wilkołaki należy wykluczyć.

– Chyba coś mieszamy w tej kwestii?

  

– Niech ktoś na miłość ob, zamknie te pieprzone drzwi od chałupy. Nie mogą cierpliwie poczekać, tylko się muszą drzeć niczym durszlakowe gardła. Bo mnie za chwilę jasna krew zaleje!

– Nie martw się. Zliżemy.

– Może chcą obudzić Jubilata.

– Przecież nie wiedzą, że śpi.

– Oni w ogóle mało wiedzą. Przyszli się tylko nażreć.

– Mężu. Pamiętaj, że tam są Ciućkowie… to znaczy: dalekie przodki członków protoplasty... i rodzina z mojej strony…

– A z mojej jest śpiący krewny.

– Przecież wiesz, że mogą ci przypiłować kły jak będziesz niegrzeczny. Masz dużą chatę, masz mnie… chcesz się narazić.

– Niech tylko ze mną zaczną. Zaprosiłem Jubilata, żeby mu imprezę wyprawić, a oni jeszcze jęczą. Mogli nie przychodzić, jak tacy wrażliwi. A może jeszcze im słabo na widok krwi?

– Kochanie! Bez nerwów. Bo jeszcze się tobie przyśni, że łapiesz poświęconego członka Ciućków.

      

– Zaraz do nich pójdę skoro Dziadka mego mają w lepkim poważaniu… albo nie… Dziadek za chwilę się samoczynnie obudzi – rzecze wnuczkowa rezolutka.

– A mogę zapytać: skąd to wiesz? – warczy kłami ciekawy Wilkołak. – Nie żebym był ciekaw, ale nie wiem czy zwierzątko mam trzymać w całości. To znaczy: prezent.

– Bo się rusza! Dotarło!?

– To my ruszamy autkiem. Goście się w rezydencji niecierpliwią.

– Co to za goście? Zwykłe Ciućki – dogaduje ktoś bezczelnie. – Po setnym kisielu z białych krwinek. Ale chociaż ich nie słychać, bo jakiś nawalony roztropny, drzwi zamknął. No dalej… ziuziajmy!

– Czyście się nażłopali zjełczałej krwi? Łapy precz od dziadkowego łóżeczka. Jak się obudzi w czasie snu, to będzie zły.

  

– Ależ my tak delikatnie – rzecze Hrabia. – Jak kołyską z dzieciątkiem.

– To dlaczego mój Dziadek, właśnie w tej chwili wypada na zewnątrz. Kto mi to wyjaśni? Właśnie przeleciał obok mnie! O… właśnie leży.

– To wszystko przez to, że Wilkołaki chciały pomóc i też zaczęły kołysać. My jeno delikatnie. Jak niemowlaczka.

– Oczywiście! Delikatnie! – wnerwia się dziewczę. – Zresztą nadal śpi.

– To ja go ugryzę w szyję – nadmienił mały wnuczek Hrabiego. – Może nie lubi łaskotek, bo jeszcze nie mam zębów.

– Tyś głupi? Wampira chcesz gryźć bezzębnymi ustami? I to jeszcze w szyję? Toż to zniewaga!

– A gdzie moi Rodzice, pytam się? Chcę nadal naskarżyć na Wujka Wampa.

– Aż mnie na płacz bierze rozczulony. To ty pamiętasz jeszcze, jak byłaś małą Wampisią i tak do mnie mówiłaś? Chyba się nadal rozrzewnię.

– Nie pamiętam, żebym tak mówiła. Jestem już duża. Tak mi się wymsknęło jeno.

– No to będę poważny do usranej śmierci.

– Ale śmieszne, Wujku.

– No właśnie. Śmieszne!

– Kto to powiedział?

– To ja. Wasz Jubilat. Jeżeli na całej imprezie będzie tak wesoło, to chyba nie zasnę.

– Dziadku… zaśniesz. Już ja ciebie znam.

    

Okazało się jednak, że niezupełnie zna. Wszyscy popatrują na Jubilata jakoś dziwnie. A nawet się kołyszą odruchowo, jak on. Wnuczka nie wytrzymuje. Podchodzi do dziadka i mówi jakby trochę wnerwiona:

– Dziadku. Ty jesteś pijany. Przyznaj się. Napiłeś się sztucznej, procentowej krwi i to jeszcze zepsutej. A tyle razy tobie powtarzałam, że to wszystko chemią pędzone i masz pić, tylko zdrową i naturalną, jak na porządnego wampira przystało. A ty co? Chociaż sprawdziłeś datę ważności na wieczku.

– Wnuczko! Ty się nie denerwuj. Sprawdzałem. Przysięgam.

– To widocznie pomyliłeś barki.

– Jak to pomyliłem? Przecież mam jeden. No ten w kształcie małej trumienki.

– Ja też chce mieć taki – wrzasnął Hrabia. – Toż to zaiste pomysł na miarę…i podniesie mój prestiż.

– Ja ci dam prestiż! – wtrąca trzy skrzepy Wampirowska. – Mam spać z pijanym wampirem pod jednym wiekiem. Niedoczekanie!

– My też taki chcemy – krzyknęły Wilkołaki.

– A wam po co?

– Tak dla szpanu.

– Dziadku! Ty masz drugi. Pod katafalkiem. Gdzie karmelki trzymasz. Myślisz, że nie wiedziałam.

     

– Do jasnej juszki! – wrzeszczy Służący. – Jubilatowi rzeczywiście zaszkodziło. Zamienia się w nietoperza.

– Przecież u nas to normalne – rzecze Hrabia.

– Ale nie z jednym skrzydłem. Właśnie startuje! Nie widzicie?

– Dziadku! Zaczekaj! To na twoją cześć wszyscy się zebrali. A ty co? Nachlałeś się i chcesz odlecieć? Ja cię bardzo kocham, ale na chwilę przestać muszę, bom wnerwiona wielce.

– Jakoś dziwnie fruwa – rzeczy Wampirowska, przygryzając dziąsło, aż siknęło kleszczowi w oko.

– Kochanie! Gdybyś miała jedno skrzydło, to byś w ogóle nie poleciała. A Jubilat umie. Moja krew.

– Umie, bo po pijaku odważny. Wielkie mi co!

– Co wy tam gadacie. Trzeba ściągnąć Dziadka na ziemię. Obija się o drzewa. Ostatni kieł zgubić może!

– Przed wschodem słońca, rzecz jasna.

– Mam pomysł – odzywa się Służący. – Te wielkie co siedzą na dachu. Niech go sprowadzą na ziemię.

– Ale to nie są nasi. Tylko wynajęci do chłodzenia. Oleją naszą prośbę ciepłą krwią.

– To fajnie!

     

– Patrzcie! Dziadek ląduje! A niech to. Akurat na mnie.

– Wnuczko! Przepraszam. Już będę spokojny. Widziałem Hemoglobinkę tam wysoko. Żeśmy sobie pogawędzili.

– Dziadku! Byś przestał już. Dobrze?

– Ty moja kochana Wnuczka. Słyszałem w czasie snu, jak mnie broniłaś. Dzięki skarbie.

– To ty udawałeś?

– No… tego tam… ja…

– Chodźmy wreszcie do środka, bo się Ciućki zaczną rozkładać.

– Mnie to wisi.

– Mężu! Cicho!

– Dobrze, że Jubilat powrócił do normalnego stanu.

– Normalnego? To niemożliwe!

– Kto to powiedział? No tak… jeszcze tych tu brakowało. Skąd wiedzieli o imprezie?

– Dziadku! To twoja sprawka. Przyznaj się.

– Moja? E… tam...

– Proszę! Bądź grzeczny.

– Cały czas jestem.

– Właśnie widzę! I przestań machać skrzydłem po moim licu!

– Chcę żeby odleciało.

– Moje lico? Aha… no tak… jasne.

– Dziecko. My tu sami zostali. Wszyscy nas opuścili. Poszli do chałupy balkrwiować.

– Co takiego? Ob! Ty widzisz i nie grzmisz? Dziadku, biegnijmy. Już ja im powiem!

– I o to chodziło – krztusi się wesoło Dziadek, ciućkając karmelka.

Średnia ocena: 3.4  Głosów: 5

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (8)

  • Marian rok temu
    Myślę, że tracisz temat, bawiąc się chlapaniem krwią. Chyba się trochę pogubiłeś.
  • Dekaos Dondi rok temu
    Marianie↔Dzięki:)↔O właśnie:))↔Bawiąc się... ale wszystko zamierzone. "Chlapanie" też:)↔Pozdrawiam:)
  • DeDo???
    Może ja jestem normalna inaczej, albo nawet spory ze mnie zboczek???
    Zupełnie inne mam zdanie niż Marian(którego pozdrawiam?), chyba, że źle zrozumiałam Twoje pogubienie o którym pisał.
    Kurczę DeDo, uwielbiam taki czarny z najczarniejszych - humor. ?????

    Jedno co mi nie pasowało to początek 8ego akapitu, jakby był jeszcze przynależny do 7ego/ w nieodpowiednim miejscu rozdzielone kropką.
    Zobacz:
    To jest ostatnie zdanie 7ego akapitu = "W przeciwnym wypadku, nie było by tej całej imprezy, której początku nie bardzo widać."
    A teraz początek 8ego =
    "Gdyż nadal wszyscy czekają, drepcząc znacząco, by gospodarz zauważył.

    I tutaj:
    "– To wszystko przez, że Wilkołaki chciały pomóc i też kołysać"... zabrakło mi - "to", po słowie - "przez".

    A tak poza tym to mam pytanie i serdeczną prośbę = powiedz mi proszę ile i co bierzesz... i nigdy nie zmieniaj dilera❗?????

    NIEUSTAJĄCE
  • Dekaos Dondi rok temu
    Doszufladyy↔ Może ja też jestem, skoro piszę jak piszę, póki co świadomie:)) Miewam dziwne poczucie humoru itp.zatem nie dziwię się... ?↔
    Poprawiłem jak rzekłaś akapity, ale z godzinę mi zajęło,
    wytropienie brakującego: to - lecz byłem zawzięty na znalezienie:)
    A cha↔Nie mogę wyjawić co biorę, gdyż podpisałem klauzulę milczenia, czy jak to się nazywa?
    Pozdrawiam:))?
  • DeDo?
    To "to" to/ja się nie jąkam / ????było w 14tym akapicie... ino zabyła ja napysać???
  • Dekaos Dondi rok temu
    Szufijko?↔No przecież, że nie?↔Lubię akapitować. Nie lubię ścian tekstu, skoro tyle miejsca na stronie. Chociaż w księgach papierowych, to mi zupełnie nie wadzi?
  • Hahaha XD! Niesamowity humor i fantazja XD! Często, kiedy czytam Twoje opowiadania, to przypominają się mi filmy Tima Burtona. Dużo z jego utworów jest w takim charakterystycznym stylu, właśnie w klimatach tego, w którym często tworzysz Ty :-).
    5, pozdrawiam :-)
  • Dekaos Dondi rok temu
    Piotrek P.1988↔Dzięki:)↔No faktycznie, może trochę przypominają. tak rzekłeś, to też mnie się skojarzyło.
    Moim ulubionym to →"Sok z żuka":))↔Pozdrawiam:)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania