Pokaż listęUkryj listę

Opoww *** Dzień w którym zakwitły konwalie

Z uwagi na 1 .listopada↔wrzuciłem dawną powtórkę. Trochę zmienioną.

---------------------------------------------------------------------------------------

  

Odeszła nagle. Nie było go niej, gdy umierała. Trzy dni temu wyjechał z miasta. Wrócił najszybciej jak mógł. W czasie podróży nie widział świata, przepięknych krajobrazów, nie dostrzegał ludzi. W głowie kołatało się tylko jedno pytanie: dlaczego mi to zrobiła? Było to podejście egoistyczne, ale zarazem takie ludzkie. Nie potrafił w danej chwili inaczej myśleć. Jakby utracił ważną cząstkę samego siebie. Jakby go nagle ubyło.

 

Wspomniał różne sytuacje z nią związane: delikatny uśmiech, kosmyk włosów spadających na czoło, nagie stopy w lekko postrzępionych bucikach, które najbardziej lubiła. Nie chciał uwierzyć, że to wszystko już nigdy nie powróci. Nie ujrzy jej żywej. Miał pretensje do siebie, że nie powiedział wszystkiego, co pragnął przekazać. Szansa na wyznania, została w przeszłości niewypowiedziana. Teraz nie miał do niej dostępu. Minęła bezpowrotnie.

 

Słońce prażyło niemiłosiernie, nie zasłonięte najmniejszą chmurką. Słoneczna piękna pogoda, była zupełnym zaprzeczeniem wszystkiego, co działo się w sercach ludzi, którzy ją kochali. Może nie zawsze potrafili to okazać, nie byli wobec niej sprawiedliwi. W takich chwilach przychodzą różne myśli do głowy. To prawda, że nie była święta. Na ołtarz raczej nie trafi. Ale istniała. Dla innych i dla siebie. Tak jak potrafiła i umiała najlepiej. Pomyślał, że tam gdzie teraz przebywa, być może jest szczęśliwa. Wybaczono i zaakceptowano ją taką, jaką pragnęła być. Nie chciał uwierzyć, że w ogóle jej nie ma. Gdziekolwiek. To było dla niego zbyt trudne. I takie nieodrzeczne.

 

Kilka godzin przed rozpoczęciem pogrzebu pojechał do lasu nazrywać konwalii. One tak silnie kojarzyły się z jej osobą. Pamiętał, jak dostawała od niego właśnie te kwiaty. Widział wtedy delikatny uśmiech oraz oczy skore do łez. Przypomniał sobie pokój, który był dla niej cząstką świata. Te wszystkie maskotki, kwiaty, pocztówki, tak silnie były z nią związane. Siedziała przeważnie na kanapie, a on na krześle i nie chciała, żeby się na nią glapił jak sroka w gnat, a lampa świeciła prosto w oczy, jakby był na przesłuchaniu. Myślał sobie, że ładna z niej dziewczyna, lecz postrzelona, zagubiona... a poza tym trochę cwana. Mimo tego lubił ją z tym całym zwariowaniem. To dodawało uroku. O nudzie nie mogło być mowy. Czuł się jej przyjacielem, ale nie wiedział, czy jest kimś więcej.

  

Teraz już nigdy nie wejdzie do tego pokoju, nigdy nie zrobi tam bałaganu ani porządku, nie popłacze cichutko w kącie, nie połapie się w tych swoich zapiskach i mu nie przywali jak się zdenerwuje. Nie będzie też miała ochoty porozbijać mebli.

 

Wrócił z kwiatami prosto do kościoła. Miał w sobie mieszane uczucia. Tak jakby trzymał w rękach cząstkę jej istnienia. Mówił teraz w myślach: przepraszam, nie wiedziałem. A może nie miałem o czym wiedzieć. Możliwe, że postępowałem jak ten ostatni z ostatnich głupich osłów. Wybacz.

 

Msza pogrzebowa zaczęła się w samo południe. Przybyli wszyscy co ją znali, lubili, kochali oraz cała reszta pozostałych, którym wypadało przyjść. Na katafalku stała skromna szczupła trumna. Kryła w sobie jedno wspomnienie więcej. W tej chwili, to najważniejsze. Były w niej także konwalie. Leżały cichutko w ciemności przy nieruchomej twarzy. Osobiście położył w to miejsce. Wierzył, że kiedyś – chociaż teraz zwiędną – odrodzą się w innym świecie, gdzie będzie mogła znowu nasycić się ich zapachem. Lecz w tej chwili zapach śmierci, połączył się z zapachem życia, tworząc jakby symboliczną drogę, do innego lepszego świata. Wierzył w to, chociaż nie wiedział, czy słusznie.

 

Kondukt pogrzebowy posuwał się w kierunku cmentarza, kiedy Słońce prażyło jeszcze bardziej. Pomyślał wtedy: gdyby trumna nie była zamknięta, to byś się ładnie opaliła. Wiedział, że jeśli go słyszy, to się na pewno nie obrazi, bo przecież wie jaki z niego wariat. Przyszło mu na myśl, że człowiek wypływa z jednego portu i dopływa do drugiego, mając do pokonania morze, które jest raz wzburzone, a innym razem spokojne.

 

Dla jednych życie toczy się kołem a dla innych kwadratem. Dla jednych port jest daleko, a dla innych blisko. Ona dopłynęła do tego bliskiego. A pozostali sobie jeszcze płyną. Dlaczego właśnie ona nie mogła popłynąć dalej, dlaczego jakaś siła skróciła trasę. A może gdyby płynęła dalej, to bardzo by cierpiała z jakiegoś powodu... a jeśli nie. Nie wiedział co o tym myśleć, a nie chciał mieć pretensji do całego świata, bo nie wiedział, co w ostatecznym rozrachunku, jest dla niej lepsze.

 

Na drugi dzień pod wieczór poszedł na cmentarz. Stanął przed grobem, kiedy było prawie ciemno. Było cicho i spokojnie. Można by rzec romantycznie. Nigdy nie chciała dzielić z nim spacerów w ciepłą noc, lub w czasie dnia w blasku Słońca. Domyślał się dlaczego. Ale były to tylko domysły, które domysłami pozostaną. Cała prawda jest po tamtej stronie. Jeżeli owa strona naprawdę istnieje. Chciał wierzyć, że tak.

 

*

Postawił na grobie mały wazonik z bukietem konwalii.

W świetle znicza kwiaty stały się jaśniejsze.

Mimo to, zaczął wątpić, że ją kiedykolwiek jeszcze zobaczy

Nagle poczuł uderzenie w głowę.

Właśnie w tej chwili, gałązka spadła z drzewa.

To mu dało nadzieję. że jeszcze nie wszystko stracone.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (2)

  • Bardzo piękne, nostalgiczne, klimatyczne, emocjonalne, inspirujące i pełne wyobraźni. 5, pozdrawiam :-)
  • Dekaos Dondi rok temu
    Piotrek P.1988↔Dzięki:)↔Pozdrawiam:)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania