Pokaż listęUkryj listę

Opoww *** Mrotłuczwar i Dziesięć Pączków

Prolog

  

W mrocznej piwnicy pewnej cukierni, słychać zgryźliwy, wredny śmiech, Ciemnej Strony Tłustego Czwartku. Potwór przeciąga się rozkosznie, po długim, także wrednym śnie. Ma tylko jedno w głowie. Pościg. Skubany agresor faktycznie wie, co nastąpi, lecz nie wie wszystkiego. O!

  

o o o o o o o o o o

  

Dziesięć, świeżo wypieczonych pączków, mających w sobie zwiększoną percepcję pojmowania świata i tak zwany: szósty zmysł w nadzieniu, wyczuwa nagle społem, niebezpieczeństwo. Z uwagi na to, że akurat los chciał, by drzwi do zewnętrza były otwarte, pragną uciec przed wrogiem, by odnaleźć podobne zbuntowane, zjednoczyć wytężone siły i zniszczyć mroczną wersję, nieznośnej istoty. Zatem wyrastają im po cztery nóżki, małe sznupki do okrzyków wolnościowych oraz ogonek z tyłu, dla zrównoważenia emocji. Tworzą tłum dziesięciu wnerwionych jednostek i wybiegają z cukierni tylnymi drzwiami, prosto na łąkę w stronę lasu. Wierzą, że inne dziesiątki, pomyślały o tym samym miejscu, zgrupowania sił.

 

Mrotłuczwar wyczuwa drgania sklepienia nad sobą. Uśmiecha się pod nosem, jakkolwiek to zwać. Po chwili słyszy tupot, przeraźliwie małych, cholernych nóżek. Jeszcze bardziej ciemnieje jego moc. Dyszy podniecony, tym co ma nastąpić, aż wszystkie myszy wokół zdychają, od mrocznego powiewu. Też mu szczęście dopisuję. Drzwi też są otwarte. Wybiega z cukierni, gdy pączki są już kawał drogi, przed nim.

 

Specjalnie poczekał. Dał paskudom fory. Więcej uciesznej radochy z pościgu. Wreszcie cała łąka, będzie należeć do niego. Już za długo, co roku, te kurduple po niej biegają. Dzisiaj będzie zdecydowanie inaczej. Widzi, że jeden z uciekinierów, zatrzymuje się na chwile, odwraca i pokazuje środkowy palec, ukształtowany z wyciśniętej marmolady. Fajny gościu – mruczy mimowolnie, sam do siebie – ma pączek jaja!

 

Nie tylko on! Cała reszta pączków, ma należycie bojowo nastawione jaja, gdyż biegną zdyszane w jasną cholerę, pełne nie tylko nadzienia, lecz także wiary w sens uciekania, co tak naprawdę uciekaniem nie jest, jeno wprowadzeniem wroga z zasadzkę, zjednoczonych sił. Nagle, ni stąd ni zowąd, zaczyna rosnąć, a właściwie już wyrosła, wysoka trwa. Ścigający widzi tylko falującą, zieloną połać, z której co chwila, wyłania się na kilka sekund, pączek, niczym wykukujący świstak z norki. Z tą różnicą, że nie świszczy, tylko sapie krągłością. Na domiar dobrego, niektóre sprzymierzone ptaszki, są wielce pomocne. Chwytają pączki i tyle ile zdołają, przenoszą chwilę nad łąką, w stronę rozłożystych drzew. Większych skrzydeł nie widać. Może i dobrze. Mogły by mieć niezdrowe instynkty, z racji swej wielkości i potrzeb pokarmowych.

 

Mrotłuczwar mimo warunków sprzyjających uciekinierom, z racji dodatkowych sił transportowych, wie na pewno, że przed rozpoczęciem lasu, pączkostado dopadnie, rozszarpie i pożre, by być jeszcze bardziej tłustym i wrednym. Gdyż zło przemienione z dobra, jeszcze większym złem trąci. O!

 

Niestety, wysoka zieloność nie sprzyjają pościgowi, gdyż spowalnia nienawistny, imperialny bieg, łechcąc podbrzusze z resztek środy upleciony, więc musi co chwila przystawać, by rechotać w kułak. A jednak ma i tak pewność, że już za chwilę, durne pączki złapie w swoje szponiaste szpony. Faktycznie. Pieprzone brązowe kulki, są coraz większe i jeszcze większe, bo on coraz bliżej. Widzi ich krągłe, drgające z lewa na prawa, wysmażone dupki.

 

Aż w końcu, wiewające ogonki, które także służą za ster, zaczynają majtać po jego koślawym, imperialnym nosie. Psika jak głupi, lecz i tak nie ma chusteczki haftowanej, więc nawet za jedn róg z czterech złapać nie może, by nochal wysmarkać. Mówi się trudno. Ściga dalej niewypsikany. Ważne, że ogonków czuje na sobie coraz więcej. Nie więcej, niż dziesięć, ale i tak odczuwa radochę. Za chwilę, ostanie – jak to się mówi – cięcie. I nagle…

 

… gdzieś z boku wyskakuje Środa Popielcowa i sypie Mrotłuczwara po tych jego wrednych, tłustych oczkach. Biedny nic nie widzi, gdyż popiół rypie źrenice, albowiem jest grubo ziarnisty, a jeszcze trochę ostrych odłamków kości zostało. Tańczący z oślepieniem, biegnie jeszcze kawałek i uderza egzystencją w rozłożysty dąb. Żołędzie bombardują nieznośne ladaco, a wiewiórki wygryzają, co się da. A on czuję, że zamienia się w szary proch.

  

Pączki stoją zdyszane wokół, niby wdzięczne, lecz z lekka wnerwione, bo to one chciały się przyczynić, do zniszczenia wroga, a środa popsuła im szyki, a tym samym nie mogą być za bardzo dumne ze swego czynu, bo została jeno ucieczka do opowiadania wnukom pączusiom.

 

Co prawda inne nie przybyły w ogóle w miejsce mobilizacji, co nie zmienia faktu, że wstyd pozostaje wstydem.

 

Wtem dostrzegają, że z kupy szarości, kształtuje się Jasna Strona Tłustego Czwartku. Tak jasna i gorąca, że niektóre nadzienia, zaczynają wrzeć w słodkich wnętrzach. Pączki nie bardzo wiedzą, co to oznacza, gdyż nie czują aż tak palącego bólu, lecz mimo wszystko, jest im jakoś nieswojo – oglądnie mówiąc – lecz na pociechę, mogą w obecnej sytuacji i w pewnych ramach, zdecydować o swoim dalszym losie. A to zupełnie co innego, niż być zmuszonym.

  

Zatem po długich negocjacjach wewnątrz stadnych, szóstym zmysłem postanawiają w proporcjach sześć głosów za i pięć przeciw, że powrócą z własnej woli, by zostać sprzedane i zjedzone, tak jak wszystkie, gdyż ktoś tradycyjnie wysmażył na tłuszczu, właśnie taki, pyszny obraz do spożycia. Lecz droga powrotna daleka przed nimi. Na horyzoncie majaczy cukiernia.

    

*

   

Epilog.

  

–– Tato, spójrz tam!

–– Gdzie moje słonko?

–– No tam. Kawałek trawiastej ścieżki, strasznie pomazana czymś. Co to może być? Wiesz?

–– A wiesz, że nie wiem.

–– Chyba ktoś podeptał coś, no mówię ci.

–– Może jakieś zwierzątko nie zauważyło.

–– Lub zauważyło za bardzo.

–– A to już człowiek, raczej.

–– Taki jak ja i ty, tato?

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 5

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (9)

  • Nie chodzi o to, by zeżreć pączka, ale by gonić go.
    No - zrehabilitowałeś się tematycznie po ostatnim, masz szczęście DiDi!
  • Dekaos Dondi rok temu
    Bluefire↔Dzięki:)↔Jest jak jest, co ma być, to będzie, co miało być, było:))↔Pozdrawiam:)
  • Dekaos Dondi A więc kim byłem - jestem, kim jestem - będę, aż przyjdzie ten moment, że nie jestem :) Jakoś tak to było.
  • Dekaos Dondi rok temu
    Błękitnypłomień↔Właśnie. Można różnie kombinować. Np: Byłem, kim będę, gdyż "teraz" jest nieskończenie krótkie. Na styku↔końca przeszłości i początku przyszłości. Właściwie nie ma teraz.
    Cały czas, żyjemy w przeszłości, która zaczyna przyszłość:))
  • Dekaos Dondi To bardzo rewolucyjne podejście do "tu i teraza". Ja mam uraz do przeszłości i brak nadziei do przyszłości, tak że pozostane w konwencjonalnym terazie. :)
    Idę ninijeszym strzyc swoje teksty po przysłówkach, zaimkach i innych niepotrzebnościach.
  • Dekaos Dondi rok temu
    Błękitnypłomień↔Kiedyś tu był Canulas. On mnie uczulił na nadprogramowe zaimki i się. Od tego czasu, staram -się- bardziej uważać. No chyba, że -się- zapomnę:))
  • Dekaos Dondi A witam. Ja mam też tu edukatora swojego, ale dużo też wyczytałam z internetów. Czasami to sztaństwo się przydaje. A Stefan Król mnie jeszcze uświadomił też bardzo.
  • rozwiazanie rok temu
    Pączusie biorą ptaszki na przelot w okolice rozłożystych drzew. :)) Pisarz gwoli tradycji uniósł ją bez przeszkody. Świetny tekst. Pozdrawiam.
  • Dekaos Dondi rok temu
    Rowiazanie:)↔Dzięki:)↔Ano jakoś uniosłem, a co będzie, to będzie:))↔Pozdrawiam:)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania