Pokaż listęUkryj listę

Opoww *** Cíҽń ղɑ Cʍҽղեɑɾzմ

Człowiek przyszedł o zmierzchu na cmentarz, by odwiedzić groby bliskich i dalekich. Niema ciemność, stopniowo ogarniała Zbiorowisko Pustych Opakowań po Duszach. Nie było tu zwyczaju palenia zwłok. Rozkład swoim niespiesznym orgazmem, cały czas dochodził do finału marności nad marnościami. Spoko luz. Każdemu według potrzeb. W zależności od gabarytów ciała oraz uwarunkowań czynników wspomagających.

 

Nagrobki, tak samo martwe jak trupy pod nimi, skromnością nie grzeszyły. Człowiek trochę stał przy grobie. Po chwili przykucnął, by zapalić świecę w otwartym zniczu. Zrobił to bez żadnej zwłoki. Zawsze miał z tym trudności. Tym razem zapałka nie zgasła, choć przyklejona do palca, oparzyła opuszek, gorącą chwilą.

 

Przybyszowi raźniej było, na tej żyznej, bez życia łące.

 

Kucał jakiś czas przy krawędzi nagrobnej płyty i nagle zauważył przed sobą, ciemny, drgający cień. Nawet poczuł namacalny szelest zimnych ciarek, na łukowatych plecach. Trupia ręka ostatecznie czochrała łuk kręgosłupa w sensie wirtualnym. Było to o tyle dziwne, że na cmentarzu nie zainstalowano żadnej świecącej lampy. Widocznie coś za nim stało i wytwarzało ów, bez źródła światła, gdyż nawet blady księżyc założył maseczkę z ciemnych chmur. Wtem odwiedzacz usłyszał z tyłu, dziwne stukanie o okoliczne pomniki. Obiekt nie mógł pomieścić między nimi, tajemnego gabarytu. Pomimo dogłębnego lęku, przycupnięty przestał tkwić w niepewności. Przebił jej błonę i spojrzał za siebie.

 

Ujrzał stojące wieko od trumny, dużo większe niż obyczaj pochówku nakazuje. Przez kilka sekund miał wrażenie, że na pionowym dnie widzi zwierciadło, a w nim swoje odbicie. Wieko kiwało się z lekka na boki. Zapewne na rauszu śmierci było, gdyż skrzypiało podstawą o białe kamyczki ozdobne, obsiane wokół martwej, marmurowej obstawy, otulającej grób. Krawędzie pionowego wieka, oblepione białymi robakami, zdawały się nieustannie przemieszczać do ostatniej chwili.

 

Aż słyszał te wilgotne oślizgłe odgłosy. Niektóre spadały na ziemię, ze śliskim, wilgotnym mlaśnięciem, ale wciąż napływały nowe. Przyklejony strachem, nie mógł stamtąd uciec, chociaż pragnął tego najbardziej na świecie. Z ciemnej prostokątnej dziury, wychynął gęsty zapach. Niewidoczny, spleśniały fluid, chuchnął mu prosto w twarz, trupim odorem. Nie potrafił określić konsystencji zapachu. Był lepki, słodkawy i zniewalający.

  

Poczuł przeraźliwy, gryzący chłód.

 

Białe zimne robaki, niczym mięsne kryształki lodu, oblepiały zewsząd przyklejone strachem ciało. Z głębi wieka szybowały żwawo, czarne grube nitki, niczym kłębowisko węży lub przypalone włosy wiedźmy. Oplotły ręce i nogi. Przytuliły z całych sił. Usłyszał trzask łamanych kości. Ból był potworny, lecz wieko bezlitosne. Po chwili owinęło go całkowicie, plastyczną wersją srebrnej kosy, z kościanym ryjkiem na końcu. Zaczął się niezdrowo dusić, gdy ów ryjek, właził do ust, łamiąc zęby i wydziobując plomby.

 

Pod ubraniem czuł wyciekającą krew zerówkę, gdyż ostre krawędzie drewna, wystające ze ścian, właziły głęboko, ryjąc włókna syntetyczne i naturalne. Białe robaki wbiegały chyżo do oczu, nosa oraz do każdej napotkanej dziurki. Czuł ich nieznośne łaskotanie. Przecież miały po sześć nóżek, więc gdyby pomnożyć przez całą ilość.

 

Nagle wieko zaczęło się kurczyć. Owinęło sosnowymi dechami, jego całość. Nawet fiutka spłaszczyło i mieszek. Człowiek był jak oślepiony farsz naleśnika. Coraz bardziej miażdżony, lecz o zgrozo, ciągle żył. Może właśnie po to, by mógł odczuwać ból. Nasilał się z każdą chwilą. Nie dane mu było stracić przytomność. Wieko nieustannie zmniejszało wielkość. Stał się niekształtnym workiem, pełnym: mięsa, pogruchotanych kości, niespełnionych marzeń, niewypowiedzianych przebaczeń i wielu spraw, co nie zdoła już naprawić.

   

Aż w końcu zakończył żywot, można by rzec, w odpowiednim po temu miejscu, wyciśnięty jak cytryna przez szpary na zewnątrz. Aż w końcu się otwarło. Kokon wypluł różowawą, wilgotną miazgę martwego motyla. Zachlapał cały grób. Śliskie szczątki spływały w strumyczkach krwi, prosto na ziemię. Kawałki czaszki, przewróciły wazon, a skrawki piszczeli dzwoniły przez chwilę, dzyń dzyń, spadając na te, co przed chwilą poturlały się z nagrobnej płyty.

  

*

Gdzieś w oddali skrzypnęła otwierana furtka.

Nad jednym z dalszych grobów rozbłysła poświata.

Widocznie zapalono dużo zniczy.

  

Wieko natychmiast powróciło do swoich normalnych kształtów. Przyjęło pozycję równoległą do ziemi i poszybowało w głąb cmentarza, stukając o pomniki. Lecz owe odgłosy, były coraz mniej słyszalne. Aż nagle zupełnie ucichły.

  

Po jakimś czasie, gdzieś w oddali na konarach drzewa, ukazał się cień, a po chwili cmentarne powietrze, rozryły dziwne dźwięki, jakby ktoś śmiecie z worka wyciskał.

  

*

I znowu zapadła się ciemność w ciszę.

Jedynie wśród grobów, słychać było: wyczekujące, niecierpliwe stukanie.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 7

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (17)

  • Pomidor 8 miesięcy temu
    Klimacik bardzo fajny, opisy także. Plastycznie i płynnie. Bardzo dobrze :)
  • Dekaos Dondi 8 miesięcy temu
    Pomidoors↔Dzięki za "fajny" itd... :)↔Pozdrawiam:)?
  • błękitnypłomień 8 miesięcy temu
    Ładne, DiDi. lubię cmentarze.
  • Dekaos Dondi 8 miesięcy temu
    Bluefire↔Dzięki rzecze Didi:)↔Pozdrawiam:)?
  • Akwadar 8 miesięcy temu
    No i git, podobuje mnie się całkiem :)
    Ciut jakbyś dopracował, to byłoby super hiper... ;)
  • Dekaos Dondi 8 miesięcy temu
    Akwadorze↔Dzięki:)↔Jeżeli w sensie interpunkcji, to stosuje intuicyjnie, bo pojęcia nie mam:)↔A wszelkie "dziwy" są świadome:)↔Pozdrawiam:)?
  • rozwiazanie 8 miesięcy temu
    Dekaosie tekst warty refleksji...."Stał się niekształtnym workiem, pełnym: mięsa, pogruchotanych kości, niespełnionych marzeń, niewypowiedzianych przebaczeń i wielu spraw, co nie zdoła już naprawić. " Pozdrawiam.:))
  • Dekaos Dondi 8 miesięcy temu
    Rozwiazanie↔Dzięki:)↔Ano czasami, człek nawet podświadomie coś napisze z myślą:)↔Pozdrawiam:)?
  • Marek Adam Grabowski 8 miesięcy temu
    Ciekawe, makabryczne opowiadanie. Pozdrawiam 5
  • Dekaos Dondi 8 miesięcy temu
    Marek Adam Grabowski↔Dzięki:)↔Ale akcenty humorystyczne są. Bez tego mi trudno mi się obyć:)↔Pozdrawiam:)?
  • kigja 8 miesięcy temu
    Niema ciemność, stopniowo ogarniała Zbiorowisko Pustych Opakowań po Duszach.

    Moje opakowanie też ogarnęła, bo widzę i czuję ciemność i jej siostrę ciemnotę xd
    A cmentarz wydaje się być nieskomplikowaną przestrzenią niby... Nic bardziej mylnego, tu się takie rzeczy odcmentarniają, że głowa mała, by ogarnąć? Pozdrawiam Dekaos!
  • Dekaos Dondi 8 miesięcy temu
    Kiguś↔Dzięki:)↔A widzisz. Cmentarze mogą być bardzo ciekawe w sensie przygód też?↔A gdzie zapodziałaś Dekosia, Dedusia itp...(?
  • kigja 8 miesięcy temu
    Dekoś zawędrował do szuflady i tam został?
  • Dekaos Dondi 8 miesięcy temu
    Kigja↔W szufladzie jest bardzo miło, ale jam markotny, żem tak nie nazywany.
    No cóż. Przywyknąć biedny muszę?
  • Piotrek P. 1988 8 miesięcy temu
    Nieprzyjemne motywy, ale opisy niejednokrotnie brzmią po prostu zabawnie ?
    5, pozdrawiam ?
  • Dekaos Dondi 8 miesięcy temu
    Piotrek P.1988↔Dzięki:)↔Masz racje ?↔Trudno mi pisać na 100% poważnie. Zawsze jakoś coś tam wtrącę ?↔Pozdrawiam:)
  • Piotrek P. 1988 8 miesięcy temu
    Dekaos Dondi masz dobry styl. Myślę, że czym więcej humoru, tym lepiej.
    Pozdrawiam ?

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania