Pokaż listęUkryj listę

Opoww *** LBƞP→44↔Mój kochanʮ Jeloł

To dawny tekst, ale tak jakoś przypasował mi do tematu Bitwy

--------------------------------------------------------------------------

  

 

?

Stoję naprzeciwko niewielkiego domu, przed którym przewrotnie, rozpościera się rozległy ogród. Jest pełnia lata. Właśnie wróble w pobliskim krzaku, kłócą się jak polatane. Dostrzegam wiele przeróżnych kwiatów. Przeważa kolor żółty. Jak małe słoneczka zesłane na ziemię, umilają widokiem przybrudzone ściany. Na płocie obok furtki widzę niewielką tabliczkę. Widnieje na niej obrazek, przedstawiający małego pieska, o barwie kwiatów. Łatwo zauważyć, iż namalowany ręką dziecka. Wypłowiały czasem w niektórych miejscach, teraz bardziej łaciaty, niż jednolitego koloru. Trochę już wyblakły i pobrudzony, mówi o dzieciństwie, które przeminęło bezpowrotnie, lecz nie we wspomnieniach. Można domniemać, ile kochającego dziecięcego serca, kryje w sobie ów rysunek. Wracam myślami do tamtych chwil, kiedy to rozmawiałem z małą dziewczynką, a także z jej rodzicami.

  

?

   

Mam trochę w sobie dziennikarskich ciągotek. Dlatego owa historia, wzbudziła moje zainteresowanie. Postanowiłem z owym dzieckiem porozmawiać. Miała wtedy około ośmiu lat. Wygadana jak mało kto. Ale tylko w sytuacji, kiedy ona tak postanowiła. Jak nie chciała gadać, to siedziała zacięta i już. Na szczęście tamtego dnia, była skora do rozmowy. Siedzieliśmy na ogrodowych krzesełkach, po obu stronach gipsowego krasnalka i gadaliśmy.

   

Rozmowa z dziewczynką  

 

– Powiedz mi, czy bardzo kochałaś twojego pieska?

– Bardzo. Najwięcej na świecie. Tatuś go nazwał Jeloł, bo jest prawie żółty. Rodziców też kocham, ale jego tak… po psiemu. Rozumie pan mnie? Bo jak byś nie zrozumiał, to po namyśle powtórzę jak będę chciała.

– Oczywiście, że rozumiem.

– Na pewno, czy kłamiesz?

– Ależ nie kłamię. Przyrzekam.

– Ja czasami skłamię, jak mnie coś zmusi.

– Acha. Nie ładnie tak kłamać.

– Wieeem.

– Powiedz mi, czy on rzeczywiście… ożył?

– Naprawdę tak. Nie wierzysz mi?

– Wierzę. Opowiedz mi o tym. Jak to było?

– Mówiłam już, że bardzo go kochłam. Pamięta pan?

– Pamiętam.

– Często z nim wychodziłam na ogród, robić rzucankę chwytliwą.

– Rzucankę chwytliwą? A co to?

– Rzucałam mu kijka na odległość, ile tylko mogłam, a on śmiesznie po niego biegł i mi w zębach przynosił. To ja mu znowu z pyska.

– Nie ładnie tak mówić: z pyska.

– A mój tatuś mówi mamusi: daj mi pyska, kochanie. No i co powiesz?

– Nic nie powiem, bo też do swojej tak mówię. No i co z tą… rzucanką?

– Kiedyś mu rzuciłam z całych sił, aż kijek poleciał przez wielką dziurę do sąsiada. Za płotem były takie krzaki zupełnie krzakowate. On tam sobie pobiegł i długo nie wracał, a ja czekałam i czekałam. Wołałam, żeby się nie wygłupiał, bo mnie wnerwi jak nie wiem co, ale nic to nie dało. Siedział tam i już. Nie widziałam go, więc podeszłam w to miejsce, żeby sprawdzić, co on tam wyprawia, żeby nie przyjść.

– Bałaś się wtedy?

– Trochę tak, bo nie wiedziałam, dlaczego taki uparty.

– No i co? W końcu poszłaś zobaczyć?

– W końcu tak, ale nie zobaczyłam jego, tylko szmacianą zabawkę. Wyglądała jak mój piesek. Wielkością też podobna. Popłakałam się jak stary bóbr, lecz po chwili pomyślałam, że to na pewno on, tylko zmieniony. Wyniosłam go na środek ogrodu, położyłam na trawie i rzuciłam kijek. Ale on nie chciał po niego biec. Tylko leżał i nic. Złapałam, przytuliłam i szeptałam mu do ucha, żeby ożył i znowu był moim kochanym pieskiem.

– Było ci bardzo smutno, tak?

– Co za głupie pytanie. Panu nigdy nie było smutno?

– Przepraszam.

– No już dobrze. Nie gniewam się przecież.

   

Rozmowa z ojcem

   

– To musiało być dla niej wielkim szokiem.

– Tak. Bardzo to przeżywała. Kiedy wtedy wyszedłem, stała jak wmurowana. Patrzyła na zwłoki jej pieska.

– A właściwie co się stało?

– Nie było mnie przy tym. Widocznie jak skoczył po kijka, poślizgnął się i uderzył głową o ostry kamień. O tym mógł świadczyć krwawy ślad. Ona wolała widzieć szmaciankę w kształcie pieska, niż uwierzyć, że widzi jego zwłoki. Kiedy to się stało, patrzyłem przez okno. Widziałem, jak go z krzaków niesie, kładzie na ziemi, daje wąchać kijka i później tym kijkiem rzuca. Ale piesek za nim nie pobiegł. W pierwszej chwili myślałem, że po prostu usnął.

   

Rozmowa z matką

   

– Dla pani zapewne, też to była trudna sytuacja?

– Niewątpliwie. Gdybym wiedziała, co się stało, to bym wyszła z mężem zobaczyć. Ale nie wiedziałam. Robiłam obiad. Mąż poszedł sam. Kiedy zobaczyłam ich w drzwiach, to jakbym dostała obuchem. Córka trzymała na rękach swojego pieska. Dopiero po chwili się zorientowałam, że nie żyje. A właściwie mąż mi po cichu powiedział. Dodał jeszcze, że dla niej jest to szmaciana zabawka. Nie wiedziałam co robić. Córka chciała go położyć do swego łóżeczka. Powiedziałam jej, że pobrudzi pościel. A ona mi na to, że szmatki są czyste i pobrudzić nie mogą. Nie chciała mi oddać. To była jakaś absurdalna sytuacja. Musieliśmy udawać, że mamy do czynienia z zabawką, jednocześnie wiedząc, że tak naprawdę chodzi o nieżywego psa. Tak to wtedy wyglądało.

  

Rozmowa z dziewczynką

  

– Powiedz mi, jak to było, kiedy wróciłaś z tatusiem i pieskiem do domu.

– Mama była bardzo zdenerwowana. Chciała mi wyrwać zabawkę. Nie chciałam jej oddać. Usłyszałam, że coś ze szmatek cieknie. Powiedziałam, że nic nie cieknie. Może jedynie moje łzy, bo dużo na nią płakałam. W końcu tatuś przyniósł karton z piwnicy. Położyłam w nim pieska, żeby sobie odpoczął. Mamusia i tatuś poszli do pokoju. Widocznie chcieli pogadać, ale tak, żebym nie słyszała, co sobie tam mówią.

  

 

Rozmowa z ojcem

   

– No i co było dalej. Jak wybrnęliście z tej sytuacji.

– Trudno było. Naprawdę. Córka w końcu poszła spać. My wzięliśmy karton i poszliśmy do ogrodu zakopać. Przecież nie mógł leżeć w mieszkaniu. Rano obudził nas przeraźliwy płacz. Wiem, że to dziwnie brzmi, ale tak to właśnie było. Wbiegła do naszego pokoju i zaczęła krzyczeć: gdzie jest mój szmaciany piesek, coście z nim zrobili, oddajcie mi go, jesteście wstrętni, nienawidzę was...i temu podobne słowa. Dopiero jak usłyszała, że oddaliśmy go do pana doktora, bo mu się uszko odklejało i ogonek ledwo trzymał, to się jakoś po godzinie uspokoiła. Tylko że powstał nowy problem.

– Skąd wziąć tego typu zabawkę.

– Właśnie. Szczęście w nieszczęściu, że mieliśmy znajomą, co takie zabawki robiła. Miała wielki talent w tym zakresie. Jako że wiedzieliśmy jak taki piesek musi wyglądać, bo nam córka dokładnie o tym powiedziała, nie było z tym problemu.

– Oczywiście was pytała , kiedy wreszcie wróci?

– Codziennie, co chwilę… można powiedzieć. Aż w końcu go dostała.

– I co, bardzo się cieszyła?

– Bardzo. Powiedziała, że wygląda nawet lepiej taki ozdrowiony. Ale znowu…

– … pojawił się problem?

  

Rozmowa z dziewczynką

  

– Bardzo się cieszyłaś, jak dostałaś pieska z powrotem?

– Znowu głupie pytanie. Mówiłam już tobie, że mnie się głupich pytań nie zadaje. No chyba wiesz?

– Wiem. Przepraszam. Mów dalej.

– Byłam jakby w niebie. Wyglądał pięknie. Mogłam go znowu kochać i z nim się bawić.

– W rzucankę?

– No właśnie o to chodzi, że nie chciał.

– Co nie chciał?

– Kładłam go na trawę, rzucałam kijek, ale on nie chciał przynieść. A przecież pan doktor go wyleczył. Tak mi rodzice powiedzieli. Było mi go żal. Znowu rzuciłam i mu naszeptałam, że pobiegnę za niego. I tak sobie biegałam, a on patrzył i się cieszył.

 

Rozmowa z matką

  

– Zapytam o to samo, co córkę. Co było dalej?

– To nie mogło tak dłużej trwać. Ona traktowała szmaciankę, jakby był żywym zwierzęciem. Dawała mu pić, jeść… ale najgorsze dla nas były te...jak to ona określała…

– … rzucanki chwytliwe?

– Tak. Patrzyliśmy przez okno i nam się serce krajało.

  

Rozmowa z ojcem

  

– Pewnego razu wyszedłem na ogród, a ona znowu biegała. W pewnym momencie usłyszałem, jak mówi do pieska: skoro jesteś chory, to ja będę biegać za ciebie. Na pewno wiele razy mu to powtarzała. To było wyczerpujące dla naszej psychiki. Tak patrzeć, jak się męczy. Ale może ona inaczej to odbierała.

  

Rozmowa z matką

  

– I w końcu kupiliście jej żywego pieska?

– Tak.

– Była zadowolona? Okazała wielką radość z tego, że wreszcie ożył?

– W zasadzie tak.

– Nie bardzo rozumiem.

– Gdy go dostała, to bardzo mocno przytuliła i powiedziała coś dziwnego.

– Dziwnego?

– Dziwnego jak na dziecko.

– To znaczy, co?

– Zacytuję jej słowa: ’’Będziesz już wciąż ze mną, a nawet gdybyś kiedyś nie żył, to się zemścisz”

– Tak powiedziała? Zemścisz? Na kim?

– A skąd mam wiedzieć. W naszym domu takiego słowa raczej nie usłyszała.

 

*

Po dziesięciu latach.

Rozmowa dziewczynki z sąsiadem

  

– Witam cię gołąbeczko. Ty jesteś zapewne tą małą dziewczynką, której byłem sąsiadem. Jak widzisz, po dziesięciu latach wróciłem. Strasznie się cieszę, że cię widzę. Co u ciebie słychać?

– Nie chce z panem rozmawiać. Wynoś się pan z moich oczu.

– Ej! Co tobie. Znam cię od dziecka. Miałaś takiego żółtego pieska. Nazywałaś go… Jeloł… czy jakoś tak. Pamiętam go dobrze.

– Nic dziwnego. Bo pan go zabił!

– Co? Ja go zabiłem? Co ty chrzanisz? Opanuj się dziecko!

– Nie jestem już dzieckiem. Pamiętam, że zawsze panu przeszkadzał. A szczególnie jego szczekanie, kiedy się z nim bawiłam w...

– … rzucankę chwytliwą?

– Coś takiego. Morderca, a pamięta moje dzieciństwo.

– Ale co ty…

– Wleciał wtedy w krzaki. Pan mógł czekać w jakimś kącie na okazję. Wystarczyło raz kamieniem w głowę i święty spokój. Żadnego szczekania. Psiobójca psychopata. Wynocha! Ale już!

   

*

    

Po wielu latach.

Rozmowa dwóch sąsiadek

  

– Słyszałaś co się stało na pogrzebie?

– Jakim pogrzebie? Kogo?

– No tego sąsiada… od tych, co mieli tego żółtego pieska.

– Acha! Tego co wrócił w ojczyste strony. Dziwny typ.

– Na dodatek teraz nieżywy. Podobno na jego pogrzebie, kiedy jeszcze trumna była na wierzchu, było słychać jakiś szum.

– Szum? Mało to szumu wokół.

– Ale ten był nietypowy jak na pogrzeb.

– To znaczy jaki?

– Jakby kupa szmat, ocierała się o wnętrze trumny.

– Nie otwarto?

– No coś ty. Mogło im się przesłyszeć. Ale to nie wszystko.

– Domyślam się.

– Ludzie gadają, że na cmentarzu, gdy robi się ciemno, można zauważyć chodzącą kukłę wielkości człowieka. Składa się z takich żółtawych brudnych łachów.

– Droga sąsiadko! To na pewno jakieś zwidy. A zresztą, skoro żółta, to nie aż taka straszna, no nie?

– Niby nie. Ale też gadają, że ma rozerwane gardło, z którego wystają jakieś czerwone szmatki lub coś tam.

Jakby pies rozszarpał.

?

Średnia ocena: 4.5  Głosów: 11

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (14)

  • Ocmel 4 miesiące temu
    Aż z ciekawości popędziłam zobaczyć, jaki to był temat pracy. I faktycznie widzę cztery łapy, ogon i ogromne serce, choć w nieco przerażającej wersji ;) Ciekawy sposób podziału tekstu i historia też niebanalna. Podoba mi się, że dziecko mówi jak dziecko ze wszystkimi błędami i wymyślanymi słowami.
    Technicznie też wypadło dobrze, czasem gdzieś mi mignął przecinek w złym miejscu lub jego brak, ale było tego niewiele. Pozdrawiam! ;)
  • Dekaos Dondi 4 miesiące temu
    Ocmel↔Dzięki:)↔Jak wspomniałem, to dawny tekst. Tylko co nie co zmieniłem.
    A interpunkcji, nigdy nie pojmę:))↔Pozdrawiam:)
  • Literkowa Bitwa na Prozę 4 miesiące temu
    Witamy w Bitwie i życzymy dobrej zabawy ze słowem.

    Powodzenia! Literkowa
  • Dekaos Dondi 4 miesiące temu
    Literkowa:)↔Dzięki:)↔Pozdrawiam:)
  • Piotrek P. 1988 4 miesiące temu
    Straszna, tajemnicza, ciekawa, oryginalna, dziwna i trzymająca w napięciu historia w konwencji horroru, czyli bardzo udana :-).
    Wczoraj późnym wieczorem byłem zmęczony długą "akcją", czyli pisaniem XD. Dlatego, choć wówczas oceniłem, to skomentowałem dopiero teraz, po odpoczynku, kiedy już z powrotem mam więcej energii życiowej XD.
    ? ? ? ? ?, pozdrawiam ?
  • Dekaos Dondi 4 miesiące temu
    Piotrek P.1988↔Dzięki:)↔Za pieski też. Skoro pisałeś, to poczytam:))↔Pozdrawiam:)
  • Trzy Cztery 4 miesiące temu
    Dekaos Dondi, najpierw wzruszasz, później przyprawiasz o ciarki! Biorę jako horror na dobranoc:)
  • Dekaos Dondi 4 miesiące temu
    Trzy Cztery↔Dzięki:)↔Takiego końca nie miałem w planie, jak zacząłem pisać.
    Jeno w trakcie mnie napadło:)↔Pozdrawiam:)
  • Literkowa Bitwa na Prozę 3 miesiące temu
    Rozpoczynamy Głosowanie. Zapraszamy na Forum:
    https://www.opowi.pl/forum/literkowa-bitwa-na-proze-glosowanie-w935/
    Autorze, czytaj i pozostawaw komentarz i nagródź według zasady: 3 - 2 - 1 plus uzasadnienie; dlaczego?
    Głosowanie potrwa do 26 września /niedziela/ godz. 23:59
    Literkowa pozdrawia i życzy przyjemnej lektury.
  • Akwadar 3 miesiące temu
    Niezły horrorek, przypomniał mi się "Smętarz dla zwierzaków", a dziewczynka diaboliczna...
    Należałoby odrobinę czasu zainwestować w tekst, ale to tak tego ten ;)
  • Dekaos Dondi 3 miesiące temu
    Akwadorze↔Dzięki:)↔No może faktycznie, w pewnym sensie, jarzy się ze "Smętarzem...:)↔Pozdrawiam:)
  • pasja 3 miesiące temu
    Obok miłości pojawia się aspekt zemsty. Dziewczynka doskonale grała swoją rolę w okazywaniu żalu po stracie ukochanego pieska. W głębi zaś utrwalała w sobie zło. Zabójcze umysły powstają już w dziecięcych umysłach i dojrzewają z czasem. Taki z lekka horrorek ci wyszedł.

    Pozdrawiam
  • Pan Buczybór 3 miesiące temu
    Intrygująco makabryczne. Podoba mi się forma tego opowiadania, budowanie napięcia, fabuła. Jedynie interpunkcja nieco szwankuje, ale to w zasadzie drobna skaza na bardzo dobrze wykonanej całości.
  • Literkowa Bitwa na Prozę 3 miesiące temu
    Tylko do połnocy głosujemy. Zapraszamy!

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania