Pokaż listęUkryj listę

Opoww *** Nɪᴇsᴛᴀʙɪʟɴy Oᴘᴇʀᴏᴡᴀɴy

To dawny tekst, lecz przerobiony.

                   🔸💠🔸         

 

 

– Co pan chirurg sobie wyobraża?! Przychodzi do mnie takich dwóch w nie ogolonych kitlach i obszarpanych gębach i co ?

– No właśnie. I co?

– Świgają mnie przemocą na chodzący stół i przywożą tutaj. Potrzebne mi to?

– Owszem.

– Jeszcze z głupim Jasiem musiałem podróżować. A właściwie jechał we mnie. Na gapę! Ladaco zatracone! Nie dosyć, że głupie, to jeszcze bezczelne. Przecież skoro mądrze mówię, to chyba żyję. No nie?

– Owszem.

– Proszę przestać z tym: owszem, bo jak wstanę i przywalę, a jak jeszcze w tą pańską buzię trafię.

– Proszę się uspokoić. Gada pan głupim Jasiem.

– Nie gadam głupim Jasiem. Mówię po swojemu.

– Tym gorzej.

– Co tym gorzej? A właściwie po co tu leżę? Żeby się wydzierać? Mam chore gardło.

– Tylko gardło?

– Oczywiście. Co to za insynuacje? Przecież nie umysł! Nawet nie wiem, gdzie go szukać. Taki zapracowany. Często go nie ma w domu. Sam pan rozumie. Pan też musi szukać ?

– Jutro poszukam, obiecuje.

– Będę wielce zobowiązany.

– Bardzo mnie to cieszy. Pan godność ?

– Zgodność ? Z czym? Pytam się.

  

*

– Jak się pan nazywa?

– Trzeba było od razu po ludzku gadać. Nazywam się Śliwka.

– Robaczywą.

– Co robaczywą?

– Jest pan robaczywą śliwką i musimy usunąć robaczka.

– Och nie jaśnie panie! Jestem zdrowy jak byk.

– Co ma szpadę w dupie ?

– Co mam?

– To taka metafora chirurgiczna. Nie trzeba się lękać.

– Głupi Jasiu podpowiada, że jednak trzeba.

– Głupi jest głupi i nie wie co mówi. A prawda jest taka, że jak już nadmieniłem, robaczka ze Śliwki wyszarpnąć trzeba.

– Ale ja mam stracha. Jasiu też.

– Jasiu nie musi się bać. Jego nie będę operował.

– Ulżyło mi.

– Właśnie czuję. Proszę się nie denerwować. Leżeć spokojNɪᴇsᴛᴀʙɪʟɴɪᴇ Oᴘᴇʀᴏᴡᴀɴʏnie i nie ruszać ogonkiem.

– Czym?

– Ogonkiem. Śliwka ma ogonek.

– Co racja, to racja.

   

*

– No szybciej, kolego. Chce otworzyć brzuch.

– Ale czym?

– Jak to czym? Narzędziami chirurgicznymi! Dawaj.

– Tutaj nie ma takich narzędzi.

– Jak to nie ma? Kazałem przygotować!

– Kazał kolega ślusarskie.

– Jedne i drugie metalowe. Jeden pies!

– Gdzie doktorze? Tutaj nie można wprowadzać zwierząt. Mogą przypadkiem zjeść organy do przeszczepu.

– Proszę mi tu nie grać! Czy to jasne?

– My i tak nie mamy słuchu.

  

– Dawać tlen. Pacjent nie oddycha!

– On już dawno nie oddycha.

– Jak to nie oddycha. Każcie mu oddychać.

– Ale on jest uparty.

– A Jasiu oddycha?

– Jaki Jasiu, doktorze?

– Nie ważne. Ruszam stołem. Może zacznie. Co mówicie?

– Że raczej spadnie.

– Wykrakaliście. Te wasze pomysły – dodaje przywieziony. – Niech was diabły wezmą. Dlaczego leżę na podłodze i mają mnie diabły wziąć. Niczego złego nie zrobiłem. Święty ze mnie człowiek. No chyba, że się zapomnę. Ćwiczyłem wstrzymywanie oddechu. Zimno tu i twardo. Jasiu też narzeka. Banda z was nie wiadomo z czego. Jestem po operacji, czy w trakcie? Bo jeżeli w trakcie, to wrzućcie mnie z powrotem na ten pieprzony stół. Nie będziecie musieli przy mnie kucać, jak sfora…

–... nie wiadomo z czego, chce pan zgryźliwie powiedzieć?

– Właśnie. Tępaki, a szybko się uczą. Dziwne!

  

*

– Dajcie Jasiowi w łeb. Uśnie i nie będzie się ruszał… i gadał.

– Jasiowi czy jemu? Z kim właściwie gadamy? Mocno czy z uczuciem?

– Nie miałeś się w nim zakochać, tylko walnąć – wtrąca niecierpliwy grabarz.

– Po co pan mnie walnął w łeb – znowu dodaje podłogowy. – Teraz nie będę mógł zasnąć z bólu.

– Zaśpiewam mu kołysankę. Co wy na to?

– Gdy pan doktor zaśpiewa, to my też uciekniemy – dodają zgodnie wszyscy.

– Dlaczego też?

– Śliwka z Jasiem uciekną razem z nami. Rozumie pan?

– Znowu się nie rusza.

– Ale chociaż oddycha. Zaoszczędzimy na butli.

– No to otwieram brzuch. A niech to. Ale siknęło.

   

*

– Doktorze! Niech pan łapie!

– Co?

– Jasiu z bebechów wyskoczył.

– To nie był w Śliwkowym mózgu?

– Może nie znalazł czego szukał.

– A może znalazł i dlatego zwiewa.

– Matkości świata. Ale ma galimatias w klatce.

– Tylko proszę doktorze, wszystkiego mi nie wyjmować – rzecze roztropnie i uprzejmie pacjent. – Niektóre narządy mogą mu się jeszcze przydać.

– Komu? Jasiowi?

– Nam obu.

– Zostawię co uznam za stosowne. Pan usilnie chce ośmieszyć moją wiedzę. Niby prawie trup, a jaki arogancki.

– On i tak nic nie czuje – dodaje z nadzieją grabarz.

– Gdyby nic nie czuł, to by oczami nie błądził.

– A może widzi nie to, na co patrzy?

– Wodzi wzrokiem za moim paluchem.

– Ale nie mówi, że coś go boli.

– Fakt. Mój paluch milczy od urodzenia.

– A niech to. Wstaje. Doktorze! Co z niego zwisa?

– Z palucha?

  

*

– No właśnie! Co ze mnie zwisa? – rzecze z odrazą patroszony. – Obrzydlistwo! Takie coś miałem w sobie? Przez całe życie?

– Panie Śliwka. To jest panu potrzebne. Proszę jeno nie urwać.

– Taka ohyda?

– To jelito grube. Przestań pan wierzgać, bo się pan zaplątasz. Pukniesz w głowę, przewrócisz, zawartość barku potrzaskasz i dopiero będzie... i proszę nas tym diabelstwem nie majtać po oczach.

– Przecie to jest paskudne. Oślizgłe takie. Obrzydlistwo. A co tam jest w środku? Miękkie jakieś?

– Pańskie gówno. Bierzcie go na stół, bo już mi nerwy puszczają. Siłą. Trzeba mu to włożyć. Zaszyć i wygonić z sali.

  

*

– Ależ doktorze. On się strasznie rzuca. My wkładamy, a on wyciąga.

– Skąd w nim tyle siły?

– Jasiu mu pomaga widocznie.

– Niech ich kolega złapie za wspólny ogonek. To się uspokoją.

– Oni nie ma ogonka. Widocznie na drzewie został.

– No dobra. Wkładajcie, bo mi zimno – znowu wrzeszczy poniewierany operacyjnie. – Odkryty jestem. Nie będę wierzgać. Obiecuję.

– Dobra Śliwka.

– A tak właściwie, na co byłem operowany?

– Kolega podpisał. Zgodził się być królikiem doświadczalnym w niestabilnych warunkach, których będzie kluczową przyczyną. W świecie wizualnych i odczuwalnych halucynacji.

– To chyba spadłem z drzewa.

– Gorzej. Sądzi pan, że tylko na głowę? A może na ogonek?

– Naprawdę muszę was walnąć. Jak śliwkę kocham.

– Nas? Pan myśli, że my prawdziwi. Dobre sobie. My holohomo.

– O kuźwa. To chyba jeszcze spadam. Między konarami. Cholera! Wiewiórka mnie szarpie. Nawet zaczyna wrzeszczeć...

  

*

… wstawaj stary z wyra, bo na operacje się spóźnisz. Ale już! Zaspałeś naumyślnie! Już ja to wiem. Przyznaj się, bo jak ci przywalę… lepiej nie, bo znowu zaśniesz… leniu jerychoński. Chyba coś namieszałam. To z tego stresu. Paskud jeden. Ktoś dzwoni do drzwi. Właśnie teraz. No nic. Muszę otworzyć.

 

– Dzień dobry.

– Kim pan jest?

– Grabarzem.

– Po co?

– I podróżnikiem w czasie. Znam finał. Po co go męczyć operacją. Omówmy szczegóły.

– Kochanie. Kto przyszedł?

– Pan grabarz.

– O!

– Jasiu. Nie smutaj. Chociaż ty mi zostaniesz.

                              🔸💠🔸

 

 

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (4)

  • JamCi 2 miesiące temu
    :-) Szkodnik. Pośmiałam się.
  • Dekaos Dondi 2 miesiące temu
    JamCI↔Dzięki:)↔To miło mi:)↔Pozdrawiam:)
  • Piotrek P. 1988 2 miesiące temu
    Ha ha ha, kapitalny, odlotowy oraz przebojowy humor i fantazja XD! 5, pozdrawiam :-)
  • Dekaos Dondi 2 miesiące temu
    Piotrek P.1988↔Dzięki:)↔No... humor mam czasami specyficznie pokręcony:))↔Pozdrawiam:)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania