O Grzybku, który szukał Domu

Mały Grzybek wędruje przez las. Jest mu zimno i smutno. Na domiar złego nóżka nie wyrasta ze środka kapelusza. Dlatego często fika koziołki. Musi wypatrywać jakiś gałązek lub kamieni, o które mógłby ją oprzeć i jakoś wstać. Idzie już bardzo długo. O mało co, a by został rozgnieciony przez biegnącego dzika. Ale jakoś uszedł z życiem.

 

Został sam na świecie. Szuka przytulnego schronienia, gdzie mógłby trochę odpocząć. A najlepiej – myśli sobie – gdybym znalazł dom, do którego by mnie przyjęli na wciąż… tak na zawsze.

 

Nagle staje ucieszony. Radość napełnia ciało, po samo obrzeże kapelusza. Widzi wiele różnorodnych domków w kształcie grzyba. Wyrosły jak spod ziemi, po deszczu. Bardzo cieszy strudzone ciałko, taki widok. Wie, że na pewno w którymś z nich odnajdzie dla siebie wymarzone miejsce i już nigdy nie zazna smutku. A nawet gdyby, to ktoś pocieszy przytuli, dobre słowo powie.

 

Podchodzi do pierwszych, napotkanych drzwi. Jest bardzo zdenerwowany. Kto mu otworzy. Jak ten ktoś zareaguje na widok takiego jak on. Po chwili puka rantem kapeluszem. Otwiera Stary Grzyb z krzywą tłustą nóżką. Wędrowiec słyszy słowa:

– Czego tu chcesz?

– Czy ja mógłbym… no... z wami zamieszkać. Sam jestem na świecie.

– Zamieszkać? Z nami? Czyś ty z dębu spadł? U nas nie ma miejsca.

– Ale proszę pana Grzyba, wasz dom jest przecież taki duży. Nie będę przeszkadzać, niewiele mnie.

– Duży? Mam meble powywalać, żebyś mógł zamieszkać? A poza tym jak ty wyglądasz. Nawet nóżki nie masz na środku. Idź już. Może inni cię przyjmą. To powiedziawszy, trzasnął mu drzwiami przed kapeluszem.

 

Mały Grzybek ma łzy w grzybowych oczach. Miał nadzieję, że nie będzie smutny, a tu masz ci los, jeszcze większa rozpacz go ogarnęła. Mimo tego podchodzi do następnego domu. Jeszcze większy od tamtego, dlatego nadzieja w sercu, też przeogromna. Otwiera mu Grzyb zdrowy jak rydz, choć rydzem nie jest, zadając pytanie:

 

– O co chodzi? Po co przyszedłeś? Jesteś głodny to coś ci dam. Co tak stoisz jak kołek na pieńku. No mówże wreszcie. Mój czas jest cenny. Nie mogę marnować dla byle kogo.

– Głodny jestem, ale bardziej szukam domu gdzie mógłby zamieszkać.

– Domu? A tobie co dolega? Nas tu pełno. A poza tym już niedługo w naszej chacie zamieszka rodzina Muchomorów. Dalecy krewni. Marudy straszne. Czerwone pyski kropkowane, ale cóż... bardzo bogaci. Mimo miłych chęci nie możesz z nami zostać. Spróbuj gdzie indziej. Powodzenia życzę.

 

Bardzo zapłakany, odchodzi głęboko w las. Stoi tak kiwając się na wszystkie strony i myśli sobie, że przecież nikomu żadnej krzywdy nie wyrządził, to dlaczego go nie chcą.

 

Nagle słyszy, że z Grzybowego Miasteczka dolatuje wielki hałas. Wiele nie myśląc, postanawia wrócić. Podskakuje co sił w nodze, w tamtym kierunku. Upada kilka razy, ale szybko wstaje, bo serce mu podpowiada, że coś złego tam się wydarzyło. Kiedy dobiega na miejsce, widzi zrujnowane Grzybowe Domki. Widocznie jakieś zwierzę nieopatrznie powywracało. Mieszkańcy na szczęście przeżyły. Biegają, siedzą, płaczą, nie wiedząc co robić. Cały dobytek został zniszczony.

 

Małemu Grzybkowi jest ich bardzo żal. Dodaje otuchy, poklepuje po kapeluszach, mówi że wszystko można naprawić, że im pomoże, a zmartwienia niech wyrzucą gdzieś daleko. Rzeczywiście, to dodaje im nadziei. Wspólnymi siłami podnoszą domki, a zrujnowane wspólnie naprawiają, robiąc ogólny porządek. Pracuje razem z nimi. Jego starania są bardzo pomocne, chociaż często robi fikołki ze względu na swoją nóżkę. Słyszy wiele pochwał, a ich uśmiechy radują jego serce. W końcu po ciężkiej pracy, całość błyszczy odbudowana. Domki znowu stoją jak stały. Miasteczko jest jak nowe.

 

Ucieszony puka do drzwi. Otwiera mu wypasiony Stary Grzyb.

– Mogę z wami zamieszkać?

– Z nami? Co dopiero swój dom odbudowałem, a ty chcesz go pobrudzić. Idź sobie. No jazda stąd.

 

Nigdzie go nie wpuszczono.

 

Zapłakany odchodzi z miasteczka. Jest mu coraz trudniej iść. Zostawił tam nadzieję, a zapasowej nie zabrał. Na domiar złego do jego nogi wgryzł się czarny robak. Bardzo go boli to miejsce. Inne robaki też biegną w jego kierunku. Objadają ze wszystkich stron, wchodzą w miękkie ciało. Po chwili leży na ziemi. Nie może wstać, bo nóżki już prawie nie ma, a smutek wypełnia ból i przygnębienie. Mimo wszystko z rozrzewnieniem wspomina Grzybowe Miasteczko, jak to z nimi biegał, a wszyscy kierowali w jego stronę życzliwe uśmiechy. Życzy im w myślach, żeby już nigdy żadna paskudna katastrofa nie poprzewracała ich domków. W czasie tych rozważań odpada kapelusz. Przez chwilę Mały Grzybek, sprawia wrażenie, że jeszcze żyje, ale to tylko robaki będące wewnątrz, poruszają ciałem. Przegryzły jego nóżkę.

 

*

 

– Mamo, moja Babcia jest ciężko chora. Mówi, że to wszystko przez brak grzybów.

– Brak grzybów?

– Ma wielki apetyt na prawdziwki, a dziadek nie chce przynieść, tylko wiecznie marudzi. A babcia mówi, że jak zje, to wyzdrowieje.

– Marudzi? Powiedział dlaczego?

– No… niby powiedział, że zimą grzybów w lesie, to ze świecą szukać.

– To prawda córeczko. Musisz babci powiedzieć, że wiosną…

– Ależ mamo. Babcia nie może czekać do wiosny. Coś ty!

– Przecież słyszałaś, co ludzie mówią.

– E tam, mamo.

  

*

  

Mała dziewczynka wychodzi chyłkiem. Mają domek blisko lasu, nieopodal wielkiego dębu. Cichutko i ukradkiem żeby jej rodzice nie wyzywali. Zna się na grzybach jak mało kto. Wie które są dobre, a które złe i tych nie wolno zbierać. Słoneczko świeci wesoło oświetlając korony drzew. Ścieżka prowadzi do starego zagajnika. Nigdy tam nie była. Mało kto odwiedza to miejsce. Wie dlaczego. Słyszała jak rodzice opowiadali legendę, o jakimś małym grzybku. A może to była bajka. Dokładnie nie pamięta. Że niby był taki smutny i umarł między młodymi świerkami i jak ktoś teraz wejdzie do „Smutkowa” to też będzie smutny do końca życia.

  

Mimo tego nie rezygnuje z postanowienia. Idzie dalej, dźwigając lęk w swoim sercu. Jest ciężki jak worek kamieni. Słońce już nisko nad horyzontem, dlatego wewnątrz zagajnika jest prawie ciemno. Wyobraża sobie że jakiś wielki, krwiożerczy grzyb, na nią wyskakuje, a z niego czarne robaki, a wszystko razem chce ją zjeść. Takie przerażenie ją ogarnia, że pragnie natychmiast stąd uciec, oby jak najdalej od tego miejsca. Lecz nagle przypomina sobie o babci, która za pewne tęskni za wyzdrowieniem, razem z apetytem. Przecież przyszła do tego lasu żeby znaleźć prawdziwki. Wie, że pora roku nieodpowiednia, ale chce wierzyć że gdzieś tutaj są. Może je wreszcie zauważy, gdyż mimo zimy, śniegu jest bardzo malutko. Drzewa z lekka poprószone wyglądają pięknie. Jak posypane srebrno, białym pyłem. Niestety, nie ma czasu na podziwianie widoków. Stoi na skraju zagajnika, niczym jasna plama na tle ciemności.

  

Nagle drzewa zaczynają głośniej szumieć. Tak dziwnie jakoś. Dziewczynka jest przekonana, że coś do niej mówią. Szeleszczą ciepło zimnymi gałązkami, jakby chciały dodać otuchy, struchlałemu dziewczęciu. Ma wrażenie, że słyszy słowa:

 

– Nie musisz się bać. Tutaj umarł bardzo dobry grzybek, zwany Małym Grzybkiem. Użyźnił ziemię swoją dobrocią. Co roku, w rocznicę jego śmierci, wyrastają tu piękne prawdziwki. Tylko nikt ich nie zbiera. A swoją drogą, wybrałaś właściwy dzień. Mówiliśmy innym ludziom, że nic im nie grozi, że mogą śmiało wejść i nazbierać. Ale widocznie tylko ty nas rozumiesz. Powiedz, że tak.

– No tak… jakbym was słyszała. Tylko czy to możliwe, że rozmawiam z drzewami?

– Skoro nas słyszysz, to widocznie możliwe. Wejdź do zagajnika. Nazrywaj prawdziwków. Jutro już ich nie będzie. Powrócą do ziemi. Zanieść prezent swojej babci. Wyzdrowieje na pewno. One są bardzo dobre.

– Ale dziadek mówił, że w zimie...

– Dziadek jest bardzo kochany, ale nic nie wie o tych sprawach, to niech się nie wymądrza.

*

Dziewczynka rzeczywiście nazrywała dużo pięknych prawdziwków, poprószonych śniegiem. Zaniosła dla ukochanej Babci. Opowiedziała o swojej przygodzie. Przygotowano smaczny obiad. Babcia oczywiście sama ich nie zjadła. Podzieliła się z resztą rodziny. Starczyło dla wszystkich. Już nigdy więcej nie zachorowała. Tylko dziadek cały czas przyprawiał obiad zdziwieniem.

 

 *

Mały Grzybek, gdzieś tam w Innym Lesie, tak pięknym że takiego w życiu swoim nie widział, gdzie jego nóżka wystaje dokładnie ze środka kapelusza, a dzięki temu nie musi robić co chwilę fikołków ( no chyba, że sam chce) gdzie czas nie płynie i nie ma robaków…

*

A drzewa co roku, właśnie w tym dniu i miejscu, szumią legendę, o Grzybku który szukał Domu.

 

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 3

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (8)

  • Piotrek P. 1988 2 tygodnie temu
    Piękna, zabawna i jednocześnie wzruszająca bajka, 🍄🍄🍄🍄🍄, pozdrawiam :-)
  • Dekaos Dondi 2 tygodnie temu
    Piotrek P.1988↔Dzięki:)↔Te Muchomorki, to chyba ci bogaci krewni:))↔Pozdrawiam:)
  • Wrotycz 2 tygodnie temu
    Dobra bajka dla dzieci powinna się dobrze kończyć. Optymizm w sumie wszystkim potrzebny, nie?
    Jest dobrze!
    5!
  • Dekaos Dondi 2 tygodnie temu
    Wrotyś↔Dzięki:)↔Właśnie. Dlatego takie zakończenie. Kusiło mnie inne:)↔Pozdrawiam:)
  • 00.00 tydzień temu
    Pierwsza część jest przesycona grzybami, rzuciło mi się w oczy słowo "grzyb" w takim zagęszczeniu, że możnaby zrobić z nich zupę krem.
    Później tak specyficznie, jakby dziadkowie byli z Twojego dzieciństwa. 😉
    Sam pomysł jest dobry, ale jak to ja, wychowana jestem na nieco innych bajkach.
    Nie wiem co bym mogła zmienić, może narrację. Zrób wersję "Ty grzyb" Wejdź w tą rolę, albo nie.
    Może lepiej zostawić w tym oryginale. 😊
    Mocna strona emocjonalna jest w tym tekście.
  • Dekaos Dondi tydzień temu
    Zerko↔Dzięki wielkie za opinię:)😊↔Nie lubię powtórzeń
    Aczkolwiek w bajkach dla dzieci, czasami powtórzenia są potrzebne, żeby się nie pogubiły.
    Chociaż akurat tutaj, to było mało świadome z mej strony. "Ktoś" zawsze zobaczy więcej.
    A zatem zostawiam jak jest, z wyjątkiem powtórzeń, które przejrzę.😊
  • Dekaos Dondi tydzień temu
    Zerko↔A cha... tak szczerze, to ja już czasami nie wiem, w której "roli" jest najwięcej mnie:)
  • Dekaos Dondi tydzień temu
    Zerko↔Zmniejszyłem trochę ilość grzybków:))

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania