Pokaż listęUkryj listę

Opoww *** Po Ɗɾմցíҽᴊ Տեɾoղíҽ Łzy...

Osoba która dawniej czytała, to niech nie czyta,

a jeżeli nie czytała, to jak już chce.

----------------------------------------

 

 

Owinięta czarną woalką mroku, pod schodami jest mało widoczna. Smuga cichej jasności wysyłana przez Księżyc, cierpliwie czeka w odrobinkach fruwającego kurzu, na dalszy rozwój wypadków. Część szarego ciała, schowana w granicach cienia, drga niespokojnie, a skołatane myśli drażnią ścianki instynktu. Dzisiaj musi zapolować. Dzieci bardzo głodne. Pragną pokarmu. Zresztą sama też odczuwa brak. Większa niż inne, potrzebuje więcej.

  

W słabej poświacie rzucanej przez blade światło, dostrzega biały, dziwny strzępek. Niespiesznie podchodzi. Obwąchuje ze wszystkich stron. Nie pachnie śmiercią, lecz czymś niezwykłym. Dla niej to zapach nieznany. Nigdy czegoś takiego nie widziała i nie czuła. Pewna tylko jednego: można to zjeść. Podejmuje szybką decyzję. Pożera całość do ostatniej okruszynki. Zyskuje dzięki temu przydatną moc, lecz jeszcze o tym nie wie. Nie zdaje sobie sprawy, że zapomniała o swoich dzieciach.

  

Chłopca nagle coś budzi w środku nocy. Nie bardzo wie, czy to dalsza część snu, czy prawdziwa rzeczywistość. Po jakimś czasie, słyszy tajemnicze odgłosy. Jakby dziwne chrobotanie. Leży w łóżku, nie mogąc się ruszyć ze strachu. Jeszcze nigdy nie odczuwał takiego lęku. Impulsywność dźwięków, rośnie z każdą sekundą. Nocna lampka, nakryta wirującym abażurem, rzuca słaby cień na białą pościel. Światła jest bardzo mało. Dostrzega jedynie sunący kształt na podłodze. Zamyka oczy. Nie chce widzieć tego, co stoi przy nim. Ostre krawędzie rozdzierają prześcieradło. To coś wspina się na łóżko. Pazury tylnych łap, drapią podłogę.

  

Czuje obrzydliwy smród, a po chwili ciężar, który go przytłacza. Trudno o normalny oddech. Miarowe tykanie zegara, odmierza czas do tego, co za chwilę nastąpi. Mimo, że trzecia w nocy, kukułka kuka tylko raz.

  

Rodzice jak zwykle dyskutują przed snem. Uchylone drzwi, przepuszczają snop białego światła. Zapomnieli zgasić, chociaż zazwyczaj to czynią. Co jakiś czas słyszą z oddali wściekłe popiskiwania. Ciche, lecz intensywne. Mają wrażenie, że jakieś tajemnicze stworki, tęsknią za pożywieniem. Nie mogą spokojnie rozmawiać. Wychodzą na korytarz. Pusto.

  

W przytulnym pokoiku słodko urządzonym, śpi ich mała córeczka. Wie, że jest śliczną księżniczką: Nusią. Mamusi, tatusia i kochanego braciszka. Buzię ma uśmiechniętą. Wierzy, że jest szczęśliwa i bezpieczna w swoim śnie. W śnie na pewno.

  

Chłopczyk otwiera oczy. Nie może tak trwać w ciemności. To jeszcze gorsze. W pierwszej chwili nie wie, co widzi. Dopiero po kilku sekundach uświadamia sobie, na co patrzy. Obydwie pary oczu są blisko siebie. Tego czegoś i jego. Dostrzega czubek uniesionego ogona, wystającego zza grzbietu na tle zegara, wiszącego na przeciwległej ścianie. Błyszczące ślepia świdrują go intensywnie. Zwierzę otwiera pysk. Tak samo jak jego wielki cień na ścianie. Chłopiec widzi ostre żółte zęby. Coś obrzydliwego jest do nich przyklejone.

  

Przerażenie schowane w lęku, ma odciętą drogę ucieczki. Następuje wzajemne wykluczenie. Przestaje odczuwać cokolwiek. Z tego wszystkiego zapomina jak to jest. Dziwna więź zaczyna go łączyć z tym straszydłem. Nagle słychać dziwny odgłos. To nocna lampka spada na podłogę, zmieciona śliskim, pomarszczonym ogonem. Kolorowy, wesoły zwierzak, przestaje wirować.

  

Rodzice stoją na korytarzu. Popiskiwania nagle ucichły. Mimo tego zaglądają do królestwa kochanej księżniczki. Śpi słodko, oddychając uroczo. Nie idą na piętro, do pokoju syna. Powiedział, że ćwiczy odwagę. Spełniają prośbę.

  

Z pyska stwora sączy się zielonkawa mgła. Dziecko odrzuca kołderkę, lecz strach go paraliżuje. Nie może uciec. Gęsta, zimna zieloność, zwiększa moc. Ciało zaczyna porastać szara sierść. W ustach wyrastają ostre, żółtawe zęby. Palce zakończone pazurami, drapią wściekle pościel. Przemiana następuje bardzo szybko. Wygląda inaczej a myśli ma zupełnie inne, niż te, które miał przed zaśnięciem. Ma też mniejsze ciało.

  

Na chwile zasypia dziwnym snem.

  

Dostrzega rząd metalowych, ostrych zębów. Nagle spadają w dół. Słyszy pisk i trzask złamanej kości. Jednocześnie w jego głowie pojawiają się słowa: to oni zabili mojego opiekuna – dbał o mnie – jest ojcem moich dzieci – musimy się zemścić – na dole leży smaczny kąsek, prześliczne dziecko którego uwielbiają – bardziej niż kochali ciebie – musisz to zrobić sam, bez mojej pomocy – dostaniesz nagrodę w postaci smacznego ciałka – resztę zjedzą moje głodne dzieci – szkoda, że się z nimi nie podzieliłam, mogłabym zyskać więcej pomocników – podprowadzę cię do jej pokoju - a później wrócę do moich małych ukochanych – powiem im, że szykuje się uczta.

  

W korytarzu nie słychać żadnych dźwięków. Rodzice posnęli w błogim przekonaniu, że wszystko w najlepszym porządku. Nagle ciszę zagłusza tupot małych i dużych pazurów. Ich właściciele schodzą ze schodów. Duży sztywny ogon obija się o stopnie, w miarowym stukocie. Lampka zamieszczona blisko podłogi wydłuża niekształtne cienie. Mniejszy zostaje przed drzwiami. Większy wchodzi do pokoju księżniczki.

   

Czeka przed drzwiami. Jest zadowolona. Umysł dał się uformować, zgodnie z jej życzeniem. Nie tylko umysł. Nie była pewna, czy przemiana, dojdzie do skutku. Póki co, wszystko idzie zgodnie z planem. Da mu czas. Może wejdzie na gotowe. Kiedy będzie po wszystkim. Czas się schować. Słyszy jak ktoś biegnie. Lub biegną.

  

Zajmuje prawie połowę łóżeczka. Buzują w nim mordercze emocje. Czuje zapach młodego świeżego ciałka. Podchodzi bliżej twarzy. Myśli tylko o tym, by rozszarpać to delikatne, miękkie gardło. Jeść mięso, popijając krwią. Wyrywać wnętrzności. Spijać krew. Nagle na obrzeżach umysłu, jak za mgłą, dostrzega obraz: że on zna to miejsce, że ta twarzyczka jest mu znajoma i nie obojętna. Ma wrażenie, że myśli w głowie, płoną żywym ogniem, a on nie wie, jak je ugasić. Nagle dziewczynka otwiera oczy.

  

Rodziców budzi przeraźliwy wrzask. Nie mają wątpliwości skąd dochodzi. Po chwili stoją w progu i nie wiedzą co robić. Na łóżeczku ich ślicznej ukochanej księżniczki, siedzi ogromny szary stwór. Dziewczynka przestaje krzyczeć. Jest przerażona. Nie może wydobyć z siebie głosu. Obrzydliwy pysk dotyka delikatnych, dziecięcych policzków. Ostre pazury ranią rękę. Widać krew. W kompletnej ciszy, która zaległa, słychać jedynie, nerwowe uderzenia ogona o pościel. Bestia odwraca pysk w ich kierunku. Jedynie ślepia nie pasują do całości.

  

Przecież te istoty już kiedyś widział. Wie, że oglądał je wiele razy. Tylko kim one są? Chociaż z drugiej strony, chętnie by im skoczył do gardeł. Spostrzega, że coś szepcą między sobą. Po chwili jedna z nich wychodzi. Skacze na podłogę jak ciemny obraz, na tle kolorowych zabawek. Zdaję sobie sprawę, że będąc tak blisko pokarmu, mógłby nie wytrzymać. W mózgu wirują skołatane myśli. Jego świadomość jest bliska odkrycia prawdy, lecz podświadomość, nadal jest pełna, głodnych, zabójczych instynktów. Widzi, że istota wraca do pokoju. Trzyma w ręce łopatę. Wie, co teraz nastąpi. Nie zdąży się dowiedzieć, co to za jedni. Nie ucieka. Bo i po co? Wie o swoich morderczych zapędach. Mógłby zrobić komuś krzywdę.

  

Matka na ułamek sekundy ma wrażenie, że widzi łzy i jakiś żal, w tych… dziwnych, smutnych oczach. Wmawia sobie szybko, że to tylko przewidzenie, lecz częścią matczynego umysłu, nie jest o tym przekonana.

  

Chwilę przed pierwszym uderzeniem, prawie ich rozpoznaje. Zabrakło kilku sekund.

  

Ojciec zadaje pierwszy cios. Stwór kwiczy jak zarzynana świnia.

  

Dziewczynka zaczyna płakać. Krzyczy, żeby tatuś go nie zabijał, bo ona już wie, kim on jest.

  

Nie przestaje uderzać. Niech kwiczy. Chciał zabić naszą księżniczkę. Następne uderzenie. I jeszcze następne. Żona wrzeszczy do niego, żeby przestał. Przecież to jest martwe. Matka bierze córkę na ręce i wybiega z pokoju. Ojca jakby coś opętało. Za każdym uderzeniem, myśli o córce. Przecież mogła być rozszarpana, przez tą cholerną bestię. Uderza jeszcze wielokrotnie. Z coraz większą siłą. Aż w końcu po podłodze walają się osobne części szarego ciała. Zabawki na dywanie, opryskane brudną krwią, zmieniły swój dziecięcy wygląd. Są już bardzo dorosłe. Za bardzo. Odcięty ogon, leży na wilgotnej, poplamionej kartce. Widać na niej obrazek, a pod nim koślawe słowa, jakby odwzorowane od czegoś, trochę dziwne jak na małe dziecko:

  

թօ ժrմցíҽj sեɾօղíҽ łzყ

rɑժօśϲí եɾօϲհę jҽsե

sϲհօաɑղҽ ա ϲҽղղყϲհ ϲհաíƖɑϲհ

ղíҽ zաƖҽƙɑj եყƖƙօ ҍíҽɾz

   

Ƙօϲհɑղҽʍմ Ɓɾɑϲíszƙօաí

օժ ƙօϲհɑᴊąϲҽᴊ Տíօsեɾყ

  

*

Wychodzi z pokoju po wiadro i szmatę. Trzeba zrobić tu porządek. Pozbyć się cholernego ścierwa.

                  

Po chwili wraca i doznaje prawdziwego szoku. Nawet krzyczeć nie może. Na podłodze leży rozczłonkowane ciało. Martwe oczy w odciętej głowie, spoglądają na pluszowego misia. Poznaje te oczy i twarz. Wśród kości, krwi i mięsa, siedzi paskudne coś. Tyle, że mniejsze. Patrzy prosto na niego. Skacze w kierunku twarzy. Rani ją paskudnie. Nie czuje bólu. Krew kapie na podłogę. Klęczy zupełnie otumaniony. Patrzy jakby z wyrzutem na obrazek wiszący na ścianie. Widać na nim dwójkę dzieci, a przy nich anioła stróża.

  

Stwór ucieka z pokoju. Spełnił swoją misję. Wszystko zadziałało w nim jak trzeba. Eksperyment się udał. Odruchy prawidłowe.

 

Ojciec nadal klęczy w głębokim szoku. Zgarnia wszystko rękami. Pragnie na nowo złożyć syna w jedną całość. Dopasować kawałek do kawałka. Szuka przez chwilę wzoru. Nie znajduje.

Jakby układał puzzle.

 

Średnia ocena: 4.9  Głosów: 7

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (25)

  • błękitnypłomień 9 miesięcy temu
    Aleś pojechałeś tym razem.
    Taka creepy pasta :)
  • Dekaos Dondi 9 miesięcy temu
    Błękitnypłomień↔Dzięki:)↔Hymnąć muszę... czy ja wiem, czy aż taki przesadnie... creepy??:)
  • błękitnypłomień 9 miesięcy temu
    Dekaos Dondi Creepy w tym wypadku oznacza przerażającego w zestawieniu z pastą - horror, krótki w treści. Spełnia wszystkie warunki tegoż gatunku.
  • Dekaos Dondi 9 miesięcy temu
    Błękitnypłomień↔Chyba, że tak. Nie zajarzyłem z tą pastą?
  • błękitnypłomień 9 miesięcy temu
    Dekaos Dondi A widzisz!
  • błękitnypłomień 9 miesięcy temu
    Dekaos Dondi Czy idzie do Ciebie się jakoś skontaktować bardziej niepublicznie?
  • Dekaos Dondi 9 miesięcy temu
    Błękitnypłomień↔Jakoś idzie?↔Zakładka→u mnie:)
  • Angela 9 miesięcy temu
    Ja to nie wiem, czy ktoś jeszcze potrafi tak klimat grozy budować jak Ty DD.
    Świetne i ciary chodzą po grzbiecie.
    Pozdrawiam.
  • Dekaos Dondi 9 miesięcy temu
    Angelo↔Dzięki:)↔Kwestia otwarta dla piszącego, gdyż dla każdego, co innego, może być horrorem?:)
  • rozwiazanie 9 miesięcy temu
    Powiedział, że /chce/ ćwiczyć odwagę.

    Tak to jest, jak bez licencji tworzymy frankensteina.:)) zajmujący tekst. ↔ Pozdrawiam:)
  • Dekaos Dondi 9 miesięcy temu
    Rozwiazanie↔Dzięki:)↔O właśnie. Bez licencji, może być różnie?:)
  • rozwiazanie 9 miesięcy temu
    Fragment opowiadania jest wyrwany z kontekstu, ktoś musiał przynieść białą substancję (dostrzega biały, dziwny strzępek) do domu....i pewnikiem bez licencji.?:))
  • Dekaos Dondi 9 miesięcy temu
    Rozwiazanie↔Może autor podrzucił, by urozmaicić, nawet bez licencji?:)
  • Flanderspoppy 9 miesięcy temu
    Pierwsze trzy zdania i już wiedziałam, że muszę przeczytać do końca !
    Dziękuję, było warto ! :)
    Pozdrawiam !
  • Dekaos Dondi 9 miesięcy temu
    Flanderspoppy↔Dzięki:)↔A zatem miło mi, rzekłem?:↔Pozdrawiam:)
  • Maurycy Lesniewski 9 miesięcy temu
    Wydawałeś mi się zawsze grzeczny pisarsko, bajeczka, pioseneczka, piękne i barwne opowiadanie, a tu patrzaj pan jakeś pojechał! Nie dajesz się zamknąć w żadnej szufladzie!
    Pozdrawiam!
  • Dekaos Dondi 9 miesięcy temu
    ML↔Dzięki:)↔Mam takich więcej:))↔Trafiłeś w sedno. Faktycznie. Nie daję się. To bardziej rozwija.
    Pozdrawiam:)?:
  • Pasja 9 miesięcy temu
    Mocne do bólu. Świat dziecka nie powinien pozostawać w ciszy z własnymi lękami.
    Czy zniszczenie kogoś ma jakąś cenę, jakiś plan? Metafora uczłowieczenia szczura jest zastanawiająca. Zwłaszcza w stosunku do siostry. Poruszyłeś.

    Pozdrawiam
  • Dekaos Dondi 9 miesięcy temu
    Pasjo↔Dzięki:)↔W pierwszej wersji faktycznie był: szczur→ale później wolałem... nie dopowiedzieć, co to:)
    Tak mi doradziła wtedy Szu:)↔Pozdrawiam:)↔%
  • Pasja 9 miesięcy temu
    Dekaos Dondi w drugim akapicie pachnie szczurem
  • Dekaos Dondi 9 miesięcy temu
    Pasja↔Co racja, to racja. Pachnie, ale dosłownie, nie stoi:)
    Z rozpędu dałem sobie↔5(%):))
  • Marek Adam Grabowski 9 miesięcy temu
    Z początku myślałem, że to będzie proza poetycka, a tutaj tym czasem horror (nieco tandetny). Napisze tak, fabuła mi się nie podobała, ale pióro już tak - i to bardzo. Pozdrawiam 4
  • Dekaos Dondi 9 miesięcy temu
    Marek Adam Grabowski↔Dzięki:)↔Tak to jest. Czasami podejdzie styl, a treść wcale, lub odwrotnie.
    Każdy inne patrzenie ma:)☺️↔I dobrze:)↔Nie nudno:)↔Pozdrawiam:)
  • szopciuszek ponad tydzień temu
    Przeczytałam. Można się było domyślić, jak to się zakończy (może dlatego, że parę Twoich strasznych rzeczy już czytałam), ale mi to nie przeszkadzało. :)

    Najstraszniejsze jest to, co sami sobie robimy, czy raczej wyrządzamy.
  • Dekaos Dondi ponad tydzień temu
    Szopciuszek↔Dzięki:)↔Gdy wtedy zacząłem pisać, to nie bardzo wiedziałem, jak to się dalej potoczy.
    Pozdrawiam😉:)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania