Pokaż listęUkryj listę

Opoww *** Տíҽժząϲყ ղɑ Ƥɾoցմ

Siedział na progu domu i strugał wariata. Całkiem nieźle mu to szło. Miał smykałkę, do tego typu rzeźbienia, w kolorze słońca. A przynajmniej chciał wierzyć, że barwa jest realna. Tak samo jak błękit. Wysoko, a tak blisko jego marzeniu. Bez skrzyżowanych cieni. Ludzie przechodzili obok. Czasami ktoś zapytał:

 

–– Co znowu strugasz?

–– Wciąż to samo –– odpowiadał. — Wariata.

–– Tylko się nie zatnij.

–– W sobie? –– pytał wtedy.

–– Bynajmniej.

–– Spoko ludź. Nóż jest tępy.

–– Oby tylko nóż –– dodawali złośliwce.

 

Nie przejmował się tym. W jego sytuacji, trudno było o taką możliwość. Ludzi ogólnie lubił, chociaż byli jacy byli. On też nie grzeszył doskonałością. Też był jaki był. Za uszami widniała nie tylko tylna część głowy, lecz także żółta ściana zakurzonej elewacji. Koszulę nadzianą na korpus, ledwo można było dojrzeć, na jej tle. Tak samo czapkę z postrzępionym rydlem do przodu, by wiedział w którą stronę iść, jeżeli akurat szedł, a nie strugał wariata.

 

Przechodnie przyzwyczajeni do codziennego widoku o zwykłej porze, traktowali go na zasadzie wyświechtanej atrakcji turystycznej, lub w większości przypadków, przestawali zupełnie dostrzegać. Stawał się dla nich przezroczysty, nie wart żadnych pytań.

 

Aż pewnego razu, coś uległo zmianie. Przed progiem stała szubienica z wahadełkiem, poruszanym wiatrem. Powróciło zainteresowanie. Niektórzy przystawali, kiwając głowami, niczym aniołki na skarbonce, przy żłóbku. Przecież szubienicy nie strugał w bryłce czasu, chociaż zapewne, trochę czasu mu to zajęło.

 

No nie. Gdzie tam. Nie wspominał, że struga. To skąd ona? Zdziwień nie było końca. Tym bardziej, że można było dostrzec, rzeźbione, polakierowane ornamenty, w których lśniła odwrotna strona nieba i zdeformowana odbiciem, żółta pętelka.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 5

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (8)

  • rozwiazanie 3 miesiące temu
    Żółta pętelka nabrała koloru nieba. Pozdrawiam. ?
  • Dekaos Dondi 3 miesiące temu
    Rozwiazanie↔Dzięki:)↔Tylko że sam kolor, czasami nie wystarczy:)↔Pozdrawiam?:)
  • Poncki 3 miesiące temu
    Samotność tak go załatwiła...
  • Dekaos Dondi 3 miesiące temu
    Poncki↔Dzięki:)↔Niekoniecznie. Aczkolwiek możebne:)↔Pozdrawiam?:)
  • Piotrek P. 1988 3 miesiące temu
    To opowiadanie ma niepowtarzalny klimat. Przypomniały mi się szalone czasy dzieciństwa, kiedy chodziłem do szkoły podstawowej i moje wybryki przez cały rok. Na przykład katem, na ogródkach działkowych zdarzyło mi się wejść na drzewo na opuszczonej, zaniedbanej, zarośniętej zdziczałą roślinnością działce i jeść owoce prosto z tego drzewa, lecz pod warunkiem, że nie były robaczywe.

    Bo jak były zajęte przez dzikiego, niechcianego lokatora, to wraz z nim były wyrzucane w wysoką trawę, konkurująca o przestrzeń życiową z zapuszczonymi, zdziczałymi roślinami uprawnymi, takimi jak na przykład poziomki, a nawet pszenica czy owies.

    5, pozdrawiam ?
  • Dekaos Dondi 3 miesiące temu
    Piotrek P.1988↔Dzięki:)↔Ano. W dzieciństwie różnie bywało. Drzewa na drodze, też:)
    Pozdrawiam?:)
  • Wrotycz 3 miesiące temu
    Wiesz, zatrzymało, bardzo. Nie wiem, czy interpretuję zgodnie z Twoją intencją, bo widzę w "złotym wariacie" wyjątkowo mądrego strugacza jasnych odsłon życia we wszystkim co byt ze sobą niesie, więc i w tym nieubłaganym końcu.
  • Dekaos Dondi 3 miesiące temu
    Wrotyś↔Dzięki:)↔Blisko mojej intencji interpretacja Twoja. Inność ma swoje plusy i minusy zazwyczaj.
    Ale "plus jest większy":)↔Pozdrawiam ?:)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania