Pokaż listęUkryj listę

Opoww *** Cʋcɦƞącʮ Sɑɱotƞością

To mix dwóch dawnych tekstów. Takich napisałem, chyba jeno trzy

-------------------------------------------------------------------------------

 

 

Siedzi ciężko na wgnieconym fotelu i śmierdzi. A dużo tego jest. Tłustej, spoconej samotności, wciśniętej w pomarszczone, zawilgotniałe poduszki. Mniej samotne, bo tulą nawzajem kałduny pierza, w poplamionej podszewce. Ciało niczym zaropiałe fale morza, wylewa się poza zbutwiałe oparcia plaży. Nie pamięta, dlaczego aż tyle jego jest i czemu tak, a nie inaczej. Pajęczyna zwisająca z sufitu, czochra cuchnący nos, wysuszonym trupem muchy. Spleśniały odór szybuje po całym pokoju, tuląc cząsteczki stęchłego powietrza, a wszystko wokół, pokryte kleistym całunem lepkości.

 

Właśnie chce oderwać szklankę od stołu. Za bardzo przyklejona przeszłością. Pęka w ręce. Trzask łamanego szkła odbija się echem od brudnych, prawie czarnych od grzyba, ścian. Ostre krawędzie szkła kaleczą dłoń. Wiele zostaje w mięsistej, lejącej skórze. Reszta spada na stół, pomiędzy wypalone zapałki i przyschnięty sok owocowy. Muchy odlatują w popłochu, lecz po chwili wracają ponownie. Zapach potu też przyciąga. Ciągle je odgania, zabandażowaną dłonią. Opatrunek szary i prawie twardy od brudu, czyni rękę niezgrabnie ociężałą. Nie dba o to, żeby zdjąć. Po co na co? Niby dla kogo ma ładnie wyglądać? Dla tych mebli wokół.

 

Ma różne dezodoranty i perfumy. Zostały jeszcze z innych czasów, w których mógł dzielić i z nim dzielono. Sika i wylewa na swój tłusty pot, lecz nadal cuchnie samotnością. Nie wie, czy z tyłu też jest samotny. Nie może dosięgnąć, by później powąchać dłonie. Ręce nie zginają się do końca. Rolady falującego tłuszczu, blokują dogięcie do upragnionego miejsca.

  

Na stole leży kawałek szynki. Raz po raz ktoś coś podrzuci, jak zwykłemu psu. Mimo wszystko, dokucza mu głód. Zgarnia białe robaki z mięsa i rozgniata na stole. Niech mi tu białko nie łazi – myśli sobie – kiedy za chwilę spożyje posiłek. Dobre jest. Wzmacnia. Mięso twarde i łykowate. Na pół zgniłe, ale cóż ma poradzić. Coś musi jeść. Nie może pogryźć. Wyciąga z ust sztuczną szczękę, oblepioną resztkami jedzenia. Między zęby kładzie łykowaty kawałek. Dusi ile ma sił. Jakoś przegryza. Wkłada szczękę na miejsce, a później owe mięsiste skrawki. Teraz lepiej. Są mniejsze. Delektuje się smakiem.

  

Koszulę ma zapiętą na ostatni guzik. Ten blisko szyi. Reszta odpadła ze zrozumiałych względów. Nie zdołała objąć całej samotności. Pomimo tego, marzy o przyzwoitym wyglądzie. Nagle, ni stąd ni zowąd, pragnie się podobać, chociaż krążącym muchom. Jeszcze niedawno wieszał klejące flaki na lampie i patrzył jak się przyklejają, lecz odkleić nie mogą. Groził żółtym, wystającym paznokciem, że dobrze im tak. Teraz nawet muchy sprawiają radość, chociaż nadal śmierdzi tym co zwykle.

 

Chociaż akurat teraz ma inny problem. Muchołapka spadła na głowę. Przykleiła się do resztki włosów. To go wnerwia. Sapie tłusto i grubymi, wilgotnymi paluchami, chce ją z głowy zdjąć. Fałdy skóry falują z wysiłku, ocierają się jedna o drugą, w świerzbiących wilgotnych poślizgach. Mało widzi, bo zagubione w serdelkowych zmarszczkach oczy, są mokre od potu. Wyrywa kleistym flakiem, trochę włosów. Zakrywają przylepione muchy, nadając im wygląd miniaturowych, obumarłych krzaków.

 

W kieszeni leży stary majonez. Luzem, bo w szkiełku by się nie zmieścił. A woli mieć pod ręką, to co lubi. O mało co, a by o nim zapomniał. Wyjmuje podszewkę z przyklejonym smakołykiem. Zeskrobuje grzebieniem, na którym są resztki włosów. Uwielbia z nich zlizywać żółte mazidełko. Smaruje kawałek chleba wokół plamy pleśni. Nie bardzo to wszystko smakuje, ale cóż… lepsze to niż nic.

 

Na ręce ma stary strup. Zapomina, co to w ogóle jest. Chyba coś do zjedzenia. Taki mały orzeszek. Odrywa ze skóry i kładzie do ust. Chrupię przez chwilę i nagle wypluwa. Nie lubi takich orzeszków. Już nie szuka pozostałych na spoconej, włochatej skórze, lecz przypomina sobie, że w garnku jest trochę wody. Szuka przez jakiś czas, niezużytej zapałki, wśród starych, wypalonych petów. Gazu jeszcze nie wyłączyli.

 

Musi się spieszyć. Kładzie garnek na kuchence. W wodzie pływają czarne pająki. A niech zostaną. Zawsze to jakaś wkładka. Nóżki może wypluć a tułów to zawsze trochę mięcha. Zapala pod garnkiem. Płonąca zapałka wisi i nie chce zlecieć, przyklejona do palca. Sama spadnie.

Teraz musi czekać, aż się woda zagotuje. Może przez ten czas znowu posiedzieć.

 

Sprężyna z tapczanu wchodzi w tyłek. Chciałby wstać, ale nie może. Skóra naciągnięta, ale puścić nie chce. Przecież niewygodnie tak trwać w przysiadzie. Szarpie z całych sił. Wyrywa kawałek mięsa. Jest dość duży. Spływa ślisko z palców, zostawiając czerwoną smugę. Podnosi i wrzuca do garnka. Słyszy chlupnięcie. Kilka kropelek, parzy dłonie. Skoro część dupy i tak wyrwana, to po co ma się zmarnować. Zupa będzie tłuściejsza. Trochę krwi też poleciało. Niestety na czerninę to za mało, ale żeby wodę zaciągnąć, to wystarczy.

 

Siada znowu. W innym miejscu. Tyłek go boli, ale przestanie. Zawsze tak jest. Boli i przestaje. Wdeptuje w coś nogą. O cholera, nie zauważył. Zwłoki szczura w pełnym rozkładzie. Papeć jest cały oblepiony, kleistym różowym mazidłem. Tego jeść nie będzie. Nawet on ma swoje zasady. Szczury mu nie smakują. Nawet te młode, bez włosów jeszcze. Zupełnie bez smaku. Jakby papier wcinał. No chyba, że pieczony chrupiący ogonek. Pobudza apetyt, niczym chipsy.

 

Słyszy bulgotanie. Woda się gotuje. Podchodzi bliżej. Łapie garnek. Gorący jak diabli. Za chwilę wrzątek spływa na gołą stopę. Papcia nie ma, bo schnie na stole. Później wykruszy szczurze ciało. Zaczyna krzyczeć, ale za chwile przestaje. Nauczył się odporności. Widzi bąbelki na nogach. A niech sobie będą. Jak kropelki rosy o poranku. Komu to zawadza. Przecież nie mnie, myśli sobie. Tylko, że nie ma co zjeść. Zupa się wylała.

 

Widzi w kałuży skrawek swojego tyłka. Bierze do ust. Kiwa głową sam do siebie, że dobrze wygotowany. Wieprzowa golonka prawie. Gryzie i przełyka. Głód chociaż trochę zaspokojony. Jutro ściągnie martwego gołębia z balkonu i obierze z piór. Posmakuje prawdziwej uczty. Będzie miał dzisiaj na co czekać. Jak mógł o nim zapomnieć. Może zdechł specjalnie dla niego

 

Podłoga skrzypi i jęczy wszystkimi deskami, gdy ciężko wstaje z fotela. Ma już go serdecznie dość. Po chwili przyklęka. Chociaż trudno, gdyż fałdy brzucha, hamują zgięcie. W piecu buzuje. Dlatego tak gorąco. Nie pamięta, żeby rozpalił, czym i co w ogóle pochłania ogień. Wrzuca muchołapkę do paleniska. Ta zwija się w spazmach płomieni.

  

–– Nie kupię nowej –– postanawia tłusto.

  

Z wielkim wysiłkiem wstaje. Oddycha z trudem. Ma ostatnio problemy z sercem. Nie słyszy tykania zegara. A przecież pamięta, że nakręcał. Stoi przez chwilę, patrząc w okno. Na zaludnioną ulicę i park po drugiej stronie. Czy chciałby tam być? Może. Tylko po co? Wewnętrzną częścią dłoni ociera spocone czoło. Obraca się, by spojrzeć na zdjęcie wiszące na ścianie. Zahacza grubą owłosioną nogą, o wystający kawałek wykładziny. Traci równowagę. Pada na podłogę, uderzając głową o kant stołu. Tłuszcz faluje pod skórą, lecz po chwili zamiera w bezruchu. Na nosie siada mucha. Pająk snuje na oczach pajęczynę, w którym skrył się ostatni obraz.

 

Przestaje śmierdzieć samotnością. Teraz zaczyna śmierdzieć inaczej. Lecz to już go nie martwi.

Deszcz z nieba obmywa ciało gołębia.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 5

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (10)

  • błękitnypłomień 9 miesięcy temu
    Kur... DiDi - sorry, ale nie doczytam. Ja wiem, że to artystycznie jest przepiękne i literacki, ale żebyś tak normalnie sczezł z tematyką.
  • Dekaos Dondi 9 miesięcy temu
    Błękitnyfire↔I tak Dzięki, z to co zdołałaś przeczytać?:)↔Widocznie nie każdy może:)↔Pozdrawiam:)?
  • Antoni Grycuk 9 miesięcy temu
    Widać, że zlepione z dwóch. Moim zdaniem znacznie lepiej byłoby, gdybyś zostawił tekst o tłustej samotności sam. A tak jest trochę wypaczony poza nawias.
    Początek napisany świetnie, z metaforami, plastycznie, potem już trochę inaczej, może pospiesznie.
    Całośc podoba mi się, nawet bardzo.

    Pozdro!
  • Dekaos Dondi 9 miesięcy temu
    Antoniuszu↔Dzięki:)↔Ano wypaczony. Wiem:)↔Z mixami tak bywa:)↔Ale tematycznie się zgadza.
    Pozdrawiam:)?
  • rozwiazanie 9 miesięcy temu
    Postanowić tłusto, żeby śmierdzieć inaczej, zupełnie inaczej niż bohater tekstu, zdecydowanie inspirującego do wycieczki krajoznawczej.:)) Dekaosie narobiłeś apetytu na czerninę:)) Pozdrawiam. 5
  • Dekaos Dondi 9 miesięcy temu
    Rozwiazanie↔Dzięki:)↔Otóż to. A zatem smacznego życzę:)?↔Napisałem kiedyś tekst o smakołykach.
    Tam dopiero... apetycznie:)
  • Angela 9 miesięcy temu
    Literacko jak zwykle naj, ale też bardzo smutno. Zaczyna się człowiek zastanawiać, czy o kimś nie zapomina,
    czy gdzieś blisko, ktoś nie śmierdzi samotnością i rezygnacją.
  • Dekaos Dondi 9 miesięcy temu
    Angela↔Dzięki:)↔To taki przejaskrawiony, trochę metaforyczny obraz:)↔Pozdrawiam:)?
  • Angela 9 miesięcy temu
    Dekaos Dondi wiem, ale mimo to, daje do myślenia.
  • Piotrek P. 1988 9 miesięcy temu
    Bardzo artystyczne, awangardowe, działające na wyobraźnię i uderzające w mózg ?
    5, pozdrawiam ?

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania