Pokaż listęUkryj listę

Opoww *** Lᴇᴋᴄᴊᴀ Pᴏʟsᴋɪᴇɢᴏ ᴘᴏᴅ Nɪᴇʀóᴡɴʏᴍ Sᴜғɪᴛᴇᴍ

3 teksty z↔ NSzO

Chce mieć niektóre na profilu.

¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯

[1]

   

–– Dzień dobry dzieci.

–– Dzień dobry pani.

–– Siadajcie.

–– A gdzie proszę pani?

–– No jak to gdzie? Na krzesłach.

 

Uuuuuuuu słychać oraz narzekania, a nawet: ''Do jasnej ciasnej durnoty'' z cicha przez zęby nieśmiało szeptane, aż wreszcie ktoś wyjaśnia przyczynę, takiego zachowania:

 

–– Nie ma.

 

Nauczycielka zauważa, że faktycznie nie ma. Krzyczy filologicznie bez interpunkcji:

 

–– Woźny Proszę natychmiast przynieść krzesła Ruchy ruchy!

–– A na cholerę. Nie mogą stać?

–– Nie mogą. Strasznie zmęczeni tym pochy-leniem, a ja jestem odpowiedzialna za ich prosty kręgosłup moralny. Czyżby pan nie pamiętał, że szkołę zbudowano: za niską, z uwagi na tak samo niską dotację. Sufity też blisko ziemi na dodatek nierówne. Ja to nawet muszę kucać, gdy nie siedzę.

 

No rzeczywiście. Uczniowie sterczą przygięci, gdyż o wyprostowaniu nie ma mowy. Jeszcze za bardzo stukną o sufit i nauka pójdzie w las. Taka postawa, może być jedynie przydatna przy szukaniu grzybów.

Po chwili szurania, pan woźny wnosi krzesła. Po dwa w ręce, bo szkraby nie duże, a i tak musi obrócić całą dekadę.

 

–– No dzieci. Teraz siadajcie – mówi spokojnie, choć nerwy się gotują, aż bąbelki puszczają. – Jakbyście stać nie mogły. W krzyżu mi strzyka dysk – mruczy po sekundzie męki. – Nie macie litości nade mną.

 

Słychać klekotanie drewnianych i biologicznych nóg, a po chwili ciszę.

 

–– Posłuchajcie uważnie – odzywa się prowadząca do siedzących. – Dzisiaj będziemy rozważać...

–– Moja mama psze pani, raz nawarzyła piwa i tatuś musiał wypić. A nie chciał.

–– Dziecko. Co ty chrzanisz? – pani nauczycielka przewraca oczami na wszystkie strony, jakby w oczodołach torebki szukała. – Jak to nie chciał? To przynieś mnie. Ja będę chciała.

–– Nie mogę, bo dziadek wciągnął z kufla do gardła przez cybuch od fajki – mówi poważnie ustami Zenek – Ale wiem, że pani by chciała, bo pani nie jest moim tatą.

–– Spostrzegawczy jesteś jak na swój wiek – zatrwożyła się pani. – No cóż. Spalonego piwa pić nie będę... co ja to powiedziałam na początku?

–– Woźny! Proszę przynieś krzesła, do lśniącej cholery!!

–– Dziecko! Co z tobą? W tej klasie wulgaryzmów nie używamy na co dzień.

–– A w innej psze pani, to można?

–– Robicie sobie podśmiechujki z pana woźnego.

–– A pani o chujkach to wolno? Poskarżymy panu dyrektorowi.

–– Pan dyrektor umarł na zapalenie kwalifikacji dydaktycznych.

–– To zaniesiemy kartkę na grób.

–– Tylko zapiszcie całą, żeby wandale na brudnopisy nie ukradły.

–– Przecież już przyniosłem poddupniki – odzywa się wspomniany a propos z korytarza . – Zadków nie macie, że nie widzicie?

–– Panie woźny. Tylko nie o tyłkach. Dosyć tych bezeceństw. Szczególnie patrzących. Tu dzieci słuchają.

–– Mają czego, to słuchają. Proszę mi tu nie wciskać!!

–– Ja panu? Nietaktowny dziad! A w ogóle, to skąd pan wie, że posiadają tyłki? Sprawdzałeś zboczeńcu jeden. Przyznaj się.

–– Już wolę stąd zamiatać korytarz. Mam długą miotłę. To milsze zajęcie, niż wysłuchiwanie jakiś tam... pedo-tego... insynuacji starej niewyżytej panny i nadpsutych bachorów.

–– I za pewne miętosić trzonek... tylko nie starej! Dupek!

–– Pszę pani. Mój brat kiedyś miętosił, ale mu odleciał... chyba też był dupkiem.

–– Chłopcze... matkości świata... co ty mówisz... skrzydeł od tego dostał.

–– Kto psze pani?

–– No to... maleństwo.

–– Nie, bo już miał od urodzenia. Kot złapał, ale nie przegryzł, bo mu się stawiał.

–– Aaa... rozumiem... dzisiaj będziemy omawiać przysłowie: wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma.

–– Nam też było by dobrze, tam gdzie nas nie ma, czyli nie tu.

–– Niewątpliwe – przytakuje wyrozumiale pani, kiwając głową na boki, bo gdyby w pionie, to by mogła zawadzić o sufit. – No Jasiu, co to znaczy?

–– Proszę pani, Jasiu nie odpowie, bo śpi.

–– To głupim się obudzi. Jego strata. Ty Marysiu powiedz, co to znaczy.

–– Tam gdzie jest dobrze, to nas nie ma – milczy moment bezgłośnie. – Czyli jesteśmy tam, gdzie nam źle.

–– A gdzie jesteś teraz?

–– W szkole – smutnieje. – No właśnie tłumaczę. Chcę dostać ocenę motywacyjną, to będzie mi dobrze – dodaje zachłannie, acz pewna swego. – Tak postawa wzmacnia moje morale – dodaje, odgryzając dolne wargi.

–– Och dzieci. Aż się przez was rozmarzyłam – nauczycielka wbija oczy w sufit prawie dosłownie. – Pewien pan, też chciał mi zrobić dobrze. Nie chciałam głupia. – ciągnie wzwód rozważań mądra po szkodzie. – A jestem młoda inaczej i następnej okazji mogę nie doczekać. No chyba, że nekroseks w ostateczności – przytupuje erotyczną powieką.

–– Ja bym głupia nie była, proszę pani – hałasi przygarbiona uczennica. – Babcia mi wytłumaczyła, że dobro jest dobre, a zło złe – wali regułką filozoficzną. – A dziadek powiedział, że już ma za dużo tego dobra od babci – poprawia piąstką w blat. – I nie może lepić na spokojnej głowie modeli samolotów w piwnicy – siada, by sapać zmęczona.

–– A po co jemu samolot w piwnicy na głowie? Nie dosyć im bujania w obłokach?

–– Nie chodzi o prawdziwy – odsapuje, a spieniony uśmiech wycieka z ust.

–– To klei duchy samolotów? – dziwi się nierozważnie pani. – Nie ważne. Jasiu nam się obudził. Powiedz nam drogi chłopcze, co oznacza powiedzenie...

–– Wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma – wyziewał zapytany.

–– Skąd wiesz? Przecież spałeś w czasie snu.

–– Ale tam, gdzie mnie nie było, proszę pani. Jestem tu gdzie nie spałem.

 

W tej chwili słychać dzwonek na przerwę. Dzieci biegną gdzie ich nie ma... a gdzie chcą być.

••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••

  

[2]↔Agatka

  

Drogie dzieci. Nadszedł wreszcie, tak długo przez was oczekiwany dzień, kiedy to spotykamy się w bajkowym domku, a ja jestem waszą ukochaną wróżką. Za chwilę rozdam ciasteczka. Każde ma wyjąć niespodziankę, przylepić na nią swoje zdjęcie, wrzucić do urny i dopiero później zjeść słodkie opakowanie. Dziecko, które znajdzie najdziwniejszą, otrzyma zadośćuczynienie. Sama jestem bardzo ciekawa, co tam wyszperacie.

 

–– Wróżko! Ona się prawie udławiła. Od razu zaczęła jeść i bohater bajki utknął w przełyku, ale wyrzygała, aż cuchnącą cieczą buchnęło, gdy walnęłam ją w plecy.

–– Przecież mówiłam. Najpierw zajrzeć! A co to za niespodzianka?

–– Tomcio Paluch.

–– A zatem nagrodę otrzymuje Agatka.

 

 

••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••

*Miedzy Oknem a Widokiem* 

---------------------------------------------

[3] 

 

za oknem

za oknem przemokniesz

wichura ciemność zamieć

chodniki uciśnione śladami butów

 

dla ciebie

przytulny pokój miejsce kochane

 

a jednak bierz go bierz

wyrzuć znad bezpiecznego parapetu

z krawędzi decyzji daj mu skrzydła

pofrunie nad miastem

 

kroplami oczy zrasza deszcz

szczęścia świdruje namiastkę

lecz nagle przestał

 

pióro skrwawione złamane

gdzie podziała się reszta

Średnia ocena: 4.7  Głosów: 3

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (6)

  • Akwadar pół roku temu
    Podobuje mnie się :)
  • Dekaos Dondi pół roku temu
    Akwadorze↔Dzięki:)↔Pozdrawiam:)
  • Vincent Vega pół roku temu
    Miło się czytało, wiersz w szczególności zapadł mi w pamięci. Pozdrawiam serdecznie.
  • Dekaos Dondi pół roku temu
    Vincent Vega↔Dzięki:)↔Ten wiersz, tak trochę tu nie pasuje:)↔Pozdrawiam:)
  • Józef Kemilk pół roku temu
    Mocno odjechane, miejscami przezabawne, czasami nie ogarniam.
    pozdrawiam
  • Dekaos Dondi pół roku temu
    Józef Kemilk↔Dzięki:)↔I tak wziąłem nieco na wstrzymanie, jeżeli chodzi o "odjechane"))↔Pozdrawiam:)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania