Pokaż listęUkryj listę

Opoww *** Panie, gdzie pan idziesz z tym trupem?

To prawda. Umiał spacerować. Szczerze powiedziawszy uwielbiał ów proceder ponad wszelki bezruch. Tylko któregoś dnia, gdy tak wędrował po zielonej łące, przechodzący gość zapytał retorycznie: „Panie, gdzie pan idziesz z tym trupem”? Po usłyszanym pytaniu, w każdej mierze jak najbardziej zasadnym, zdał sobie nagle sprawę, że coś obficie czuje. Bynajmniej nie woń, której by pragnął najbardziej na świecie. A zatem ktoś ten codzienny rytuał sowicie zakłócił.

 

Przybysz pojawił się nagle i nie wiadomo skąd. Na domiar złego zaczął towarzyszyć w nożnym przemieszczaniu. Niewychowany taki, wygnał zapachy kwiatów oraz innych pasikoników, wytwarzając w te pędy, bezczelnie swój. Słodkawy odór jak się patrzy. Jeszcze niedawno samotny wędrowiec, w zasadzie nawet nie musiał spojrzeć. Od razu poczuł w nozdrzach – co już zdążył zauważyć – niemiłosierne mdłe szamotanie.

 

Szedł przy nim jako żyw rasowy trup. Sprawiał nieco pesymistyczne wrażenie. Nieskazitelny rozkład – przeciekający tu i ówdzie, poprzez zbutwiałe szczątki ubrania, z których gdzieniegdzie wystawały okrwawione kości, niczym zarżnięte pisklęta z gniazd – faktycznie nie należał do przesadnie miłych.

 

No cóż. Nasz bohater, który zaczął podróż na początku tekstu, płochy zanadto nie był. Zapytał prosto z mostu, krótko i treściwie, bo właśnie przechodzili przez kładkę nad strumieniem z ropuchą.

 

–– A tyś kto?

–– Trup.

–– A po kim?

–– Co po kim? –– dopytały zwłoki zgniłym tercetem słów.

–– Nosisz żałobę. Czarne odzienie masz.

–– Jest białe, tylko ty widzisz na czarno.

–– Nie łazi trup, tylko leży spokojnie.

–– Widzisz sznurki nade mną?

–– Te?

–– Nikną w błękicie nieba. Poruszany jestem.

–– A mowa twoja? Też poruszana?

–– Też. Tylko linki głośniejsze.

–– Nie widzę ich.

–– Ale zapewne słyszysz. Nieprawdaż?

–– No tak.

–– Wiesz co. Zamiast marnować czas na uprzejmości wobec moich zwłok, to lepiej dokładnie na mnie spójrz.

 

Spojrzał i padł trupem. Pomimo zniekształcających czynników, co wzrok sprowadzały na manowce, rozpoznał.

*

Spacerowicz chodzi po bezdrożach. Nagle dwa nieboszczyki idą obok niego. Po krótkiej rozmowie, każą się jemu, im… dokładnie przyjrzeć. Nie pada trupem, choć powinien, lecz dwóm zwłokom w tym samym czasie, zostają odcięte sznurki. Sypią na padół swoje ciała, zamieniając się w proch.

*

Gościu prochy wciąga… i zaczyna wędrówkę po zielonej łące. Lecz nagle, ktoś ten rytuał sowicie zakłóca. Jakiś przechodzący wędrowiec pyta uprzejmie: „Trupie, gdzie trup idziesz z tym doczesnym”?

Średnia ocena: 4.4  Głosów: 7

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (14)

  • piliery rok temu
    Dowcipnie ale namotane straszecznie. :D
  • Dekaos Dondi rok temu
    Pillery→Dzięki:)↔A chciałem więcej zamotać:)↔Pozdrawiam:)
  • Bajkopisarz rok temu
    Trochę jak konspekt przyszłej pracy. Generalnie może być, bo końcówka o prochach wciąganych wiele wyjaśnia. Może nie do końca satysfakcjonująco, ale z przekonaniem, mimo wszystko.
  • Dekaos Dondi rok temu
    Bajkopisarzu↔Dzięki:)→No tak. Trochę skrótowo, ale nie chciałem jeszcze... dziwniej:)↔Pozdrawiam:)
  • Szpilka rok temu
    Inne, warto było przystanąć ?
  • Dekaos Dondi rok temu
    Szpilko↔Dzięki:)→To fajnie, że warto:)↔Pozdrawiam:)
  • Angela rok temu
    Tytuł przyciągnął uwagę i nie sposób było ominąć. Nie zawiodłam się, warto było :)
    Pozdrawiam.
  • Dekaos Dondi rok temu
    Angelo→Dzięki:)↔Cieszy mnie to:)↔Pozdrawiam:)
  • Kocwiaczek rok temu
    Rzadko komentuję twoje teksty, ale i tak je czytam. Przyznam, że czasami "nie ogarniam" co masz na myśli. Tak było i w tym przypadku, dlatego musiałam przeczytać ponownie i "załapać". Dobrze piszesz. Masz swój pokręcony styl, którego nie da się nie lubić. Do tego lecisz jak snajper i strzelasz kolejnymi utworami, a większość pomimo zabawnego zabarwienia i tak daje po łbie. To trudne dla autora, jeszcze trudniejsze dla czytelnika. Zielona łączka nabrała nowego wymiaru w tym tekście. Spacerowanie okazało się mniej beztroskie. Ciężkie jest życie słabego człowieczka. Albo się wciągnie, albo ciebie wciągną...
  • Dekaos Dondi rok temu
    Kocwiaczku→Łojoj, co za wielki komć↔Dzięki:))
    Też przyznam, iż zdarza się, że nie ogarniam tego co napisałem. Jakbym czytał czyiś tekst:)
    Szczególnie po jakimś czasie. Fakt. Staram się przeważnie w tle ''coś''przemycić, ale różnie to bywa.
    Czasami→nic:)↔Pozdrawiam:)
  • Pan Buczybór rok temu
    O, najbardziej podoba mi się puenta. Dobre opowiadanie. Lekkie, nawet nieco mądre w niewymuszonym, nieco zabawnym stylu.
  • Dekaos Dondi rok temu
    Panie Buczyborze↔Dzięki:)↔ No... pewne myśli chciałem w tych głupotach przemycić:)↔Pozdrawiam:)
  • imerej rok temu
    O! Zacny tekst! Kłaniam się z uznaniem.
  • Dekaos Dondi rok temu
    Imerej→Dzięki:)↔Hmm... bez przesady, bom speszony:) ↔Pozdrawiam:)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania