Pokaż listęUkryj listę

Pięć Domen: Tom 1 - Światło Północy: cz. 24

INTRYGA

 

Na widok przybyszy Mavis zmieniła się nie do poznania. Jej twarz rozpromieniała, policzki nabrały rumieńców a upozorowany entuzjazm przypominał grę aktorską na teatralnej scenie.

– Oh! Arcykapłan Sared! – pozdrowiła duchonego z emfazą i podeszła do młodego – jak na arcykapłana – mężczyzny, w złoto-białym habicie.

– Cóż za przyjemność gościć waszą świątobliwość w naszych skromnych progach.

– Wskazała gestem na ogromną komnatę wypełnioną zabytkowymi meblami i wyszywanymi pozłacaną nicią arrasami.

– Witam Lady Galat – Sared sponsowiał i spojrzał nieśmiało w jej dekolt, niemal natychmiast besztając się za to w myślach. – Pani Ambasador jest czarująca jak zwykle – skomplementował i pocałował podsuniętą dłoń namiestniczki.

Mavis może i nie była klasyczną pięknością, do której wzdychają tłumy, jednak miała w sobie coś, co onieśmielało mężczyzn: przytłaczającą pewność siebie, którą emanowała każdym ruchem, słowem i spojrzeniem.

– Pani Namiestnik – warknął Mezmir.

– Ach te tytuły; co my byśmy bez nich zrobili – oświadczyła Mavis i zaśmiała się sztucznie – A ten przystojny mężczyzna za waszą świątobliwością, to zapewne sir Hektor. Przekierowała wzrok na stojącego nieco w cieniu, kolosalnego szefa gwardii.

– Lady Galat – Hektor oddał pokłon.

– Nigdy nie mieliśmy okazji bliżej się poznać na cesarskim dworze sir Hektorze – Lady Galat rzuciła mu skrupulatnie dobrane spojrzenie: takie, które ma trafić w słaby punk przeciwnika i go rozbroić.

– Pani, podziwiać twą urodę z bliska to prawdziwa przyjemność – skomplementował kapitan, jak na gentelmana i rycerza przystało.

– Arcykapłanie, Hektorze. Co was tu sprowadza? – Wtrącił się Mezmir. On w przeciwieństwie do Siostry nie zmienił swojego zachowania: nadal był posępny, oschły i rzucał słowami ja żyletkami, co idealnie pasowało do jego ogólnej aparycji. Blada cera, mocne kości policzkowe i długie – jak na mężczyznę – brunatne włosy. Wszystkie te atrybuty połączone z tym niepokojąco pustym spojrzeniem, nie zachęcały do rozmowy. Sared jednak był zdeterminowany.

– Namiestniku Mezmirze – pozdrowił go pokłonem, nabrał powietrza i zaczął przemowę z zawziętością i werwą niczym na porannym kazaniu:

– Przybyliśmy do Watenfel przed dwoma dniami, co dało mi czas rozeznać się w sytuacji.

– I jakież są wnioski z twoich obserwacji? – przerwała mu zaciekawiona Mavis.

– Z rozkazu cesarza miałem wspomóc kapłanów Imaltis w walce ze skutkami zarazy, która szerzy się w Walon i potęguje niepokoje społeczeństwa związane z panującą klęską nieurodzaju.

– Do rzeczy Saredzie – burknął namiestnik.

– Oczywiście panie. Otóż jest gorzej niż zakładałem: pobliskie pola święcą pustkami, a izby świątynne przepełniają chorzy, szukający pomocy i opieki. Owszem niektórzy z nich są wychudzeni, ale to, co im doskwiera… ta słabość, chroniczne zmęczenie i… i oczy… Nigdy czegoś takiego nie widziałem. Puste i szare, jak u trupa.

– Mamy świadomość tej trudnej sytuacji arcykapłanie. Twoje spostrzeżenia nie wnoszą nic, czego sami byśmy nie wiedzieli. – Mezmira zaczynała irytować ta rozmowa, a kapłana speszył pogardliwy ton namiestnika; zdołał jednak opanować drganie głosu i kontynuował.

– Panie, nie wątpię w waszą wiedzę.

– Zatem pytam jeszcze raz. Co was do mnie sprowadza? – naciskał Mezmir a Mavis tylko się temu przyglądała, skrywając uśmiech za przystawionym do ust kieliszkiem.

Po chwili zwątpienia, Sared, wiedziony chęcią zakończenia nieszczęść, których był świadkiem, szybko zebrał się w sobie. Nie dam się stłamsić przez ten posąg, pomyślał.

– Panie, zeznania ludzi spoza murów są chaotyczne, ale mają wspólny element. Tuż przed pierwszymi oznakami zarazy, w każdym gospodarstwie zjawia się tajemnicza postać z insygniami świątyni. Błogosławi uprawy w zamian prosząc tylko o nocleg. Śmiem twierdzić – uniósł palec lewej ręki dając sygnał, iż zbliża się coś ważnego i wymaga niepodzielnej uwagi od słuchaczy.

– Śmiem twierdzić, iż przyczyny tego zjawiska mają podłoże magiczne – zaakcentował i poczuł ulgę, jak po zrzuceniu worka z balastem, który zalegał mu na duszy. Sama treść stwierdzenia, w jego przypadku, nie było niczym zaskakującym ani odkrywczym. Kapłani Imaltis wszystkie nieszczęścia zrzucali na magię: zdechł mi kot – magia! Pada – magia! Nie pada – magia! I inne tego typu sprawy. Na tle tego, zaraza była książkowym przykładem użycia demonicznej astry.

– I tyle? – spytał lekceważąco Mezmir.

– Panie, moim zdaniem w Watenfel, ktoś podszywa się pod kapłankę Imaltis i zatruwa uprawy – konfabulował Sared. – Miejscowi duchowni podzielają te obawy – dodał umacniając swoje stanowisko.

– W jakim celu i nader wszystko, kto miałby to czynić Saredzie? – Na czole Namiestnika pojawiły się zmarszczki: ta „burza” ekspresji w wydaniu Galata, oznaczała głębokie poruszenie.

– Na to… – kapłan westchnął ciężko – Niestety nie mam jeszcze odpowiedzi, dlatego przychodzę prosić o pomoc, panie – Mavis podeszła do stołu aby nalać sobie wina, ale spostrzegła, że obok karafki stoi pełny kielich zaś biały fartuszek znika w drzwiach dla służby.

Namiestniczka wzruszyła ramionami, wymieniła naczynia i wróciła do toczącej się rozmowy:

– Arcykapłanie, jesteśmy bardzo wdzięczni za ofiarowaną pomoc i fakt, że los naszych obywateli nie jest ci obojętny. Oczywiście podzielimy się wszystkimi informacjami, jakie posiadamy – zbliżyła się do brata. – Prawda? – spytała stanowczo, wymuszając na nim poprawną odpowiedź. Namiestnik spojrzał na nią, a jego lewa brew lekko drgnęła sygnalizując zaskoczenie.

– Oczywiście – odrzekł, nieco radośniej niż żałobnik na przemowie pogrzebowej – Proszę pytać hierarcho Saredzie.

– Dziękuję za wsparcie – uradował się kapłan i ośmielony wsparciem Mavis, wrócił do swojej zabawy w detektywa.

– Jedyny punk zaczepienia, jaki posiadamy to wspominana kobieta, której wizyta poprzedza przyjście nieurodzaju i chorób. Świątynie potwierdziły, iż nie wysyłała nikogo w teren. Czy walońskie służby, natknęły się na tą pseudo-kapłankę? – Mezmir otworzył usta jakby chciał coś powiedzieć, ale siostra weszła mu w słowo.

– W rzeczy samej Saredzie, twoje informacje są słuszne; mamy nawet podejrzaną. – Namiestnikowi zadrgały obie brwi.

– To bardzo ciekawe pani. A czy mógłbym wiedzieć któż to taki? - spytał kapłan a jego mina zdradzała przemożną chęć dokonania przesłuchania.

– To wczesny etap śledztwa, nie chciałabym narażać niewinnej osoby na plotki i prześladowania z powodu naszych przypuszczeń. – Mavis przybrała minę zatroskanej, odgrywając kolejną rolę w swojej osobistej sztuce.

– Pani obiecuję, iż zachowam to tylko dla siebie do momentu aż zgromadzę twarde dowody winy. Imaltis mi świadkiem! – zarzekł się Sared przykładając dłoń do piersi

– Wierzę arcykapłanie. Co, jak co, ale hierarcha Bogini Matki to na pewno człowiek wielkiego honoru. Podzielę się, zatem tym, co wiem – Mavis podeszła do okna i kontynuowała spoglądając na ludzi z lampionami, którzy mieli czelność zniszczyć piękno idealnej, nocnej osnowy miasta.

– Tuż po pierwszych doniesieniach o zarazie trawiącej gospodarstwa na północy… – zaczęła poprzedzając przemowę ciężkim westchnieniem – Do miasta przybyła zielarka i zaczęła pomagać nieszczęśnikom dotkniętym nieznaną jej chorobą, nie chcąc kompletnie nic w zamian. – Mavis mówiła w specyficzny sposób, mocno akcentując wybrane słowa. Zupełnie jakby naprowadzała słuchacza na pewien tok myślenia.

– To dobrze, że w tych ciężkich czasach są tacy jak ona, Pani –skomentował Sared trochę zdziwiony, iż kobieta bezinteresownie pomagająca poszkodowanym, pojawia się w kontekście podejrzanej.

– Też tak pomyślałam, ale niestety nie wszystko złoto, co się świeci – Lady Galat upiła wina i przysiadła na parapecie. – Niespełna miesiąc po tym jak się pojawiła, z pospolitej gospody przeniosła się do dużego domu w centrum dzielnicy rzemieślniczej. – To raczej dziwne jak na biedną wolontariuszkę, nie sądzi pan?

– Zaiste Lady Galat, dziwne – przytaknął Sared robiąc kwaśną miną.

– Dotarliśmy nawet do osób, których rzekomo wyleczyła. Byli przerażeni i nabrali wody w usta, zupełnie jakby ktoś ich zaszantażował. Nie jest to normalna reakcja na dźwięk imienia osoby, która właśnie ocaliła ci życie, nieprawdaż?

– W takim razie sugerujesz pani, że mogłaby wywołać tyle nieszczęścia dla zysku!? Przecież to nieludzkie!! – Rumieniec na twarzy hierarchy zdradzał wzbierającą złość. Sared był prostym człowiekiem z dość przeciętnym intelektem, był za to wrażliwy jak mało, kto. Sama myśl o takiej niegodziwości była nie do przyjęcia.

– Nie sadzę, aby Atma… – Mavis ostentacyjnie zakryła usta – Ojej, dałam się ponieść. Nie powinnam zdradzać jej imienia.

– Nic się nie stało, Lady Galat. Ta wiedza pozostanie ze mną, a Hektor też potrafi dotrzymać tajemnicy, prawda? – Spojrzał na szefa gwardii stojącego z tyłu. Ten tylko skinął głową na znak aprobaty.

– No cóż, stało się… – wzruszyła ramionami, a troska uleciała – Nie sądzę żeby Atma stała za plagą personalnie, ale ewidentnie czerpie z niej zyski, więc jest w to zamieszana. Nie chcieliśmy przesłuchiwać jej bezpośrednio, ażeby przez chwilę poczuła się bezkarna i bezpieczna. Wtedy przestępcy najczęściej popełniają błędy.

Wszystkiemu uważnie przysłuchiwał się Mezmir i nie mógł wyjść z podziwu dla siostry. Oczywiście jednym świadectwem tych emocji było nadprogramowe mrugnięcie lewego oka.

– Pani dziękuję za tą otwartość; postaram się czegoś dowiedzieć o tej uzdrowicielce – Arcykapłana wypełniła energia i entuzjazm. Chciał jak najszybciej rozpocząć swoje dochodzenie.

– Nie dziękuj hierarcho. Oboje mamy ten sam cel – Mavis uśmiechnęła się urzekająco. Sared pokłonił się pośpiesznie i oddalił, a tuż za nim ruszył Hektor zamykając za sobą drzwi. Namiestnik odczekał chwilę i zaczął powolnym tempem klaskać w dłonie.

– Brawo Siostro. Jesteś genialna – skomentował, a Mavis ponownie zaszła go od tyłu i objęła chudymi, bladymi ramionami.

– Pomyślałam sobie. Czemuż, by nie pozwolić psom Imaltis zająć się wścibską wiedźmą. Jeden problem rozwiąże drugi. Mezmir pocałował ją w czoło a kąciki jego ust podjęły nadludzki wysiłek, żeby uformować ćwierć uśmiech.

– Jesteś skarbem, ale pamiętaj, że nie możemy ryzykować. Jeszcze nie teraz. Serce musi być gotowe.

– Nie martw się braciszku. Będzie gotowe na czas – odparła patrząc z obłędem w dal. Jej tęczówki zajarzyły się feerią zielonych odcieni, by po chwili ponownie przybrać normalny, szary kolor.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania