Pokaż listęUkryj listę

Pięć Domen: Tom 1 - Światło Północy: cz 3

MAŁA UCIEKINIERKA

 

Wilfred ociężale wstał z łóżka i podszedł do lustra. Cały czas targały nim wątpliwości, czy oby wysłanie Lejli na tą misją było słuszne. Co prawda próbował ją od tego odwieść, ale sam by się zdziwił gdyby mu dobrowolnie ustąpiła: dzika północ w połączeniu z tajemniczą plagą wzbudziła w czarodziejce niemal obsesyjną ciekawość.

Mógł też wymusić na niej pozostanie w Oruun korzystając z przywileju władcy, ale wizja emocjonalnej chłosty i tygodni romansowania z samym sobą, skutecznie go od tego odwiodły.

Przez chwilę błądził myślami patrząc pusto na odbicie w zwierciadle. Oszlifowana, srebrna powierzchnia odbijała sylwetkę młodego, dobrze zbudowanego mężczyzny o kruczo czarnych włosach i brązowych oczach. Barwy odziedziczył po zmarłej matce, królowej Felte, zaś wysoki wzrost i silne ramiona, to spuścizna po dziadku, Waleryku.

W chwili zadumy potężny mechanizm wyobraźni, ruszył masywne tryby, formując nową rzeczywistość. Obok niego stanęła Lejla; westchnął na myśl o tym jak piękną królewską parę tworzyliby razem. Oczywiście gdzieś tam, w oddali, poza lustrzaną ramą, biegała gromadka prześlicznych dzieci, a ich śmiech wypełniał iluzoryczną komnatę zaraźliwą radością.

Westchnął pociągle zatapiając w sielankowej wizji. Takie już są marzenia: pozbawione całej otoczki szarej rzeczywistości. Przecież nikt nie marzy o niedosypianiu, wszechobecnych wrzaskach i jedynych chwilach samotności, spędzonych na „tronie” – choć w jego przypadku, ta część rodzicielstwa przypadłaby raczej licznym guwernantkom i opiekunkom.

Nie… Marzenia są wypolerowane z codziennych problemów, dlatego tak chętnie do nich sięgamy, ale wszystkie, nawet te najpiękniejsze szybko się kończą, a to zakończyło się brutalnym uderzeniem w czoło.

– O matko! Przecież to dziś! Prawie zapominałem – skarcił sam siebie i szybko założył wyszywany odznakami mundur.

Wychodząc z sali przyjrzał się strażnikowi, który poczuł się trochę nieswojo. Wilfred zmierzył go wzrokiem. Chciał być absolutnie pewien czy jego luba znowu czegoś nie przeoczyła.

– Panie? – Pozdrowił go niepewnie halabardnik.

– Uffff… cieszę się, że jesteś sobą. Spocznij – poklepał go po ramieniu.

– Powiedz rycerzu, widziałeś dziś księżniczkę Holi?

– Nie Panie. Dziś nie. – Strażnik zaprzeczył, iż młodsza siostra Cesarza w ogóle zbliżyła się do sali obrad.

– Gdyby mnie szukała przekaż, że jestem w garderobie.

– Oczywiście Panie.

Wilfred ruszył nerwowym krokiem wzdłuż długiego korytarza biegnącego wprost do cesarskich komnat. Co i raz spoglądał w boczne przejścia wypatrując dziewczynki. Niespodziewanie, na skrzyżowaniu z holem wiodącym do sali tronowej, drogę zaszła mu obecna opiekunka księżniczki, Teresa Bargo.

– O! Teresa, wspaniale; wiesz gdzie jest Holi?

– Niestety nie wiem, panie – starsza kobieta spuściła wzrok. – Sama jej szukam. Poprosiła, o szklankę wody i kawałek ciasta. Jak wróciłam to już jej nie było. Boję się, że znowu uciekła do miasta – Teresa była wyraźnie zaniepokojona. Po śmierci królowej Felte, to ona wychowywała dziewczynkę traktując ją jak własną córkę i szczerze martwiła się o bezpieczeństwo księżniczki

– Szlag! – zaklął Wilfred, gdy nagle przyszło olśnienie. – Wiem gdzie ona jest. A prosiłem żeby nie chodziła do niej sama! – warknął z pretensją w powietrze, trafiając Teresę rykoszetem.

– Przepraszam Panie, mogłam się domyślić, że nie o ciasto chodzi. Przecież dopiero, co jadła

– Teresie zrobiło się głupio, iż dała się nabrać na tak banalne kłamstwo.

– To nie twoja wina. Jest uparta jak cała nasza trójka, a w dodatku sprytna – pocieszył ją Wilfred, widząc jak katuje się w myślach.

– Czy była z nią Brena?

– Nie Panie. Moja córka zaoferowała, iż pójdzie nakarmić kury i przyniesie jajek na śniadanie.

– Tak sama z siebie? Mam dziwne przeczucie, że nie dostaniesz tych jajek, Tereso.

– To mała, podstępna wydra! – do opiekunki dotarło, co tak naprawdę się stało i nie była zachwycona faktem, że biologiczna córka, bezczelnie skłamała jej prosto w twarz – zresztą nie pierwszy raz.

Brena wychowywała się na dworze Cesarskim razem z Holi i z czasem obie stały się nierozłączne, a zadziorność rudej pieguski w połączeniu z wybujałą wyobraźnię księżniczki, stanowiły iście wybuchową mieszankę.

– Pójdę z waszą wysokością. Jak okaże się, że uknuła to razem z księżniczką, to będzie sprzątać stajnie do końca tygodnia! Nie… do końca miesiąca! – Teresa zakasała rękawy zdeterminowana złoić Brenie skórę.

– Nie trzeba. Pójdę po nią sam: w tym pokoju tylko my jesteśmy bezpieczni… a przynajmniej jak dotąd byliśmy. Przygotuj proszę sukienkę dla mojej siostry. Po obiedzie pojedziemy na grób rodziców.

– Oczywiście i proszę wybaczyć mojej córce – Bargo ukłoniła się i zniknęła w królewskiej garderobie. Wilfred, jeszcze szybciej niż przedtem, pokonywał kolejne zakręty poirytowany faktem, iż ciągną się w nieskończoność.

Średnia ocena: 4.7  Głosów: 3

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (2)

  • krajew34 2 miesiące temu
    Na wielki plus długość. Mam pytanie, to fantasy średniowieczne? Jeśli tak słówko garderoba raczej nie będzie pasowało, szczególnie jeśli chodzi o męskiego władcę. Rzuciło mi się również odziedziczył kolory i wyszywany sztandarami. To pierwsze można by jakoś lepiei przebudować. Pytanie czy sztandar, czyli chorągiew to jest dobre określenie do munduru. Obszyty godłem, barwami, oznaczeniami cesarstwa. No nie wiem, te trzy rzeczy jakoś mi utkwiły. To tylko moja opinia, zrobisz, co chcesz. Idę dalej.
  • MKP 2 miesiące temu
    Technologicznie można Cesarstwo porównać do średniowiecza, ale obyczajowo i kulturowo są w innej epoce. Chciałem też uniknąć rzeczywistego, ciężkiego klimatu tej epoki.

    Kolory i sztandary poprawione, dzięki:)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania