Pokaż listęUkryj listę

Pięć Domen: Tom 1 - Światło Północy: cz. 51

***** Ze słownika określeń przydatnych *****

 

Seis-turai, w języku starszych i niektórych młodszych mowach, oznaczało bratnią duszę.

U starszych Astelionów przyjmowano dosłowne tłumaczenie tego wyrażenia, które definiowało dwie, splecione w astrze, dusze. Młodsi Asuriajnie podchodzili do tego zagadnienia bardziej metaforycznie: mianem Seis-turai określano wszystkie silne więzi pomiędzy niespokrewnionymi np. bardzo dobrych przyjaciół, czy żołnierzy gotowych oddać życie jeden za drugiego.

 

******************

Khmekiem zwano dużą żarłoczną larwę zamieszkującą cały Narakam. Stworzenie to żywiło się osadami siarki i wulkanicznych minerałów, a wyglądem przypominało harmonijkę z nachodzących na siebie, płytowych łusek: bez wyraźnej różnicy pomiędzy odwłokiem a paszczą z żuwaczkami. Na domiar złego śmierdziało zgniłym jajem.

Po osiągnięciu dojrzałości Khmek wił sobie, kokon by przepoczwarzyć się w jeszcze większą i jeszcze bardziej śmierdzącą larwę tylko z setką nóżek: zaiste urocze stworzonko.

Limazi samica człowieka w języku Skalion.

****************************************************************************

 

KANAREK

 

….JAM JEST SZKARŁAT TYŚ PURPURĄ, RAZEM NIEŚMY WIEŚĆ PONURĄ,

TYŚ JEST ŹRÓDŁEM JA NAKAZEM, LECZ CZERWIENIĄ TYLKO RAZEM...

 

– Holi… Księżniczko Hoooli… pobudeczka. – Nieco skrzeczący, dziecięcy głos rozbrzmiewał echem wokół budzącej się Ichti. Jej powieki drgnęły, przepuszczając intensywne, czerwone promienie światła. Księżniczka powoli przywoływała wspomnienia; pamiętała, jak Bąbel popadł w szał, a potem otoczył ich krąg ognia.

– Holi, wstawaj – powtórzył Głosik. – To nie czas na drzemkę! – dodał głośniej i bardziej piskliwie.

Księżniczka usiadła na piętach i przeciągnęła się ociężale. Podłoże grzało ją przyjemnym ciepłem, a twarz owiał upalny wiatr.

– Fuj! – zatkała nos. – Co tak śmierdzi?! – zrobiła kwaśną minę. Powietrze pachniało jak sala balowa po uczcie z przewagą grochu i kapusty.

– No i w końcu – oświadczył Głosik. Holi spojrzała przed siebie.

– AAA!!!! – wrzasnęła przerażona i uciekła na czworaka za pobliski głaz bazaltu. – Czy-Czy-Czym ty jesteś?! – wykrzyczała do istoty, która zawisła w powietrzu, o kilka metrów przed nią.

– Nie bój się, to ja, Sikher – oznajmił człowieczek i łopocząc swoimi skórzastymi skrzydełkami, podleciał bliżej.

Księżniczka przywarła do skały.

– Stój! Nie podchodź… podlatuj… Po prostu zostań, tam gdzie jesteś! Nie znam żadnego Sikhera! – krzyknęła. Stworek opadł na ziemię, stając na małych kopytkach.

– Bąbel; jeśli wolisz panienko. – Ukłonił się, prezentując niewielkie kościane różki. Jego ciało przypominało hybrydę chłopca z jakimś dziwacznym zwierzęciem: ludzki tułów; krótkie, pokryte gęstą sierścią i zwieńczone kopytkami, nogi oraz małe dziecięce rączki; do tego czerwone oczy i ognisto-czerwona czupryna.

– Bąbel…? – spytała z niedowierzaniem Holi i wychyliła się zza głazu.

– We własnej osobie księżniczko – latający stworek uśmiechnął się serdecznie – W tej formie możemy przynajmniej porozmawiać – dodał i z wolna podleciał bliżej.

– Nie zbliżaj się! – ostrzegła go, a Sikher zawisł jak koliber. – Skąd mam wiedzieć, że mówisz prawdę?! – zmierzyła go wzrokiem.

– Ćśśśśś. Nie krzycz – szepnął stworek.

– Pamiętasz, kiedy rozpaliłem ognisko nosem? Albo jak wyciągnąłem Brenę z pokoju twojej siostry? – Ichti nic nie odpowiedziała, ale przestała się chować i wyszła mu naprzeciw. Sikher widząc, że przynosi to efekt, kontynuował przywoływanie wydarzeń:

– Ja nadal pamiętam jak w noc, kiedy się spotkaliśmy, stanęłaś na schodach; pełna gracji, pełna siły i emanująca dobrocią. Od razu wiedziałem, że to o tobie mi opowiadała Ti...

– Bąbel! To naprawdę ty!! – przerwała mu Ichti i doskoczyła do przyjaciela, serwując mu mocnego przytulasa.

– No już, spokojnie, też się cieszę – odwzajemnił jej uścisk.

– Ale dlaczego ty teraz tak wyglądasz? – spytała księżniczka, sondując Sikhera wzrokiem.

– Wszystko ci wyjaśnię, ale teraz chodź za mną – złapał dziewczynkę za nadgarstek. – Musisz go poznać. – Pociągnął ją za sobą wydłuż skalnego korytarza, który zdawał się być długą i wąską jaskinią ze szczerbą w sklepieniu. Na końcu tunelu jaśniało karminowe światło. Wybiegli na otwartą przestrzeń, a Holi przykucnęła zdyszana.

– Po… Poczekaj… Muszę odpocząć – oznajmiła, łapiąc oddech.

– Dobrze, ale tylko chwilę – przyzwolił Sikher. – Nie mamy za wiele czasu – rozejrzał się nerwowo. Księżniczka wzięła kilka głębokich wdechów.

– Nie mamy czasu, na co? – Ja cię! – spojrzała w dal, rozdziawiając usta, a widok otoczenia odebrał jej mowę. Oboje stali na skalnej półce, pod którą, leniwie bulgotało jezioro lawy. Od jego rozpalonych brzegów, aż po horyzont ciągnęły się czarne postrzępione granie poprzecinane licznymi, wolno płynącymi potokami roztopionej skały.

Krajobraz był jak wyjęty z koszmaru. Po skórze Ichti przeszedł dreszcz ekscytacji, która przytłumiła strach. Podeszła bliżej krawędzi.

Wbrew wszelkiej logice, skaliste wyspy rozsiane po ognistym morzu, tętniły życiem: rosnące w gęstych zagajnikach, cierniste krzewy usiane pomarszczonymi, pękatymi owocami, rzucały mozaikę cieni na dywan krwistych kwiatów. Słońce przesłaniały ciemnoszare chmury a wszystko wokół wyglądało jak otoczone czerwonym nimbem.

Nie zabrakło też dziwnych stworzeń.

Ogromne stawonogi o długich odnóżach, stąpały między rozpadlinami jak na szczudłach. Ponad nimi, w przestworzach, krążyły liczne stada ptaków – a przynajmniej z oddali przypominało to ptaki.

– Gdzie my jesteśmy Bąbelku? – spytała Holi a stworek podleciał bliżej.

– Ta kraina to Narakam; piękne a zarazem paskudne miejsce. Niegdyś zamieszkiwali ją Astelionowie z plemienia Sumedów, ale obecnie stanowi dom dla młodszej rasy Skalionów – No i niezliczonej ilości krocząco-pełzających paskudztw – dodał Sikher z grymasem obrzydzenia, który oszpecił jego sympatyczną, piegowatą buźkę.

– Czy to stąd pochodzisz? Jesteś Skalionem? – dopytywała zaintrygowana dziewczynka.

– Odpowiedź na pierwsze pytania jest mocno skomplikowana; otóż ja nie mam pochodzenia – jako takiego. Od zawsze towarzysze wybrańcowi Murkira, gdziekolwiek i kimkolwiek się narodzi – załapał jej dłoń i odciągnął od krawędzi skalnej półki. – Natomiast, jeśli chodzi o mój gatunek, to starsi nazywają nas Etirionami, ale… – Urwał opowieść, widząc, że coś rozproszyło Holi. Uwagę dziewczynki przykuł dźwięk przypominający wycie, tylko bardziej delikatne i… smutne.

– Słyszałeś to? – spytała.

– Tak. Autor tego dźwięku jest naszym celem – odpowiedział stworek – Chodźmy!

Im bliżej źródła tego przedziwnego zawodzenia byli, tym bardziej przypominało ono melodię; melodię przepełnioną tęsknotą i żalem. Minęli zakręt i wyszli na niewielką dolinę. Po drugiej stronie płaskiego, zastygłego jeziorka lawy, dwa olbrzymie głazy formowały wejście do obszernej groty.

Melodyjne dźwięki wypełniły przestrzeń i wywołały ciarki na plecach Holi. Nie było wątpliwości, iż dochodzi z wnętrza jaskini. Sikher poprowadził ją bezpieczną ścieżką wśród ostrych jak brzytwa, skalnych świadectw gniewu natury.

Weszli do środka, a czupryna Etiriona zaświeciła ognistym światłem, rozrzedzając gęstą ciemność, groty.

– Co to za miejsce? – spytała księżniczka, patrząc na kamienne stalagnaty, zagradzające przejście w dalsze partie jaskini.

– To jest klatka – odpowiedział Sikher i podszedł bliżej ustawionych w gęstym szeregu, kamiennych słupów.

– Klatka, na co? – dopytywała z niepokojem dziewczynka.

– Raczej, na kogo… ale łatwiej będzie, jak ci pokażę – oświadczył stworek, włożył dwa palce w usta i wygwizdał sekwencję dźwięków. Na tyłach pieczary zajarzyły się dwa krwiste ślepia. Etirion zbliżył się do największej przerwy pomiędzy skalnymi kolumnami. Dziwny wibracyjny dźwięk wprowadził ściany jaskini w rytmiczne drgania. Runy na stalagnatach – do tej pory ukryte – teraz zalśniły bladym blaskiem.

– Dobra! Już nie podchodzę – oznajmił Sikher i cofnął się nieco. Drżenie ustało, a glify wyblakły.

– Kalka zim! Nu kres el korak wal-akur? – z głębi groty dobiegł basowy dźwięk przypominający słowa, aczkolwiek Holi nie rozumiała, co oznaczają. Nieświadomie zrobiła kilka kroków w przód.

Z granicy cienia wyłoniła się wielka, trój-palczasta łapa z ostrymi szponami. Księżniczka odskoczyła i schowała za Bąblem.

– Co-Co to jest? – spytała drżącym głosem.

Wyjdź Turingalu i nie strasz dziecka! – zawołał stworek, a za szponiastą łapą podążyła reszta ciała.

Jego widok wcale nie uspokoił dziewczynki: humanoid miał ponad dwa metry i czerwoną skórę, a mięśnie na brzuchu, torsie i ramionach pokrywały grube, brunatne łuski. Nie pomogła nawet, ludzka twarz. Zapewne, dlatego, że z głowy kolosa wyrastała para potężnych rogów będących kopią tych u Sikhera, tylko znacznie większych i zakręconych w łuk jak u barana.

Bestia podeszła pod kamienną kolumnadę i złapała dwa filary, unosząc ramiona ponad głowę. Szpony u rąk w niczym nie ustępowały tym na stopach, zaś od przedramienia aż do bioder, ciągnęły się skórzaste skrzydła przypominające błonę w rybich płetwach.

Stwór spojrzał na Ichti, marszcząc wrogo czoło.

– Drne mur egna, harak? – przemówił, a z nozdrzy poleciała mu para.

– Ona nie wie, co paplesz Szkarłat! Poczekaj chwilę – nakazał Bąbel i zwrócił się do Holi:

– Złap mnie za rękę, księżniczko – poprosił, wystawiając dłoń. – Będę waszym łącznikiem – dodał, zdobiąc swoją krągłą buzię sympatycznym uśmiechem. Dziewczynka, nadal spłoszona, nieśmiało pochwyciła jego rączkę.

– Powtórz teraz! – krzyknął w stronę bestii.

– Pytałem, czy to ona? – warknął rogaty gigant. Tym razem wszystkie słowa były dla Holi zrozumiałe.

– Niestety nie… ale to jej siostra! – odpowiedział Sikher. Bestia złapała się za głowę.

– Możesz wyjaśnić… – Turingal zaczął łagodnie – …dlaczego przyprowadzasz tu ludzkie dziecko zamiast jedynej osoby, która może mnie stąd wyciągnąć! – skończył wrzaskiem i dopadł do filarów. Sklepienie posypało deszczem kamieni.

– Czego się drzesz! – pyskował Sikher. – Twoja Seis-turai nie może tu przyjść.

– No dawaj, dobij mnie, nie krępuj się! – Turingal przysiadł na głazie, wewnątrz swojego więzienia – Dlaczego nie mogła?

– Bo jest nieprzytomna – oznajmił Bąbel.

– Litości… – westchnął stwór. – A co jej dolega? – dopytał a ton jego głosu dopowiadał: Wal! I tak już jest beznadziejnie.

– Na skutek magicznej anomalii zamknęła się w astrze, a jej ciało tkwi w samopodtrzymującym się splocie – odpowiedział mu Etirion.

– Czy wy mówicie o Tiji? – wtrąciła się Holi ośmielona ich, już trochę spokojniejszą, rozmową. Zaczynała się oswajać z groźnym wyglądem Turingala; olbrzym postanowił jednak ją zignorować i kontynuował dialog z Sikherem.

– No to powiesz mi, po co ona nam tu? – sapnął i zmierzył dziewczynkę pogardliwym spojrzeniem.

– Niestety blisko Purpury przybieram formę zwykłego konia i nie jestem w stanie się z nikim porozumieć. Tylko z Holi mi się udało. Miałem nadzieję, że opowiesz jej naszą historię i poradzisz jak przebudzić Purpurę, Szkarłacie – wytłumaczył Bąbel.

– Halo! Ja tu stoję! Nie zachowujcie się, jakbym była powietrzem! – Obruszyła się księżniczka i zaczęła machać rękoma. Nie nawykła, żeby ją ignorować.

– Jaki szkarłat? Jaka purpura? – pytała zirytowana.

– Hmm… Tupecik to ty masz mała, he – uśmiechnął się Turingal. – Ale teraz nie czas na opowieści – dodał. – Mów lepiej, co się stało Purpurze – Olbrzym, którego Sikher nazywał Szkarłatem, przysiadł bliżej kamiennej bariery i zaczął dłubać pazurem w zębach.

– Chodzi mu o Tiję, księżniczko. Opowiedz mu, co jej się przytrafiło, to może wymyślimy jak ją wybudzić.

– Naprawdę!? – wykrzyczała radośnie Ichti – On może pomóc Titi?.

– Raczej tak – odpowiedział Etirion, ale jego słowa nie brzmiały pewnie; to jednak wystarczyło księżniczce, żeby wpaść w euforię.

– To cudowne! – pochwyciła Bąbla i uniosła do góry jak pokraczną maskotkę.

– Po pierwsze mała limazi… – sapnął Skalion. – To jeszcze nie wiem, czy mogę. – Po drugie; jak się nie pośpieszymy to zaraz wróci ten przerośnięty Khmek i będzie po odwiedzinach.

– Khmek? – spytała zdziwiona Ichti. Nigdy nie słyszała tej nazwy.

– Czego dziecko nie rozumiesz w: NIE-MA-CZA-SU! – Turingal wygrzmiał każdą sylabę.

– Przepraszam, już o nic nie pytam – opuściła głowę, a w jej oczach zakręciły się łzy. Sikher, widząc to podleciał i zawisł naprzeciwko księżniczki.

– Nie przejmuj się nim. Jest sfrustrowany, bo siedzi tam już bardzo długo – złapał ją za dłonie. – Opowiedz mu, co stało się twojej siostrze zanim zapadła w magiczny sen, dobrze? – poprosił, a księżniczka przytaknęła.

– A ty szkarłat, opamiętaj się! Ona tobie też może pomóc! – Turingal puścił tylko parę z nozdrzy i czegoś, co wyglądało jak skrzela, ale wraz z parą wydało z siebie ten melodyjny dźwięk, który słyszeli po drodze.

– Will, mój brat – zaczęła Holi – opowiedział mi, że Titi miała jakieś szczególne zdolności magiczne; zaraz, jak on to nazwał…? – popukała się piąstką w czoło, usiłując sobie przypomnieć – A! Już wiem. Siostra była metamagiem! – Turingal przestał grzebać w pysku i spojrzał na nią zaintrygowany.

– Metamagiem powiadasz. Czy to jest w ogóle możliwe, żeby Purpura była metamagiem? – Skierował pytanie do Bąbla siedzącego na kamieniu tuż obok Holi.

– Kiedyś, gdy Sehele pochodzili z Astelionów, nie było to możliwe, ale teraz… teraz to wszystko jest możliwe – odpowiedział Etirion, wzruszając ramionami.

– No, no, no. Wyjątkowo wybuchowa kombinacja. Już ją lubię – oświadczył Turingal, świecąc rzędem ostrych kłów. – Opowiadaj dalej Limazi. Nawet jeśli ta historia okażę się nieprzydatna, to, chociaż zabiję trochę nudy – dodał niezbyt mile, ale to i tak zachęciło Holi do kontynuowania opowieści:

– Potem Wiluś opowiedział, że na siostrę i mamę napadli bandyci, a Titi użyła swojej mocy; i rach! I ciach! Raz za razem ciskała ogniem, aż spaliła wszystkich bandziorów – Ichti tak żywiołowo gestykulowała, że obaj słuchacze podrygiwali w rytm opowieści.

– Wtedy pojawił się braciszek, ale jemu siostra w życiu nie zrobiłaby krzywdy, więc wzięła całą tę moc na siebie i wybuchła niebieskim światłem. – Od tamtej pory śpi.

– Mówi ci to coś Szkarłat? – spytał Sikher.

– Coś mi świta, ale brakuje szczegółów. Powiedz Limazi: czy purpura, a raczej Tija jak ją tam nazywasz, roztacza wokół siebie aurę? Może jej bliskość wywołuje dziwne dolegliwości, straszne myśli albo…

– Każdy oprócz mnie i braciszka traci przytomność w jej obecności. – oświadczyła Ichti – Will ostrzegał, że dłuższe przebywanie w jej pokoju może skończyć się śmiercią – Holi posmutniała. Przypomniała sobie incydent z Breną.

– No to już rzuca trochę więcej światła – czerwony wielkolud wstał, chwycił dwa skalne filary i zawisł na nich jak goryl. Błoniaste skrzydła rozwinęły się, prezentując w pełnej krasie.

– Teraz lepiej. Plecy mnie łupały – wyjaśnił nową pozę. – A powiedz, czy siostra się starzeje? Obcinacie jej włosy, pazury czy cokolwiek jeszcze wam tam wyrasta? – Holi spróbowała wrócić myślami do przeszłości. W sumie nie pamiętała, żeby chociaż raz było to koniecznie. Jakoś nigdy do niej to nie dotarło.

– Nie; nie przypominam sobie nawet jednego razu. – odpowiedziała.

– No to mamy naszą klątwę – oznajmił Skalion

– Klątwę? – zdziwił się Etirion

– Tak. Nazywa się ją klątwą Astralnej Próżni i powstaje, gdy mag zużyje zbyt wiele astry z jednej domeny: w przypadku metamagów nie jest to trudne, bo oni zmieniają inne domeny w tę bliską sobie, czyli z zasady tworzą pustkę wokół siebie.

– Teraz ty się rozgadałeś, Szkarłat – upominał go Sikher i spojrzał na niebo przed wejściem do groty. – Do rzeczy, jak to zdjąć i obudzić Purpurę?

– Pustka po wybuchu astry była tak duża, że stworzyła stabilny glob wokół dziewczyny, wypełniony przeciwną domeną. Sadząc po opisie, glob jest z domeny ładu. Zbombardujecie śpiącą królewnę odpowiednią dawką czerwonej astry i albo się obudzi, albo zmieni w proch.

– Cooo?! – Ichti zrobiła wielkie oczy. W jaki proch!!? Nie ma mowy! Ja na to nie pozwolę! – spojrzała na Sikhera ze łzami w oczach – Musi być inny sposób, powiedz, że jest! Proszę?

– Ale ty jesteś durny Szkarłat! – przeklną Etirion i zwrócił się do księżniczki. – Twoja siostra to nie jest zwykły człowiek. Skoro przeżyła tak potężny kolaps to i to przeżyje. Na pewno nic jej nie będzie – oświadczył tak pewny swego, że zaszczepił tę wiarę również w Holi.

– Tak! Titi to twarda sztuka. Da radę! – potwierdziła Ichti, zaciskając piąstki.

– Problem w tym – przerwał im Turingal. – Że tej astry potrzeba naprawdę dużo. Żaden czarodziej nie podoła. Ja mógłbym to zrobić, ale jak widać, jestem przywiązany do swojego uroczego gniazdka – uderzył szponami o granitowe pręty, zapalając runy wiążące.

– A ty bąbelku? Nie możesz jej tu przenieść? – spytała z nadzieją księżniczka.

– Zaraz, zaraz… Czy ja dobrze usłyszałem? Czy ona nazwała cię: Bąbelkiem? – spytal Skalion i parsknął, próbując opanować śmiech.

– Tak dobrze słyszałeś. Co w tym dziwnego?

– Buhaha! – Turingal wybuchł gromkim śmiechem i upadł na ziemię – Bąbel, Bąbelek, nie mogę, zaraz się posikam! – ryczał, zanosząc się ze śmiechu. Sikher zwrócił się do Holi.

– Mam nadzieje, że on jest taki, bo twoja siostra dostała całą resztę astralnej inteligencji – skomentował i spojrzał z politowaniem na tarzającego się czerwonego giganta.

– Wracając do twojego pytania Holi, to niestety nie mogę. Ta klątwa wysysa ze mnie większość mocy – Mógłbyś się skupić Szkarłat?! – krzyknął w stronę nadal rechoczącego Turingala.

– Tak, już, bąbel, prr... – prychnął, popuszczając powietrze przez zaciśnięte wargi.

– Jakiś inny pomysł, panie śmieszku? – spytał stanowczo Sikher, poirytowany infantylnym zachowaniem przyjaciela.

– No już, nie unoś się; potrafię wymyśleć dwa rozwiązania. Pierwsze to inny czerwony metamag, ale nie sądzę, by ten zgodził się przejąć klątwę na siebie. Drugie jest jeszcze bardziej po paprane…

Wśród szczytów rozległ się potężny ryk. Grota posypała głowy, pyłem ze sklepienia.

– Pośpiesz się! Werenlok wraca – oznajmił Etirion. Był wyraźnie zaniepokojony tym, co usłyszał: z resztą nie tylko on.

– Co to było I kim jest Werenlok? – spytała Holi. – Tylko mnie nie uciszaj! – pogroziła Bąblowi paluszkiem.

– To jeden ze Starszych z plemienia Sumedów, w dodatku wyjątkowo wredny: nazywacie ich smokami. – Graniami zatrząsnął kolejny ryk, tym razem głośniejszy.

– Posłuchaj limazi, tylko uważnie – zaznaczył Turingal, gdy przemówił do księżniczki z pełną powagą. – Musisz zabrać siostrę do królowej Kalisfery. Jej Sumedka, Fernydoryx… ona wam pomoże. Uciekajcie! Już!! – Sikher objął Holi i wzniecił ognisty krąg, który rozgorzał wokoło.

– Przynieś mi przedmiot należący do twojej siostry; bliski jej sercu. – poprosił Etirion. – Wtedy będziemy mogli zostać razem i rozmawiać: nawet w domu – dodał szeptem. – Kopuła wijących się płomieni, implodowała. Wpierw uderzył potężny grzmot, a potem nastała cisza.

Znowu huk, grzmot i wilgotna trawa pod nogami. Holi upadła na kolana. Nadal zaciskała powieki, gdy otoczyły ją odgłosy nawoływania.

– Holi!

– Księżniczko Holi!

– Księżniczko!

Rozejrzała się wokoło. Wylądowali w małym zagajniku na obrzeżach cesarskich ogrodów. Bąbel – na powrót w postaci kuca – stał spokojnie, skryty w wysokich krzewach dzikiej magnolii.

– Zostań tu – księżniczka szepnęła w stronę konika. Parsknął twierdząco. Wstała i ruszyła w stronę pałacu. Ignorowała opatrzone tytułami zawołania i podążała za swoim imiennym pozbawionym ceremoniałów. W końcu dostrzegła Brata, który wskazywał strażnikom kolejne miejsca do poszukiwań.

Przystanęła na granicy cienia rzucanego przez pobliski dąb. Awantura przy śniadaniu, a potem ucieczka… Skala poszukiwań była ogromna. Księżniczka bała się kary za lekkomyślność.

Nie mam wyjścia, pomyślała i wyszła Wilfredowi naprzeciw.

– Holi?! – Cesarz spojrzał z niedowierzaniem. Jej sylwetka niknęła w wieczornej szarości. – Holi to ty! – stwierdził, tym razem pewnie. Podbiegł i chwycił ją w ramiona.

– Siostrzyczko; myślałem, że coś ci się stało. Przepraszam, już nigdy nie będę na ciebie krzyczał – obiecywał w uniesieniu radości. Księżniczka poczuła krople łez spadające na jej ramię.

– Nie gniewam się głuptasie – oznajmiła i załamała głos. – A ty?

– No już – otarł jej oczy. – Najważniejsze, że nic ci nie jest.

– Panie! – zawołał biegnący w ich stronę strażnik. – Cesarzu – pokłonił się i zaczerpnął powietrza.

– Co się stało żołnierzu? – spytał Wilfred

– Sir Hektor wrócił… – gwardzista przerwał, żeby złapać kolejny oddech. – Jest ciężko ranny.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 3

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania