Pokaż listęUkryj listę

Pięć Domen: Tom 1 - Światło Północy: cz 4

ROZDZIAŁ I: Śpiąca Królewna

 

Wilfred pokonywał kolejne zakręty poirytowany faktem, iż korytarze ciągną się w nieskończoność. Niemal przebiegł przez salę balową, wkroczył na strome schody i pokonał absurdalną ilość stopni prowadzących do starych komnat rodziców. Im bliżej był, tym wzbierająca w nim obawa wypierała zrodzony wcześniej gniew.

Przed wejściem niemal opuszczonych pomieszczeń stało dwóch strażników. Zawsze, przynajmniej jeden z nich był zaufanym przybocznym Hektora, a stare pokoje cesarskiej pary zamknięto dla większości niewtajemniczonej służby.

– Panie!

– Panie! – pozdrowili go prawie równocześnie

– Spocznij, widzieliście księżniczkę Holi?

– Nie Panie. Mamy wartę od rana, nikt tędy nie przechodził prócz kapłanki Imaltis z kadzielnicą. Miała pobłogosławić pomieszczenia, jak zawsze.

– Czy kapłanka była rudowłosa i gdzieś takiego wzrostu? – Wskazał dłonią okolicę obojczyka.

– Tak, panie.

– Sprytna jest. – Uśmiechnął się w duchu.

– Sprowadzić ją, panie?

– Nie, sam pójdę. – Minął wartowników.

Musiały to planować od dawna: wytypowanie dwóch gwardzistów, którzy nie rozpoznają Breny, wymagało nie lada dochodzenia pomyślał, mijając pierwszy zakręt.

Do zamkowej części pałacu prowadziły dwie ścieżki, z czego tylko jedna oficjalna. Każdego miesiąca świątynia wysyłała orędowniczkę kultu Matki, żeby pobłogosławiła mury cesarskiej siedziby oraz wszystkich członków tego starożytnego rodu. Bardzo powszechny zwyczaj i prawie tak stary, jak sztuczka z przemycaniem ludzi pod kadzielnicą osadzoną na stalowym wózku. Kapłanki musiały zachować czystość, więc żadne przeszukanie przez strażnika nie wchodziło w grę.

Cesarz wkroczył do ciemnego holu. Powietrze wisiało tu jak dym z wygaszonego paleniska. W oddali rozbrzmiewał delikatny dziewczęcy alt, który stawał się wyraźniejszy w miarę zbliżania się do dawnej komnaty ich zmarłej matki. Odetchnął z ulgą, gdy rozpoznał głos młodszej siostry.

Pokoje należące do rodziny królewskiej ulokowano na wyższych kondygnacjach, najstarszej obronnej części budynku, z ukrytym przejściem w razie konieczności ucieczki. Wąskie okna osadzone w grubych murach, nie dawały zbyt wiele dziennego światła, więc młody władca spowolnił kroku.

W progu wysokich drewnianych wrót obrócona tyłem do niego stała kobieta odziana w biało-złotą opończę z haftowanymi symbolami świątyni. Spoglądała przez rozświetloną szczelinę między uchylonym skrzydłem a framugą i była tak skupiona na tym, co obserwuje, że nie usłyszała Cesarza nawet wtedy, gdy ten stanął tuż za nią.

– Czy siostra pobłogosławiła już wszystkich nieszczęśników w tych lochach?

Dziewczyna wzdrygnęła się, obróciła gwałtownie i zbladła na jego widok.

– Panie, ja-ja… – sylaby grzęzły jej w gardle.

Zrzucony nerwowym podrygiem kaptur odkrył miedziane pukle poskręcane w chaotycznym nieładzie.

– W pokoju Holi będzie czekać na ciebie matka, Breno. – Oświadczył stanowczo Wilfred. Starał się brzmieć tak ozięble i surowo, jak tylko potrafił. – Idź i powiedz jej, że znalazłem Holi, i radzę ci mieć te jajka już przy sobie, Breno.

– Tak, oczywiście Wil… Znaczy panie… Znaczy się, panie Cesarzu…

Obróciła się na pięcie i pobiegła do wyjścia, cudem unikając rozbicia o pobliską ścianę.

Wilfred zastąpił ją przy drzwiach i zajrzał do komnaty.

Księżniczka Holi siedziała na brzegu łóżka i plotła biały wianek ze świeżo zebranych cyranków. Nuciła spokojną melodyjkę. Tuż obok niej leżała młoda kobieta o hebanowych włosach. Ich czerń mocno, niemal nierealnie kontrastowała ze śnieżnobiałą pościelą. Kobieta wyglądała jak pogrążona w głębokim, spokojnym śnie.

Cesarz zatrzymał się w progu dawnej sypialni matki. Kojące dźwięki kołysanki śpiewanej im niegdyś przez Felte porwały resztki złości i ulotniły się w nicość. Jego mała, kochana Holi… Delikatny kwiat wyrosły pośród zatęchłego bagna rzeczywistości.

Dyskretnie wszedł do izby.

– Nie musisz się zakradać. Wiemy, że tam stoisz, głuptasie – oznajmiła Holi, chichocząc perliście.

– Nie powinnaś nucić jej kołysanek. Nie sądzisz, że śpi już wystarczająco długo? – spytał spokojnym niskim głosem; nigdy nie potrafił gniewać się na młodszą siostrę. Przysiadł obok i objął drobniutką ichti ramieniem. – Czy to dla Tijanor? – Spojrzał na białe kwiatki zaplecione w kształt diademu.

– Wspominałeś, że bardzo lubiła cyranki. – Holi wsunęła ukończony wianuszek na czoło śpiącej siostry.

Gdy cała trójka przebywała blisko siebie, nikt nie mógłby podważyć faktu, iż są rodzeństwem. Księżniczka Tijanor pomimo śpiączki wyglądała jak starsza wersja Holi: z bardziej kobiecą figurą i wydatnymi piersiami.

– Tak, to prawda, mówiłem. – Spojrzał smutno na pogrążoną we śnie kobietę.

– Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin, siostrzyczko – szepnęła Holi i przytuliła się do siostry.

– Myślę, że się cieszy. – Cesarz delikatnie pogłaskał nieruchomą ciepłą dłoń Tijanor. Nie mógł oderwać od niej wzroku.

W dzieciństwie byli praktycznie nierozłączni, a Tija opiekowała się nim, gdy matka towarzyszyła mężowi w podróżach po Cesarstwie. Zawsze z radością przywoływał wspomnienia zabawy w chowanego. To uczucie beztroski i niczym niezmąconego szczęścia; uczucie, które uleciało, pozostawiając go w objęciach trudnej dorosłości. Starsza księżniczka nie postarzała ani trochę od tego tragicznego wydarzenia, po którym zapadła w śpiączkę.

– Wiesz, siostrzyczko, w co bawiliśmy się z Tiją, zanim zachorowała?

– Nie wiem? – Oczy ichti błysnęły. Skupiła całą uwagę na bracie zupełnie jakby to, co zaraz powie, miało zmienić całe jej życie. – Powiedz! Proszę…

– No już… spokojnie – odpowiedział z uśmiechem. – Nie ekscytuj się tak mocno. Takie zachowanie nie przystoi księżniczce – zażartował, z przekąsem i puścił do niej oko.

Holi posmutniała.

– Nie pamiętam jej z czasów, kiedy była zdrowa, a ty tak rzadko o niej opowiadasz – wyznała drżącym głosem i spuściła wzrok. Bardzo skuteczna strategia szantażu emocjonalnego, aczkolwiek smutek nie był do końca zmyślony a jedynie mocno wyeksponowany.

Wilfred naprawdę nie lubił rozpamiętywać starych czasów; przywoływać uczucie szczęścia, tylko po to, żeby teraźniejszość zdeptała je buciorem i brutalnie rozsmarowała po posadzce. Ale ten smutek na tej buzi…

– Zawsze, kiedy mama zostawiała nas z opiekunką, zwykliśmy razem z Tiją wymykać się do ogrodu i bawić w chowanego. Oczywiście my się bawiliśmy, a pani Marten po prostu nas szukała, z każdą godziną przybierając inny odcień czerwieni na twarzy. Ech… Było cudownie.

– To tak jak Teresa mnie. – Holi ułożyła usta w dumny uśmiech.

– Tak, ale ty masz tego nie robić! – Pogroził siostrze palcem i poczochrał jej ciemne włosy.

Holi wyrwała głowę i zeskoczyła z pościeli.

– Przemyślę twoją prośbę, panie. – Zrobiła lekki ukłon.

Cesarz nie zareagował na jej zaczepny gest. Utonął głęboko w przeszłości. Patrzył na Tijanor i serce kłuło go w piersi.

– Pamiętam, jak jej cudne włosy powiewały na wietrze, kiedy przede mną uciekała. Udawała potknięcie zawsze, gdy dostrzegła, że spowalniam bieg i zbiera mi się na płacz. – Zaśmiał się i pogłaskał starszą siostrę po policzku. – Mogłem ją wtedy dogonić. Byłem z siebie taki dumny; niczym pogromca smoków.

– Siostra jest naprawdę... – wypowiedź Holi przerwało donośne bulgotanie w kiszkach, które na powrót zakotwiczyło Wilfreda w rzeczywistości.

Holi złapała się za brzuch i zarumieniła ze wstydu.

– O, kogoś tak pochłonęły knowania, że nie dojadł śniadania – zrymował prześmiewczo.

– Przestań! – Jeszcze bardziej spąsowiała i odwróciła buźkę w stronę okna.

Lubiła myśleć o sobie, jak o obytej damie dworu, a eleganckim damą nie zdarzają się gastryczne wpadki – przynajmniej takie miała o nich wyobrażenie. Najwyraźniej nigdy nie widziała wzbierającej desperacji w oczach arystokratek, gdy na przyjęciu podano groch lub fasolę. Taras był wtedy najbardziej pożądanym miejscem, lecz nigdy w towarzystwie.

– Chodź, siostrzyczko. – Wstał niechętnie. – Przejdziemy przez salę tronową, to weźmiesz coś ze stołu dla gości. Teresa szykuje ci ubiór; nie mamy czasu na duży posiłek. Poza tym – spojrzał na dziewczynkę kątem oka – jakaś kara musi spotkać nawet księżniczkę. No już, chodźmy. – Podsunął jej ramię. – Jak już wasza wysokość będzie odziana w odpowiedni strój – parodiował z prześmiewczą manierą – to pojedziemy do świątyni pomodlić się w krypcie rodziców.

Chwyciła go pod rękę.

– Dobrze, Wiluś – odpowiedziała świadoma, że Cesarz nie cierpi tego zdrobnienia.

– Ja ci dam, Wiluś!

Zaczął ją łaskotać. Dziewczynka wpadła w niemal spastyczny śmiech. Oboje w końcu przewrócili się na łoże. Holi usiadła mu na klatce piersiowej, wbijając w tors kościste kolana.

– I co teraz powiesz, imperatorze Wiluś?

Cesarz leżał z twarzą odwróconą w stronę Tijanor i wpatrywał się w śpiącą królewnę.

– Braciszku, coś się stało?

– Czy mi się zdaję, czy ona się uśmiecha?

Nie wiedział, czy rzeczywiście widzi uśmiech, czy stęsknione serce pokazuje coś, co bardzo chciałby zobaczyć.

Holi zeskoczyła na posadzkę.

– Tak, a co w tym dziwnego? Często się do mnie uśmiecha – wypaliła ze zdziwieniem Ichti, zupełnie jakby zachwycił się czymś kompletnie oczywistym, jak wiatr czy słońce.

– Być może wcześniej nie zwróciłem na to uwagi. – Otrząsnął się i przysiadł na krawędzi posłania.

– Idziemy, młoda damo. – Wyciągnął rękę do dziewczynki. – Chcę wrócić ze świątyni przed zmrokiem.

Chwyciła dłoń brata i pociągnęła jakby pomagała ociężałemu starcowi. Wilfred wstał z miękkiej pierzyny i razem ruszyli w stronę drzwi. Holi szła tuż za nim, ale zatrzymała się przed wyjściem.

– Poczekaj jeszcze chwilę… – Zawróciła, podbiegła do łóżka i pochyliła się nad śpiącą Tijanor. – Niedługo są moje urodziny. Wiesz, co chciałabym dostać najbardziej na świecie? Powiem ci na ucho, żeby Wiluś nie słyszał.

– Słyszę! – krzyknął zza progu.

– Chciałabym swojego własnego kucyka z pięknymi włosami, takimi jak twoje.

– Holi, chodź już!! – Jego głos rozbrzmiewał echem z korytarza.

Dziewczynka cmoknęła Tiję w czoło i pośpiesznie dołączyła do brata. Szli tak przez chwilę w milczeniu. Księżniczka szybko stawiała o wiele mniejsze kroki, żeby nadążyć. Za każdym razem, gdy Cesarz na nią zerkał, rozchylała wargi; chciała coś powiedzieć, ale poprzestawała jedynie na cichym mruknięciu. W końcu tuż przed strażnikami, zebrała się w sobie.

– Braciszkuuu… – rozciągnęła słowo, sygnalizując nadchodzące pytanie.

– No! W końcu. Widzę, że cię to dusi całą drogę, siostruniuuu… – Wyszczerzył się w jej stronę.

Lubił tę namiastkę beztroski, kiedy nikt nie oceniał każdego jego oddechu, spojrzenia czy gestu.

– Dlaczego tylko my możemy do niej wchodzić, a służba nie ma wstępu do sypialni? Tylko mów prawdę. Niedługo kończę dwanaście lat i należy mnie traktować poważnie! – Tupnęła pantofelkiem, a Wilfred przykucnął naprzeciw i chwycił jej dłonie.

– Dwanaście lat… No, no, no… To już trzeba ci szukać męża, młoda damo.

– Mój panie, bądź łaskaw sam sobie znaleźć męża. – Pokłoniła się z gracją. – Pytam na poważnie!

Nawet przy tej demonstracji gniewu wydawała się rozbrajająco niewinna.

– Proponuję umowę – zaczął podniośle. – Po nadchodzących urodzinach, jak już będziesz bardzo dorosła, usiądziemy razem z Tijanor i opowiem ci wszytko, co wiem, a nasza ukochana siostra będzie pilnować czy z moją pamięcią jest wszystko w porządku, dobra? – Uszczypnął mały nos.

– Ale obiecujesz? – Spojrzała, na brata z podejrzliwą miną: w kwestii dziwnej choroby Tijanor, miała do niego ograniczone zaufanie.

Pytała o to niezliczoną ilość razy, a Cesarz zawsze unikał odpowiedzi, chwytając się najróżniejszych sztuczek: a to zagaił do przypadkowej osoby o nieistotną sprawę; albo prawił morały, iż jest jeszcze za młoda, żeby zaprzątać tym swoją główkę; a raz nawet zasymulował nagły atak bólu gardła – z utratą mowy, rzecz jasna.

– Obiecuję – przytaknął stanowczo.

Kupił sobie kolejne dwa dni na wymyślenie historii.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 4

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (4)

  • Gregory Heyno dwa lata temu
    "Ichti posmutniała:" to jakiś tytuł Holi? Szybko czytam i gdzieś mi umknęło gdzie o tym piszesz, przypomnisz?
  • MKP dwa lata temu
    Nic ci nie umknęło; to mi umknęło: w książce mam w przypisie:)
    Zaraz i tu wmontuję.

    Ichti to z dialektu staro-sungardzkiego, siostra: brakowało mi odpowiednich epitetów to sobie wymyśliłem:)

    Dzięki
  • krajew34 dwa lata temu
    Dobrze, że dałeś ten przypis, bo zastanawiałem się kto to do cholery jest Ichti i gdzie mi ucieķła w czasie czytania. Mam wrażenie, że nie raz przesadzasz z opisami, które w większości są naprawdę fajne i wyobraźnia je łatwo przedstawia,
    Wąskie, karłowate okna osadzone w grubych murach, nie dawały zbyt wiele dziennego światła, więc młody władca spowolnił kroku i dobył pochodni. - czy pochodni można dobyć.. Hm to określenie zawsze kojarzyło się z ostrzem, więc jeśli miałby pochodnie przy pasie wtedy albo by się przypalił albo by musiał ją jakoś zapalić. Karłowate okna, kurcze ale ja się tak zwane przypierdzielam o szczegóły. No, ale z racji, że to twój tekst, a komentarz jest tylko moją subiektywną opinią, to mogę to robić. :) idę dalej.
  • MKP dwa lata temu
    szczegóły są ważne:)
    Doceniam wnikliwość i korzystam ze wskazówek

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania