Pokaż listęUkryj listę

Pięć Domen: Tom 1 - Światło Północy: cz. 42

CO TU SIĘ WYPRAWIA?!

 

****

Kimian to popularny gatunek Walońskiego zboża zbierany późną jesienią. Łodygi tej trawy ceniono, jako wytrzymały materiał do wyrobu koszy i prostych mebli. Dodatkowym atutem był fakt, że kłosy rosły szybko i dorastały nawet do dwóch metrów.

****

 

Lejla klęczała na strawionym ogniem polu, wewnątrz kręgu nienaruszonych kłosów. Czarodziejka starannie przeczesywała ziemię wokół nietkniętych płomieniem liści i łodyg, które były jedynie lekko okopcone przez szalejący żywioł. Zjawisko wyglądało wyjątkowo nienaturalnie i od razu przyciągnęło jej uwagę. Skojarzyła również, iż mniej więcej w tym miejscu, dzień wcześniej, klęczała siostra namiestnika, Mavis Galat.

Arkanistka rozproszyła aurę próbując wyczuć źródło anomalii, która ochroniła koliste poletko, ale nie wyczuła nic szczególnego, oprócz pogłosu szalejącej czerwieni, który zawsze towarzyszył pożarom.

– Co ty przede mną skrywasz? – spytała zbożowy krąg prostując plecy i skierowała wzrok ku jego centrum. Z dystansu dostrzegła, iż tam łodygi wyginały się w dół i brązowiały.

Nie wstając z kolan, czym prędzej przeczołgała się bliżej tego miejsca. Z uwagą przyjrzała się roślinom. Na ich powierzchni widniały ciemne brunatne plamy. Nie miały śladów przypalenia, ale wydzielały woń zgnilizny. Wokoło leżało też mnóstwo zwłok polnych zwierząt i insektów. Wszystkie wyglądały na świeże i podobnie jak kłosy nie były dotknięte przez ogień.

Gdy Lejla nachyliła się nad truchłem myszy, spod bluzki wypadł jej fragment jadeitu uwieszony na łańcuszku. Kamień zaczął jasno świecić. Nigdy nie widziała, żeby sam z siebie zachowywał się w ten sposób. Wstała i uniosła kryształ pod światło. Jadeit przygasł.

– Co tu jest grane? Pomyślała wpatrując się w magiczne Oko, po czym ponownie opuściła je bliżej ziemi. Oliwkowe lśnienie powróciło. Zdjęła wisiorek, położyła go na glebie i oddaliła o kilka kroków.

– HAR GANNARET! – wypowiedziała zaklęcie wzbudzenia.

Spod ziemi wyłoniła się gliniasta runa. Cień, jaki roztaczała pożerał światło słoneczne padające w tym miejscu. Arkanistka nie rozpoznała znaku o takim kształcie. Fundament był ten sam, co zawsze: trójkąt wpisany w okrąg, ale znak przełamania nie pasował do żadnej z domen.

Glif wyjałowił resztkę pobliskich traw i zbóż, a szczątki zwierząt rozpadły się w pył. Czarodziejka wyrwała garść roślin, które miała pod ręką i rzuciła w stronę cienia. Kłosy uschły w mgnieniu oka i obróciły w perzynę. Cienista anomalia wylała się poza runę, zupełnie jakby Lejla rzuciła jej przynętę. Ciemność zaczęła się rozszerzać i pełznąć w stronę czarodziejki, wysysając życie ze wszystkiego, co ogarnęła.

– HAR RETNAGAR! – Lejla krzyknęła komendę zamknięcia, próbując dezaktywować glif. Nie zareagował. Sytuacja robiła się niebezpieczna. Arkanistka skupiła myśli, kształtując wizję kamiennej bariery wokół mrocznej anomalii. Wzbudzona astra zamigotała niebieskim światłem. Lejla uderzyła pięścią w ziemie, a mroźny krąg zamknął smolistą zgorzel w energetycznej klatce.

Poskutkowało.

Mrok rozbił się o falującą zaporę zmrożonego powietrza, przeplatanego turkusowymi błyskami. Gniew, nienawiść, ale też ciche wołanie o pomoc; wszystko na raz rezonowało w Astrze.

Czuła to… czuła przez swoje zaklęcie. Ktoś sterował tą czarną magią i nie miał zamiaru odpuścić. Fale mroku uderzały w barierę raz za razem. Lejla nie mogła utrzymywać wzbudzonego pola w nieskończoność.

Trzask przypalonych gałązek podrażnił jej wyostrzone zmysły.

Eliot wyszedł spomiędzy kłosów.

– Uciekaj! Spróbuje to powstrzymać tak długo jak będę mogła! – Chłopiec nie zareagował tylko stał w bezruchu wlepiając wzrok w pokaz magicznej mocy. Cień uderzał w szkliste ściany splecionej bariery.

– Eliot! Uciekaj mówię!! – Brak skupienia poluzował magiczne pęta. Zgorzel pochłonęła kolejny fragment gleby.

Arkanistka ponownie spojrzała w stronę chłopca. Eliot stał już tuż przy niej.

– Nie bój się panienko – odezwał się z niebywałym spokojem. – Już to widziałem. Nic mi nie zrobi.

– Eliot, nie wiesz, o czym mówisz! Uciekaj! – krzyczała na niego w desperacji, ale chłopiec, nie bacząc na jej słowa, podszedł do bariery.

– Będzie dobrze – powiedział z uśmiechem, a Lejla spojrzała na niego błagalnie. Była kompletnie wyczerpana. Anomalia uderzyła w mur błękitnego Ładu. Astralna ściana padła a impet fali uderzeniowej rzucił oboje na plecy. Gdy uniosła głowę zauważyła, iż mrok dotarł do chłopca.

Ostatkiem sił, wstała, chcąc go ratować, ale dziwna magia zatrzymała się tuż przed jego stopami. Eliot podniósł się bez jakichkolwiek oznak strachu: powoli i nieco niezdarnie; zrobił krok w przód a cień wycofał się w stronę runy.

– No już, wracaj do domu! Sio! – pomachał rączkami jakby przeganiał niesfornego psiaka. Ruszył przed siebie, a cień wycofywał się karnie. W końcu stanął nad krawędzią aktywnej runy.

– Widzisz panienko – odwrócił się z uśmiechem na buzi. – Nic strasznego – pobladł nagle. Jego oczy zapłonęły ogniem rodzącej się gwiazdy

– Lun Astris Farvateo! – wypowiedział formułę tysiącem głosów. Język Pierwszych wydał rozkaz, a cień zapadł się do wnętrza runy.

Znak z gliny zniknął pod glebą.

Eliot wrócił do normalności i spokojnie sięgnął po pęknięty jadeit Lejli.

– Proszę – oddał jej medalik szczerząc mleczaki.

– Widziałeś to już wcześniej? – spytała zakładając wisiorek na szyję. Klejnot był zimny w dotyku.

– Tak, kilkukrotnie, po wizycie tej pani w płaszczu, ale nigdy nie było takie wielkie – zrobił zamyśloną miną. Wtedy to Arkanistka przypominała sobie opowieści Walońskich uchodźców o kapłance Imaltis błogosławiącej uprawy, tuż przed pojawieniem się zarazy. Przykucnęła na przeciw niego.

– Widziałeś ją? Możesz ją opisać? – Miała nadzieję, że chłopiec rzuci trochę światła na tą tajemniczą historię i pozwoli wytropić jej źródło.

– Słabo ją pamiętam. Schowałem się wtedy w zbożu i patrzyłem z daleka. Rysowała ten dziwny znak na ziemi, mamrocząc coś cichutko – podrapał się po jasnej czuprynie.

– Jesteś pewien, że rysowała właśnie tę runę? – chłopiec skinął głową twierdząco.

– Pamiętam jeszcze, że wylała na ziemię bardzo gesty, czarny płyn, który wgrzebał się w glebę jak kret. To było straszne. Potem wypowiedziała kilka słów i odeszła. Aaa! I jeszcze spojrzała w moją stronę tymi dziwnymi oczami.

– Dziwnymi? – spytała Lejla, ciągnąc chłopca za język.

– Były czarne z jaskrawo zielonymi punktami, aż ciarki przeszły mi po plecach. Opowiedziałem to mamie, ale rodzice jak zwykle powiedzieli, że wymyślam.

– To wszystko robi się coraz bardziej upiorne – westchnęła czarodziejka. Nie znam rasy, która by miała takie oczy, ale z drugiej strony… niewiele wiem o tym regionie.

– Eliot! Po… Poczekaj na mnie…! – Z oddali doszły ich krzyki Emira. Po chwil wyłonił się zdyszany spomiędzy źdźbeł kimianu .

– Tutaj Jesteś. Nie możesz tak męczyć starego ojca – przysiadł na kamieniu a po czole, obficie, spływał mu pot. – Co tu się stało? – zapytał wyglądając chłopcu za plecy. Powietrze falowało od parującej jeszcze mocy, która ulatując zamieniała się w niebyt.

Lejla stwierdziła, że Ozirowie mają już dość zmartwień i oszczędzi mu szczegółów, tym bardziej, że i tak postanowili wyjechać z farmy na jakiś czas.

– Eliot wybiegł ze zboża jak rzucałam zaklęcie detekcji. Kazałam mu uciekać, żeby nie zakłócił formuły – skłamała. – Prawda młody? – mrugnęła okiem.

– Tak – przytaknął bez namysłu.

– A gdzie jest panienki kolega, panienko Lejlo? – spytał Emir. Najwyraźniej nadal do niego nie dotarło, że Selekta to imię żeńskie.

– Przesłuchuje naszego gościa. Chyba najwyższa pora do niej zajrzeć za nim ten łotr wyzionie ducha. – Nawet nie mogła przypuszczać jak bliskie prawdy było to stwierdzenie.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (9)

  • Vespera miesiąc temu
    Komentarz taktyczny dla pokazania, że nadal to czytam :) A czyta się coraz lepiej, wątki zaczynają się ze sobą spinać.
  • MKP miesiąc temu
    Dziękuję, taki był zamysł:)
    Na początku dużo tego niewiadomego, ale chciałem właśnie zostawić sporo znaków zapytania i powoli odsłaniać karty.
  • Vespera miesiąc temu
    MKP Ja tak nawet wolę, kiedy trzeba samemu łączyć wątki. Jeśli wszystko jest wyjaśniane nadmierną ekspozycją, czuję się trochę jakby autor traktował mnie jak idiotkę.
  • MKP miesiąc temu
    Vespera
    To prawda, ale przekombinować też łatwo:)
    Idealnym przykładem - co prawda spoza literatury - jest serial "Wychowani przez wilki", gdzie scenariusz odpłynął w jakimś dziwny kierunku pod koniec pierwszego sezonu, a szkoda po pierwsze odcinki było cudowne.
  • Vespera miesiąc temu
    MKP "Kobieta - android rodzi latającego węża " - to było tak absurdalne, jak brzmi, ale i tak uwielbiam ten serial, bo poruszał bliską mi tematykę: podążanie za autorytetami, istota władzy, gotowość na poświęcenie i popełnianie zbrodni w imię sprawy.... Pierwszy sezon był pod tym względem rewelacyjny, w drugim tych wątków było mniej, ale i tak nie narzekałam. Szkoda, że został anulowany. Widać było, że to bezkompromisowa, autorska produkcja, rzecz coraz rzadsza w dzisiejszych czasach fabuł tworzonych w excelu.
  • MKP miesiąc temu
    Vespera

    Drugiego sezonu jeszcze nie oglądałem, ale fakt to ten motyw z Androidem Rodzącym Węża mnie rozbroił:) + przelot przez jądro Keplera
    Ten Serial zaczął się rewelacyjnie, a pani która ZAGRAŁA Matkę powinna dostać Oscara.
  • Vespera miesiąc temu
    MKP Dla seriali te nagrody nazywają się inaczej :) A Matka rzeczywiście rewelacyjna. I muzyka jeszcze, ta na końcu każdego odcinka... Ciary miałam.
  • MKP miesiąc temu
    Vespera
    I tak jej się Oscar należy:)
  • Vespera miesiąc temu
    MKP Może zdobędzie, kto wie? Jeśli załapie się do jakiegoś ciekawego filmu...

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania