Pokaż listęUkryj listę

Pięć Domen: Tom 2 - Wiatry Zmiany: cz. 30

Przyjaciółka?...

 

Fale leniwie uderzały o brzeg, a mewy wyśpiewywały skrzekliwą pieśń, ucztując na rozkładającym się cielsku jakiegoś pokracznego morskiego stwora. Nieco dalej mały krab zwinnie przebierał odnóżami i dziurawiąc plażę, ostrożnie zbliżał się do plątaniny wodorostów, z których wystawały ciekawe kępki białej sierści. Skorupiak przystał przy jednym puchatym kłębku, powoli wyciągną szczypce i chwyciwszy za jasny splot, szarpnął za włosy.

– Ałła! – Z gnijącego zielska dobiegł krzyk. Kłębowisko poruszyło się gwałtownie. – Fuj! Co to za obrzydlistwo! – Anax zaczęła desperacko zrywać z siebie oślizgłe plechy. Kilka oddechów później trud napędzany odrazą przyniósł efekt i stała już niemal czysta, wyplątując resztki śmierdzących, zbutwiałych alg z przemoczonego ogona. – Ech… – westchnęła, błądząc wzrokiem po nieznanej okolicy. – Gdzie tym razem trafiłam? – Za niewielkimi wydmami, wzdłuż linii z żółtawego piasku rozciągał się gęsty, wysoki bór. Lisica spojrzała za siebie. Tylko morze, aż po horyzont. – Ciekawe czy Zarekin i reszta są cali? – pomyślała na głos i poczuła przypływ radości: zdała sobie sprawę, że jej mentalna karta nie jest tym razem całkowicie pusta. Euforia ustąpiła, gdy przypominała sobie, co zaszło na pokładzie, nim cisza morskiej toni wprowadziła ją w letarg. Niektóre wspomnienia mieszały się ze sobą niczym niesforne dzieci, które nie chcą stanąć w szeregu. Pamiętała piratów, Lucjana przebitego mieczem… jakieś krzyki… okalający ją zewsząd błękit, potem blask i woda zalewająca twarz.

– Ech… No cóż. Nie pozostaje nic innego jak podróż w głąb tej gęstwiny z konarów i korzeni. – Przez chwilę poczuła, jakby już kiedyś to robiła. Gdzieś w odmętach wspomnień zrodził się obraz podobny do tego obecnie, ale zniknął stłamszony przez chaos. – Skrzywiła twarz w grymasie bólu i zerknęła na piasek pod nogami. Był drobny, delikatny i bladożółty tak jak na większości plaż, prócz tych wulkanicznych, jednak dla niej nawet taki był czymś całkiem nowym. Nigdy nie widziała tak rozległej plaży – a przynajmniej nie pamiętała, że widziała.

Poprzebierała trochę palcami w żwirku z rozdrobnionych skał i muszli, nim spostrzegła częściowo zasypane ślady wiodące w stronę omszałych sosnowych pni. Myśl, że nie jest jedyną ocalałą buchnęła nadzieją jak żar kuzienniczego pieca, i niczym kowalski młot wiedziony pasją rzemieślnika, lisica ruszyła przed siebie napędzana nadzieją na spotkanie znajomej twarzy.

Piasek ustępował runu tuż przed ścianą z grubej kory i porostów oblekających pnie, a miękki dywan z zielonego mchu przyjemnie głaskał stopy. Anax przystanęła na skraju boru; nawet na pobrzeżu pomiędzy morzem zieleni i oceanem błękitu drzewa sprawiały wrażenie bardzo starych. Opasłe żywe maszty dźwigały szerokie, gęste korony stłoczone do tego stopnia, iż tworzyły sklepienie z długich, płaskich igieł.

Zacisnęła pięści i przekroczyła granicę upiornego półmroku.

Wiatr szeleścił gałązkami, a głuche buczenia w zaroślach co rusz mąciło ciszę tego majestatycznego miejsca. Lisica każdym stąpnięciem wywoływała poruszenie w pobliskich krzakach, gdzie leśne stworzonka nienawykłe do widoku białej, dwunożnej istoty rozpierzchały się po niziutkich krzewach.

– Grrr… – Głośne burczenie spłoszyło ptaki wysoko ponad głową lisicy. – O matko… – Ścisnęła się za warczący gniewnie brzuch. Głód dał o sobie znać bardzo dotkliwie. – Wypadałoby się rozejrzeć za czymś do jedzenia. – Nadal skrzywiona skurczami spojrzała na smakowicie wyglądające jagody porozrzucane po ciemnych krzewach w centrum niewielkiej polany. Jarzyły się soczystą czerwienią tak, że nie sposób było im się oprzeć – tym bardziej na pusty żołądek.

Podeszła bliżej i zerwała kilka sztuk. Powąchała. Woń przypominała zapach świeżego, surowego mięsa – a przynajmniej to przyszło jej do głowy z wyjątkowo ograniczonej palety doznań, które pamiętała. Skosztowała i natychmiast wypluła zawartość ust.

– Fuj! Już wiem, dlaczego sobie tak bujnie rośniecie niezrywane. – Wyrzuciła resztę jagód i splunęła kilkukrotnie, próbując pozbyć się posmaku padliny.

W krzakach za jej plecami coś się poruszyło. Przykucnęła, przeczołgała się kilka jardów i rozchyliła gałęzie pokaźnej paproci. Na środku leśnego przerzedzenia kucał dorodny królik. Beztrosko nadgryzał łykowate liście pnącza zwisającego z gałęzi karłowatego drzewa. Lisica nie mogła od niego oderwać wzroku. Miał taki pulchny zadek. Oblizała usta, a jej szpony wysunęły się mimowolnie. Przyczaiła się i ostrożnie ruszyła w stronę zwierzęcia. Instynkt nakazywał uważnie stawiać każdy krok; skradała się na czworaka, tuż przy ziemi. Nie była sobą, a napędzanym głodem drapieżnikiem, który przejął kontrolę i walczył o przetrwanie. Oczy skupiły się na celu.

Szelest pękających gałęzi zaalarmował zajęczaka, który stanął na dwóch łapach i nasłuchiwał otoczenia spiczastymi uszami, żwawo pociągając przy tym nosem.

Teraz! Pomyślała wyskoczyła się na zaskoczoną ofiarę.

Zwierzak rzucił się do ucieczki. Był szybki, lecz Anax nie ustępowała mu chyżością. Odepchnęła się od pnia, zyskując przewagę, lecz królik umknął w ostatniej chwili. Pościg trwał. Ofiara wbiegała miedzy korzenie, żeby zniechęcić napastnika, ale drapieżnik się nie poddawał. Ostatecznie zajęczak wpełzł do głębokiej nory w uschniętym drzewie. Nie mogła go dosięgnąć, ale nie mogła też odpuścić: po takim sprincie niezaspokojony głód byłby nie do zniesienia.

Zaczaiła się i wyczekiwała, aż zwierzę poczuje się bezpieczne. Nie trwało to długo. Z nory najpierw wysunął się pyszczek, potem uszy, a na końcu cały królik.

– Mam cię! – wrzasnęła, wyskakując zza pnia. Zajęczak nie miał szans. Chwyciła go mocno i przeturlała się kilkukrotnie, niesiona siłą wybicia.

Według odwiecznego, brutalnego prawa natury, jeden musiał umrzeć, by drugi mógł żyć, nie mogło być inaczej…

– Awww… – Anax westchnęła, unosząc ofiarę przed sobą. – Kto jest pięknym pysiem królisiem? No kto? – mówiła łagodnym, słodkim tonem. Puchaty pyszczek i spiczaste uszka przywróciły klarowność umysłu. – Nie bój się; pańcia Anax w życiu by nie skrzywdziła takiego słodziaka. – Przytuliła go do siebie jak miekką lalkę, głaszczą delikatne futerko. – Czmychaj. – Odstawiła zwierzątko na ziemię, a niedoszła ofiara w lekkim szoku poczłapała w borowinę. – Znajdę coś brzydszego do jedzenia. – Atak głodu ponownie skręcił trzewia. Skuliła się, żeby odczekać skurcz. Gdy ból zelżał, uniosła głowę. Niespełna kilka jardów przed nią stała młoda kobieta przyodziana w zwiewną lnianą szatę. Trzymała kosz ze splecionych kłączy i patrzyła w stronę lisicy. Anax przetarła oczy, myśląc, że to jakaś wywołana głodem ułuda.

– A! – wrzasnęła piskliwie, gdy rozwarła powieki.

Dziewczyna znalazła się o krok od niej. Musiała poruszać się bezszelestnie i nadludzko szybko. Lisica cofnęła się nieznacznie, a szpony wychynęły z opuszek. – Kim jesteś!? – Nieznajoma z gibkością leśnej pantery doskoczyła do lisicy i objęła ramionami.

– Jesteś taka miękka i pięknie pachniesz – oznajmiła, z uśmiechem tuląc się do białego futra jak do puchatej pościeli.

– No dobra… To jest dziwne. – Anax odsunęła ją od siebie. – Kim ty jesteś? – powtórzyła pytanie, spoglądając na zarumienioną ludzką twarz po części skrytą przez miodowe pukle. I te oczy… Wyglądały, jakby błądziły gdzieś w głębinach innego świata.

– Wybacz… nie sądziłam, że umiesz mówić. Jestem Aida. – Wystawiła filigranową rękę w powitalnym geście, a Anax odruchowo ją uścisnęła. – Czyli się zgadzasz! – wykrzyczała uradowana kobieta.

– Zgadzam na co? – zdziwiła się lisica.

– Wiem, że się zgodzisz, musisz, proszę… – Aida spojrzała lisicy w oczy z miną pieska proszącego o resztki z biesiady. Obłąkanego pieska.

– Zaraz, zaraz, zaraz. – Anax zabrała rękę. – Na nic się nie zgadzam, dopóki nie wyjaśnisz mi, o co tu chodzi. – Atmosfera zrobiła się nieprzyjemna, ale głośne warknięcie jelit białowłosej rozładowało napięcie. – Przepraszam, dawno nie jadłam. – Spuściła wzrok z zażenowania.

– Nie przejmuj się – rzuciła dziewczyna. – Zdążyłam nazbierać owoców. – Uśmiechnęła się, sięgnęła do głębokiego kosza i wystawiła przed siebie otwartą dłoń, na której spoczywało kilka sporych kwiatowych pąków. – Weź je, proszę. Na dowód przyjaźni. –

– Mam to zjeść? – spytała z grymasem Anax, a Aida przyjrzała się garści zielonych bryłek, jakby niedowidziała.

– Kurde, znowu to zrobiłam! – W złości kopnęła pień i wyrzuciła rośliny na polanę. – Ech… – westchnęła. – Znowu widziałam je takimi, jakie będą. – Teraz pewnie masz mnie za wariatkę… – Odwróciła się od Anax i zaczęła bezcelowo grzebać palcem w drzewie, wyczekując odpowiedzi.

Teraz? Pomyślała lisica i otaksowała dziewczynę wzrokiem. Mieszka tu sama i postradała rozum. Bezpieczniej będzie zagrać w tę grę, tym bardziej że nie wyglądała na przesadnię wychudzoną, co oznacza w miarę regularne posiłki.

– Wybacz, nie chciałam cię obrazić – oznajmiła Anax bardzo naturalnie i na tyle serdecznie, że musiała być wiarygodna.

– Czyli się zgadzasz…? – dziewczyna znowu wlepiła w nią wielkie zielone oczy i czekała na potwierdzenie.

– Tak, zgadzam się – wypchnęła z siebie lisica, przewracając oczyma. Nie miała pojęcia, na co przystaje.

– Cudownie! Chodź, musisz poznać Sarpę. Na pewno cię polubi. – Aida zaczęła niemalże ciągnąć Anax ledwie widoczną ścieżką wydeptaną w mechatym poszyciu.

Lisica stwierdziła, że muszą wchodzić głębiej w las, gdyż rozłożyste liście dębów i olch stopniowo wypierały wszelkiego rodzaju iglaki, jeszcze bardziej ograniczając dostęp słońcu.

– Dokąd idziemy?

– Do naszej chaty, głuptasie – zachichotała. – Sarpa pewnie już ugotowała zupę. Spieszmy się; ona cudownie gotuje. – Na dźwięk słowa „zupa” białowłosej znowu skręciło kiszki. Musiała na chwilę przykucnąć, żeby stłamsić donośne bulgotanie i odczekać skurcz.

– Poczekaj tu chwilę – nakazała Aida, jakby pouczała zwierzaka i pogłaskała białą grzywę. – Zaraz przyniosę ci coś na drogę – oświadczyła z zapałem i zaczęła przeczesywać wzrokiem okoliczne drzewa. W końcu spostrzegła usianą kwiatami, dziką jabłoń. Uśmiech rozświetlił jej dziewczęcą twarz, a wzrok podszyty obłędem rozświetliła migotliwa zieleń. Podbiegła do drzewa, stanęła na palcach i spróbowała dosięgnąć kilku kwiatów. W międzyczasie Anax opanowała głód na tyle, że mogła się wyprostować i wiedziona ciekawością podeszła do Aidy, dającej mało udany popis koślawej akrobatyki.

– Podsadź mnie, proszę, to zerwę ci jabłek. – Aida spojrzała na towarzyszkę z taką zawziętością, że nie sposób było jej odmówić.

Lisica objęła dziewczynę w pasie i splotła dłonie.

– Ale tym razem wiesz, że to są tylko kwiaty, prawda? – spytała dla pewności, spojrzawszy na mało apetyczne różowawe płatki.

Podniosła Aidę.

– Nie… zobacz! A… kurczę, faktycznie – dziewczyna uderzyła się karnie w czoło.

– Mam cię zestawić?

– Nie, poczekaj. Nie lubię niczego na nich wymuszać, ale jesteś bardzo głodna. Zrozumieją – odrzekła. Jak zwykle bez krzty sensu.

Anax mogła tylko patrzeć – ze zrozumiałą dozą sceptycyzmu – jak młoda kobieta wyciąga rękę w stronę biało-różowych kwiatów i zaczyna szeptać w jakimś niezrozumiałym języku; przypominało to bardzo osobistą modlitwę do bliżej nieokreślonego bóstwa.

Lisica też zaczęła się modlić – w myślach prosiła los o rychłe zakończenie tego cyrku.

Dziewczyna zamknęła oczy. Wszechobecny szelest drzew przycichł. Dziwny powiew pogłaskał sierść lisicy i nastroszył pojedyncze włosy. Kwiaty zaczęły gubić płatki i puchnąć w zielone zalążki owoców. Po dwóch oddechach zmieniły się w dorodne jabłka. Aida zerwała jedno.

– Proszę. – Wręczyła owoc Anax, którą zamurowało.

Lisica nie dowierzała własnym oczom macała jabłko, jakby chciała ugruntować jego istnienie. Jej towarzyszka właśnie zwiększyła swój i tak pokaźny deficyt normalności.

– Dzięki – oświadczyła i dla pewności jeszcze obwąchała podarek.

Nie umknęło jej uwadze, że oczy nowej znajomej, mienią się dziwną zielenią. Nie wiedziała, co to oznacza, ale na pewno nie było to typowe: nigdy nie widziała takiego zjawiska u nikogo z załogi Nemres. Jednakże ta istota potrafiła zdobyć jedzenie – a wręcz je stworzyć, więc warto się jej trzymać – przynajmniej na razie.

Po ujarzmieniu głodu słodkim rarytasem obie ruszyły w dalszą drogę do miejsca zamieszkania Aidy, które dzieliła jeszcze z jedną kobietą o imieniu Sarpa. Ogromne korzenie wyrosłych dębów, buków i klonów wiły się pod poszyciem. Te najbardziej opasłe przypominały zwalone drzewa ociekające wilgotnym prątnikiem. Przez długi czas intensywnego marszu Anax wysłuchiwała opowieści o przyjaciółce Aidy, która w opisie obłąkanej przewodniczki zyskiwała niemalże boski status: piękny wygląd, hipnotyzujące oczy, inteligentna, czuła i w miarę ciepła – cokolwiek to oznaczało. Dziewczyna pałała szczerym zachwytem, a Anax miała nadzieję, że w końcu spotka kogoś, z kim będzie mogła rzeczowo porozmawiać i dowiedzieć się, gdzie jest, gdyż jej towarzyszka na to pytanie odpowiadała: "Przecież jesteśmy w lesie" zdziwiona, iż nie jest to oczywiste.

Słońce chyliło się ku zachodowi, gdy stanęły na skraju szerokiej, płytkiej przełęczy rozciągniętej pomiędzy dwoma wzgórzami. Delikatny wiatr roznosił po okolicy korzenny zapach, który nęcił zmysły i wywoływał ślinotok.

Brzuch Anax znowu zaczął warczeć, ale jabłka stłumiły siłę jego roszczeń.

– Już jesteśmy. – Aida wskazała na obrośniętą bluszczem i porostami chatę skrytą pomiędzy drzewami. Z otworu w dachu unosił się pachnący dym. Dziewczyna zaciągnęła się pięknym aromatem. – Dzisiaj gulasz z korzeni Noa, mój ulubiony. Pośpieszmy się! – Chwyciła Anax za dłoń i zaciągnęła w dół łagodnego zbocza.

Wewnątrz butwiejącej szopy – bo inaczej nie można było nazwać tego przybytku – panowała wilgotna ciemność; duszna i gęsta, taka, która oblepia każdego, kto nie uciekł w stronę pełgającego, kamiennego paleniska tlącego się na uboczu izby. Nad tym wątłym płomieniem wisiał garnek z wolno bulgoczącym sosem.

– Sarpa? – zawołała Aida, rozglądając się wokół. Chata sprawiała wrażanie opuszczonej. – No cóż, chyba gdzieś wyszła. – Wzruszyła ramionami. – Rozgość się, a ja sprawdzę, co z kolacją. – Uśmiechnęła się psychotycznie i poszła zamieszać w kociołku.

Anax zrobiła kilka kroków po skrzypiących deskach. Przez uchylone wejście wpadała wąska pręga czerwonego blasku i rozświetlała jedną ze ścian pokrytą girlandami z pęków ususzonych ziół. Na podłodze pod kordonami z przypraw rozstawiono kilka ogromnych ślimaczych muszli wypełnionych owocami, które aż prosiły się o zjedzenie – więc po co im odmawiać? Lisica pochwyciła jeden pulchny, nieco włochaty smakołyk, ale wyciągnąwszy nauczkę po incydencie z jagodami, nie wsadziła go łakomie do ust, tylko przecięła go pazurem i wpierw polizała. Miąższ był słodki, nawet mdławo słodki. Już miała się wgryźć, ale dostrzegła, że od wejścia zaczął wyrastać smukły cień, który pełzł w jej stronę. Instynkt wypchnął szpony. Odwróciła się gwałtownie. Para jarzących się, gadzich ślepi zawisła tuż pod sklepieniem.

– Kim jesteś! – Lisica zrobiła krok w tył, ale potknęła się o wystającą deskę i upadła na pośladki.

Istota zbliżyła się, wchodząc w poświatę bijącą od ognia. Zgoła kobiecy korpus z wydatnymi piersiami i aksamitną bladoszarą skórą zrzucił ciemność jako pierwszy. Ramiona i głowę istoty pokrywały drobne łuski, zaś twarz wydawała się ludzka – prócz oczu; te prostokątne źrenice otoczone złotymi tęczówkami wywoływały ciarki od choćby krótkiego spojrzenia. Jednak to nie oczy najbardziej przeraziły Anax.

Poniżej pasa ciało istoty przechodziło w ogromny wężowy ogon odbijający blask ognia od szklistych, brunatno-zielonych łusek z białą pręgą wzdłuż grzbietu.

– Sarpa, poczekaj! – Aida podbiega do monstrum i chwyciła stworzenie za rękę. – Ona przyszła ze mną – oznajmiła z przejęciem, a gadzio-ludzka hybryda zwróciła wzrok ku niej i wydała z siebie kilka syków i gulgotań. – Tak wiem, miałam nie przyprowadzać obcych – odpowiedziała karnie Aida; zdawała się rozumieć pokraczną mowę. – Ale zobacz – wskazała na zdezorientowaną Anax, która ani myślała schować pazury – Zobacz, jaka ona jest ładna. Mogę ją zatrzymać? Proszę…

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 4

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (2)

  • Vespera 5 miesięcy temu
    O.o
    A cóż ty żeś tu ponawymyślał? I teraz będą tak sobie żyć w chatce na odludziu jak klasyczne trzy wiedźmy? Pewnie nie...
  • MKP 5 miesięcy temu
    Będą epizodycznie - tylko epizod krótki😉
    Ale tu sporo ciekawych postaci się pojawi w tym rozdziale.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania